2016-03-31 :: Napisali o nas: MAGAZYN WIATR - Tydzień na Pętli Żuławskiej

2015-12-01 :: Napisali o nas: Maike Grunwald: Tipp für 2016: Mit dem Hausboot durch den Oberlandkanal, Polen - Reiseblog and Welt am Sonntag 22.11.2015

2015-08-15 :: Twój Styl 8/2015 - Pejzaż horyzontalny

2015-07-24 :: Witaj w Podróży nr 48/2015

2013-12-10 :: Przegląd Koniński 12.2013
2013-08-14 :: Wywiad w Radiu Gdańsk
2013-03-08 :: Napisali o nas: ŻAGLE 3/2013 "Rejs barką od Bałtyku do Odry E70"

2012-12-24 :: Napisali o nas: Magazyn BOOTE Niemcy 12/2012

2012-08-10 :: Napisali o nas: "Sonntag Aktuell" - Stuttgart
2012-08-10 :: Napisali o nas: Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung (Niemcy) - 7.2012
2012-07-22 :: Napisali o nas: NATIONAL GEOGRAPHIC Traveller Holland

2012-05-21 :: Napisali o nas: Commersen (Szwecja)
2012-04-20 :: Napisali o nas: magazyn KILWATER marzec 2012
2012-04-20 :: Pokazali nasz jacht - TVN FAKTY 25.03.2012.
2012-04-20 :: Napisali o nas: magazyn JACHTING luty 2012
2012-04-19 :: Napisali o nas: KANAELE UND FLUESSE (SZWAJCARIA)
2012-04-05 :: Napisali o nas: Erlebnisreisen auf Nord - und Ostsee
2012-04-05 :: Napisali o nas: magazyn WASZE PODRÓŻE styczeń-luty 2012
2012-04-05 :: Napisali o nas: "Witaj w podróży" kwiecień/maj 2012.
"Witaj w podróży" kwiecień/maj 2012.

2012-02-13 :: Napisali o nas: Magazyn NAUTICA (Belgia)
2012-02-06 :: Napisali o nas: Magazyn ŻAGLE luty 2012
2011-12-22 :: Napiali o nas: NASZE MORZE grudzień 2011
2011-11-08 :: Napisali o nas: ŻAGLE październik 2011
2011-11-06 :: Napisali o nas: Nasze Morze X 2011
2011-10-17 :: Napisali o nas: DZIENNIK POLSKI 30.07.2011
2011-10-17 :: Napisali o nas: JACHTING sierpień 2011
2011-07-21 :: Napisali o nas: FLOTTENKALENDER (Niemcy)
2011-07-21 :: Napisali o nas: BOOTE MAGAZIN 07/11 - Największy w Europie magazyn o sportach motorowodnych
2011-07-21 :: Napisali o nas: NASZE MORZE 7/2011
2011-06-07 :: Napisali o nas: Lagrandeepoque (KANADA - Montreal)
2011-05-31 :: Napisali o nas: Dziennik Polski "Przez kanał i śluzy"
2011-05-17 :: Napisali o nas: JACHTING nr 5/2011
2011-05-09 :: Napisali o nas: POLSKA THE TIMES- GAZETA KRAKOWSKA "W cztery oczy o łódkach"
2011-05-07 :: Napisali o nas DZIENNIK POLSKI "Wiślane wilki morskie"
2011-05-07 :: Napisali o nas: POLSKA - GAZETA KRAKOWSKA "Rejs Kingą po Wiśle"
2011-04-21 :: Napisali o nas: DZIENNIK POLSKI "Jak to z Wisłą jest"
2011-04-17 :: Napisali o nas: Przegląd Motorowodny "Aleksandra wpuszczona w Kanał"
2011-03-31 :: Napisali o nas: Reise&Welt (Niemcy)
2011-03-08 :: Napisali o nas: JACHTING "Przez Polskę Wisłą odc. 4 Toruń-Gdańsk"
2011-03-08 :: Napisali o nas: Magazyn BOOTE (Niemcy) marzec 2011
2011-02-27 :: Napisali o nas: Hessisch-Niedersächsisch-Allgemeine (Niemcy)
2011-01-17 :: Napisali o nas: ŻAGLE styczeń 2011: "Jachtem po ...ziemi"
2010-12-21 :: Napisali o nas: JACHTING MOTOROWY 09/2010 Pętla Żuław w 4 dni
2010-12-21 :: Napisali o nas: Segler-Zeitung (Niemcy) styczeń 2011
2010-12-16 :: Napisali o nas: JACHTING grudzień 2010 "Wisłą przez Polskę cz III"
2010-12-08 :: Napisali o nas: ŻYCIE WARSZAWY
2010-11-30 :: Napisali o nas: magazyn NAUTICA (Belgia)
2010-11-07 :: Napisali o nas: MAGAZYN WIATR listopad 2010 "Test jachtu Vistula Cruiser 30"
2010-11-04 :: Napisali o nas: WASZE PODRÓŻE styczeń 2010 "Żuławy z Rzeki widziane"
2010-11-04 :: Napisali o nas: WATERKAMPIOEN (Holland)
2010-10-30 :: Napisali o nas: WIADOMOŚCI TURYSTYCZNE X 2010 Przywrócić Wisłę turystyce
2010-09-21 :: Napisali o nas: JACHTING "Przez Polskę Wisłą cz.II Sandomierz-Warszawa"
2010-09-21 :: Napisali o nas: REISE&ERHOLUNG (Niemcy) "Im Zickzack durch alle Zeiten"
2010-09-18 :: Powiedzieli o nas w Domradio (Niemcy) Hörfunkbeitrag Oberlandkanal vom 28.08.10 im Domradio
2010-09-01 :: Napisali o nas: DuMont Aktiv (Niemcy) "Per Hausboot durch das Weichseldelta"
2010-09-01 :: Napisali o nas: Miesięcznik NASZE MORZE lipiec "Statkiem po polach"
2010-09-01 :: Napisali o nas: PRZEGLĄD MOTOROWODNY "Nowa Aleksandra na wiekowej pętli"
2010-09-01 :: Napisali o nas: ŻAGLE sierpień "Rodzinne podróże"
2010-07-28 :: Napisali o nas: KREUTZFAHRT GUIDE (Niemcy) Europas letzter wilder Fluss
2010-07-19 :: Napisali o nas: Magazyn BOOTE Niemcy (największy magazyn sportów motorowodnych w Europie) lipiec 2010
2010-07-18 :: Napisali o nas: WASZE PODRÓŻE lipiec 2010 Wisłą do Modlina
2010-07-18 :: Napisali o nas: WASZE PODRÓŻE lipiec 2010 Żuławy dla żeglarzy
2010-07-16 :: Napisali o nas: Zentralschweiz am Sonntag, Luzern (Szwajcaria)
2010-07-16 :: Napisali o nas: na portalu BabciaPolka.pl - Hausbotem do Modlina
2010-07-16 :: Napisali o nas: na portalu BabciaPolka.pl - Żuławy z rzeki widziane...
2010-07-08 :: Napisali o nas: DONAUKURIER (Deutschland) Der Letzte Wilde Fluss Europas
2010-07-08 :: Napisali o nas: MANDRY (Ukraina)
2010-07-08 :: Napisali o nas: GRUNSEL (Ukraina)
2010-07-08 :: Napisali o nas MANDRY WEBSITE (Ukraina)
2010-07-08 :: Napisali o nas: JACHTING 07/2010: Przez Polskę Wisłą, cz.I Kraków - Sandomierz
2010-06-28 :: Powiedzieli o nas: TVN Warszawa
W porannym programie TVN Warszawa pod tytułem "Rytm Miasta" znalazł się kilkuminutowy wywiad "na żywo" ze skipperem ŻW Bartkiem Białasem, który zachęcał warszawiaków do udziału w rejsach organizowanych przez naszą flotę z okazji Święta Wisły.
2010-06-22 :: NAPISALI O NAS: NATIONAL GEOGRAPHIC - TRAVELER czerwiec 2010
2010-06-18 :: NAPISALI O NAS: Rynkek Turystyczny 04.2010.
2010-05-21 :: NAPISALI O NAS:Jachting 05.2010 Nowy jacht Żeglugi Wiślanej - Vistula Cruiser 30
2010-05-20 :: NAPISALI O NAS: Jachting 05.2010. "Wisło, ach to Ty!"

"Wisło, ach to Ty". Tekst pdf

 

2010-05-14 :: NAPISALI O NAS: Super Express - Spędź weekend nad rzeką.

Spędź weekend nad rzeką
Jest kilka sposobów, by zrelaksować się nad Wisłą
Sezon majówek w pełni. Wszyscy, którzy lubią aktywny
wypoczynek, mogą wybrać się nad Wisłę. Tam atrakcji nie brakuje.
Rejs po Wiśle może być doskonałą odskocznią od codziennego życia mieszczucha. Wystarczy zebrać zgraną paczkę i wynająć jacht motorowy. Wisła jest dziką rzeką i najlepiej jest wyczarterować jacht z doświadczonym skipperem. Trasę można zaplanować samemu. Dobry pomysł to rejs z Warszawy do Modlina połączony z wycieczką rowerową i zwiedzaniem twierdzy.
Na łodzi może przebywać 12 osób. Jeśli zbierze się pełna ekipa, to wyprawa kosztuje tylko 66 złotych. Więcej informacji na stronie zeglugawislana.pl.

 



Super Express - Spędź weekend nad rzeką.

 

2010-04-30 :: NAPISALI O NAS: Zickzack auf der Weichsel

Zickzack auf der Weichsel. Tekst pdf

 

2010-04-24 :: Powiedzieli o nas w KURIERZE WARSZAWSKIM

 

 

W sobotnim Kurierze Warszawskim pojawiła się informacja o inauguracji
nowego sezonu działalności Żeglugi Wiślanej


http://www.tvp.pl/warszawa/informacyjne/kurier-warszawski/wideo/240410-1645/1702168?start_rec=8

2010-04-20 :: Napisali o nas: RYNEK TURYSTYCZNY kwiecień 2010

Napisali o nas: RYNEK TURYSTYCZNY kwiecień 2010

2010-03-20 :: NAPISALI O NAS: Canalboating s Blechou - " „Expedice Wisla“ plná dobrodružství"

 Sandomierz – Warszawa „ Expedice Wiała 2009”

 Expedice Wisla“  plná dobrodružství

 

     Rok  se s rokem sešel a přišel  čas na naši další  expedici  na motorové jachtě. Kam?  Do Polska na řeku Wislu, na polskou „matku řek“. Pronajali jsme si  loď Weekend 820 „Anetka“ od společnosti  Zegluga Wislana ze Sandomierzu.  Posádka: „kapitán“ Lukáš, „navigátor“ Tom, „kuchař“  Michal, „sklepmistr“ Olda a „spojař“ Pavel.  Zde je pár  postřehů a zážitků z naší plavby:

    Sobota  20. června:  … ve večerních hodinách jsme dorazili autem do místního přístavu v Sandomierzu na Wisle. „Anetka“ již na nás čekala „připravená“. Druhá loď „Stasia“ nás měla na naší expedici doprovázet s polskými skippery Bartkem a Wojtkem.

      Neděle  21.6.2009:  … v  neděli, něco po 13. hodině, po obědě, jsme odrazili od přístavního mola a v celkem chladném a drsném počasí jsme vyrazili na naši  plavbu po  polské „matičce řek“ Wisle. V první části plavby se kormidla naší lodi ujal skiper Bartek,  který nás  zasvětil do tajů řízení lodi a hlavně do problémů,  které se vyskytují při  plavbě po této řece.  Důležité na plavbě po  Wisle je především to, že kormidelník musí  neustále sledovat hloubku řeky, která  kolísá od 7 metrů  do písčitých mělčin, které často vystupují nad hladinu. Zkušenost: na tomto úseku došlo celkem asi 4x k uvíznutí naši lodi  „Anetka“  na  mělčině a bylo nutné  loď doslova opětovně vytlačovat  ručně, k čemuž se  dobrovolně přihlásili naši dlouholetí  roztlačovači jachet kapitán Lukáš a kuchař  Michal.

Pondělí  22.6.2009: … pondělní  ráno nás probudilo  zasmušilou oblohou ... na palubu lodi „Stasia“  nastoupil úředník polské plavební  správy, do kterého jsme  preventivně nalili pár vodek, aby jsme si udobřili místní  úřednictvo. Po  vyplutí jsme bez větších problémů křižovali Wislu bez jediné  pozitvní změny  počasí. Lodě si  pluly svou 12-ti km rychlostí  za hodinu a my jsme sledovali měnící se ráz krajiny z roviny  na drobnou  pahorkatinu. Úředníka jsme vysadili u přívozu před městem Dolny Kazimierz – to jsme si oddechli! Do dneška nevím, proč s námi plul. V Dolným Kazimierzu  jsme přistáli  ve sportovním přístavu - výhled  na město byl  fascinující – a zůstali na noc.

     Úterý 23.6.2009:  … ráno  okolo osmi hodin nás probudila zatažená obloha, místy se však  protrhávala a  vypadalo to, že se na nás konečně usměje  sluníčko … a desátá  hodina rozhodla v náš prospěch. Okolo té  desáté  hodiny jsme opustili Dolny Kazimierz  a  pokračovali v plavbě směrem na Varšavu.  Šířka  řeky Wisly dosahovala až 350 m a hloubka byla místy  okolo 2 až 3 m. S pohodičkou jsme dopluli do města Pulawy, kde jsme zakotvili u staré lodi s názvem Bossman, která  slouží jako restaurace a  bar. Plavba  dále probíhala poměrně v poklidu, místy  pršelo a začalo být chladněji. Vše nám však vynahradila  příroda, která v  pulawské oblasti na řece Wisle byla skvostná.  Písečné zálivy uprostřed řeky s  nahromaděnými starými kmeny  stromů vypadaly při soumraku poněkud strašidelně.

Středa 26.6.2009:  … od časných ranních hodin nás budil hluk těžkých  strojů,  který se ozýval z venku. Loď  totiž byla ukotvena u nájezdu pro těžařskou firmu, která tady  těžila za  pomocí bagru, lodě a nákladních aut písek z řeky. „Kapitán“  Lukáš se už ale nevydržel dívat na bagristu a začali ho svrbět  ruce a tak  navrhl tomu polskému bagristovi, že by si mohl odpočinout  a on těch pár náklaďáků naloží za něj. Bagrista  souhlasil a Lukáš po krátké instruktáži zasedl do  cockpitu bagru. Tu nabral vodu z Visly, kterou vylil na palubu  šífu,  tu nabral písek, který vysypal do korby náklaďáku. Odpoledne bylo sice pod mrakem, ale  příjemné teplo, proto  jsme na jedné písčině přirazili a ukotvili lodě. Vyskákali jsme jako malé děti z lodě a váleli jsme se v tom příjemném  a jemném  písku. V  pozdních odpoledních hodinách jsme dorazili do průmyslového přístavu  města Gora  Kalvaria.

     Bohužel,  v téhle době nás zastihla zpráva o vypuknutí ničivých povodní (červen 2009) v našem městě Novém Jičíně a okolí. Tohle téma nás na celý večer  zasáhlo natolik, že jsme šli  spát až pozdě v noci a každou příchozí sms jsme  hltali jedním dechem. Nezbývalo nám, než lidem doma držet palce  a modlit  se, aby vše dobře dopadlo a ztráty byly co nejmenší.

     Čtvrtek  25.6.2009:i dnešní slunečné ráno nám kazily myšlenky na to, jak to vypadá doma. Snídani jsme absolvovali duchem přítomni spíše v Novém  Jičíně, stálým telefonování s rodinami a známými. Nicméně  jsme se dohodli, že budeme pokračovat v plavbě do Varšavy. Do hlavního polského města  jsme dorazili v odpoledních hodinách. Podpluli jsme několik mostů, historických i nových a bylo na první pohled vidět, že Varšava  je opravdové velkoměsto  pulsující životem. Do  jachetního přístavu  se vplouvalo ocelovými vraty, které se v případě  povodní zavíraly,  aby  uchránily lodě od poškození.

  Pátek  26.6.2009:i Wisla  se začala pomalu zvedat díky povodním v  Česku a na jihu Polska,  což jsme poznali podle toho, že se začaly zaplavovat  i chodníky v přístavu. Dopoledne  jsme společně zašli do Varšavy nakoupit jídlo na další plavbu. Chvíli  po obědě jsme vypluli a pokračovali jsme po proudu, propluli  celou  Varšavou a za městem jsme zahnuli doprava na Zeraňski Canal, který vede na  Zalew Zegrzyňski ( Zegrzyňské jezero ).  Zde se také nacházelo jediné zdymadlo, kterým  jsme za celou dobu expedice propluli. Fungovalo úplně na jiném principu,  než  jsme byli zvyklí a to tak, že samotné brány zdymadla se  vysouvaly  z boční stěny a následně  se zajistily ocelovou  záklopkou jako u padacího mostu. Kanál  procházel průmyslovým předměstím Varšavy až na obří jezero - Zalew Zegrzyňski, které  bylo lemováno  marínami a rekreačními  středisky. K večeru  jsme dopluli do jednoho ze sportovních přístavů a  zakotvili k přenocování. 

    Sobota  27.6.2009: … poslední den plavby se opravdu „vydařil“: začal temnou oblohou a mlhou nad hladinou jezera a po opětovném proplutí zdymadlem pokračoval plavbou po již povodňové Wisle – „nic moc“, jen asi 3 m nad včerejší stav. Proud řeky byl mohutný, řeka  byla značně znečištěná a na  hladině proti nám po proudu  pluly klády a nedefinované předměty, které řeka nabrala „bůh ví kde“. Často jsme se jim  museli vyhýbat,  aby nedošlo k poškození a potopení naší lodi, která statečně a s velkými problémy bojovala s proudem... Dopluli jsme zpátky do varšavského jachtařského portu, zakotvili, oddechli jsme si, provedli závěrečný úklid, rozloučili se s našimi kamarády skipery a vyrazili na cestu domů … kde nás nemělo čekat nic radostného.

     Co  k expedici dodat? Byla to cesta  plná pohody, dobrodružství,  improvizace  a  legrace, ale zároveň i mnoha krušných chvil a neradostných zpráv ...  Polsko nás opět nezklamalo, jsou tady hodní a  ochotní lidé, krásné  ženy, pěkná příroda a ...velmi dobré nízké ceny. K charteru  Zegluga Wislana nemám jedinou výhradu, jejich služby byly na  vysoké úrovni a  vždy nám se vším ochotně pomohli. Skippeři  Bartek s Wojtkem a majitel Lukasz  jsou skvělí chlapi a  užili jsme  s nimi  spousty příjemných hodin.

Tom Seifert

Červen 2009                                                                        Charter: www.zeglugawislana.pl

Więcej :

http://www.canalboating.cz/index.php/cestopisy/cestopisy-patel-canalboatingu

2010-03-04 :: NAPISALI O NAS: Polen Das Reisemagazin

 Polen Das Reisemagazin

2010-03-03 :: NAPISALI O NAS: set course for Pomorskie - "Motor Yacht Charter in Gdańsk"

 set course for Pomorskie - " Motor Yacht Charter in Gdańsk"

2010-03-02 :: NAPISALI O NAS: Polen - " Hausboot Charter "

Polen - " Hausboot Charter "

2010-03-01 :: NAPISALI O NAS: WIATR - magazyn dla żeglarzy - " Motorowe spacerówki "

WIATR - magazyn dla żeglarzy - " Motorowe spacerówki "

2010-02-20 :: NAPISALI O NAS: ReiseMagazin - " Schilf und Seerosen am Ufer "

 

Samstag/Sonntag 20 / 21. luty 2012

"Schilf und Seerosen am Ufer"

 

2010-01-02 :: NAPISALI O NAS: SeereisenMagazin-Seite 27 - "Es begann an der Weichsel "

Dr. Peer Schmidt-Walther

Es begann an der Weichsel

Mit der ALEXANDRA auf  königlicher Premierenfahrt

Lukasz Krajewski ist Polens jüngster Reeder. Als erster im Land bietet er Charter-Fahrten auf Weichsel und Nogat an. Seine kleine Wislana-Cruises-Flotte umfasst mittlerweile sechs Hausboote. Einmal rund um das Weichsel-Delta ist der Autor als Steuermann dabei gewesen: 220 führerscheinfreie Kilometer Flussfahrt von Danzig nach Danzig.

 

Bange Frage: Wo ist sie? Man sieht den Wald vor lauter Masten nicht und ist erst mal ratlos. Bis sechs Räder sich aus dem Gewirr abheben. Das müsste sie sein, besser gesagt ihr Oberbau. Ein Fahrradständer nämlich überragt alles andere. Wenn auch nicht an Größe, so doch an Höhe. ALEXANDRA prangt in hellblauen Lettern auf ihrem makellos glänzenden Rumpf, der in vornehm-königlichem Dunkelblau gehalten ist. Schließlich begeben wir uns auf einen majestätischen Wasserpfad, die Weichsel. Mit rund 1000 Kilometern Länge gilt sie als Königin der polnischen Flüsse.

 

Mottlau auf Höhe Null

Noch ist die zehn Meter lange Bootsdame ALEXANDRA eingeklemmt zwischen großen und kleinen, protzigen und bescheidenen Booten. Im Sommer ist das internationale Gedränge in der Mottlau-Marina beängstigend. Der Blick auf das gegenüberliegende Krantor, Wahrzeichen der altehrwürdigen Hansestadt Danzig, entschädigt dafür umso mehr.

Die Salonfenster sind beschlagen. Untrügliches Zeichen, dass es innen brutzelt. In der Luft liegt der Duft von Gebratenem. Die Tür fliegt auf: „Welcome on board, I am Bartek!”, stellt sich ein junger Mann vor. Hinter ihm hantiert eine junge Frau am Herd. „And I am Dominika”, strahlt sie den Gast aus Deutschland an. Ohne Umschweife bittet die schwarzhaarige Physiotherapie-Studentin mit italienischen Vorfahren zu Tisch und packt die Teller voll mit saftigen, goldgelben Schnitzeln und Tomatensalat. Nach fünf Stunden Bahnfahrt von Stettin durch Hinterpommern langt man umso lieber zu und lässt sich die freundliche Willkommensmahlzeit einfach nur schmecken.

„Wir sollten nach dem Essen ablegen”, kalkuliert der 25-jährige Bartek, Geschäftspartner von Lukasz. Vor sich hat der studierte Kartograf und Geodät eine Karte ausgebreitet. „Um 19 Uhr”, weiß er, „öffnet die Pontonbrücke von Sobiescewo heute zum letzten Mal. Danach können wir noch bis vor die Schleuse Pzegalina tuckern”.

Rathaus und Marienkirche wandern als Spitzen über die Bürgerhausdächer an der Mottlau, auf der unsere Motoryacht Typ „Haber 33 Reporter”, so die offizielle Typenbezeichnung, den Danziger Hafen ansteuert. Aus Höhe Null wirkt der attraktive Mottlau-Kai noch beeindruckender. Die Premierenfahrt des jüngsten und größten Neubaus der Wislana-Cruises-Flotte beginnt. Aus diesem Grund mit einem Chefreporter auf der „Reporter”.

 

Ufer-Impressionen

Als schräg voraus der mächtige weiße Wasserbart eines Hochseeschleppers auf die ALEXANDRA zuschäumt, möchte man am liebsten stoppen oder abdrehen. „Keine Panik!”, beruhigt Bartek und bleibt lächelnd auf seinem Kurs, schließlich habe man ja Vorfahrt. Die Männer hoch oben auf der „Kambr”-Brücke stört das nicht im Geringsten. Im Gegenteil, sie winken freundlich nach unten und der rote Koloss dreht sich elegant wiegend nach Backbord. Uff! ‒ das ist scheinbar knapp gewesen.

Die Kran- und Neubaukulisse der früheren Lenin-Werft, von der mit Lech Walesa 1980 die Solidarnoscz-Bewegung ausging, verliert sich im Kielwasser der Martwa Wisla, wie die Tote Weichsel polnisch heißt. Die Ufer sind gespickt mit sozialistisch anmutenden Zweckbauten. Die abstoßende Palette reicht von dröhnender Metallverarbeitung über flammende Petrochemie bis zu übelriechenden Klärbecken. Ätzend! Da muss man sich schon mal die Nase zuhalten. 

Voraus die Pontonbrücke. Eine schwachbrüstige Barkasse zerrt an dem rostigen Mittelstück, das sich widerwillig knarzend öffnet. Bohnsack hieß bis 1945 der Ort an der Zatoka Gdanska, der Danziger Bucht. Auf beiden Seiten kreuzen wartende Boote. Doch hier gilt, wie Bartek sagt: „Wer zuerst kommt, mahlt zuerst!” Mit dem Hebel auf dem Tisch, aber nur 13 spritsparenden PS, rauscht ALEXANDRA als erste durch die Lücke. An Steuerbord der „Kilimandscharo” vom Weichselufer. Bartek grinst, als er nach dessen Bedeutung gefragt wird: „Eine frühere Abraumhalde, die zum Danziger Skiparadies umfunktionieren werden soll”.  

 

Einlaufbier zum Wellengluckern

Bis Einlage, dem heutigen Przegalina, wird der Skipper von seinem Gast abgelöst. Vor Sonnenuntergang erreicht ALEXANDRA die erste Schleuse. „Theoretisch könnten wir zwar weiterfahren, aber wozu?” Bartek erklärt, dass für Hausboote ein Nachtfahrverbot bestehe, die Schleusen gegen Aufpreis aber arbeiten. Außerdem haben wir Zeit, wollen entschleunigen und alles bei Tageslicht sehen.

Der Schleusenwärter, den Bartek kennt, nimmt das Stromkabel entgegen. Über Nacht ist die Energieversorgung gesichert und die Batterie wird geschont.

Plopp! Kronkorken fliegen zu Boden. Das traditionelle Einlaufbier ist jetzt fällig.

Beim Auspacken des Rucksacks bleibt die Tür der Achterkabine geöffnet, sonst kann man sich im Vorraum weder umdrehen, noch an- oder ausziehen. Für die Crew kein Problem, da man ja „unter sich” ist. Das Größte  daran: die den Raum einnehmende bequeme Doppelkoje. Ein Lämpchen verbreitet gemütliches Leselicht, die Schleusen-Nachtigall sorgt für eine passende Einschlafmelodie. Eintönig-beruhigend gluckern dazu die Weichselwellen an der Bordwand, während der Abendwind durch die geöffnete Luke säuselt.

 

Unter Null im Weichsel-Werder

Winzig wirkt sie, die hübsche ALEXANDRA, als sie am nächsten Morgen in die  gewaltige Schleuse eindreht. Die wurde in erster Linie für dicke Dampfer konzipiert und ist entsprechend dimensioniert.

Freie Fahrt hinaus auf die „richtige”, weil „lebendige” Weichsel. Gegen ihre Strömung boxt sich ALEXANDRA nach Süden. Problemlos. Der entgegenkommende Schleppzug mit einem holländischen Binnenschiff-Neubaukasko aus dem nordmasowischen Plock hat es da schon schwerer, das sperrige 135-Meter-Ding auf Kurs zu halten.

Nur sechs Kilometer stromabwärts öffnet sich die beidseitig eingedeichte Flusskönigin zur Ostsee, deren Wellen in den Mündungstrichter rollen. Erst der Weichseldurchstich von 1895 machte das möglich.

Nur einen Katzensprung weiter, bei Flusskilometer 931, nehmen wir Abschied von der Weichsel – bis später. Die Schleuse Skarpowo/Scharpau erwartet uns schon nach Barteks Anruf. Auf Polnisch natürlich. Ohne diese Sprachkenntnisse geht es allerdings auch. Lukasz übernimmt dann per Handy die Kommunikation. Auf der Elbinger Weichsel führt der Generalkurs nach Osten. Durch das sattgrüne Tiefland der Zulawy, dem früheren Großen oder Weichsel-Werder. Scheinbar menschenleer, denn außer allerlei Wasservögeln sieht man keinen Menschen. Vielleicht weil das Land mit 1,80 Meter unter dem Meeresspiegel zu tief liegt und überflutungsgefährdet ist? Doch schon im 13. Jahrhundert begannen holländische Siedler, aus ihrer Heimat vertriebene Mennoniten, damit, ein Entwässerungssystem anzulegen. Polder und die Abtrennung aller übrigen Weichsel-Mündungsarme von der Ostsee durch Schleusen erinnern noch heute daran. Die Vielfalt dieses Wasserreservoirs begründete ein Naturparadies von europäischem Rang. 70 Prozent aller in Polen beheimateten Vögel nisten hier. Biber und sensible Pflanzen wie der Wasserfarn Salwinia zeigen an: Das Wasser ist wieder sauber.

 

Piroggen und Wodka

Mittagspause vor der in holländischem Stil gehaltenen Zugbrücke von Drewnica oder Schönbaum.

„Heute bleibt die Küche kalt”, grinst Bartek verschmitzt. „Szkarpawianka” lockt. So  heißt die Kneipe am gegenüberliegenden Ufer. Sozialistisches Betongrau außen, passend dazu das rot-gelb-blaue Ambiente innen. Zwei polnische Arbeiter richten sich mit Wodka und Selbstgedrehten auf die Siesta ein. Die Wirtin blond, jung und freundlich: „Piroggen wollt ihr? Zum Mitnehmen? Nie ma problemu”, was so viel heißt wie „kein Problem”. Nach knapp 20 Minuten ziehen wir mit unserer preiswerten  Fleischtaschen-Last ab. Der wettergegerbte Brückenwärter begleitet uns. 15 Minuten nach der offiziellen Zeit – in Deutschland undenkbar! – reckt sich die Fahrbahn in den Sommerhimmel. „Ein paar Wodka im Winter, dann klappt’s immer”, erklärt der Skipper die Situation. Winken hin- und herüber, „do widzenia, auf Wiedersehen!”  Schon sind wir wieder allein unterwegs auf dem Strom nach Osten. Und das mitten in der Hochsaison! 

Weitab hinter dem dichten Schilfkordon dämmern ehemals westpreußische Weiler vor sich hin. Einst hießen sie Kalteherberge, Fischerbabke, Groschenkampe oder Nogathaffkampen. Namen, die bei manch einem Erinnerungen wecken.

Bei Ostonka / Grenzdorf strömt die Elbinger Weichsel in die Nogat-Mündung. „Wollen wir aufs Frische Haff ’rausfahren?”, fragt Bartek und gibt dem am Ruder stehenden Gast auch schon die Antwort: „Halt’ dich mal an den Tonnenstrich zum offenen Wasser!”

 

Ostpreußen-Fanal

Wir kreuzen tatsächlich eine Grenze: die zwischen dem früheren West- und Ostpreußen. Scheinbar unendlich streckt sich das vom Westwind aufgeraute Gewässer ins Blaue. Irgendwo hinter dem Horizont noch eine Grenze: die schwer bewachte zwischen den ehemaligen sozialistischen Brüdern Polen und Russland. Im Nordosten die Frische Nehrung. Aus ihrem Walddickicht blinkt im Nordosten der Badeort Krynica Morska / Kahlberg-Liep, im Südosten erheben sich die Elbinger Höhen des ostpreußischen  Ermlandes. Man sieht sie förmlich vor Augen, die Flüchtlingstrecks, die im Winter 1945 das zugefrorene Haff überquerten. Wobei viele einbrachen und für immer in den eisigen Fluten versanken. Nachdenkliches im Sommer 2009.

Nogat-abwärts gleitet ALEXANDRA der Hansestadt Elblag / Elbing entgegen. Pause an der Kanaleinfahrt. Es ist schwül-heiß geworden. Ein Gewitter steht grummelnd im Westen. Der 20 Grad warme Fluss lockt zum Baden von der bequemen Plattform am Heck. Geradezu luxuriös die abschließende Dusche.

Stadteinwärts zeigt sich Elbing wie Danzig von seiner industrialisierten Seite. Doch plötzlich überragt der 95 Meter hohe Nikolaikirchturm die grauen Hallen. Aus der Wasserperspektive präsentiert sich eine mustergültig restaurierte Altstadt, 1945 bis auf sechs Häuser völlig zerstört, von ihrer ansehnlichsten Seite.

Der abendliche Himmel über dem geschichtsträchtigen Fluss glüht lange wie ein Fanal, bis die hereinbrechende Nacht zum Anlegen vor einer Schleuse zwingt.

 

Geheimtipp mit Verführung

Wir sind nach wie vor allein, umgeben von purer Natur und einem vielstimmigen Vogel-, Frosch- und Grillenkonzert. Staunend und genießend stehen wir an Deck.  

Nach dem Frühstück wird uns an Backbord ein mittelalterliches Juwel präsentiert: die Marienburg. Der deutsche Ritterorden lässt grüßen. Scharen von Touristen belagern heute das rot in der Morgensonne leuchtende UNESCO-Welterbe, Europas größte Backsteinburg. Wir steuern statt dessen weiter durch die Stille von Auewäldern, Wiesen und Weiden unaufhaltsam der Weichsel zu. Nach drei weiteren Schleusen, zum Teil aus dem 19. Jahrhundert und immer noch per Handbetrieb zu bewegen, begrüßen wir wieder die majestätisch dahinströmende Flusskönigin. Mit fast 18 Kilometern pro Stunde und sieben Meter Hochwasser unter dem Kiel rauschen wir beflügelt an Tczew / Dirschau vorbei, unter den berühmten Weichselbrücken hindurch nach Norden. Danzig entgegen. Bilanz am Abend: Eindrucksreiche Premierenfahrt mit Geheimtipp-Charakter. Bootsjungfer ALEXANDRA hat uns dazu verführt.

 

ALEXANDRA Bootsdaten

Baujahr 2009 in Ilawa / Deutsch-Eylau, Masuren; Typ: Haber 33 Reporter; 10,10 Meter Länge; 2,98 Meter Breite; 0,47 Meter Tiefgang; 2,01 Meter Stehhöhe in der Kabine; 13 PS-Diesel, sehr günstiger 2,0 Liter-Verbrauch pro Stunde; 10 bis 12 Kilometer pro Stunde; Bugstrahlruder; überdachter Außenfahrstand; sechs Fahrräder (attraktive Routen sind in die an Bord vorhandenen Karten eingezeichnet); 4 Schlafplätze, maximal sechs; Küche, Dusche/WC; Handtücher sind mitzubringen; Schlafsäcke und Decken werden gestellt; einkaufen kann man preisgünstig vor der Abfahrt in Danzig nahe der Mottlau-Marina. Neben der ALEXANDRA werden fünf zwei Meter kürzere Boote vom Typ „Weekend 820” angeboten.

 

Literatur

Polyglott on tour: Polnische Ostseeküste / Danzig (mit Flipmap)

 

Info Und Buchung

Lukasz Krajewski, PL-43-600 Jaworzno, Telefon 0048-606-208154 + 606-361704, www.zeglugawislana.pl

Für einwöchige Chartertouren gibt es fünf Streckenverläufe von rund 200 Kilometern (Weichselwerder und Flussfahrten zwischen Danzig und Krakau und zurück); Preis für sieben Tage (saisonabhängig) zwischen 900 und 1000 €, zusätzliche Kosten  (Gas, Kraftstoff, Trinkwasser, Schleusen, Hafengebühren, PKW-Parkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort) etwa 300 € pro Boot; Anmietung eines Skippers auf Anfrage (etwa 50 € pro Tag).

http://www.seereisenmagazin.de/027-hausboot.html

 

 

2010-01-01 :: NAPISALI O NAS: Żagle - " Zagubieni pośród piaszczystych ławic „

W styczniowym numerze magazynu Żagle ukazał się artykuł poświęcony Żegludze Wiślanej                         pt. „ Zagubieni pośród piaszczystych ławic „

Tekst i zdjęcia: Agnieszka i Włodek Bilińscy.

http://www.zagle.com.pl/artykul/czytaj/zagubieni-posrod-piaszczystych-lawic,8626/

2009-12-20 :: NAPISALI O NAS: Polska Gazeta Krakowska, Magazyn Rodzinny - "Niespotykanie spokojny człowiek i wyjątkowo żywiołowa kobieta"

Magazyn Rodzinny | Polska Gazeta Krakowska | 2 stycznia 2010 | 3

 

   … W tym roku spędziliśmy wakacje życia, żeglując jach­tem motorowym Żeglugi Wiślanej po Żuławach. To taki boathouse z rowerami na dachu. Wzięliśmy całą rodzinę: wszystkich synów, synową, dwoje wnucząt, w tym jednego półtorarocznego. Trzy pokolenia przez tydzień ra­zem na małej przestrzeni. Wariant ekstremalny, istniało ryzyko, że się pozabijamy, ale efekt był przeciwny i prze­rósł  nasze oczekiwania. Latem powtórzymy tę żeglugę. Dzieci stwierdziły, że były to najlepsze wakacje ich życia…

 

Niespotykanie spokojny człowiek i wyjątkowo żywiołowa kobieta

 

To oni nazwali jezioro Zemplinska Sirava, gdzie przez 13 lat jeździli na rodzinne wakacje, „Słowackim Balatonem”. Po kilku latach Ela, egzaminując pilotów, natknęła się na pytanie: jakie jezioro nazywamy Słowackim Balatonem – pisze Barbara Sobańska

 

Ela Tomczyk-Miczka

Autorka przewodników, filmowiec, pilotka wycieczek, pracuje w Małopolskiej Organizacji Turystycznej

Wydawało nam się, że małżeństwo to nudna rzecz. Do ni­czego nie było nam potrzebne, zwłaszcza, że mieliśmy za sobą  pierwsze, krótkotrwałe związki. Aż siedem lat by­liśmy narzeczeństwem. Gdy jednak na świat miał przyjść drugi syn, presja rodziny stała się zbyt silna. Pobraliśmy się, traktując to jednak z przymrużeniem oka. „Tak” po­wiedzieliśmy sobie w Puszczy Niepołomickiej, pod pom­nikiem poległych powstańców. Orszak ślubny z muzyką szedł kilometr przez las. Urzędnik stanu cywilnego do­jechał  maluchem, powiesił na sośnie orła białego, bo taki był wymóg, rozkładany stolik kempingowy nakrył zielo­nym suknem, założył łańcuch i udzielił nam ślubu.

Suknię, białą i wyszukaną, uszyłam sobie sama z resz­tek koronek i jedwabiu. To było prawdziwe dzieło sztuki. Na głowę przywdziałam wianek z różyczek. Krystian wło­żył frak pożyczony z operetki. Do tańca na parkiecie z desek całą noc przygrywali nam Cyganie z krakowskiego Rynku, których zmówiliśmy pijąc piwo w Klubie pod Jasz­czurami. Umówieni byli tylko do 3, ale podobało im się wesele. Takie jak cygańskie.

Żadne z nas nie pracuje w  wyuczonym zawodzie, oboje wylądowaliśmy w turystyce i turystyka jest naszym ży­ciem. Przemierzyliśmy razem całą Europę z plecakami i to autostopem! Byliśmy pilotami w Almaturze i prowa­dziliśmy grupy trampingowe. Chcieliśmy zwiedzić Europę Zachodnią, co w tamtych czasach nie było łatwe. Wymyśliliśmy trasę: „Szlakiem generała Maczka”. Roz­poczęliśmy ją w Leningradzie, choć generał  nigdy tam nie był. Jednak wypłynąwszy statkiem „Europa” z Lenin­gradu, nim dotarliśmy do Havre, zwiedziliśmy Tallin, Ko­penhagę i Londyn. Potem założyliśmy plecaki, a były cięż­kie, i na autostradę łapać stopa. To była wielka improwi­zacja. Nie mieliśmy telefonów komórkowych, a tylko w przybliżeniu określone miejsce zbiórki i jakoś to szło. Z Szampanii do Belgii jechaliśmy ciężarówką, racząc się owocami, którymi była załadowana, i popijając znako­mitym bimbrem.

W domu zawsze byłam rodzynkiem wśród mężczyzn – mąż, trzech synów i pies, też facet. Pewnie, że chciała­bym mieć i córkę, ale jeśli miałabym wybierać jedną płeć, to wolę trzech synów. Tym bardziej, że chłopcy pomagali mi w domowych obowiązkach i otaczali opieką. Krystian zawsze był dla mnie, dla moich pasji i pomy­słów, bardzo tolerancyjny. Akceptował moje dalekie wy­prawy, np. na Borneo, rejsy jachtem po Bałtyku, jogę czy flamenco. Rozumie, że tego potrzebuję. Ja zaś wiem, że on dobrze zajmuje się domem i chłopcami. Cenię u niego spokój i poczucie humoru. Potrafi jed­nym celnym słowem rozładować napiętą sytuację. Choć do dziś twierdzi, że doktorat z psychologii zrobił tylko dla­tego, że w latach 70. stypendium doktoranckie było wyż­sze niż zarobki psychologa w poradni

 

Krystian Miczka

Wykładowca akademicki, związany z turystyką

Poznaliśmy się w Dzień Kobiet. Kilka miesięcy wcześniej przyjąłem Elżbietę do pracy –szefowałem wtedy Wojewódzkiemu  Zarządowi Polskiego Komitetu Pomocy Spo­łecznej. Studiowała jeszcze drugi kierunek i chciała do­robić do studiów. 8 marca odwiedzałem oddziały, by składać  kobietom życzenia, wręczając tulipana i szampon marki Finezja. Elżbieta pokwitowała, a że to była ostat­nia dzielnica, którą odwiedziłem, zatrzymałem się najdłużej. Odkryliśmy wówczas bardzo dużo wspólnych zainteresowań, a nawet pasji. Podobnie patrzymy na kino i literaturę, marzyliśmy o podróżach. Gdy Elżbieta pojechała studiować w łódzkiej filmówce, by zostać producentem filmowym, zostałem z jej sied­mioletnim synem z pierwszego małżeństwa. Studia trwały dwa lata i równie często jeździliśmy do akademika wŁodzi, jak ona do Krakowa. Studiowała tam wtedy cała plejada: Czarek Pazura, Zbigniew Zamachowski, Ada Biedrzyńska, Maciej Kozłowski, Jan Jakub Kolski, Jacek Kawalec. Nikt nie wiedział, że wyrosną z nich gwiazdy.

Podobnie, gdy Elżbieta pracowała w filmie – we Wroc­ławiu czy w Warszawie. Pracowała przy kilku filmach, jak: „Ognistyanioł” czy „ Klątwa  Doliny  Węży”. Do  domu wracała na weekendy. Pociągi, walizki to jej życie. A ja do niej dojeżdżałem. Bywało, że nawet służbowym autem.

Żona imponuje mi tym, że jest taka aktyw na, kreatywna i że swoje pomysły realizuje. Mnie, człowiekowi spokojnemu i wygodnemu, odpada wymyślanie, co też będziemy robić w wakacje czy za tydzień w niedzielę.

Przez 14 lat prowadziliśmy razem biuro  turystyczne, wcześniej Video Studio „Sfinks” i 24 godziny na dobę by­liśmy razem z tymi samymi problemami. Wspólna praca, nie oddzielona od życia osobistego, to duży sprawdzian dla par, choć nas ratowały częste wyjazdy, Jako piloci pły­waliśmy na rejsy czarnomorskie i śródziemnomorskie, Elżbieta pilotowała grupy do Paryża. Kilka lat temu prze­kazaliśmy biuro  najstarszemu synowi i jego żonie .Od tego momentu nasze życie diametralnie się zmieniło. Ja wy­kładam turystykę na wyższych uczelniach, Elżbieta wygrała konkurs na Dyrektora Małopolskiej Organizacji Tu­rystycznej potem przeszła na pół etatu, by zająć się dziennikarstwem i pisać książki. Problem, jakim było przebywanie non stop razem, zniknął z naszego życia.

 

    W tym roku spędziliśmy wakacje życia, żeglując jach­tem motorowym Żeglugi Wiślanej po Żuławach. To taki boathouse z rowerami na dachu. Wzięliśmy całą rodzinę: wszystkich synów, synową, dwoje wnucząt, w tym jednego półtorarocznego. Trzy pokolenia przez tydzień ra­zem na małej przestrzeni. Wariant ekstremalny, istniało ryzyko, że się pozabijamy, ale efekt był przeciwny i prze­rósł  nasze oczekiwania. Latem powtórzymy tę żeglugę. Dzieci stwierdziły, że były to najlepsze wakacje ich życia.

Elżbiecie marzy się jeszcze „na starość” drewniana chata nad jeziorem i jak ją znam, to dopnie swego.

 

2009-10-24 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - " Niezwykłe mosty i fara"

 

Niezwykłe mosty i fara

 

PĘTLA ŻUŁAW (6). Z Gdańska do Gdańska – przez Elbląg, Malbork i Tczew

 

Szonowo, Rakowiec i Biała Góra. Trzy ostatnie śluzy. Opuszczamy spokojne wody kanałów, by znowu znaleźć się na budzącej respekt Wiśle. Meandrując szlakiem wodnym dopływamy do niezwykłych zabytków techniki – tczewskich mostów. Pierwszy z nich wybudowano w latach 1851–1857, a więc sporo wcześniej niż paryską Wieżę Eiffla. Most miał 873 m długości i był najdłuższym w ówczesnej Europie. Jego stalowa konstrukcja sprawiała wrażenie  koronkowego tunelu. Z istniejących niegdyś 14 wieżyczek pozostały cztery. Wystarczy, by docenić urodę budowli, a także talent jej twórcy, inżyniera Karla Lentze. W latach 1888–1891 od strony północnej wybudowano nowy, nowocześniejszy most żelazny. Ten wzorowany był na przeprawie przez Łabę pod Altoną. 1750 ton żelaza wspierało się na filarach podobnych do neogotyckich baszt fortecznych. Mosty, kilkukrotnie niszczone podczas II wojny światowej, odbudowano w latach 1958 i 1959. Stanowią swego rodzaju skansen, ilustrujący różnorodność rozwiązań konstrukcyjnych stosowanych w XIX i XX stuleciu. To niezwykła atrakcja Tczewa. Cumujemy w nowoczesnej marinie. Przed nami pięknie zagospodarowane bulwary iwspaniała starówka. Chcemy zwiedzić dwa cenne średniowieczne kościoły. Fara pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego jest najstarszym zabytkiem w mieście. Pochodzi z XIII wieku, a zbudował ją założyciel miasta, Sambor II. Najstarszą częścią kościoła jest wielka murowana wieża. To wewnątrz niej odkryto malowidła z końca XV stulecia przedstawiające święte niewiasty. Wwieży znajdują się cztery dzwony: „Odkupiciel człowieka”, „Maryja”, „Jan Paweł II” i „Wacław”. Druga, niewiele młodsza świątynia, to podominikański kościół św. Stanisława Kostki. Wzniesiony został w XIV stuleciu w stylu gotyckim. Posiada charakterystyczną ośmioboczną wieżę i piękne, choć współczesne, witraże. Sąsiadujący zkościołami plac Hallera, czyli tczewski rynek, otaczają stare kamieniczki. Na uwagę zasługuje choćby dom pod numerem 8, którego dach zdobią figury „Czterech Pór Roku”. Wiadomo, że budynek od 1605 r. należał do Valentina Runau, a alegorie pór roku umieszczono w początku XIX stulecia. Dzisiejsze postacie na dachu to repliki, zaś poprzednie trafiły do w Centrum Wystawienniczo– Regionalnego Dolnej Wisły, mieszczącego również Muzeum Wisły. W muzeum poznać można m.in. historię kajakarstwa, a także dzieje Szkoły Morskiej w Tczewie z lat 1920– 1930, gdy Tczew był wiodącym portem rzeczno–morskim Pomorza i przymierzał się do funkcji stolicy regionu. W okresie dziesięciolecia istnienia tczewska „szkoła wilków morskich” wydała 140 dyplomów oficerów nawigatorów i oficerów mechaników. Kociewie – kraina pomiędzy Tczewem, Starogardem Gdańskim a Pelplinem kusi też bogatą ofertą turystyczną. Korzystając z ładnej pogody postanawiamy zdjąć z dachu jachtu rowery. Jedziemy do Gorzędzieja, by odwiedzić – pamiętający św. Wojciecha –romański kościółek z relikwiami świętego. 10–kilometrowa trasa prowadzi wzdłuż wału wiślanego, wśród pól ukwieconych makami i chabrami. Następnego dnia oddajemy jacht w marinie Gdańskiej. Zamknęliśmy APętlę Żuław.

ELŻBIETA TOMCZYK–MICZKA

ZDJĘCIA: AUTORKA

2009-10-10 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - "W krzyżackiej twierdzy"

W krzyżackiej twierdzy

 

PĘTLA ŻUŁAW (5). Z Gdańska do Gdańska – przez Elbląg, Malbork i Tczew

 

Malbork widoczny jest z daleka, a wszystko za sprawą największego w Europie Zamku Krzyżackiego. Cumujemy w marinie Ośrodka Sportu i Rekreacji. Choć jest tu piaszczysta plaża i basen, idziemy od razu na zamek. Do górującej nad Nogatem warowni ze wszystkich stron ciągną tłumy. Warownia – o kubaturze ponad 250 000 m3 – zajmuje 21 hektarów powierzchni! W jej skład wchodzą: Zamek Wysoki, Zamek Średni i najrozleglejszy – Zamek Niski. Na zwiedzanie trzeba poświęcić minimum trzy godziny, podczas których wkroczymy w mroki średniowiecza… Zamek ten był tak potężny, że Krzyżacy uczynili z niego stolicę swojego państwa (przeniesiono ją z Wenecji). Później stał się własnością polskich królów i wraz z nimi dzielił losy naszej Ojczyzny. Prusacy, którzy przejęli Malbork po pierwszym rozbiorze Polski, dokonali w nim wielkich dewastacji. Decyzja o odbudowie warowni zapadła dopiero w 1877 r., a prace podjęte zostały w 1882 r. Zniszczenia zabytkowego zespołu podczas II wojny światowej (m.in. dwumiesięczne oblężenie) szacowane były na około 50 proc. Odbudowany po wojnie, od 1961 r. jest siedzibą Muzeum Zamkowego. W 1997 r. wpisany został na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Zwiedzanie może przyprawić o zawrót głowy, choć na zamku nie pozostało zbyt wiele oryginalnego wyposażenia. Jego rozmiar, a i historyczne dziedzictwo, nieco nawet przytłaczają. Najwięcej emocji wśród zwiedzających wywołują średniowieczne… toalety. Przegląd jest imponujący – obejrzeć można tu nie tylko toalety komfortowo wyposażone, ale także przenośne fotele–sedesy dla dostojników oraz proste latryny w Wieży Gdanisko na Zamku Wysokim. Gdaniskami nazywano również mniejsze „potrzebnice”: wieże ustępowe, były też wykusze latry nowe w Średnim Zamku. Wzrekonstruowanej historycznej wygódce można się nawet sfotografować. Zamek, oprócz stałych zbiorów, urządza wystawy czasowe, a my z przyjemnością odnotowaliśmy akcenty krakowskie. Po raz trzeci odbywała się tu już wystawa pokonkursowa Międzynarodowego Biennale Ekslibrisu Współczesnego. W zamku odbyła się uroczystość otwarcia oraz ceremonia wręczenia nagród i medali honorowych autorom najlepszych prac. W tym roku międzynarodowe jury wyłoniło w drodze konkursu 11 laureatów, wśród których jest aż czterech Polaków. Jeden z nich to Krzysztof Kmieć, farmaceuta z Collegium Medicum UJ, podróżnik, autor wystaw i wydawnictw exlibrisowych, znany dobrze mieszkańcom Krakowa. Pojawiło się też drugie krakowskie nazwisko, bo tegorocznemu Biennale towarzyszyła ekspozycja miedziorytów wybitnego grafika z Krakowa, profesora Krzysztofa Skórczewskiego. A przed zamkiem dziesiątki straganów, zaopatrujących owianych historią gości w miecze, hełmy, stroje z epoki, wydawnictwa i pamiątki… Wypływając spod malborskiej warowni wieziemy ze sobą kawałek średniowiecza.

ELŻBIETA TOMCZYK–MICZKA

FOT. AUTORKA

2009-10-09 :: NAPISALI O NAS: Dziennik turystyczny - "Żegluga Wiślana i Oblężenie Malborka zdeklasowały konkurencję"

Żegluga Wiślana i Oblężenie Malborka zdeklasowały konkurencję

więcej :

http://dziennikturystyczny.pl/2009/09/zegluga-wislana-i-oblezenie-malborka-zdeklasowaly-konkurencje/

 

2009-10-06 :: NAPISALI O NAS: Gazeta Pomorska - Czytelnicy "Pomorskiej" wybrali najlepszy produkt turystyczny regionu!

Czytelnicy "Pomorskiej" wybrali najlepszy produkt turystyczny regionu!

Więcej:

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091006/TURYSTYKA/853758993

2009-09-27 :: NAPISALI O NAS: SKIPPER - "Wilder Osten"

NAPISALI O NAS: SKIPPER - "Wilder Osten"

mehr :  http://www.skipperonline.de/Einzelansicht.53+M5f56ffa4e65.0.html

2009-09-26 :: NAPISALI O NAS: SKIPPER - Oberländischer Kanal

 

NAPISALI O NAS: SKIPPER - Oberländischer Kanal

więcej :   http://www.skipperonline.de/Einzelansicht.53+M5a1b5377583.0.html

2009-09-23 :: NAPISALI / POWIEDZIELI O NAS : www.schwarzaufweiss.de , www.reisevideos-online.de
2009-08-27 :: NAPISALI O NAS:www.abendblatt.de - "Polen-Mit-dem-Hausboot-durch-das-Weichseldelta"
 

Vorkenntnisse oder ein Führerschein sind nicht nötig, um die komplett ausgestatteten Motoryachten zu steuern. Die Schleusen erfordern aber etwas Fingerspitzengefühl.

http://www.abendblatt.de/reise/article1108875/Polen-Mit-dem-Hausboot-durch-das-Weichseldelta.html

2009-08-25 :: NAPISALI O NAS: Polentouristic.pl
Vorkenntnisse oder ein Führerschein sind nicht nötig, um die komplett ausgestatteten Motoryachten zu steuern. Die Schleusen erfordern aber etwas Fingerspitzengefühl.

Danzig. Sanfte Wellen umspielen "Natalias" schneeweißen, über acht Meter langen Körper und schaukeln ihn leicht hin und her.   

                                         http://www.polentouristik.pl/content/view/373/142/

2009-08-23 :: NAPISALI O NAS: Rhein-Neckar-Zeitung / RNZ Magazin / Nr. 193 - "Es begann an der Weichsel"

Es begann an der Weichsel

Auf königlicher Premierenfahrt / Von Peer Schmidt-Walther

 

Bange Frage: Wo ist sie? Man sieht den Wald vor lauter Masten nicht und ist erst mal ratlos. Bis sechs Räder

sich aus dem Gewirr abheben. Das müsste sie sein, besser gesagt ihr Oberbau. Ein Fahrradständer näm_

lich überragt alles andere. Wenn auch nicht an Größe, so doch an Höhe. „Alexandra“ prangt in hellblauen Lettern auf ihrem makellos glänzenden Rumpf, der in vornehm-königlichem Dunkelblau gehalten ist.

 

   Schließlich begeben wir uns auf einen majestätischen Wasserpfad, die Weichsel. Mit rund 1000 Kilometern Länge gilt sie als Königin der polnischen Flüsse. Noch ist die zehn Meter lange Bootsdame „Alexandra“ eingeklemmt zwischen großen und kleinen, protzigen und bescheidenen Booten. Im Sommer ist das internationale Gedränge in der Mottlau-Marina beängstigend. Der Blick auf das gegenüberliegende Krantor, Wahrzeichen der altehrwürdigen Hansestadt Danzig, entschädigt dafür umso mehr.

     Die Salonfenster sind beschlagen. Untrügliches Zeichen, dass es innen brutzelt. In der Luft liegt der Duft von Gebratenem. Die Tür fliegt auf: „Welcome on board, I am Bartek!“, stellt sich ein junger Mann vor. Hinter ihm hantiert eine junge Frau am Herd. „And I am Dominika“, strahlt sie den Gast aus Deutschland an. Ohne Umschweife bittet die schwarzhaarige Physiotherapie-Studentin mit italienischen Vorfahren zu Tisch und packt die Teller voll mit saftigen, goldgelben Schnitzeln und Tomatensalat. Nach fünf Stunden Bahnfahrt von Stettin  durch Hinterpommern langt man umso lieber zu und lässt sich die freundliche Willkommensmahlzeit einfach nur schmecken.

  „Wir sollten nach dem Essen ablegen“, kalkuliert der 25_jährige Bartek, Geschäftspartner von Lukasz. Vor sich

hat der studierte Kartograf und Geodät eine Karte ausgebreitet. „Um 19 Uhr“, weiß er, „öffnet die Pontonbrücke von Sobiescewo heute zum letzten Mal. Danach können wir noch bis vor die Schleuse Pzegalina tuckern“.

     Rathaus und Marienkirche wandern als Spitzen über die Bürgerhausdächer an der Mottlau, auf der unsere Motoryacht „Haber 33 Reporter“, so die offizielle Typenbezeichnung, den Danziger Hafen ansteuert. AusHöheNull wirkt der attraktive Mottlau-Kai noch beeindruckender. Die Premierenfahrt des jüngsten und größten Neubaus der Wislana-Cruises-Flotte beginnt. Aus diesem Grund mit einem Reporter auf der „Reporter“.

     Als schräg voraus der mächtige weiße Wasserbart eines Hochseeschleppers auf die „Alexandra“ zuschäumt, möchte man am liebsten stoppen oder abdrehen. „Keine Panik!“ beruhigt Bartek und bleibt lächelnd auf seinem Kurs, schließlich habe man ja Vorfahrt. Die Männer hoch oben auf der „Kambr“_Brücke stört das nicht im Geringsten. Im Gegenteil, sie winken freundlich nach unten und der rote Koloss dreht sich elegant wiegend nach

Backbord. Uff! – das ist scheinbar knapp gewesen.

   Die Kran_ und Neubaukulisse der früheren Lenin-Werft, von der mit Lech Walesa 1980 die Solidarnoscz_Bewegung ausging, verliert sich im Kielwasser de Martwa Wisla, wie die Tote Weichsel polnisch heißt. Die Ufer sind gespickt mit sozialistisch anmutenden Zweckbauten. Die abstoßende Palette reicht von dröhnender Metallverarbeitung über flammende Petrochemie bis zu übelriechenden Klärbecken. Ätzend! Da muss man sich schon mal die Nase zuhalten.

   Voraus die Pontonbrücke. Eine schwachbrüstige Barkasse zerrt an dem rostigen Mittelstück, das sich widerwillig knarzend öffnet. Bohnsack hieß bis 1945 der Ort an der Zatoka Gdanska, der Danziger Bucht. Auf beiden Seiten kreuzen wartende Boote. Doch hier gilt, wie Bartek sagt: „Wer zuerst kommt, mahlt zu_

erst!“ Mit dem Hebel auf dem Tisch, aber nur 13 spritsparenden PS, rauscht „Alexandra“ als erste durch die Lücke.

   Bis Einlage, dem heutigen Przegalina, wird der Skipper von seinem Gast abgelöst. Vor Sonnenuntergang erreicht „Alexandra“ die erste Schleuse. „Theoretischkönnten wir zwar weiterfahren, aber wozu?“ Bartek erklärt, dass für Hausbooteein Nachtfahrverbot bestehe, die Schleusen gegen Aufpreis aber arbeiten. Außerdem haben wir Zeit, wollen entschleuni gen und alles bei Tageslicht sehen. Der Schleusenwärter, den Bartek kennt,

nimmt das Stromkabel entgegen. Über Nacht ist die Energieversorgung gesichert und die Batterie wird geschont.

   Beim Auspacken des Rucksacks bleibt die Tür der Achterkabine geöffnet, sonst kann man sich im Vorraum weder umdrehen, noch an_ oder ausziehen. Für die Crew kein Problem, da man ja „unter sich“ ist. Das Größte daran: die den Raum einnehmende bequeme Doppelkoje. Ein Lämpchen verbreitet gemütliches Leselicht, die Schleusen_Nachtigall sorgt für eine passende Einschlafmelodie. Eintönig_beruhigend gluckern dazu die Weichselwellen an der Bordwand, während der Abendwind durch die geöffnete Luke säuselt.

    Winzig wirkt sie, die hübsche „Alexandra“, als sie am nächsten Morgen in die gewaltige Schleuse eindreht. Die wurde in erster Linie für dicke Dampfer konzipiert und ist entsprechend dimensioniert. Freie Fahrt hinaus auf die „richtige“,weil „lebendige“Weichsel. Gegen ihre Strömung boxt sich „Alexandra“ nach Süden. Problemlos. Der entgegenkommende Schleppzug mit einem holländischen Binnenschiff_Neubaukasko aus dem nordmasowischen Plock hat es da schon schwerer, das sperrige 135_Meter_Ding auf Kurs zu halten.

  Nur sechs Kilometer stromabwärts öffnet sich die beidseitig eingedeichte Flusskönigin zur Ostsee, deren Wellen in den Mündungstrichter rollen. Erst der Weichseldurchstich von 1895 machte das möglich. Einen Katzensprung weiter, bei Flusskilometer 931, nehmen wir Abschied von der Weichsel. Die Schleuse Skarpowo/Scharpau erwartet uns schon nach Barteks Anruf. Auf Polnisch natürlich. Ohne diese Sprachkenntnisse geht

es allerdings auch.

  Auf der Elbinger Weichsel führt der Generalkurs nach Osten. Durch das satt_ grüne Tiefland der Zulawy, dem früheren Großen oder Weichsel-Werder. Scheinbar menschenleer, denn außer allerlei Wasser vögeln sieht man keinen Menschen. Vielleicht weil das Land mit 1,8 Meter unter dem Meeresspiegel zu tief liegt und über flutungsgefährdet ist? Doch schon im 13. Jahrhundert begannen holländische Siedler, aus ihrer Heimat vertriebene Mennoniten, damit, ein Entwässerungssystem anzulegen. Polder und die Abtrennung aller übrigen Weichsel-Mündungsarme von der Ostsee durch Schleusen erinnern noch heute daran. Die Vielfalt dieses Wasserreservoirs begründete ein Naturparadies von europäischem Rang. 70 Prozent

aller in Polen beheimateten Vögel nisten hier. Biber und sensible Pflanzen wie der Wasserfarn Salwinia zeigen an: Das Wasser ist wieder sauber.

      Mittagspause vor der in holländischem Stil gehaltenen Zugbrücke von Drewnica/Schönbaum. „Heute bleibt die Küche kalt“, grinst Bartek verschmitzt. „Szkarpawianka“ lockt. So heißt die Kneipe am gegenüberliegenden Ufer. Sozialistisches Betongrau außen, passend dazu das rotgelbblaue Ambiente innen. Zwei polnische Arbeiten richten sich mit Wodka und Selbstgedrehten auf die Siesta ein. Die Wirtin blond, jung und freundlich: „Piroggen wollt ihr? Zum Mitnehmen? Nie ma problemu“, was so viel heißtwie „kein Problem“. Nach knapp 20 Mi nuten ziehen wir mit unserer preiswerten Fleischtaschen Last ab. Der wettergegerbte Brückenwärter begleitet uns. 15

Minuten nach der offiziellen Zeit – in Deutschland undenkbar! – reckt sich die Fahrbahn in den Sommerhimmel. „Ein paar Wodka im Winter, dann klappt´s auch im Sommer“, erklärt der Skipper die Situation. Winken hin_ und herüber, „do widzenia, auf Wiedersehen!“ Schon sind wir wieder allein unterwegs auf dem Strom nach Osten. Und das mitten in der Hochsaison!

 

INFORMATIONEN

Allgemeine Auskünfte erteilt das Polnische Fremdenverkehrsamt, Kurfürstendamm 71, 10709 Berlin; Telefon 030 2100920; www.polen-info.de.

 Anreise: Günstigste Flugtarife bietet Ryanair ab Hahn nach Danzig zum Gesamtpreis (hin- u. zurück) für 36,28 Euro. Mit dem Auto fährt man am besten über Stettin und dann weiter durch Hinterpommern (Koszalin, Slupsk, Gdynia) nach Danzig. Günstig fährt man mit der Bahn, im Sondertarif ab 49 Euro pro Strecke, www.bahn.de.

Pauschal reisen: Möglich sind nur individuelle Charterungen. Lukasz Krajewski, PL-43-600 Jaworzno, Telefon 0048 606 208154 oder 0048 606 361704; www.zeglugawislana.pl; Lukasz Krajewski ist Polens jüngster Reeder. Als erster im Land bietet er Charterfahrten auf Weichsel und Nogat an. Preis für sieben Tage (saisonabhängig) zwischen 900 und 1000 Euro; zusätzliche Kosten (Kraftstoff, Gas, Trinkwasser, Schleusen, Hafengebühren, PKW-Parkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort): etwa 300 Euro pro Boot; Anmietung eines Skippers auf Anfrage (50 Euro/Tag).

Übernachten: Direkt am Yachthafen in der Szafarnia-Straße 9 liegt das Orbis-Vier-Sterne- Hotel „Novotel Gdansk Centrum“ (Reservierung: rez.nov.gdansk@orbis.pl). Die Übernachtung

im Doppelzimmer kostet pro Person 400 Zloty/97 Euro inklusive Frühstück. Ein alter, stilvoll modernisierter Speicher mit eigener Brauerei. Einen oder mehrere Tage vor der Bootsfahrt sollte man hier – Zimmer mit traumhafter Altstadt-Kulisse – vor Anker gehen. Die Hansestadt auf der gegenüberliegenden Mottlau-Seite ist es wert.

 Essen und Trinken: Auf Grund der Reiseart wird überwiegend an Bord gegessen. Einkaufen kann man in verschiedenen Läden (unter anderem in der Handelsgalerie „Madison“, 1,1 Kilometer entfernt) am Yachthafen. Unterwegs gibt es nur eine Gaststätte direkt an der Strecke („Szkarpawianka“, Anleger links

vor der Brücke von Drewnica; unbedingt Piroggen ordern). Gastronomie-Stopps zum Beispiel in Elblag/Elbing (dichtes Angebot in der Altstadt am Wasser, beispielsweise das „O.K. Chicken“ am Pl. Slowanskiego); in Marlbork/Marienburg (Pizzeria gegenüber dem Hotel „Zbysko“, am Bahnhof im Bistro „Grill Karolinka“); in Tczew/Dirschau („Restaurant Pod Olem“ in der Altstadt.

2009-08-22 :: NAPISALI O NAS: Rheinischer Merkur - "Königin der Flüsse"

Königin der Flüsse

 

WEICHSEL Eine Hausboot-Tour auf dem über 1000 Kilometer langen Strom ist auch

ein Ausflug in die wechselvolle deutsch-polnische Geschichte

Von Claudia Diemar

Der Hut ist absolut wasserdicht, damit kann man notfalls ein Boot ausschöpfen!“ Jaroslaw Kaluja trägt mit Stolz den traditionellen Filz mit einem Band aus Kaurimuscheln. Früher kauften sich die Weichselflößer die kostbaren Muscheln, wenn sie die Ostsee erreicht hatten und ihren Lohn bekamen. Die Organisation „Ja Wisla“ bewahrt diese Tradition. „Ich, die Weichsel“ bedeutet der Name des Vereins der ehemaligen königlichen Flößer. Manchmal machen sie mit Freunden eine Vergnügungstour auf dem Fluss. Heute legen sie in Czerwinsk an, ein Idyll von einem Fischerdorf mit einer aus Backstein gefügten Klosterkirche im romanischen Stil.

   In Czerwinsk vereinten sich vor 600 Jahren das litauische und polnische Heer auf dem Weg zur Schlacht gegen die deutschen Ordensritter. „Wer Polen retten will, muss die Weichsel verteidigen – und umgekehrt“, sagt ein Sprichwort. „Königin der Flüsse“ wird die Weichsel im Volksmund genannt. Polens längster Strom ist mehr als 1000 Kilometer von der Quelle in den Schlesischen Beskiden bis zur Mündung in die Ostsee unterwegs. Er entspringt nahe dem namensgebenden Ort Wisla. Bedeutende Städte säumen die Ufer: Krakau, Warschau, Thorn und Danzig. Mächtig erscheint dem Betrachter das Gewässer. An manchen Stellen ist die Weichsel einen Kilometer und mehr breit – und gilt trotzdem nicht als schiffbar.

   Ein Flusskreuzfahrtschiff musste trotz großer Nachfrage wegen der Untiefen bereits nach kurzer Zeit den Dienst einstellen. Seit Jahrzehnten schon wird die Fahrrinne nicht mehr ausgebaggert und der Fluss sich selbst überlassen. Nur die Schifffahrtszeichen sind noch angebracht. Stromkilometer null, der Punkt, ab dem man früher die Wasserstraße zu befahren pflegte, liegt bei Auschwitz.

 

Wer als Deutscher nach Polen reist, findet immerzu einen Grund, in sich zu gehen.

Die Tour beginnt in der sehr bescheidenen Marina der Warschauer Rudervereinigung am Czerniakowski-Hafen mitten im Stadtgebiet. Früher, erzählt ein Mann, der die Angel ins Wasser hält, war hier der elegante „Jachtclub Warschau“ beheimatet. Er zählte vor dem Zweiten Weltkrieg mehr als 2000 Mitglieder. Vorbei auch ist die Zeit, als die Weichsel ein wichtiger Transportweg war. Seit etwa 1970 sind hier keine Schiffe mehr unterwegs. Eisenbahnlinien und vor allem Straßen machten die Verkehrsader überflüssig.

   Deshalb ist die Weichsel, ähnlich wie die Loire in Frankreich, inzwischen ein echtes Naturkind. Auen und Sandbänke im Wasser bieten der Vogelwelt ein ideales Revier, rare Pflanzen gedeihen an den Ufern. Seltene Schwarzstörche halten Wache am Ufer mit seinen Pappeln, Erlen und Weiden. Seeschwalben üben Sturzflüge auf der Suche nach Fischen. Wer die Angel in den Fluss hält, kann Zander fangen.

   So viel Schönheit müsste doch touristisch zu erschließen sein, dachte sich der junge Unternehmer Lukasz Krajewski. Der Volkswirt und passionierte Wassersportler ließ extrem flache Hausboote bauen und bietet seit 2008 Touren an. Von Krakau bis Danzig sind vier Streckenabschnitte von jeweils rund 200 Kilometern buchbar. Auf dem Dach reisen geländegängige Fahrräder für die Landausflüge mit. Gefahren wird auf den einwöchigen Touren im Konvoi von maximal fünf Booten. Ohne den erfahrenen Skipper im ersten Boot läuft hier gar nichts. Zu viele Untiefen warten, oft ist man im Zickzackkurs unterwegs, um die sicherste Passage zu suchen.

   „Das Wasser will gelesen werden“, erklärt Lukasz. Er sitzt am Steuer, das Echolot ebenso im Blick wie verräterische Kräuselungen auf der vorausliegenden Wasserfläche. Ein zweiter Skipper steht zuweilen am Bug und sucht mit dem Fernglas das trügerische Blau ab. Zwar sind zur Orientierung die üblichen grünen und roten Bojen gesetzt. Aber man kann sich nicht auf sie verlassen. Denn die Weichsel verändert ständig ihr Bett. Die Sandbänke wandern wie Dünen unter Wasser. Mehrfach setzten die Boote trotz aller Vorsicht leicht auf. Zum Glück ist der Untergrund weich.

   Wer mit Lukasz unterwegs ist, muss wissen, dass er keine Luxustour gebucht hat. Zwar tragen die Boote schöne weibliche Nixennamen, heißen Ola, Stasia, Kinga, Anetka und Natalia. Aber es sind eher Fischermädchen als Diven. Gute acht Meter sind die kleinen Motorjachten lang. Es gibt keine privaten  Kabinen und nur wenig Komfort. Man schläft in einer einzigen Kajüte. Theoretisch könnte man zu siebt auf einem Boot anheuern, aber das würde eng. Besser sind drei bis vier Personen an Bord. Bettwäsche oder Kopfkissen gibt es nicht, wohl aber einen Schlafsack und eine zusätzliche Decke. Vorhanden sind Kühlschrank, kleiner Herd, Spüle und Chemietoilette. Wer sich waschen will, muss mit der Dusche an Deck vorlieb nehmen. Was nur im Sommer ein Vergnügen ist.

  Viele Gäste sind jedoch gerade von diesen abenteuerlichen und preiswerten Hausboot-Touren begeistert. Das Leben an Bord fühlt sich an wie Pfadfinderleben zu Wasser. Man legt auf einer goldgelben Sandbank an, macht ein Lagerfeuer, grillt Fisch oder Würstchen und schaut nach dem weiten Himmel und dem grünen Ufer, an dem die Baumkronen rauschen. Am Ende des ersten Tages, der in Warschau begann, ist die Mündung des Narew in die Weichsel erreicht. Über zwei Kilometer Mauern umfassen die gigantische Festung Modlin mit dem gegenüberliegenden, nicht minder mächtigen historischen Getreidespeicher.

   Alle waren sie hier: Polen wie Russen, Deutsche wie Franzosen. Und alle waren sie irgendwann wieder weg. Heute sind die Wehrmauern verlassen, bis auf das russische Restaurant im Eingang, das den Wodka in Flaschen auf den Tisch stellt. Jemand wollte die Wehranlage kaufen, hört man, und ein riesiges Vergnügungszentrum mit Spielhöllen daraus machen. Es ist nichts daraus geworden.

 

In zartem Farbpastell sinkt der Abend über dem Wasser. Es ist friedlich und still.

 Man muss an Teofil Lenartowicz denken und seine sanfte Ode auf den Strom: „Zwischen weiten Auen strömt die Weichsel, an ihrer Böschung schlafen Häuser, am Ufer steht eine gekrümmte Eiche, während Frauen ihre Wäsche im Fluss spülen.

  “ Manchmal ist die Vegetation so üppig, dass sie fast tropisch anmutet. Wie etwa bei Zakroczym, wo ein Kunstmäzen über dem Steilufer mit Aussichtsplattform eine Villa erbaut hat, in deren Gästehaus von Zeit zu Zeit Künstler auf Einladung des Hausherrn logieren. Die Tür steht auch für Skipper Lukasz und seine „Matrosen“ offen. Lukasz scheint jeden an den Gestaden der Weichsel zu kennen. Einmal fliegt ein privates Flugzeug über den Boots - konvoi, dreht um, zieht noch eine Schleife, um mit wackelnden Tragflächen zu grüßen. Dann ist man wieder allein mit der Weichsel, die sich auf lateinisch und englisch „Vistula“ nennt, so wie Lukasz Krajewskis „erste reguläre Passagier-Weichselschifffahrt“. Der Fluss trägt die Boote heute bis Plock. Malerisch liegt die Stadt mit der vorbildlich restaurierten Altstadt auf einer Terrasse hoch über dem grünblauen Wasserlauf und dem goldgelben Sandstrand.

    „Du kannst nicht den Lauf der Weichsel ändern, indem du mit einem Stock in ihrem Wasser rührst“, pflegt der polnische Volksmund Aufschneidern zu raten. Aber mit etwas Glück erlaubt einem die Wisla, sich auf ihrem breiten feuchten Leib entlangzutasten. Und bescheiden zu werden, ob der Weite des Flusses und dieses hohen Himmels, der sich darüber spannt.

 

Anreise: Mit Lot oder Lufthansa vo Frankfurt oder München ab zirka 160 Euro (hin und zurück) nach Krakau, Warschau

oder Danzig, außerdem ab Berlin, Düsseldorf und Hamburg nach Warschau. Die ungarische Billigfluglinie Wizzair fliegt von Dortmund nach Danzig und Warschau, außerdem von Köln und Lübeck nach Danzig. Ryanair bietet Direktverbindungen von Bremen und Frankfurt-Hahn nach Danzig sowie von Düsseldorf-Weeze nach Krakau. Germanwings fliegt von Köln und Stuttgart nach Krakau und Warschau, Air Berlin ab Berlin nach Krakau.

Bootstouren: Fahrten im Konvoi sind auf vier Streckenabschnitten buchbar. Der Wochenpreis pro Boot liegt zwischen 860 und 1000 Euro. Wer individuell unterwegs sein möchte, kann den Rundkurs im „Weichselwerder“ kurz vor der Mündung buchen. In diesem „polnischen Holland“ darf man auf dem Fluss und in Kanälen gefahrlos und ohne Führerschein allein ein Hausboot steuern und das reiche Kulturerbe der Region entdecken. Seit kurzem lässt sich auf dieser Tour mit der Motorjacht „Haber 33 Reporter“ auch ein Boot mit größerem Komfort mieten. Der einwöchige Vollcharter kostet zwischen 900 und 1500 Euro.

Beste Reisezeit: Sommer und früher Herbst.

Auskunft: Polnisches Verkehrsamt, Kurfürstendamm 71, 10709 Berlin, Tel. 030/210 09 20, Fax 210 09 14.

Internet: www.polen.travel.de  www.zeglugawislana.pl

 

2009-08-17 :: Mówili o nas w radiu VOX FM

Tematem rozmowy w programie poświęconym turystyce w radiu VOX FM o godz. 8.40 była między innymi organizowana przez nas Żegluga Wiślana

2009-08-16 :: Pokazali nas w TV Polonia

Żegluga Wiślana została zaprezentowana jako jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych Pomorza w programie "Skarby nieodkryte",emitowanym 16.08. o godz. 16.10 przez TV POLONIA

2009-08-15 :: NAPISALI O NAS: Żagle - Test jachtu Haber 33 Reporter

W sierpniowym numerze czasopisma  „Żagle” ukazał się artykuł pt „ Barka na Żuławach”

2009-08-09 :: POWIEDZIELI O NAS: Radiowa Trójka

 O godz. 14.00 Trójka radiowa wyemitowała swój program  Magazyn Bardzo Kulturalny  z pokładu naszego  jachtu,  Aleksandry,  zacumowanej  w  Marinie Gdańsk

2009-07-31 :: NAPISALI O NAS: EXTRA , Reise & Erholung

EXTRA , Reise & Erholung , Freitag 31 Juli 2009

2009-07-30 :: NAPISALI O NAS: Świat & Ludzie

Świat & Ludzie NR 31(150)   30 lipca 2009

2009-07-29 :: NAPISALI O NAS: Nasze Morze - " Klątwa żuławska "

Nasze Morze nr. 7  - lipiec   2009

2009-07-28 :: NAPISALI O NAS: Weltexpress - "Mit der „Reporterin Alexandra“ auf königlicher Premierenfahrt"

Es begann an der Weichsel

 

Mit der „Reporterin Alexandra“  auf königlicher Premierenfahrt

 

Lukasz Krajewski ist Polens jüngster Reeder. Als erster im Land bietet er Charterfahrten auf Weichsel und Nogat an. Seine kleine Wislana-Cruises-Flotte umfasst mittlerweile sechs Hausboote. Einmal rund um das Weichsel-Delta ist unser Autor Dr. Peer Schmidt-Walther als Steuermann dabei gewesen: 220 führerscheinfreie Kilometer Flussfahrt von Danzig  nach Danzig.

 

Bange Frage: Wo ist sie? Man sieht den Wald vor lauter Masten nicht und ist erst mal ratlos. Bis sechs Räder sich aus dem Gewirr abheben. Das müsste sie sein, besser gesagt ihr Oberbau. Ein Fahrradständer nämlich überragt alles andere. Wenn auch nicht an Größe, so doch an Höhe. „Alexandra“ prangt in hellblauen Lettern auf ihrem makellos glänzenden Rumpf, der in vornehm-königlichem Dunkelblau gehalten ist.

Schließlich begeben wir uns auf einen majestätischen Wasserpfad, die Weichsel. Mit rund 1000 Kilometern Länge gilt sie als Königin der polnischen Flüsse.

 

Mottlau auf Höhe Null

Noch ist die zehn Meter lange Bootsdame „Alexandra“ eingeklemmt zwischen großen und kleinen, protzigen und bescheidenen Booten. Im Sommer ist das internationale Gedränge in der Mottlau-Marina beängstigend. Der Blick auf das gegenüberliegende Krantor, Wahrzeichen der altehrwürdigen Hansestadt Danzig, entschädigt dafür umso mehr.

Die Salonfenster sind beschlagen. Untrügliches Zeichen, dass es innen brutzelt. In der Luft liegt der Duft von Gebratenem. Die Tür fliegt auf: „Welcome on board, I am Bartek!“, stellt sich ein junger Mann vor. Hinter ihm hantiert eine junge Frau am Herd. „And I am Dominika“, strahlt sie den Gast aus Deutschland an. Ohne Umschweife bittet die schwarzhaarige Physiotherapie-Studentin mit italienischen Vorfahren zu Tisch und packt die Teller voll mit saftigen, goldgelben Schnitzeln und Tomatensalat. Nach fünf Stunden Bahnfahrt von Stettin durch Hinterpommern langt man umso lieber zu und lässt sich die freundliche Willkommensmahlzeit einfach nur schmecken.

„Wir sollten nach dem Essen ablegen“, kalkuliert der 25-jährige Bartek, Geschäftspartner von Lukasz. Vor sich hat der studierte Kartograf und Geodät eine Karte ausgebreitet. „Um 19 Uhr“, weiß er, „öffnet die Pontonbrücke von Sobiescewo heute zum letzten Mal. Danach können wir noch bis vor die Schleuse Pzegalina tuckern“.

Rathaus und Marienkirche wandern als Spitzen über die Bürgerhausdächer an der Mottlau, auf der unsere Motoryacht „Haber 33 Reporter“, so die offizielle Typenbezeichnung, den Danziger Hafen ansteuert. Aus Höhe Null wirkt der attraktive Mottlau-Kai noch beeindruckender. Die Premierenfahrt des jüngsten und größten Neubaus der Wislana-Cruises-Flotte beginnt. Aus diesem Grund mit einem Reporter auf der „Reporter“.

 

Ufer-Impressionen

Als schräg voraus der mächtige weiße Wasserbart eines Hochseeschleppers auf die „Alexandra“ zuschäumt, möchte man am liebsten stoppen oder abdrehen. „Keine Panik!“, beruhigt Bartek und bleibt lächelnd auf seinem Kurs, schließlich habe man ja Vorfahrt. Die Männer hoch oben auf der „Kambr“-Brücke stört das nicht im Geringsten. Im Gegenteil, sie winken freundlich nach unten und der rote Koloss dreht sich elegant wiegend nach Backbord. Uff! - das ist scheinbar knapp gewesen.

Die Kran- und Neubaukulisse der früheren Lenin-Werft, von der mit Lech Walesa 1980 die Solidarnoscz-Bewegung ausging, verliert sich im Kielwasser der Martwa Wisla, wie die Tote Weichsel polnisch heißt. Die Ufer sind gespickt mit sozialistisch anmutenden Zweckbauten. Die abstoßende Palette reicht von dröhnender Metallverarbeitung über flammende Petrochemie bis zu  übelriechenden Klärbecken. Ätzend! Da muss man sich schon mal die Nase zuhalten. 

Voraus die Pontonbrücke. Eine schwachbrüstige Barkasse zerrt an dem rostigen Mittelstück, das sich widerwillig knarzend öffnet. Bohnsack hieß bis 1945 der Ort an der Zatoka Gdanska, der Danziger Bucht. Auf beiden Seiten kreuzen wartende Boote. Doch hier gilt, wie Bartek sagt: „Wer zuerst kommt, mahlt zuerst!“ Mit dem Hebel auf dem Tisch, aber nur 13 spritsparenden PS, rauscht „Alexandra“ als erste durch die Lücke. An Steuerbord der „Kilimandscharo“ vom Weichselufer. Bartek grinst, als er nach dessen Bedeutung gefragt wird: „Eine frühere Abraumhalde, die zum Danziger Skiparadies umfunktionieren werden soll“.

 

Einlaufbier zum Wellengluckern

Bis Einlage, dem heutigen Przegalina, wird der Skipper von seinem Gast abgelöst. Vor Sonnenuntergang erreicht „Alexandra“ die erste Schleuse. „Theoretisch könnten wir zwar weiterfahren, aber wozu?“ Bartek erklärt, dass für Hausboote ein Nachtfahrverbot bestehe, die Schleusen gegen Aufpreis aber arbeiten. Ausserdem haben wir Zeit, wollen entschleunigen und alles bei Tageslicht sehen.

Der Schleusenwärter, den Bartek kennt, nimmt das Stromkabel entgegen. Über Nacht ist die Energieversorgung gesichert und die Batterie wird geschont. Plopp! Kronkorken fliegen zu Boden. Das traditionelle Einlaufbier ist jetzt fällig.

Beim Auspacken des Rucksacks bleibt die Tür der Achterkabine geöffnet, sonst kann man sich im Vorraum weder umdrehen, noch an- oder ausziehen. Für die Crew kein Problem, da man ja „unter sich“ ist. Das Größte daran: die den Raum einnehmende bequeme Doppelkoje. Ein Lämpchen verbreitet gemütliches Leselicht, die Schleusen-Nachtigall sorgt für eine passende Einschlafmelodie. Eintönig-beruhigend gluckern dazu die Weichselwellen an der Bordwand, während der Abendwind durch die geöffnete Luke säuselt

 

Unter Null im Weichsel-Werder

Winzig wirkt sie, die hübsche „Alexandra“, als sie am nächsten Morgen in die gewaltige Schleuse eindreht. Die wurde in erster Linie für dicke Dampfer konzipiert und ist entsprechend dimensioniert.

Freie Fahrt hinaus auf die „richtige“, weil „lebendige“ Weichsel. Gegen ihre Strömung boxt sich „Alexandra“ nach Süden. Problemlos. Der entgegenkommende Schleppzug mit einem holländischen Binnenschiff-Neubaukasko aus dem nordmasowischen Plock hat es da schon schwerer, das sperrige 135-Meter-Ding auf Kurs zu halten.

Nur sechs Kilometer stromabwärts öffnet sich die beidseitig eingedeichte Flusskönigin zur Ostsee, deren Wellen in den Mündungstrichter rollen. Erst der Weichseldurchstich von 1895 machte das möglich.

Nur einen Katzensprung weiter, bei Flusskilometer 931, nehmen wir Abschied von der Weichsel - bis später. Die Schleuse Skarpowo/Scharpau erwartet uns schon nach Barteks Anruf. Auf Polnisch natürlich. Ohne diese Sprachkenntnisse geht es allerdings auch. Lukasz übernimmt dann per Handy die Kommunikation.

Auf der Elbinger Weichsel führt der Generalkurs nach Osten. Durch das sattgrüne Tiefland der Zulawy, dem früheren Großen oder Weichsel-Werder. Scheinbar menschenleer, denn außer allerlei Wasservögeln sieht man keinen Menschen. Vielleicht weil das Land mit 1,8 Meter unter dem Meeresspiegel zu tief liegt und überflutungsgefährdet ist? Doch schon im 13. Jahrhundert begannen holländische Siedler, aus ihrer Heimat vertriebene Mennoniten, damit, ein Entwässerungssystem anzulegen. Polder und die Abtrennung aller übrigen Weichsel-Mündungsarme von der Ostsee durch Schleusen erinnern noch heute daran. Die Vielfalt dieses Wasserreservoirs begründete ein Naturparadies von europäischem Rang. 70 Prozent aller in Polen beheimateten Vögel nisten hier. Biber und sensible Pflanzen wie der Wasserfarn Salwinia zeigen an: Das Wasser ist wieder sauber.

 

Piroggen und Wodka

Mittagspause vor der in holländischem Stil gehaltenen Zugbrücke von Drewnica/Schönbaum.

„Heute bleibt die Küche kalt“, grinst Bartek verschmitzt. „Szkarpawianka“ lockt. So heißt die Kneipe am gegenüberliegenden Ufer. Sozialistisches Betongrau außen, passend dazu das rot-gelb-blaue Ambiente innen. Zwei polnische Arbeiten richten sich mit Wodka und Selbstgedrehten auf die Siesta ein. Die Wirtin blond, jung und freundlich: „Piroggen wollt ihr? Zum Mitnehmen? Nie ma problemu“, was so viel heißt wie „kein Problem“. Nach knapp 20 Minuten ziehen wir mit unserer preiswerten Fleischtaschen-Last ab. Der wettergegerbte Brückenwärter begleitet uns. 15 Minuten nach der offiziellen Zeit – in Deutschland undenkbar! - reckt sich die Fahrbahn in den Sommerhimmel. „Ein paar Wodka im Winter, dann klappt´s immer“, erklärt der Skipper die Situation. Winken hin- und herüber, „do widzenia, auf Wiedersehen!“ Schon sind wir wieder allein unterwegs auf dem Strom nach Osten. Und das mitten in der Hochsaison!

Weitab hinter dem dichten Schilfkordon dämmern ehemals westpreußische Weiler vor sich hin. Einst hießen sie Kalteherberge, Fischerbabke, Groschenkampe oder Nogathaffkampen. Namen, die bei manch einem Erinnerungen wecken.

Bei Ostonka/Grenzdorf strömt die Elbinger Weichsel in die Nogat-Mündung. „Wollen wir aufs Frische Haff ´rausfahren?“, fragt Bartek und gibt dem am Ruder stehenden Gast auch schon die Antwort: „Halt´ dich mal an den Tonnenstrich zum offenen Wasser!“

 

Ostpreussen-Fanal

Wir kreuzen tatsächlich eine Grenze: die zwischen dem früheren West- und Ostpreussen. Scheinbar unendlich streckt sich das vom Westwind aufgeraute Gewässer ins Blaue. Irgendwo hinter dem Horizont noch eine Grenze: die schwerbewachte zwischen den ehemaligen sozialistischen Brüdern Polen und Russland. Im Nordosten die Frische Nehrung. Aus ihrem Walddickicht blinkt im Nordosten der Badeort Krynica Morska/Kahlberg-Liep, im Südosten erheben sich die Elbinger Höhen des ostpreussischen  Ermlandes. Man sieht sie förmlich vor Augen, die Flüchtlingstrecks, die im Winter 1945 das zugefrorene Haff überquerten. Wobei viele einbrachen und für immer in den eisigen Fluten versanken. Nachdenkliches im Sommer 2009.

Nogat-abwärts gleitet „Alexandra“ der Hansestadt Elblag/Elbing entgegen. Pause an der Kanaleinfahrt. Es ist schwül-heiß geworden. Ein Gewitter steht grummelnd im Westen. Der 20 Grad warme Fluss lockt zum Baden von der bequemen Plattform am Heck. Geradezu luxuriös die abschließende Dusche.

Stadteinwärts zeigt sich Elbing wie Danzig von seiner industrialisierten Seite. Doch plötzlich überragt der 95 Meter hohe Nikolaikirchturm die grauen Hallen. Aus der Wasserperspektive präsentiert sich eine mustergültig restaurierte Altstadt, 1945 bis auf sechs Häuser völlig zerstört, von ihrer ansehnlichsten Seite.

Der abendliche Himmel über dem geschichtsträchtigen Fluss glüht lange wie ein Fanal, bis die hereinbrechende Nacht zum Anlegen vor einer Schleuse zwingt.

 

Geheimtipp mit Verführung

Wir sind nach wie vor allein, umgeben von  purer Natur und einem vielstimmigen Vogel-, Frosch- und Grillenkonzert. Staunend und genießend stehen wir an Deck.  

Nach dem Frühstück wird uns an Backbord ein mittelalterliches Juwel präsentiert: die Marienburg. Der deutsche Ritterorden lässt grüßen. Scharen von Touristen belagern heute das rot in der Morgensonne leuchtende UNESCO-Welterbe, Europas größte Backsteinburg. Wir steuern statt dessen weiter durch die Stille von Auewäldern, Wiesen und Weiden unaufhaltsam der Weichsel zu. Nach drei weiteren Schleusen, zum Teil aus dem 19. Jahrhundert und immer noch per Handbetrieb zu bewegen,  begrüßen wir wieder die majestätisch dahinströmende Flusskönigin. Mit fast 18 Kilometern pro Stunde und sieben Meter Hochwasser unter dem Kiel rauschen wir beflügelt an Tczew/Dirschau vorbei, unter den berühmten Weichselbrücken hindurch nach Norden. Danzig entgegen. Bilanz am Abend: Ende der eindrucksreichen Premierenfahrt mit Geheimtipp-Charakter. Bootsjungfer „Alexandra“ hat uns dazu verführt.

 

Infos:

 

„Alexandras“ Bootsdaten: Baujahr 2009 in Ilawa/Deutsch-Eylau, Masuren; Typ: Haber 33 Reporter; 10,10 Meter Länge; 2,98 Meter Breite; 0,47 Meter Tiefgang; 2,01 Meter Stehhöhe in der Kabine; 13 PS-Diesel, sehr günstiger 2,0 Liter-Verbrauch/Stunde; 10 – 12 km/h pro Stunde; Bugstrahlruder; überdachter Aussenfahrstand; sechs Fahrräder (attraktive Routen sind in die an Bord vorhandenen Karten eingezeichnet);  4 Schlafplätze, maximal sechs; Küche, Dusche/WC; Handtücher sind mitzubringen; Schlafsäcke und Decken werden gestellt; preisgünstig einkaufen kann man vor der Abfahrt in Danzig nahe der Mottlau-Marina.

Neben der „Alexandra“ werden fünf zwei Meter kürzere Boote vom Typ „Weekend 820“ angeboten.

 

Literatur: Polyglott on tour: Polnische Ostseeküste - Danzig (mit Flipmap)

 

Weitere Informationen und Buchung: Lukasz Krajewski, PL-43-600 Jaworzno, Telefon: 0048-606-208154, 606-361704; www.zeglugawislana.pl

 

Für einwöchige Chartertouren gibt es fünf Streckenverläufe von rund 200 Kilometern (Weichselwerder und Flussfahrten zwischen Danzig und Krakau und zurück);

Preis für sieben Tage (saisonabhängig) zwischen 900 und 1000 Euro; zusätzliche Kosten (Kraftstoff, Gas, Trinkwasser, Schleusen, Hafengebühren, PKW-Parkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort): ca. 300 Euro pro Boot; Anmietung eines Skippers auf Anfrage (50 Euro/Tag).

 

 

 

 

 

 

2009-07-27 :: NAPISALI O NAS: SONNTAG - "Kuckucksruf an der Schleuse"

Kuckucksruf an der Schleuse

 

DieWeichsel gilt als wildester Fluss Europas.

Doch auch Hobby-Skipper können ihn bezwingen

Von Dagmar Krappe

Sanfte Wellen umspielen den schneeweißen, über acht Meter langen Körper der „Natalia“. Leicht schaukelt das Schiff hin undher.EineWochelangwirdesmitGästenimWeichselwerderimNordenPolens unterwegs sein. Sich in dieHändevonunerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist, aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das Hausboot mit seinen zwölf PS zu steuern. ZuBeginn das Übliche: Vorwärts geht’s so, rückwärts dann Hebel umlegen, Fahrt rausnehmen; ein paar Schifffahrtzeichen, Knoten für das Anlegemanöver – für den KurzlehrgangistLukaszKrajewskizuständig. VierStundenlangübtermitdenLandrattenimHafenvonDanzig. Dannsind sie mit „Natalia“ auf sich allein gestellt, nehmen Kurs auf die Weichsel. „Natalia“ gehört zur Flotte von sechs Motorjachten, die Lukasz Krajewski für einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. „Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Boote haben mich seitdem fasziniert“, erzählt der 34-Jährige. Zur Auswahl stehen fünf Ein- Kabinen-Jachten und die „Aleksandra“, ein größeres Schiff, das über drei getrennte Schlafkabinen verfügt. Sieben Personen passen jeweils auf ein Schiff. Wer nicht selbst steuern möchte, kann auch einen Skipper mieten. Jede Crew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Landkarten und Ausflugstipps. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen. Nach drei Stunden ist in Przegalina die erste Schleuse erreicht.Wirheben sie uns für den kommenden Morgen auf und machen vorher an einem Anleger fest. Der nächste Sklep, in Polen eine Art „Tante-Emma-Laden“, ist nicht weit. Schon kurze Zeit später duftet es in der BordküchenachRühreimitSchinken.Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen. Die Schleusentore öffnen sich. Da „Natalia“ das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Trotzdem ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit „Natalia“ – etwa durch eine Windböe – nicht an die Schleusenwand gedrückt wird. Sieben Mal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Tour bestehen. Schilf und Seerosen säumen das Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Kormorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher zu sein. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Daunenjacke und in eine Decke gehüllt trotzen wir dem kalten Nordostwind. Seit kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertiggestellten Jacht „Aleksandra“ zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Dieser künstliche Schifffahrtsweg wurde Mitte des 19. Jahrhunderts von Ingenieur Georg Jakob Steenke gebaut.Umeinen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, schaffte er fünf „schiefe Ebenen“. Die Schiffe haben hier kein Wasser unterdem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren, der an Seilen über Land gezogen wird. Wer sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesausflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen. Mit knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel. Hin und wieder lassen wir uns einfach nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen hervor. Gelbe Wasserlilien entfaltenihreBlütenimSonnenschein,Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Immer wiedersiehtman„Adebars“überdieWiesen staksen. Angeblich soll jeder vierte Storch auf der Welt „ein Pole“ ein. AnBackbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festungan. ZweiStundenlangführtunsGrzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. „Die Marienburg wurde ab 1276 in mehreren Etappen erbaut“, berichtetGrzegorz:„ Anfangdes14.Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen, seinen SitzvonVenedigauf die Marienburg.“ Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit,denAbendkulinarischausklingenzu lassen. Zum Sonnenuntergang genießen wirfangfrischeForelleundZanderimRestaurant „U flisaka“. Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. „In den letzten wilden Fluss Europas“, wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora, nehmen die Fahrräder vom Dachgepäckträger und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel. Nebelschwaden wabern über den Wiesen links und rechts der Weichsel. Am nächsten Tag geht es stromabwärts die Weichsel entlang. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. „Natalia“ muss den Fluss im Zickzack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Die nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) unweit der historischen Eisenbahnbrücke ist unser letzter Haltepunkt. Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche „Kapitän auf Zeit“ ist es fast ein Kinderspiel, ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein kurzes Stück noch, und „Natalia“ liegt nach 200 Kilometern Mini-Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg.

2009-07-26 :: NAPISALI O NAS: www.tagesspiegel.de - "Kuckucksruf an der Schleuse"

Kuckucksruf an der Schleuse

Die Weichsel gilt als wildester Fluss Europas. Doch auch Hobby-Skipper können ihn bezwingen.

 

Sanfte Wellen umspielen den schneeweißen, über acht Meter langen Körper der „Natalia“. Leicht schaukelt das Schiff hin und her. Eine Woche lang wird es mit Gästen im Weichselwerder im Norden Polens unterwegs sein. Sich in die Hände von unerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist, aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das Hausboot mit seinen zwölf PS zu steuern.

Zu Beginn das Übliche: Vorwärts geht’s so, rückwärts dann Hebel umlegen, Fahrt rausnehmen; ein paar Schifffahrtzeichen, Knoten für das Anlegemanöver – für den Kurzlehrgang ist Lukasz Krajewski zuständig. Vier Stunden lang übt er mit den Landratten im Hafen von Danzig. Dann sind sie mit „Natalia“ auf sich allein gestellt, nehmen Kurs auf die Weichsel.

„Natalia“ gehört zur Flotte von sechs Motorjachten, die Lukasz Krajewski für einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. „Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Boote haben mich seitdem fasziniert“, erzählt der 34-Jährige. Zur Auswahl stehen fünf Ein- Kabinen-Jachten und die „Aleksandra“, ein größeres Schiff, das über drei getrennte Schlafkabinen verfügt. Sieben Personen passen jeweils auf ein Schiff. Wer nicht selbst steuern möchte, kann auch einen Skipper mieten. Jede Crew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Landkarten und Ausflugstipps. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen.

Nach drei Stunden ist in Przegalina die erste Schleuse erreicht. Wir heben sie uns für den kommenden Morgen auf und machen vorher an einem Anleger fest. Der nächste Sklep, in Polen eine Art „Tante-Emma-Laden“, ist nicht weit. Schon kurze Zeit später duftet es in der Bordküche nach Rührei mit Schinken. Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen.

Die Schleusentore öffnen sich. Da „Natalia“ das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Trotzdem ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit „Natalia“ – etwa durch eine Windböe – nicht an die Schleusenwand gedrückt wird. Sieben Mal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Tour bestehen.

Schilf und Seerosen säumen das Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Kormorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher zu sein. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Daunenjacke und in eine Decke gehüllt trotzen wir dem kalten Nordostwind.

Seit kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertiggestellten Jacht „Aleksandra“ zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Dieser künstliche Schifffahrtsweg wurde Mitte des 19. Jahrhunderts von Ingenieur Georg Jakob Steenke gebaut. Um einen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, schaffte er fünf „schiefe Ebenen“. Die Schiffe haben hier kein Wasser unter dem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren, der an Seilen über Land gezogen wird. Wer sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesausflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen.

Mit knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel. Hin und wieder lassen wir uns einfach nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen hervor. Gelbe Wasserlilien entfalten ihre Blüten im Sonnenschein, Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Immer wieder sieht man „Adebars“ über die Wiesen staksen. Angeblich soll jeder vierte Storch auf der Welt „ein Pole“ ein.

An Backbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festung an. Zwei Stunden lang führt uns Grzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. „Die Marienburg wurde ab 1276 in mehreren Etappen erbaut“, berichtet Grzegorz: „Anfang des 14. Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen, seinen Sitz von Venedig auf die Marienburg.“ Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit, den Abend kulinarisch ausklingen zu lassen. Zum Sonnenuntergang genießen wir fangfrische Forelle und Zander im Restaurant „U flisaka“.

Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. „In den letzten wilden Fluss Europas“, wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora, nehmen die Fahrräder vom Dachgepäckträger und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel. Nebelschwaden wabern über den Wiesen links und rechts der Weichsel.

Am nächsten Tag geht es stromabwärts die Weichsel entlang. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. „Natalia“ muss den Fluss im Zickzack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Die nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) unweit der historischen Eisenbahnbrücke ist unser letzter Haltepunkt. Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche „Kapitän auf Zeit“ ist es fast ein Kinderspiel, ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein kurzes Stück noch, und „Natalia“ liegt nach 200 Kilometern Mini-Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg.

2009-07-25 :: NAPISALI O NAS: www.tagesspiegel.de - "HAUSBOOTE"

HAUSBOOTE

Die Boote sind alle relativ neu und zwischen acht und zehn Meter lang. Das größere, komfortablere Boot (Haber 33 Reporter) hat sieben Schlafplätze in drei getrennten Kabinen und kostet 1250 bis 1500 Euro für sieben Tage.

Das kleinere Boot (Weekend 820) hat sieben Kojen in einer Kabine und kostet 900 bis 1000 Euro die Woche. Beide haben eine komplett ausgestattete Küche, Toilette und Dusche.

Für einen Skipper an Bord werden maximal 50 Euro am Tag berechnet.

Zusätzlich rund 300 Euro fallen an für Kraftstoff, Gas, Trinkwasser, Schleusungen, Hafengebühren, Bewachung, Autoparkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort (falls erforderlich).
Anbieter: Vistula Cruises, PL-43-600 Jaworzno; Telefon: 00 48 / 606 / 20 81 54, Internet: www.zeglugawislana.pl

2009-07-25 :: NAPISALI O NAS: Sonnabend/Sonntag - "Mit dem Hausboot durch das Weichseldelta"

POLEN EINE 200 KILOMETER LANGE TOUR IM NORDEN DES LANDES

Mit dem Hausboot durch das Weichseldelta

Vorkenntnisse oder ein Führerschein sind nicht nötig, um die komplett ausgestatteten Motoryachten zu steuern. Die Schleusen erfordern aber etwas Fingerspitzengefühl.

 

Dagmar Krappe

 

Sanfte Wellen umspielen „Natalias“ schneeweißen, über acht Meter langen Körper und schaukeln ihn leicht hin und her. Eine Woche lang wird sie mit uns im Weichselwerder im Norden Polens unterwegs sein und sich in die Hände von unerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist,

aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das zwölf PS starke Hausboot zu steuern. Um ein erstes Fahrgefühl zu bekommen, das Schalten und Bremsen zu lernen, ein bisschen über Schifffahrtzeichen zu erfahren, Knoten für das Anlegemanöver zu trainieren, dafür ist Lukasz Krajewski da. Vier Stunden lang übt er mit uns auf der Mottlau im Hafen von Danzig. Dann sind wir mit „Natalia“ allein und nehmen Kurs auf die Weichsel. „Natalia“ gehört zur Flotte von sechs Motorbooten, auf denen Lukasz Krajewski einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. „Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Schiffe haben mich seitdem fasziniert“, erzählt der 34-Jährige. Zur Auswahl stehen fünf

Ein-Kabinen-Yachten und „Aleksandra“, ein größeres Boot, das über drei getrennte Schlafkabinen verfügt. Alle Schiffe sind für sieben Personen ausgelegt. Wer nicht selbst steuern möchte, kann einen Skipper mieten. Jede Crew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Karten und Ausflugstipps. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen. Nach drei Stunden erreichen wir die erste Schleuse Przegalina. In einem Seitenarm kurz vor der Schleuse können wir anlegen und übernachten. Zu Fuß machen wir uns auf den

Weg zum „Sklep“, einem „Tante-Emma- Laden“, von denen es mindestens einen in jedem Dorf gibt. Und dann

duftet es schon nach leckerem Rührei mit Schinken in der Bordküche. Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen. Die Schleusentore öffnen sich. Da „Natalia“ das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Doch ein Schiff reagiert träger als ein Auto. Wenn dann noch Windböen aufkommen, ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit man nicht zu unsanft an die Schleusenwand gedrückt wird. Siebenmal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Reise bestehen. Schilf und Seerosen säumen das

Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Kormorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Jacke und in eine Decke gehüllt, trotzen wir dem kühlen Nordostwind. Seit Kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertiggestellten Yacht „Aleksandra“ zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Er lädt uns ein, mit an Bord zu kommen. Der Kanal wurde Mitte des 19. Jahrhunderts vom Ingenieur Georg Jakob Steenke errichtet. Um einen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, ließ er fünf „schiefe Ebenen“ bauen. Die Schiffe haben hier kein Wasser unter dem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren, der an Seilen über Land gezogen wird. Wer unsicher ist und sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesauflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen. Mit fünf Knoten oder knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel, der ins Frische Haff mündet. Hin und wieder lassen wir uns nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen und betörend duftenden Fliederbüschen hervor. Gelbe Wasserlilien entfalten ihre Blüten im Sonnenschein. Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Immer wieder klappern Störche in ungezählten Nestern. Ein Viertel des Weltbestandes an Störchen soll in Polen beheimatet sein. An Backbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festung an. Zwei Stunden lang führt uns Grzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. „Die Marienburg wurde ab 1276 in mehreren Etappen erbaut“, berichtet Grzegorz. „Anfang des 14. Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen, seinen Sitz von Venedig auf die Marienburg.“ Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit, den Abend kulinarisch ausklingen zu lassen. Zuerst genießen wir fangfrische Forelle und Zander im Restaurant „U flisaka“ am gegenüberliegenden Ufer, dann den Sonnenuntergang und schließlich den Blick auf die illuminierte Burganlage. Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. „In den letzten wilden Fluss Europas“, wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora, nehmen die Fahrräder vom Dachgepäckträger und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel. Bedrohlich wabern Nebelschwaden über den Wiesen links und rechts der Weichsel. Immer näher kommt der Schleier dem alten Gemäuer Plötzlich durchdringen noch einmal letzte Sonnenstrahlen den weißen Vorhang. Ein gigantisches Konzert mit zwitschernden Vögeln,

zirpenden Grillen und quakenden Fröschen beginnt. Am nächsten Tag geht es stromabwärts

die Weichsel entlang. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. „Natalia“ muss den Fluss im Zickzack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Die nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) unweit der historischen Eisenbahnbrücke ist unser letzter Haltepunkt. Die Brücke wurde Mitte des 19. Jahrhunderts errichtet, um die preußischen Städte Berlin und Königsberg miteinander zu verbinden. Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche Skipper auf Zeit ist es fast ein Kinderspiel, ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein letzter Knoten und „Natalia“ liegt nach 200 Kilometern Mini-Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg – ganz zufrieden mit ihren beiden Freizeitkapitänen.

 

Anreise: Flugzeug oder Auto bis Danzig. Bewachter Parkplatz in der Nähe des Yachthafens gegenüber dem Danziger Krantor.

Anbieter: Vistula Cruises, www.zeglugawislana.pl

Boote: Motoryacht Haber 33 Reporter, Bj. 2009, Länge 10,10 m, Breite 2,98 m. Sieben Schlafplätze in drei getrennten Kabinen Küche komplett ausgestattet. Toiletten- und Duschraum. Preis für 7 Tage (eine Routenstrecke): ab 1250 Euro; Motoryacht Weekend 820, Bj. 2007/2008, Länge 8,20 m, Breite 2,85 m.

Sieben Schlafplätze in einer Kabine. Küche komplett ausgestattet. Toilettenraum mit Camping-WC, Außendusche. Preis für 7 Tage (eine Routenstrecke): ab 900 Euro. Anmietung eines Skippers: auf Anfrage,

max. 50 Euro pro Tag.

Streckenverläufe: Weichselwerder: Danzig–Danzig (Verlängerung mit Oberländischem Kanal möglich); Danzig–Thorn; Thorn– Warschau; Warschau– Sandomierz; Sandomierz– Krakau (oder in entgegengesetzter Richtung).

2009-07-24 :: NAPISALI O NAS: www.abendblatt.de - "Polen: Mit dem Hausboot durch das Weichseldelta"

Polen: Mit dem Hausboot durch das Weichseldelta

Vorkenntnisse oder ein Führerschein sind nicht nötig, um die komplett ausgestatteten Motoryachten zu steuern. Die Schleusen erfordern aber etwas Fingerspitzengefühl.

Danzig. Sanfte Wellen umspielen "Natalias" schneeweißen, über acht Meter langen Körper und schaukeln ihn leicht hin und her. Eine Woche lang wird sie mit uns im Weichselwerder im Norden Polens unterwegs sein und sich in die Hände von unerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist, aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das zwölf PS starke Hausboot zu steuern.

Um ein erstes Fahrgefühl zu bekommen, das Schalten und Bremsen zu lernen, ein bisschen über Schifffahrtzeichen zu erfahren, Knoten für das Anlegemanöver zu trainieren, dafür ist Lukasz Krajewski da. Vier Stunden lang übt er mit uns auf der Mottlau im Hafen von Danzig. Dann sind wir mit "Natalia" allein und nehmen Kurs auf die Weichsel.

"Natalia" gehört zur Flotte von sechs Motorbooten, auf denen Lukasz Krajewski einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. "Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Schiffe haben mich seitdem fasziniert", erzählt der 34-Jährige. Zur Auswahl stehen fünf Ein-Kabinen-Yachten und "Aleksandra", ein größeres Boot, das über drei getrennte Schlafkabinen verfügt. Alle Schiffe sind für sieben Personen ausgelegt. Wer nicht selbst steuern möchte, kann einen Skipper mieten. Jede Crew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Karten und Ausflugstipps. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen.

Nach drei Stunden erreichen wir die erste Schleuse Przegalina. In einem Seitenarm kurz vor der Schleuse können wir anlegen und übernachten. Zu Fuß machen wir uns auf den Weg zum "Sklep", einem "Tante-Emma-Laden", von denen es mindestens einen in jedem Dorf gibt. Und dann duftet es schon nach leckerem Rührei mit Schinken in der Bordküche. Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen.

Die Schleusentore öffnen sich. Da "Natalia" das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Doch ein Schiff reagiert träger als ein Auto. Wenn dann noch Windböen aufkommen, ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit man nicht zu unsanft an die Schleusenwand gedrückt wird. Siebenmal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Reise bestehen.

Schilf und Seerosen säumen das Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Kormorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Jacke und in eine Decke gehüllt, trotzen wir dem kühlen Nordostwind.

Seit Kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertiggestellten Yacht "Aleksandra" zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Er lädt uns ein, mit an Bord zu kommen. Der Kanal wurde Mitte des 19. Jahrhunderts vom Ingenieur Georg Jakob Steenke errichtet. Um einen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, ließ er fünf "schiefe Ebenen" bauen. Die Schiffe haben hier kein Wasser unter dem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren, der an Seilen über Land gezogen wird. Wer unsicher ist und sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesauflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen.

Mit fünf Knoten oder knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel, der ins Frische Haff mündet. Hin und wieder lassen wir uns nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen und betörend duftenden Fliederbüschen hervor. Gelbe Wasserlilien entfalten ihre Blüten im Sonnenschein. Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Immer wieder klappern Störche in ungezählten Nestern. Ein Viertel des Weltbestandes an Störchen soll in Polen beheimatet sein.

An Backbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festung an. Zwei Stunden lang führt uns Grzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. "Die Marienburg wurde ab 1276 in mehreren Etappen erbaut", berichtet Grzegorz. "Anfang des 14. Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen, seinen Sitz von Venedig auf die Marienburg." Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit, den Abend kulinarisch ausklingen zu lassen. Zuerst genießen wir fangfrische Forelle und Zander im Restaurant "U flisaka" am gegenüberliegenden Ufer, dann den Sonnenuntergang und schließlich den Blick auf die illuminierte Burganlage.

Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. "In den letzten wilden Fluss Europas", wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora, nehmen die Fahrräder vom Dachgepäckträger und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel. Bedrohlich wabern Nebelschwaden über den Wiesen links und rechts der Weichsel. Immer näher kommt der Schleier dem alten Gemäuer. Plötzlich durchdringen noch einmal letzte Sonnenstrahlen den weißen Vorhang. Ein gigantisches Konzert mit zwitschernden Vögeln, zirpenden Grillen und quakenden Fröschen beginnt.

Am nächsten Tag geht es stromabwärts die Weichsel entlang. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. "Natalia" muss den Fluss im Zickzack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Die nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) unweit der historischen Eisenbahnbrücke ist unser letzter Haltepunkt. Die Brücke wurde Mitte des 19. Jahrhunderts errichtet, um die preußischen Städte Berlin und Königsberg miteinander zu verbinden.

Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche Skipper auf Zeit ist es fast ein Kinderspiel, ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein letzter Knoten und "Natalia" liegt nach 200 Kilometern Mini-Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg - ganz zufrieden mit ihren beiden Freizeitkapitänen.

 

2009-07-18 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - "Pływający ogród"

Pływający ogród

 

PĘTLA ŻUŁAWSKA (2). Z Gdańska do Gdańska

– przez Elbląg, Malbork i Tczew

 

Cumowaliśmy między białym  nenufarem a żółtym grążelem. Wokół nas niezwykły wodny ogród. Dzieci zaglądały do błyszczących lilii wodnych w poszukiwaniu Calineczki. Nie pojawiła się jednak. Ranek był słoneczny. Jacht leniwie kołysał się przy wiklinowej przystani we wsi Rybina, w sercu Żuław. Zielony cypel ograniczały, z jednej strony Wisła Królewiecka tocząca wody na północ, do Zalewu wiślanego, z drugiej zaś Szkarpowa, łącząca się na wschodzie z Nogatem. Obydwie przegrodzone zostały mostami zwodzonymi, pierwsza pontonowym, druga drogowym, podnoszonym na żądanie. Trzeci bok trójkąta ograniczał obrotowy most, łączący tory kolejki wąskotorowej na trasie z Nowego Dworu Gdańskiego do bałtyckich plaż Stegny i Sztutowa. W tej niecodziennej scenerii przyszło nam poznawać urządzenia hydrotechniki żuławskiej, poczynając od pompowni Chłodniewo, widocznej za pierwszą kępą drzew. Trzy zespoły pompowe, w tym maszyna Cegielskiego o mocy 500 KM, mogą łącznie w ciągu sekundy przepompować około 21 tysięcy litrów wody! Zespół turbin odsysa wodę z największego polderu Polski – obszaru depresyjnego sięgającego do 2 m poniżej poziomu morza, o powierzchni 22 tysięcy hektarów, położonego między Wisłą, a dawną jej odnogą – Tugą. Nad Tugą leży Nowy Dwór Gdański – stolica Żuław. Niegdyś – do początków XX wieku – był tu port rzeczny. Statki pasażerskie pływały stąd do Gdańska i Elbląga. Obecnie, by dotrzeć do centrum miasta trzebapokonać trzy mosty: „z rozporkiem” (od strony wody widać specjalną szczelinę na kominy parowców i maszty żaglowców), drewniany zbudowany w 1980 r. przez saperów WP oraz zwodzony. Szansę mają więc tylko jednostki bardzo niskie. Nasza motorówka – z rowerami na dachach – do takich nie należała. Musieliśmy się więc przesiąść do tramwaju wodnego o wdzięcznej nazwie „Mały Holender” (nie byłoby go, gdyby nie Marek Opitz, piewca ziemi żuławskiej, fotograf, wydawca albumów, współpracownik „National Geographic”). Walkę o wydarcie tego skrawka morzu, kulturę holenderskich osadników – Mennonitów od średniowiecza po dzisiejszych jej spadkobierców poznajemy w Muzeum Żuław. Z zacięciem opowiada o tym Grzegorz Gola z Lokalnej Grupy Działania. To niesamowicie wciągające, depresyjne historie.

Czas jednak płynąć dalej. Wracamy do naszej łodzi w nastroju wcale nie depresyjnym. Po drodze oglądamy – znad lustra wody – pozostałości po zamku, od którego nazwę wziął Nowy Dwór Gdański (Tiegenhof), zabytkową wieżę ciśnień, mleczarnię i dawną gorzelnię rodziny Stobbe. Tą ostatnią przez 200 lat opuszczała wizytówka

kulinarna miasta – gorzałka jałowcowa Stobbe Machandel. Tradycja fabryki likierów Stobbe nakazuje pić ten specjał zagryzając śliwką nadzianą na wykałaczkę, którą należy później złamać. Tramwaj wodny, przerobiony z wojskowego pontonu, wykonuje turystyczne rejsy miejskie, edukacyjne, z degustacją potraw żuławskich. Może służyć jako pływająca knajpka, czasem spełnia też doniosłą rolę w regularnych akcjach zbierania śmieci z brzegów Tugi (akacja to również zasługa Marka Opitza). Urokliwa Tuga – w początkowym odcinku zwana Świętą – ograniczona wysokimi wałami porośniętymi rzędami wierzb, otulona bujną roślinnością, pokryta płaszczem nenufarów i sitowia, wygląda miejscami jak świątynia przyrody. Płynąc nią warto zatrzymać się w miejscowości Cyganek, w której odtworzono mennonicki Cmentarz Jedenastu Wsi wraz z Lapidarium. 300–letnie buki i dęby otaczają średniowieczny pokrzyżacki, a dziś greckokatolicki kościół. Marek Opitz rekonstruuje tu – przewieziony z Jelonka – mennonicki dom podcieniowy, w którym ma powstać otwarte centrum kultury. Dwa kilometry od rzeki znajduje się nieczynny akwedukt wybudowany w latach 50–tych XX w. Była to budowla hydrotechniczna kończąca powstanie polderu Osłonka, najmłodszego i najniżej położonego

kawałka Polski. Ekologiczny tunel Tugi to wymarzone miejsce do podziwiania przyrody wśród wielu zatoczek, będących pozostałością po przerwaniu wałów przez uciekających z końcem II wojny światowej Niemców oraz prostowaniu rzeki, pomiędzy kanałami i wysepkami. Obserwować tu można czaple siwe, żurawie, bociany, kaczki krzyżówki, perkozy, trzciniaki, remizy, bobry, a nawet gronostaje. Od sierpnia na Tudze pojawia się salwinia – ściśle chroniony gatunek pływającej paproci wodnej. Podróżując po rzece usłanej paprocią z maciejką wodną, żółcieniami i grzybieniami ma się wrażenie płynięcia po kwiecistej łące.

 

ELŻBIETA TOMCZYK– MICZKA

FOT: AUTORKA

2009-07-16 :: NAPISALI O NAS: Polen aktuell "Płock, die unbekannte Schöne"
Płock, die unbekannte Schöne
Auf kleinen, wendigen Hausbooten bringt Łukasz Krajewski Touristen die Weichsel nahe. In der letzten Ausgabe beschrieben wir den ersten Teil einer ungewöhnlichen Tour, die von Warschau zum ehemaligen russischen Fort von Modlin an der Narewmündung führte. Von dort geht es weiter nach Płock, eine Stadt von oft unterschätzter Schönheit.
 
 
Am Morgen lassen wir uns mit dem Wasser des Narew wieder auf die Weichsel treiben, die immer breiter wird, und immer größere Inseln umfließt. Łukasz Krajewski fährt an der Spitze. Kommandos gibt er nur noch beim An- und Ablegen. Wie an einer unsichtbaren Leine folgen die Freizeitkapitäne in den vier anderen Hausbooten seinem Schlangenlinien-Kurs, mit dem er alle Untiefen des wilden Flusses umschifft. Zwei hohe Türme künden Czerwińsk nad Wisłą an, ein kleines masowisches Fischerdorf. Der Ort wirkt verschlafen, dabei spielte er in der Geschichte Polens
eine wichtige Rolle. Hier vereinigten sich 1410 die Heere von Polen und Litauen, bevor sie gemeinsam in Richtung Masuren zogen und dort am 15. Juli in einer entscheidenden Schlacht bei Grunwald die deutschen Ordensritter besiegten. Schon Anfang des 12. Jahrhunderts wurde mit dem Bau der romanischen Klosterkirche begonnen, die heute zu den bedeutendsten Architekturdenkmälern Polens zählt. Im Inneren wurden bei Restaurierungsarbeiten Wandmalereien freigelegt, die noch aus der Anfangszeit des Baus stammen.
 
Beeindruckender Blick auf das Weichseltal
 
Noch älter ist die nächste Station der Weichseltour: Im 9. Jahrhundert erstmals erwähnt, wurde Płock 1075 Bistumssitz und erste Hauptstadt von Masowien. Für ein paar Jahrzehnte residierten hier sogar die Herrscher Polens. Mit seinem liebevoll sanierten historischen Zentrum und einer beeindruckenden Lage hoch über dem Fluss kann man Płock zu den schönsten Städten an der Weichsel zählen. Dass bisher nur wenige Touristen hierher kommen, hat Płock einem Beschluss der Partei- und Staatsführung aus den 1960er Jahren zu verdanken. Damals wurde die Stadt zum Standort
des größten petrochemischen Werks in Polen bestimmt, das am Rande der beschaulichen Residenzstadt entstand. Doch wer durch die liebevoll sanierten Gassen der Altstadt flaniert, denkt nicht an Erdöl. Seiden glänzt die Weichsel im Licht der untergehenden Sonne, als wir zum Spaziergang aufbrechen. Tief unterhalb der Altstadt sieht man den breiten Sandstrand, der im Sommer zum Treffpunkt der Stadtbevölkerung wird. Tausende Musikfans aus ganz Polen treffen sich dort zum Raggae-Festival und dem internationalen Festival der elektronischen Musik. Einen Atem beraubenden Blick bietet auch die neu gestaltete Open-Air-Arena, die sich ans Steilufer schmiegt. Auf der großen Bühne mit 3.500 überdachten Sitzplätzen wird unter anderem Miss Polen gekürt. Von der Promenade am Hochufer sind es nur wenige Meter zum Marktplatz, wo gerade eine neue Hausbrauerei eröffnet hat; ein idealer Ort, um bei Pierogi und einem Frisch gezapften Bier den Abend zu beschließen. Für die Nacht haben wir die engen Kajüten der Hausboote gegen comfortable Zimmer im neuen 4-Sterne-Boutiquehotel Tumski getauscht. Der Rundgang durch die Stadt beginnt am nächsten Morgen auf dem Domhügel, wo sich die beiden Türme der Mariä-Himmelfahrts- Basilika erheben. Ihre ältesten Teile stammen aus dem frühen 12. Jahrhundert. Die beiden polnischen Herrscher Władysław Herman und Bolesław Krzywousty, die im 12. Jahrhundert von Płock aus das Land regierten, fanden hier ihre letzte
Ruhestätte. In Płock gibt es die älteste Oberschule Polens, die Małachowianka, wo bereits seit 1180 unterrichtet wird. Ebenso stolz ist man auf die älteste Wissenschaftliche Gesellschaft Polens, die im Jahre 1820 gegründet wurde. In ihrem Besitz befindet sich unter anderem eine wertvolle Sammlung von 80 Grafiken des spanischen Malers Francisco de Goya aus der Capriccios-Serie. Diese wurden bisher nur in Sonderausstellungen gezeigt, doch die Stadt überlegt jetzt, wie man den wertvollen Kunstschatz dauerhaft der Öffentlichkeit präsentieren kann.
 
Größte Sammlung des Jugendstils in Polen
Ein anderer Schatz ist bereits heute ein Besuchermagnet. In einem Jugendstilhaus in der Tumska- Straße befindet sich Polens bedeutendste Jugendstil-Sammlung. Rund um einen verglasten Innenhof kann man auf drei Etagen Schmuckstücke, Porzellan, Glas und andere kunsthandwerkliche Produkte bewundern. Im oberen Stock befindet sich eine Sammlung von polnischen Kunstwerken aus dieser Zeit, darunter Gemälde von Jacek Malczewski Und Stanisław Wyspiański. Die von Cafés und Restaurants gesäumte Grodzka-Straße verbindet den Domhügel mit dem
rechteckig angelegten Marktplatz. Dort versammeln sich jeden Mittag Schaulustige vor dem klassizistischen
Rathaus. Punkt 12 Uhr stimmt ein Turmbläser das Stadtsignal, den Hejnał, an. Gleichzeitig öffnet sich eine Tür im Rathausturm und die Besucher können miterleben, wie Bolesław Krzywousty von seinem Vater zum Ritter geschlagen wird
 
In fünf Etappen über die Weichsel
Nach diesem Rundgang durch 1000 Jahre Geschichte geht die Fahrt auf dem Wasser weiter.
Richtung Włocławek verbreitet sich die Weichsel zu einem großen Stausee, entprechend ist sie hier stärker von Sportbooten und Ausflugsdampfern frequentiert. Vorbei am Kurort Ciechocinek geht die Bootsfahrt weiter nach Toruń (Thorn). In der ehemaligen Geburtsstadt von Nikolaus Kopernikus mit seinem gotischen Zentrum endet eine der fünf Etappen, in die Łukasz Krajewski die Weichsel eingeteilt hat. Rund 200 km misst jede dieser Strecken, auf der die Boote in der Regel eine Woche lang unterwegs sind. Der erste Abschnitt führt von Kraków (Krakau) in die mittelalterliche Handelsstadt Sandomierz, der zweite von dort nach Warschau, der dritte weiter bis Toruń und der vierte von dort
in die Hafenstadt Gdańsk (Danzig). Die fünfte Route ist in diesem Jahr neu hinzugekommen – ein Rundkurs von Danzig durch das Weichselwerder bis Elbląg (Elbing), über den Nogat zur Marienburg in Malbork und wieder
auf der Weichsel zurück nach Gdańsk. Dieser letzte Abschnitt ist der einzige, den man auch ganz auf eigene Faust im Hausboot erleben kann, auf allen übrigen bewegt man sich im Konvoi.
www.vistulacruises.com
2009-07-15 :: NAPISALI O NAS: Gentleman - " Rzeka dzika jak Kobieta "

Gentleman  nr.  7-8  15 lipca-15 września 2009

2009-07-04 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - "Wielbiciele zapomnianych miejsc"

Wielbiciele zapomnianych miejsc

PĘTLA ŻUŁAWSKA (1). Z Gdańska do Gdańska – przez Elbląg, Malbork i Tczew

Gdańsk, Żuławy, Elbląg, Malbork, Tczew, Gdańsk. W ciągu tygodnia – płynąc jachtem motorowym – zatoczyliśmy pętlę. Na pokładzie były trzy pokolenia – najmłodszy uczestnik wyprawy miał niespełna 15 miesięcy. Jednostkę prowadził senior wielopokoleniowej rodziny. Nasz jacht, wyczarterowany w Żegludze Wiślnej, spokojnie bujał się na falach mariny Centrum, naprzeciwko słynnego gdańskiego Żurawia. By go wynająć nie musieliśmy się legitymować żadnymi uprawnieniami. Wystarczyło dwugodzinne szkolenie. *** Nim jednak odcumowaliśmy ruszyliśmy w Gdańsk. Z portem jachtowym sąsiadowały dwa gmachy Muzeum Morskiego ze statkiem Sołdek, a także nowa Filharmonia w budynku starej elektrowni. Kilka kroków dalej Stare Miasto skupione wokół ulicy Długi Targ, z fontanną Neptuna na wprost Dworu Artusa. Równolegle do niej biegnie ulica Mariacka z licznymi pracowniami bursztyniarzy... Jednak nas nie interesują ani muzea, ani bursztyn, ani piękne renesansowe kamienice, ani nawet Panienka z okienka. To widoki dla lądowych szczurów. Nas, marynarzy, pociągają inne klimaty. Hania iAdam, gdańscy wielbiciele zapomnianych miejsc i nieznanych zakątków, prowadzą nas do Dolnego Miasta i Długich Ogrodów. Tam kończy się Starówka, gwarne centrum i tłumy turystów. Symbolem dwóch sąsiadujących dzielnic – dwóch światów jest ciężarówka zaklinowana pod stalowym mostem. To „LKW Gallery”, instalacja artystyczna mająca zwrócić uwagę na kończącą się tu „cywilizację”. Projekt zwyciężył w konkursie – ogłoszonym przez Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia – na tzw. Galerię Zewnętrzną. Dolne Miasto to odrapane kamienice, zardzewiałe szyny, zrujnowane magazyny. Żuleria i zbieracze złomu, szarzy ludzie, podwórkowe dzieci. Jest brzydkie, ale autentyczne. – Nie zostało odbudowane po wojnie, jak Stare Miasto – podkreślają z dumą jego mieszkańcy. Wśród tej scenerii – na rogu ulic Chłodnej i Łąkowej                     – odnajdujemy restaurację Kameralną, odcinającą się białym, zdobnym frontonem od reszty otoczenia. W jej przypadku kicz osiągnął wymiar sztuki. Kto, będąc w Gdańsku, nie widział tego miejsca, wiele stracił. Od południowego – wschodu Dolne Miasto otoczone jest pasmem fortyfikacji i śluz. Najciekawsza z nich – Kamienna Grobla – niegdyś, w XVII i XVII stuleciu, chroniła tereny depresyjne przed zalewami, a miasto przed najazdami od strony Żuław. Dziś jest pięknym barokowym zabytkiem hydrotechniki. Górujący nad nią bastion Żubr – obok innych redut o nazwach Wilk, Królik, Miś, Dzik, czy Wyskok – odbija się w porośniętej sitowiem wodzie. Kamienne mury śluzy, obrotowe wrota i zwodzony most pamiętają jeszcze najazdy Szwedów. Niezdobyte wieżyczki noszą nazwę Dziewic. Taki pas fortyfikacji, ułożony w zgrabny zygzakowaty grzebień, ciągnie się wkierunku zachodnim, okrążając łagodnym łukiem centrum

miasta. To doskonałe punkty widokowe, z których łatwo dostrzec najsłynniejsze zabytki i charakterystyczne budowle Gdańska. Nad dworcem kolejowym Gdańsk Główny zaczynają się tereny górzyste. Niestety, niewielu turystów spieszących w dół, by zwiedzić Trójmiasto, obejrzy się w tę stronę, w przeczuciu niebywałych atrakcji. Nawet rodowici Gdańszczanie często nie znają swoich kolonii. Bo przyczółki na wzgórzach, położonych za Biskupią Górką – skrawkiem miasta żyjącym swoim życiem, wśród wąskich uliczek, szarych kamienic i zapyziałych podwórek – noszą właśnie nazwę Kolonii. Na Biskupiej Górce, będącej przez 300 lat we władaniu wojskowych, największą atrakcją jest były internat Hitlerjugend, poza tym sporo tu kamienic  z XIX i początków XX wieku. Na uwagę zasługują pobliskie cmentarze wojskowe: francuski i rosyjski, a także współczesny cmentarz Muzułmanów, których wGdańsku mieszka spora ilość.

Wśród Kolonii naszą uwagę zwróciły Kolonia Wyżyny i Kolonia Jordana. Zaledwie parę kilometrów od centrum, zaskakują swoją odmiennością. Na początek poznajemy ulicę Ojcowską – cóż to za cudo! Wijący się po obu jej stronach – w kształcie litery S – podwójny wąż posklejanych maleńkich domków, każdy z osobnym wejściem i wysokim poddaszem. Końca owego węża nie widać, a gdy go ujrzymy, u wylotu ulicy straszy przedpotopowy GS–owski sklep. Na zapleczu grupka dzieci pokazuje nam bunkier – swoje miejsce zabaw. Przybiega też pies z pustą butelką po wódce w pysku. Przecieramy oczy, jawa to czy sen? Odpowiedzi nie będzie. Tuż obok kolejne oczarowanie: na zielonych wzgórzach rozrzucone są niewielkie domki, z wejściami przez małe furtki, prowadzące od ślepych bitych traktów. Stoją w ciszy i odosobnieniu. Gdzieniegdzie z zarośniętych uliczek strome schody prowadzą w dół, do normalności. Domki są parterowe: drewniane, murowane, każdy w swoim stylu Co przypomina ten pejzaż: Bałkany? Gruzję? A przecież to dwa kroki do centrum metropolii gdańskiej.

***

Myśl ta nie opuszcza nas, gdy – oglądani przez tłumy turystów oblegających bulwary nad Motławą i tandetny piracki okręt – ćwiczymy manewrowanie jachtem przed wyruszeniem w rejs. Mamy ochotę krzyknąć: – Hej, Ludzie, co tu robicie? Prawdziwy Gdańsk jest za rogiem.

ELŻBIETA TOMCZYK – MICZKA

2009-06-22 :: POKAZALI NAS: www.youtube.com

HABER 33 Reporter

http://www.youtube.com/watch?v=rHXGf3KSgLc

 

2009-06-21 :: NAPISALI O NAS: Super Express - " Jachtem po Wiśle "
2009-06-20 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - "W Krakowie brakauje przystani na Wiśle"

W Krakowie brakauje przystani na Wiśle

OŻYWIANIE RZEKI I NABRZEŻY. Bulwary będą rozświetlone, jest nowa żegluga do Gdańska,

zacumuje wielka barka, z plażą nie zdążą do wakacji

Po wielu latach oczekiwania na bulwarach wiślanych wreszcie montowane są nowe lampy, które rozświetlą to miejsce nazywane salonem miasta. Ruszyła Żegluga z Krakowa do Gdańska. Do końca czerwca ma być wykonana iluminacja  Wawelu. W połowie lipca w rejonie Kazimierza do brzegu dobije jedna z największych w Europie barek. Tylko plaża z basenem na Wiśle ma być gotowa nie na czas, bo dopiero w sierpniu. – Już zostały zamontowane pierwsze nowe lampy na bulwarze. Zgodnie z europejskimi zaleceniami światło skierowane jest w dół – informuje Jacek Bartlewicz, rzecznik Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. W sumie między mostami Grunwaldzkim i Dębnickim zostanie zamontowanych 110 lamp. Do końca września ma powstać także oświetlenie bulwarów od strony Kazimierza, Podgórza i Dębnik. Oświetlono już natomiast alejki pod mostami. Do końca czerwca mają się również zakończyć prace związane z iluminacją wzgórza wawelskiego. Na 15 lipca zaplanowano inaugurację działalność barki konferencyjnej, która będzie stacjonować przy bulwarze Kurlandzkim na wysokości ulic Mostowej i Gazowej. Barka powstała w1889 r. i przez wiele lat pływała w Rotterdamie. Do Krakowa ściągnęła ją firma Pathways. Modernizacja barki zabrała 5 lat, a ponad 2 lata trzeba było kompletować niezbędne zezwolenia. – Gdybyśmy wiedzieli, że będzie się z tym wiązać tyle trudności, nie wiem, czy zdecydowalibyśmy się na takie rozwiązanie. W historii Polski zdarzało się, że najpiękniejsze skarby były wywożone, mamy więc satysfakcję, że kupiliśmy i wyremontowaliśmy bardzo cenną barkę holenderską –mówi Dorota Ostoja–Zawadzka, prezes firmy Pathways. Barka o nazwie „Alrina” ma długość 53,5 m, szerokość 8,5 m i jest jedną z największych w Europie. Po jej wywiezieniu do Polski w holenderskiej prasie rozgorzała dyskusja, czy tak cenna jednostka powinna opuszczać rodzinny kraj. Prezes Ostoja–Zawadzkawspomina, że barkę udało się kupić jedynie dlatego, że żona jej właściciela Aleksandra Korstena była chora i po 30 latach musieli zamieszkać na lądzie. Najdramatyczniejsze chwile rozegrały się na granicy, gdzie kapitan Korsten nie chciał opuścić barki. – Długo musieliśmy go przekonywać. Później się do nas nie odzywał. Ostatnio jednak nawiązaliśmy kontakt, zobaczył jak barka została wyremontowana i ma przyjechać do Krakowa na jej otwarcie – informuje prezes Ostoja-Zawadzka. Na barce, która maksymalnie pomieści 150 osób, mają się odbywać konferencje, koncerty, wystawy. – Chcemy, aby to było miejsce z duszą, inspirujące ludzi – zaznacza prezes Ostoja-Zawadzka. Na barce będzie również ogólnodostępny bar bistro z kawą, ciastkami i sałatkami. Od ubiegłego weekendu funkcjonuje natomiast żegluga Wiślana między Krakowem a Gdańskiem. Pływa się na siedmioosobowych jachtach motorowych. Szlak żeglugowy podzielono na 5 około 200–kilometrowych odcinków, wśród których jest również Pętla Żuław. Na przepłynięcie każdego odcinka zarezerwowano 7 dni. Z Krakowa można płynąć do Sandomierza. Za jedną łódź na przepłynięcie jednego odcinka płaci się ok. 4 tys. zł. Czterotygodniowy rejs z Krakowa do Gdańska to więc koszt ok. 16 tys. zł od jachtu, który może być rozłożony maksymalnie na 7 osób. Każdy jacht jest wyposażony w komplet rowerów. Dzięki temu w miejscach postoju można z nich skorzystać do dojeżdżania i zwiedzania atrakcji na lądzie. Przepłynięcie z Krakowa do Gdańska nie jest łatwe. – Za Krakowem jest pierwsza śluza Przewóz, która jest bardzo trudna do przebycia. Wskutek niewłaściwej budowy systemu regulacji Wisły za śluzą jest mało wody. Nasze jednostki są jednak tak zbudowane, że sobie z tym radzą. W dalszej części trasy też zdarzają się mielizny, płycizny. Wiele zależy od pory roku. Wiosną jest dobrze, a im bliżej wakacji, tym trudniej. Mamy jednak odpowiednie doświadczenie, mapy, tak że sobie radzimy – mówi Łukasz Krajewski, właściciel Żeglugi Wiślanej. Podkreśla, że po Wiśle w Krakowie pływa się bardzo dobrze. Brakuje tylko jednej rzeczy: – Prawdziwej przystani, gdzie można byłoby bezpiecznie dobić do pomostu, zacumować łódkę i zostawić ją zabezpieczoną na noc. W takim miejscu powinna być też możliwość zatankowania wody, dostępu do prądu, skorzystania z sanitariatów. Taką przystań wybudowano w zeszłym roku w Tczewie, ale jest to odosobniony przypadek. W Krakowie najlepiej byłoby, gdyby taka marina powstała w okolicach Wawelu. W Gdańsku marina znajduje się w samym centrum przy Muzeum Morskim. Cumując tam jacht mamy najładniejszy widok, jaki może być w mieście. Tak się robi na całym świecie. Molo z miejscem postoju dla jachtów, małych żaglówek czy tramwaju wodnego ma towarzyszyć plaży, która powstaje w sąsiedztwie budynku po dawnym hotelu „Forum”, na terenie bulwaru Wołyńskiego, pomiędzy ulicami Ludwinowską, Konopnickiej a mostem Grunwaldzkim. Jej budowa się jednak przedłuża i ma być gotowa nie na początku wakacji, ale dopiero w sierpniu. Inwestycję opóźniło przeprowadzenie koniecznych badań archeologicznych. Główną atrakcją plaży ma być basen o długości 25 metrów, który zostanie umieszczony na wodzie i przycumowany do mola. Zagospodarowany zostanie także każdy z poziomów bulwarów.

Oprócz piaszczystej plaży z leżakami powstaną również boiska do gier plażowych, plac zabaw, wielofunkcyjny taras, klub muzyczny, kawiarnia, restauracja oraz kino letnie.   

  (TYM)

2009-06-19 :: NAPISALI O NAS: Weltexpress - Der letzte wilde Fluss Europas

19.06.09 20:10 Weltexpress: Der letzte wilde Fluss Europas

Der letzte wilde Fluss Europas

Hamburg (Weltexpress) - Sanfte Wellen umspielen Natalias schneeweißen, über acht Meter langen Körper und schaukeln ihn leicht

hin und her. Eine Woche lang wird sie mit uns im Weichselwerder im Norden Polens unterwegs sein. Sich in die Hände von unerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist, aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das 12 PS starke Hausboot zu steuern.

 

Um ein erstes Fahrgefühl zu bekommen,das Schalten und Bremsen zu lernen, ein bisschen über Schifffahrtzeichen zu erfahren, Knoten für das Anlegemanöver zu trainieren, dafür ist Lukasz Krajewski da. Vier Stunden lang übt er geduldig mit uns auf der Mottlau im Hafen von Gdansk (Danzig). Dann sind wir mit Natalia allein und nehmen Kurs auf die Weichsel. Danzigs Wahrzeichen, das Krantor, die Türme von Rathaus und Marienkirche verschwinden wie die Sonne im Dunst. Ein paar Schwäne begleiten uns, als wir in die Martwa Wisla, die Tote Weichsel, einbiegen.

 

Natalia gehört zur Flotte von sechs Motorjachten, auf denen Lukasz Krajewski einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. Hauptberuflich betreibt der 34- jährige Pole einen Reifenhandel, aber vor einem Jahr hat er sein Hobby zum zweiten Standbein ausgebaut: „Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Boote haben mich seitdem fasziniert.“ Da die Weichsel ein kaum befahrener Fluss ist, kam ihm die Idee, als erster polnischer Anbieter Hausboottouren zu organisieren. Wer nicht selbst steuern möchte, kann auch einen Skipper mieten.

 

Natalia und ihre Schwestern Ola, Kinga, Anetka und Stasia sind kleine Ein- Kabinen-Jachten mit Benzin-Außenbordmotor. Ihre große grün-beige Schwester Aleksandra verfügt über drei getrennte Schlafkabinen und einen Diesel- Einbaumotor. Alle Schiffe sind für sieben Personen ausgelegt. Sie mit maximal zwei bis vier Personen zu benutzen, ist aber realistischer, wenn man nach einer Woche auf engstem Raum noch als Freunde auseinander gehen will. Jede Bootscrew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Landkarten und Ausflugstipps in polnischer, englischer und deutscher Sprache. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen.

 

Nach drei Stunden erreichen wir die erste Schleuse Przegalina. In einem Seitenarm kurz vor der Schleuse können wir anlegen und übernachten. Zu Fuß machen wir uns auf den Weg zum „Sklep“, einem „Tante-Emma-Laden“, von denen es mindestens einen in jedem Dorf gibt. Schon duftet es nach Rührei mit Schinken in der Bordküche. Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen.

 

Da es bei dem geringen Schiffsaufkommen erforderlich ist, die Schleusenwärter vor jeder Durchfahrt vorher telefonisch zu kontakten, empfiehlt es sich, eine polnische Pre-paid-Telefonkarte zu kaufen. Es gibt sie bereits ab umgerechnet drei Euro. Auch polnische Zloty sollte man dabei haben, um die Schleusungen und eventuelle Liege- und Bewachungsgebühren zu bezahlen.

 

Die Schleusentore öffnen sich. Da Natalia das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Doch ein Schiff reagiert träger als ein Auto. Wenn dann noch Windböen aufkommen, ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit Natalia nicht zu unsanft an die Schleusenwand gedrückt wird. Sieben Mal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Reise bestehen. Bevor wir müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Reise bestehen. Bevor wir weiter Richtung Scharpau schippern, erklärt uns der Schleusenwärter noch stolz das Pumphaus und die alte, stillgelegte Schleuse, die beide noch aus deutscher Zeit um 1885 erhalten geblieben sind.

 

Schilf und Seerosen säumen das Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Komorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher.

 

Am Anleger Rybina erwartet uns Marek Opitz, um uns mit seinem „Maly Holender“ (Kleiner Holländer) über das Flüsschen Tuga (Tiege) nach Nowy Dwor Gdanski, dem früheren Tiegenhof, zu bringen. „Ab 1540 siedelten sich aus Holland stammende Mennoniten im Weichseldelta an“, erzählt Marek: „Się entwässerten das sumpfige Gebiet mit Kanälen und errichteten Windmühlen. So entstand Klein-Holland.“ 200 Jahre später zogen viele Familien nach Russland weiter. Die verbliebenen Mennoniten wurden nach 1945 vertrieben. Heute erinnert das Werder-Museum in Nowy Dwor Gdanski an die damalige Zeit.

 

Am nächsten Morgen heben wir zum ersten Mal die Fahrräder vom Dachgepäckträger des Bootes und besichtigen Sztutowo (Stutthof), das erste Konzentrationslager, das 1939 außerhalb Deutschlands errichtet wurde. Mit fünf Knoten oder knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel, der ins frische Haff mündet. Hin und wieder lassen wir uns einfach nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Daunenjacke und in eine Decke gehüllt trotzen wir dem kalten Nordostwind.

Selbst im Sommer sind Mütze und Handschuhe an sonnenarmen Tagen anzuraten.

 

Seit kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertig gestellten Jacht Aleksandra zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Er lädt uns ein, mit an Bord zu kommen. Der Kanal wurde Mitte des 19. Jahrhunderts vom Ingenieur Georg Jakob Steenke errichtet. Um einen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, ließ er fünf „schiefe Ebenen“ bauen. Die Schiffe haben hier kein Wasser unter dem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren. An Seilen, die mit der Wasserkraft des Kanals angetrieben werden, wird der Transportwagen samt Schiff auf Schienen über Land gezogen. Wer sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesauflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen und danach mit dem Bus zum Ausgangsort zurückkehren. Ganze sechs Häuser sind nach dem zweiten Weltkrieg in der Elbinger Innenstadt erhalten geblieben. Erst in den letzten 20 Jahren ist die Stadt auferstanden aus Ruinen. Viele Gebäude wurden im alten Stil neu errichtet.

 

Wir setzen unsere Fahrt auf der Nogat Richtung Malbork fort. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen und betörend duftenden Fliederbüschen hervor. Gelbe Wasserlilien entfalten ihre Blüten im Sonnenschein. Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Fünf Schwäne schweben kilometerweit vor uns her über der Wasseroberfläche. Immer wieder klappern „Adebars“ in ungezählten Storchennestern. Ein Viertel des Weltbestandes an Störchen soll in Polen beheimatet sein.

 

An Backbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festung an. Zwei Stunden lang führt uns Grzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. Seit 1997 gehört sie zum Weltkulturerbe der UNESCO. „Die Marienburg wurde ab 1274 in mehreren Etappen erbaut“, berichtet Grzegorz: „Anfang des 14. Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen,seinen Sitz von Venedig auf die Marienburg. 1457 wurde Königsberg die Hauptstadt des Ordensstaates.“ Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit, den Abend kulinarisch ausklingen zu lassen. Zuerst genießen wir fangfrische Forelle und Zander im Restaurant „U flisaka“ am gegenüber liegenden Ufer, dann den Sonnenuntergang und schließlich den Blick auf die illuminierte Burganlage.

 

Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. „In den letzten wilden Fluss Europas“, wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Ein Hochwasserschild und Deiche lassen erkennen, dass der Fluss durchaus auch bis zu acht Meter höher sein kann. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wie auf der Marienburg finden während der Sommermonate verschiedene Ritterturniere und Belagerungsspiele statt, um die alten Gemäuer wieder mit Leben zu erfüllen. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel und bekommen erfüllen. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel und bekommen ein Natur-Schauspiel und -Konzert gleichzeitig geboten. Vom Hotelzimmer schweift der Blick weit über die Weichsel und die angrenzenden Wiesen. Bedrohlich wabern Nebelschwaden links und rechts des Flusses. Immer näher kommt der Schleier dem alten Gemäuer. Plötzlich durchdringen noch einmal letzte Sonnenstrahlen den weißen Vorhang. Ein gigantisches Konzert mit zwitschernden Vögeln, zirpenden Grillen und quakenden Fröschen beginnt.

 

Am nächsten Tag geht es stromabwärts die Weichsel entlang. Von bisher 50 Metern auf der Nogat ändert sich die Flussbreite auf 500 Meter. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. Natalia muss den Fluss im Zick-Zack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Der nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) ist unser letzter Haltepunkt. Wir schnallen noch einmal die Fahrräder ab. Radeln in die Altstadt und entlang des Flusses bis zur historischen Eisenbahnbrücke. Sie wurde Mitte des 19. Jahrhunderts errichtet, um die preußischen Städte Berlin und Königsberg miteinander zu verbinden. Mit einem leckeren Fischmenü im Restaurant Przystan „Anlegestelle“ beschließen wir den Ausflug und begeben uns auf die letzten 25 Kilometer Richtung Danzig. Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche Skipper auf Zeit ist es fast ein Kinderspiel ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein letzter Knoten und Natalia liegt nach 200 Kilometern Mini- Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg - ganz zufrieden mit ihren beiden

 

„Freizeitkapitänen“.

Informationen

Anreise:

Mit dem Flugzeug oder Auto nach Danzig. Bewachter Parkplatz in unmittelbarer

Nähe des Jachthafens direkt gegenüber dem Danziger Krantor.

Anbieter von Weichsel-Hausboot-Touren:

Vistula Cruises

Lukasz Krajewski

43-600 Jaworzno - Polen

Tel. 0048-606-208154 oder 0048-606-361704

www.zeglugawislana.pl

Boote und ihre Ausstattung:

Motorjacht Haber 33 Reporter, Baujahr 2009

Länge 10,10 m, Breite 2,98 m, Tiefgang 0,47 m

Kabinenhöhe: 2,01 m

7 Schlafplätze in drei getrennten Kabinen

Küche komplett ausgestattet mit Herd, Kühlschrank, Geschirr

Toiletten- und Duschraum

13-PS-Diesel-Einbaumotor

Fahrräder für alle Passagiere

Preis (für max. 7 Personen) für 7 Tage (eine Routenstrecke): 1.250 – 1.500

Euro (saisonabhängig)

Motorjacht Weekend 820, Baujahr 2007/2008

Länge 8,20 m, Breite 2,85 m, Tiefgang 0,35 m

Kabinenhöhe: 1,80 m

7 Schlafplätze in einer Kabine

Küche komplett ausgestattet mit Herd, Kühlschrank, Geschirr

Toilettenraum mit Camping-WC, Außendusche

12-PS-Benzin-Außenbordmotor

Fahrräder für alle Passagiere

Preis (für max. 7 Personen) für 7 Tage (eine Routenstrecke): 900 – 1.000 Euro

(saisonabhängig)

Anmietung eines Skippers: auf Anfrage, max. 50 Euro pro Tag

Zusätzliche Kosten für Kraftstoff, Gas, Trinkwasser, Schleusungen,

Hafengebühren, Bewachung, Auto-Parkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort

(falls erforderlich): zirka 300 Euro pro Boot

Es gibt fünf Streckenverläufe für einwöchige Touren von jeweils zirka

200 Kilometern:

Weichselwerder: Danzig – Danzig (Verlängerung mit Oberländischem Kanal

möglich)

Danzig – Thorn

Thorn – Warschau

Warschau – Sandomierz

Sandomierz – Krakau (oder in entgegengesetzter Richtung, Rücktransport zum

Ausgangsort möglich)

Ausgangsort möglich)

Ausflugstipps im Weichselwerder:

Danzig

www.gdansk.pl

Mennoniten-Route

Werdermuseum in Nowy Dwor Gdanski (Tiegenhof)

www.urlaubsland-polen.info

KZ Stutthof Museum

www.stutthof.pl

Elblag (Elbing)

www.ielblag.pl

Oberländischer Kanal zwischen Elblag und Ostroda/Ilawa

www.zegluga.com.pl

Marlbork (Marienburg)

www.zamek.malbork.pl

Burg Gniew

www.zamek-gniew.pl

Altstadt und Eisenbahnbrücke Dirschau (Tczew)

www.tczew.pl

www.cwrdw.tczew.pl

Allgemeine Informationen über Polen:

Polnisches Fremdenverkehrsamt

Kurfürstendamm 71

10709 Berlin

Tel. 030-21 00 92-0

Fax 030-21 00 92-14

www.polen.travel/de

www.urlaubsland-polen.info

Von Dagmar Krappe

Kommentar schreiben

TITELSEITE | POLITIK - AKTUELL | WIRTSCHAFT - AKTUELL | KULTUR | WISSENSCHAFT - AKTUELL | SPORT - AKTUELL | PANORAMA -

AKTUELL

© 2004-2009 Weltexpress - Maximilianstr. 3-4 - 13187 Berlin - Weltexpress (Deutsch) ISSN 1865-2727

 

2009-06-18 :: NAPISALI O NAS: BOOTE MAGAZIN - Weichselwerder mit Hausboot

W CZERWCOWYM NUMERZE NIEMIECKOJĘZYCZNEGO MAGAZYNU BOOTE, KTÓRY UWAŻANY JEST
ZA NAJWIĘKSZY TEGO TYPU MAGAZYN NA ŚWIECIE, UKAZAŁ SIĘ KRÓTKI ARTYKUŁ O
NASZEJ DZIAŁALNOŚCI.

2009-06-17 :: NAPISALI/POWIEDZIELI O NAS:TOK FM/GAZETA.PL - "Trudno się płynie po Wiśle"

Żeglarze mają problemy z pływaniem po Wiśle w rejonie Krakowa. Żegluga po rzece jest możliwa, ale niezwykle trudna. - Największą przeszkoda jest śluza "Przewóz", bo Wisła jest żeglowna od Niepołomic w dół rzeki i od Wawelu do Oświęcimia - twierdzi Elżbieta Tomczyk Miczka z Małopolskiej Organizacji Turystycznej.

Więcej:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6730599,Trudno_sie_plynie_po_Wisle.html

2009-06-16 :: NAPISALI O NAS: Nowości Toruń - "Pusto i cicho prawie wszędzie"

Płynie Wisła, płynie... prawie pusta

 

Pusto i cicho prawie wszędzie

 

Co widać na Wiśle? Kaczki, łabędzie, oraz bardzo często, dno rzeki wystające ponad jej lustro

Szymon Spandowski

szymon.spandowski@nowosci.com.pl

O czym by mogli dziś rozmawiać bohaterowie filmu "Rejs", gdyby znów ruszyli statkiem w podróż po Wiśle? Prawdopodobnie o tym, czy uda im się dopłynąć do celu, czy też utkną na jakiejś mieliźnie.

Turystyka wodna nie cieszy się w Polsce taką popularnością jak na Zachodzie. Nad naszymi rzekami brakuje baz dla wodniaków, w ogóle stan większości szlaków, szczególnie latem, uniemożliwia poruszanie się po nich czymś, co ma zanurzenie niewiele większe od pontonu. Problem ten dotyczy przede wszystkim Wisły, która kiedyś była największym traktem komunikacyjno-trnasportowym w Polsce, a teraz zaniedbywana, rozlewa się coraz szerzej i staje się coraz płytsza.

W naszym regionie Wisła ma dwa zupełnie różne oblicza. Inaczej wygląda na odcinku spiętrzonym przez zaporę we Włocławku, inaczej prezentuje się poniżej stopnia wodnego. Między południową granicą województwa i zaporą rzeka jest imponująca, szeroka, głęboka i żeglowna. To widać, szczególnie latem, gdy na wodzie pojawiają się dziesiątki jachtów, a w nadbrzeżnych miejscowościach turyści z całej Polski oblegają smażalnie ryb. Ten ruch najwyraźniej nie przeszkadza ptakom, których nad zalewem jest znacznie więcej niż jachtów.

Od Włocławka w stronę Gdańska krajobraz się zmienia. Rzeka jest również szeroka, robi się jednak bardzo płytko i żegluga zamiera. Wodne tradycje podtrzymują tu głównie właściciele rzecznych żwirowni, a większe jednostki pływające spotkać można tylko w Nieszawie i Toruniu.

- Dawniej pływanie po Wiśle było łatwiejsze - mówi Lidia Lubińska, zastępca dyrektora do spraw zarządu Zlewni Wisły Kujawskiej w Toruniu. - Jednak od końca lat 70. w coraz mniejszym zakresie są wykonywane remonty budowli regulacyjnych więc warunki żeglugowe się pogorszyły.

Degradacja koryta rzecznego doprowadziła do tego, że dziś podróż, którą znamy z filmu "Rejs" byłaby latem niemożliwa. Statek bardzo szybko by osiadł na mieliźnie. Z tego też powodu na Wiśle, którą od średniowiecza płynęło w stronę morza właściwie wszystko to, co Rzeczpospolita wysyłała na eksport, zamarł transport. W ciągu roku z Płocka do Gdańska przepływa kilka, kilkanaście barek budowanych dla odbiorców w Holandii i to jest właściwie wszystko. Aby jednostka posiadająca raptem metr zanurzenia, mogła bezpiecznie przedostać się przez wiślane płycizny, zapora we Włocławku musi często znacznie zwiększać zrzut wody. W Europie zachodniej na rzekach i kanałach panuje bezustanny ruch, wiele szlaków wodnych ma nawet bezkolizyjne skrzyżowania. Ekologiczny transport rzeczny, który nie niszczy dróg i nie pozostawia po sobie tysięcy pomordowanych przez samochody zwierząt, na Wiśle nie ma w tej chwili nadziei rozwoju.

Szansą dla Wisły jest turystyka rzeczna i ta się powoli zaczyna rozwijać. Miłośnicy pięknych widoków i ci, którzy lubią się wsłuchiwać w plusk wody, mogą się wybrać, podobnie jak to jeszcze kilkadziesiąt lat temu robili flisacy, w podróż z Krakowa do Gdańska. W odróżnieniu od flisaków chętni na taki rejs podróżują jachtem, w znacznie bardziej komfortowych warunkach.

- Gwarantujemy wszelkie wygody, m.in. ogrzewanie, ciepłą wodę, kuchnię i łazienkę - mówi Łukasz Krajewski, właściciel Żeglugi Wiślanej organizującej regularne rejsy z Krakowa do Gdańska. - W tym roku rozpoczęliśmy sezon pod koniec kwietnia, to kiedy go zakończymy zależy od pogody, w zeszłym roku ostatni rejs odbył się pod koniec listopada.

Mimo licznych płycizn wszystkie rejsy z Krakowa dotarły do Gdańska, podróży przed dopłynięciem do celu nie musieli również przerywać ci, którzy zmierzali Wisłą w stronę przeciwną. Jachty wykorzystywane na tej trasie mają jednak zanurzenie do 50 cm. Każdy ma również kuchnię i łazienkę, więc można nim podróżować bez konieczności częstego zawijania do portów. To dobrze, bo porządnych przystanii nie ma nad Wisłą wiele. Jeśli chodzi o warunki i komfort pływania, sytuacja nie jest najlepsza nawet na Zalewie Włocławskim, który przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje się być dla wodniaków rajem.

- Zalew jest wykorzystywany tylko w niewielkim stopniu - mówi Włodzimierz Mikołajczyk, kierownik Zgierskiego Klubu Sportów Wodnych, który ma swoją przystań w Nowym Duninowie. - Woda jest brudna, więc kąpać się nie można, ludzie szaleją, a tymczasem ratownictwo kuleje na Zaleweie brakuje policji WOPR-u. Infrastruktura też nie jest najlepsza.

2009-06-15 :: NAPISALI O NAS: Polen aktuell - "Mit Segelparade und Rockfestival"

Im Hausboot über den letzten wilden Fluss
Łukasz Krajewski hat es geschafft, die launische Diva zu überlisten: Mit seinen kleinen, wendigen Hausbooten können Touristen die Weichsel befahren. Bei solchen Kreuzfahrten der besonderen Art darf man nicht den Luxus der Queen Mary erwarten, dafür aber unvergleichbare Naturerlebnisse. Wir haben eine Reise von Warschau flussabwärts begleitet


Nur einen Steinwurf vom belebten Zentrum entfernt versteckt sich das Gelände der Warschauer Rudervereinigung am Port Czerniakowski. Ein einfacher Anleger, der künftig zu einer echten Marina ausgebaut werden soll. Mit fünf Hausbooten startet hier die ungewöhnliche Tour auf der Weichsel. Am Anfang die Einweisung der
Freizeitkapitäne: Licht, Heizung, Motor, Vorwärts- und Rückwärtsfahrten und – ganz wichtig – die Bedienung des Sprechfunkgeräts. Skipper Łukasz Krajewski stellt gleich klar, dass seinen Anweisungen unbedingt Folge zu leisten ist. Warum, wird schnell verständlich. Denn die Weichsel ist eine launische Diva – mit heftigen Winden, Strömungen, Strudeln und voller tückischer Sandbänke, die ihre Lage immerzu verändern. Zeigt das Echolot gerade noch beruhigende drei Meter Tiefe, kann sich die Situation nach wenigen Metern dramatisch ändern: 90, 80, 70 Zentimeter …
schon wird es kritisch. Zwar sind die Boote eigens für die Weichsel konstruiert und haben nur minimalen Tiefgang, aber 50 cm brauchen sie schon. Kaum einer kennt die Weichsel so gut wie Łukasz Krajewski und deshalb fährt er mit seinem Boot an der Spitze, sucht nach der Rinne, wechselt immer wieder die Seiten, gibt seine Anweisungen per Funk weiter: Noch mehr nach links halten ... Die übrigen Boote folgen dem Schlingerkurs. Sie zu steuern ist kinderleicht. Nach wenigen Minuten tauchen die Wahrzeichen der Stadt auf, der Kulturpalast mit seinem 234 m hohen Turm, das Königsschloss und die Altstadt am Ufer des Flusses. Ein faszinierender und ungewohnter Blick auf die Millionenstadt. Um ihn richtig zu genießen, drehen die Boote Pirouetten auf dem Wasser.

Angler wundern sich über die Nussschalen

Eine halbe Stunde später: Warschau verschwindet in der Ferne, wo bisher noch ein wenig Leben auf dem Fluss war, wird es einsam. Nur ab und an stehen Angler an den bewaldeten Ufern und wundern sich über die fünf schwimmenden Nussschalen. Mal begegnet uns ein kleines Polizeiboot. Es heißt, dass die Beamten gelegentlich die Lizenzen
der Angler überprüfen. Ansonsten gehört der breite Fluss uns in den nächsten Tagen ganz allein. Die Weichsel sei der letzte wilde Fluss in Europa, hatte Łukasz zu Beginn der Reise erzählt. Nun, das sage man auch von der Loire,
kontern Teilnehmer. Europa ist groß, und so können alle gut damit leben, dass es dort Platz für zwei wilde Flüsse gibt.
Mehr als 1.000 km lang ist die Weichsel, die in den schlesischen Beskiden entspringt, durch Krakau fließt, vorbei an hübschen Kleinstädten wie Sandomierz und Kazimierz Dolny, durch Warschau und die Kopernikusstadt Toruń (Thorn), um schließlich in Danzig die Ostsee zu erreichen. Noch vor einigen Jahrzehnten fuhren große Frachtschiffe auf dem Fluss, dann versandete er immer mehr, bis fast der gesamte Verkehr zum Erliegen kam. Vor wenigen Jahren versuchte ein deutsches Unternehmen sich mit Flusskreuzfahrten auf der Weichsel, musste aber schnell aufgeben, weil die unkalkulierbaren Wasserstände die Fahrten unmöglich machten. Dann kam Łukasz Krajewski mit einer ganz neuen Idee. Er passte sich dem Fluss an und setzte für die Kreuzfahrt flexible Hausboote ein, die im Verbund fahren.
Nach einigen Stunden erreicht die Flottille das Mündungsgebiet des Narew, der mit frischem Wasser aus Weißrussland die Weichsel belebt. Rechts leuchten die Ruinen eines klassizistischen Getreidespeichers in der Nachmittagssonne. Er musste nach dem zweiten Weltkrieg seine Ziegelsteine für den Wiederaufbau Warschaus spenden. Am anderen Ufer erstreckt sich das längste Gebäude Europas. Es gehört zu einer riesigen Festung, die die Russen zur Zeit der polnischen Teilung bei Modlin erbauten. Die Anfänge entstanden bereits 1807 unter Napoleon. Mehr als zwei km lang sind die Außenmauern. Auf dem 250 ha großen Areal waren bis vor acht Jahren noch fast 20.000 polnische
Soldaten stationiert. Heute wird nur noch ein winziger Teil der Bauten vom Militär als Archiv genutzt. Der Rest steht
leer, man suchte bislang vergeblich nach einem Käufer. Vor vier Jahren hoffte man auf den Supercoup, als der amerikanische Filmproduzent George Lucas hier vor den Toren Warschaus ein luxuriöses 5-Sterne-Hotel mit Casino
und Golfplatz errichten wollte. Doch die Pläne für das Las Vegas am Narew zerschlugen sich – weil das polnische Recht keine Casinos in Städten unter 50.000 Einwohnern zulässt. Mit Fahrrädern, die zu jedem der fünf Boote gehören, umrunden wir die verlassene Festung, erkunden mit Taschenlampen dunkle Gänge des Munitionsdepots und besteigen den Beobachtungsturm am Ufer des Narews. Von dort bietet sich eine grandiose Sicht auf das Mündungsgebiet
mit seinen sandigen Flussinseln. Gleich hinter der Weichsel beginnt der Kampinoski- Nationalpark, die grüne Lunge
von Warschau, am Horizont erscheint die Silhouette der 36 km entfernten Millionenstadt

Bei russischen Blini und polnischem Bier
Zwar haben die russischen Truppen Modlin schon 1915 aufgegeben, doch heute kann man dort wieder russisch speisen. Im Brama Ostrołęcka, einem der Festungstore, entstand ein gemütliches Lokal. Bei russischen Blini und polnischem Bier klingt dort der Abend aus, bevor es durch die dunkle Nacht wieder zurück zu den Booten geht. Für die Weichsel dürfen die Hausboote nicht zu groß sein, deshalb darf man dort auch nicht den Luxus der Queen Mary erwarten.Es gibt keine separaten Kabinen und nur eine kleine Außendusche, immerhin aber eine gute Heizung, eine kleine Kochecke und eine noch kleinere Toilette. Leider ist es noch zu frisch, um die Nacht unter dem Sternenzelt an Deck zu genießen. Aber zu dritt oder viert lässt es sich – eingehüllt in Schlafsäcke – auch unter Deck gut schlafen. Teil 2 der Reise in der nächsten Ausgabe; Infos zu den Weichseltouren:
www.zeglugawislana.pl

2009-06-14 :: NAPISALI O NAS: www.aktualnościturystyczne.pl - Debata w przededniu (przyszłorocznego) Roku Turystyki Wodnej

Debata w przededniu (przyszłorocznego) Roku Turystyki Wodnej

Na pokładzie barki „Aquarius” przycumowanej pod Wawelem przy Bulwarze Czerwieńskim miały miejsce warsztaty, którym nadano tytuł „Małopolska - Kraina Wodniaków”. Spotkanie było wspólnym przedsięwzięciem organizowanym przez Małopolską Organizację Turystyczną oraz Polską Organizacją Turystyczną przy współpracy z Miastem Kraków.

Przyszły rok zostanie przez Światową Organizację Turystyki ogłoszony Rokiem Turystyki Wodnej. Nawiązując do tej problematyki zaproszeni na spotkanie przedstawiciele samorządu, przedsiębiorców, środowisk wodniackich i mediów starali się odpowiedzieć na pytania: „Jak Kraków i województwo Małopolskie są przygotowane do przyjęcia turystów poszukujących wypoczynku na wodzie?”, „Czy potencjał miasta i regionu: akweny i baza turystyczna są dobrze wykorzystane?”, „Co można jeszcze zrobić – jakie są perspektywy i bariery?”.

Modny produkt turystyczny

Debatę poprowadził Jan Wieczorkowski, prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej. Polską Organizację Turystyczną reprezentował wiceprezes Bartłomiej Walas, który deklarował w imieniu POT wsparcie rozwoju turystyki wodnej. - Należy poszerzać produkt turystyczny wykorzystując żeglowne rzeki i akweny tam, gdzie istnieje taka możliwość. Drugą ważną sprawą jest marketingowe wsparcie tych atrakcji, które już istnieją. Przedsiębiorcy powinni dążyć do wspólnego promowania swoich przedsięwzięć pod przykładowym hasłem „Żegluga w Polsce”. Ta forma turystyki jest obecnie na świecie bardzo modna i nasz kraj ma duże możliwości w tym zakresie – mówił wiceprezes POT.

Program warsztatów został podzielony na dwie części. W pierwszej przedstawiciele Miasta Krakowa i Województwa Małopolskiego przedstawiali swoje projekty. Zagadnienia turystyki wodnej w Krakowie, a zwłaszcza projekt tramwaju wodnego, złożony do MPRO, zreferowała Katarzyna Gądek, dyrektor Biura Marketingu Turystycznego Miasta Krakowa.

Dyrektor MOT Paweł Mierniczak w imieniu Województwa Małopolskiego zapoznał zebranych z Kierunkami Rozwoju Turystyki dla Województwa Małopolskiego na lata 2008-2013 z uwzględnieniem turystyki wodnej. Elżbieta Tomczyk-Miczka, menedżer projektów w MOT nakreśliła sytuację w regionie w wystąpieniu zatytułowanym: „Rekreacja i turystyka wodna w Małopolsce a kształtowanie popytu na usługi turystyczne - analiza potencjału regionu”.

Współczesne zaniedbania i optymistyczna przyszłość

O ile pierwsza część wskazywała na wiele niezagospodarowanych miejsc w bazie sportów wodnych miasta i regionu, o tyle druga część zawierająca przykłady dobrych praktyk, pozwoliła na spojrzenie z optymizmem w przyszłość wodniacką Małopolski.

Prezentacje tej części to popisy kreatywności, konsekwencji i autentycznej pasji twórców projektów. Przedstawiono wiele ciekawych przedsięwzięć będących obecnie w realizacji. Wielkie zainteresowanie wzbudziły prezentacje inwestycji powstających w centrum Krakowa, jak Plaża pod Wawelem, przedstawiona przez Filipa Adamczaka z SAO Investment czy Barka na Wiśle, którą zaprezentował Piotr Sztaba z Fundacji Pathways. Podziw wzbudziła profesjonalna marina zbudowana na zalewie Bagry przez Uczniowski Klub Żeglarski Horn, w imieniu którego wystąpiła wiceprezes Józefa Ogrodnik. Przykładem z terenu był projekt zagospodarowania Jeziora Czorsztyńskiego, któremu patronuje Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica, reprezentowany przez Małgorzatę Ślimak, kierownika Działu Dzierżawy i Wynajmu.

Ograniczona żeglowność Wisły

Osobny temat to żeglowność Wisły. Przybycie do Krakowa jachtów motorowych i prezentacja oferty Żeglugi Wiślanej – pierwszej regularnej żeglugi pasażerskiej na Wiśle przez właściciela Łukasza Krajewskiego dało asumpt do dyskusji na temat żeglowności królowej rzek polskich. Poprzez śluzę Przewóz w Niepołomicach nie sposób przepłynąć nawet kajakiem. Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Niepołomickiej walczy o udrożnienie Wisły, co pozwoliłoby na docieranie pod Wawel jednostkom, które obecnie dopływają z Gdańska tylko do Sandomierza. Zaprezentowany podczas debaty przez Mieczysława Janusza Jagłę, prezesa Zarządu MSZN projekt Zapora w Niepołomicach ma akceptację władz i koncepcję finansowania, należy więc tylko trzymać kciuki za jego realizację. By podtrzymywać ideę żeglowności Wisły i tradycji flisackich, co roku odbywa się Królewski Flis na Wiśle, prowadzony przez członka Zarządu Stowarzyszenia Instytut Multimedialny Jarosława Kałużę, który wspiera Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski. Kontynuatorzy dawnych flisaków przez 3 tygodnie spływają do Bałtyku replikami dawnych galarów – o tym wydarzeniu opowiadał Józef Ratajczak, skiper flisu. Ich wyczyn od dwóch lat powtarzają Flisacy Pienińscy na swoich tratwach.

Przyczynkiem do dyskusji był przykład firmy Żegluga Wiślana, która oferuje turystom regularne rejsy – czartery łodzi motorowych na trasie Gdańsk - Warszawa - Kraków. Żegluga ma wielkie problemy z dotarciem Wisłą do Krakowa i dlatego obecność jachtów pod Wawelem była wyjątkowym wydarzeniem. Przywitanie jachtów Żeglugi Wiślanej połączone było z otwarciem wystawy fotograficznej MOT, zatytułowanej „Małopolska Kraina Wodniaków”. Wystawa ta będzie prezentowana podczas wydarzeń i targów wodniackich w Polsce przyszłym sezonie.

W spotkaniu krakowskim uczestniczyli dziennikarze z prasy regionalnej, rozgłośni radiowych i TVP oddział Kraków. Relacje ze spotkania ukazały się we wszystkich środkach przekazu, w sobotniej Kronice Krakowskiej i Wiadomościach oraz w Tematach Dnia, gdzie gościł prezes MOT Jan Wieczorkowski. Radio Kraków poszerzyło audycję o relację z przejażdżek zorganizowanych dla mieszkańców Krakowa w ramach Dni Otwartych Żeglugi Wiślanej, a dziennikarz Radia Złote Przeboje relacjonował moment opuszczania przez jachty Krakowa na śluzie Przewóz. Tak duże zainteresowanie mediów wskazuje na ważkość w skali regionu tego tematu poruszonego przez Małopolska Organizację Turystyczną podczas debaty. MOT traktuje ją jako początek zaangażowania się w temat turystyki wodnej przed zbliżającym się Rokiem Wody w turystyce światowej.

Elżbieta Tomczyk-Miczka

 Żródło:http://aktualnosciturystyczne.pl/wiadomosci-rot-i-lot/debata-w-przededniu-przysz142orocznego-roku-turystyki-wodnej?page_number=1

2009-06-13 :: POWIEDZIELI O NAS: Kurier Krakowski

Dnia 13 czerwca 2009 w restauracji  Aquarius cumującej na Wiśle u podnóża  Wawelu odbyła się debata pod hasłem „ Szlaki wodne atrakcją turystyczną Krakowa”.   Organizatorem spotkania była Małopolska Organizacja Turystyczna. Podczas trwania konferencji, swoją działalność zaprezentowała również Żegluga Wiślana.  

W wieczornym wydaniu Kuriera ukazała się relacja z tego wydarzenia:

http://ww6.tvp.pl/View?Cat=6272&id=913135

2009-06-12 :: NAPISALI O NAS: Polska Gazeta Krakowska - " Ostra jazda po Wiśle "

Płynąć, pani, to każdy głupek umie, ale pieprznąć w coś i dać se radę, to już tylko nieliczni - powiedział mi gdzieś koło Zawichosta wilk morski. A może rzeczny to był wilk. Cholera go tam w sumie wie – o swojej podróży z Żeglugą Wiślaną pisze Katarzyna Kachel

Ostra jazda po Wiśle

Wyciągam was na niezłą jazdę z Sandomierza po sam Bałtyk. Rzeka jest nieprzewidywalna, czasami bezczelna i złośliwa, innym razem łagodna i chętna, niczym panna na wydaniu. Raz nami zakręci, że głowy potracimy, innym razem ukołysze łagodnie do snu. Czekają na nas jachty, których każdy element został skonstruowany tak, by owej kapryśnicy dogodzić. Tak więc cała naprzód. Żegluga Wiślana wypływa w rejs.

Zasad jest kilka. Pierwsza: najważniejszy na pokładzie żeglugi jest Łukasz Krajewski. Admirał wilk rzeczny, choć niektórzy mówią o nim szaleniec. – A to tylko dlatego, że odważyłem się po latach śmierci na Wiśle przywrócić na nią pasażerską żeglugę – tłumaczy Krajewski.

Po co? Proste: by pokazać zarówno zapaleńcom jak i amatorom ostatnią dziką rzekę Europy.

Nie było łatwo. Rok temu, tuż przed pierwszym rejsem ludzie pukali się w czoło i mówili: za miesiąc zwinie manatki i tyle go zobaczymy. – Nie wierzyli, że uda nam się przyciągnąć na ten trudny szlak chętnych do pływania – zaznacza Łukasz.

Uparł się i właśnie przygotowuje łódki do drugiego sezonu. Chętnych na przygodę i niestandardowe wakacje przybywa. Krajewski postanowił niedowiarkom zagrać na nosie. Rozpoczął czarterować barki na pętli Żuław, w magicznej krainie, która urzeka swoją przyrodą i zabytkami.

Wiśle pozostał wierny. – Bo ta nieskażona cywilizacją, piękną i nieprzewidywalną rzeką potrafi nieźle w sobie rozkochać – podkreśla.

Krajewskiego rozkochała jeszcze, gdy był szczeniakiem. – Postanowiłem z bratem przepłynąć tysiąc kilometrów niewielką szalupą – wspomina. – Rzeka szybko nam pokazała, gdzie jest nasze miejsce. Nie dała nam szans.

Powrócił na rzeczny szlak po kilkunastu latach. Przygotowany i zdeterminowany. No i poszło.

Zasada druga. Najważniejszy po admirale jest szyper. Bartek Białas to przystojniaczek, który w tym całym interesie odpowiedzialny jest za wiry, ostrogi rzeczne, mielizny i Bóg jeden wie jakie jeszcze nieszczęścia. Jednym zdaniem, facet, który dba o to, byśmy dotarli spokojnie do celu wyprawy. Nie ma z nim co wchodzić w układy. Wytycza trasę, bada nurt i zawsze jest na samym początku. – Nie ma zmiłuj się – śmieje się. – To ja stoję na czele flotylli i dbam o każdego, który oddał się w moje ręce.

Niektórzy chętnie oddaliby się Barkowi na dłużej, niż tylko na czas trwania rejsu. Ale to już całkiem inna historia.

Zasada trzecia. Z Żeglugą Wiślaną nie ma jazdy obowiązkowej. Płyniesz tak długo jak chcesz i oglądasz to, na co masz ochotę. Mniej ogólnikowo? – Proszę bardzo – mówi Łukasz.

Szlak podzielony jest na cztery odcinki. Łączy Kraków, Sandomierz, Warszawę, Toruń i Gdańsk. – Każdy trwa tydzień  – zaznacza. – Ostrzegam, nie będzie nudnego pływania, czy zwiedzania muzeów w kapciach.

Ty wybierasz. Możesz odkrywać na nowo z pokładu jachtu dawno zapomniany szlak, zwiedzać na rowerach najpiękniejsze polskie miasta, średniowieczne warownie, kościoły położone nad brzegiem Wisły, przysypiać na pokładzie lub wędkować.

Przystanki na trasie mogą cię zaskoczyć. Zamiast znanych każdemu i oczywistych miejsc przybijamy bowiem do czarownych brzegów, z których łatwo nam będzie podskoczyć do:

a. opactwa w Hebdowie pod Krakowem. W tym tajemniczym sanktuarium swe pokoje gościnne mieli Jadwiga i Stanisław August Poniatowski. Ludzie powiadają, że norbertanie, którzy w 1819 roku musieli uciekać z klasztoru, ukryli na jego terenie wielki skarb. Ponoć miejsce jego ukrycia wskazuje figura świętego Norberta.

b. Sandomierza, gdzie w domu Długosza leżą sobie jak gdyby nigdy nic śliczne rękawiczki królowej Jadwigii, bądź czerstwe bułki pamiętające potop szwedzki. Legenda mówi, że owe rękawiczki królowa podarowała chłopom ze wsi, którzy pomogli jej, gdy utknęła w zaspie.

c.  wodowskazu w Zawichoście. Zabytkowy, dziewiętnastowieczny obiekt będzie perełką dla wodniaków i miłośników dziwów.

d. do Kazimierza Wielkiego nad Wisłą, po którym możemy wędrować śladami kochanki króla i wielkiego biznesmena Szmula Jakubowicza, który kręcił wielkie interesy i pożyczał kasę nawet królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu.

e. do Chełmna, które jest azylem zakochanych z racji posiadania relikwii św. Walentego

albo do f. czyli do Gniewu, który był pierwszą obronną siedzibą krzyżacką na zachodnim brzegu Wisły

Znudzeni? Mamy inne zabawy. Te najbardziej ulubione przez pasażerów to:

a. wskakiwanie do lodowatej wody, by przepchać jacht, gdy stanie na mieliźnie

b. potężny skok na brzeg pełen pokrzyw i obleśnych chwastów, by przycumować łódkę

c. niebezpieczne manewry, gdy jacht osiądzie na rzecznej ostrodze

d. picie piwa z doświadczonymi pracownikami nadzorów wodnych

Wszystkie są bardzo popularne wśród pasażerów. Krajewski śmieje się, że niektórzy proszą go nawet: może byśmy się na jakąś mieliznę wpakowali, panie admirale, co?

Chcecie poczuć Żeglugę Wiślaną na własnej skórze. Już 14 czerwca pod samiutkim Wawelem szykuje się ostra jazda całą flotyllą Krajewskiego. Całkiem za darmo.

ps. zapisz się na rejs: www.zeglugapodwawelem.pl

2009-06-04 :: NAPISALI O NAS: Przegląd Motorowodny - "Rejs po Wiśle Z Warszawy do Modlina"

 

Rejs po Wiśle Z Warszawy do Modlina

 

Przystań WTW przy moście Łazienkowskim w Warszawie, na

miejscu czeka już na nas pięć identycznych łodzi: „Anetka”, „Kinga”,

„Natalia”, „Ola” i „Stasia”. To może oznaczać tylko jedno. Będziemy

odkrywać ostatnią dziką rzekę w Europie – Wisłę!

 

Sezon rozpoczął się już na dobre, toteż czas zamienić targowe hale na nasze ulubione akweny. Na dobry początek postanowiliśmy nieco rozruszać Wisłę, od której niestety Warszawa się odwróciła i aż wstyd, że nie dzieje się tu kompletnie nic. W tym celu wyruszyliśmy w rejs ze stolicy do oddalonego o blisko 45 km Modlina na pokładzie „Anetki” – jednej z pięciu łodzi Weekend 820 należącej do fi rmy Krajewski TC, organizatora Żeglugi Wiślanej. Dzięki pasji właściciela, Łukasza Krajewskiego, każdy ma teraz możliwość poznania najdłuższej polskiej rzeki, gdyż zdecydował się on na stworzenie pierwszej regularnej pasażerskiej żeglugi wiślanej na trasie Kraków-Warszawa-Gdańsk

 

Łodzie

Weekend 820 to 8,2-metrowa jednostka wyprodukowana przez stocznię Argo Yacht. Wszystkie pięć łodzi tego typu należące do flotylli Żeglugi Wiślanej to nowe jednostki wyposażone w 12-konne, czterosuwowe silniki Yamaha o mocy 12 KM w uciągowej

wersji High Trust. Ich wnętrze wykończone zostało drewnem mahoniowym i welurową tapicerką. Aby w miarę swobodnie poruszać się po Wiśle, mają one nieduże zanurzenie oraz masę. W wyposażeniu znajduje się oddzielna toaleta z chemicznym WC w kabinie oraz zewnętrzny prysznic z ciepłą wodą.

Pod pokładem znajdziemy jachtowe ogrzewanie, a więc w nocy nie grozi nam zmarznięcie. Nie zabrakło także w pełni wyposażonej kuchni, lodówki oraz zlewozmywaka z ciepłą i zimną wodą. Jednostki mają siedem miejsc do spania oraz szafki na ubrania i rzeczy osobiste. Wysokość w kabinie wynosi 1,8 m, dzięki czemu jest tu bardzo przestronnie i wygodnie. W kokpicie przed deszczem i nadmiernym słońcem ochrania nas daszek, który pełni również funkcję bagażnika dla znajdujących się w wyposażeniu siedmiu rowerów, którymi podczas postoju można wybrać się na wycieczkę po okolicy.

 

Startujemy w Warszawie

Nieczęsto zdarza nam się pływać na jednostkach wypornościowych. Niestety, nie ma ich w naszym kraju za wiele, toteż tym chętniej, gdy tylko nadarzy się okazja, zamieniamy szybkie ślizgowe łodzie motorowe na coś spokojniejszego.

Sobota, 9 maja 2009 r., godzina 10.45: opuszczamy warszawską przystań WTW przy ul. gen. Mariusza Zaruskiego i wyruszamy „Anetką” do Modlina. Płyniemy grupą, wszystkimi pięcioma jednostkami, kontaktując się ze sobą przez CB-Radio. Bezchmurne niebo i piękne słońce, ale temperatura 14°C, zatem trzeba założyć lekką kurteczkę. Na całym warszawskim odcinku z Wisły rozpościera się piękny widok na stolicę. Rzeka jest bardzo dobrze oznakowana, trzeba koniecznie trzymać się boi, ponieważ jest tu płytko – na szlaku głębokość sięga od zaledwie 0,5 do 2 m. Na szczęście płyniemy z prądem, więc do celu dotrzemy szybciej, spalimy mniej paliwa i silnik nie będzie mocno obciążony. Zgodnie z przepisami w takim przypadku czerwone znaki wodne mijamy z prawej burty, zaś zielone z lewej. Wzbudzamy niemałą sensację wśród licznych wędkarzy, których w Warszawie jest całkiem sporo – w końcu (niestety) łódź na Wiśle to tutaj coś niezwykle rzadko spotykanego. Mijamy most Księcia Józefa Poniatowskiego, następnie kolejowy most średnicowy oraz most Świętokrzyski – pierwszy most wantowy w Warszawie otwarty w 2000 r., łączący Powiśle z Pragą-Północ w okolicach Portu Praskiego. Po minięciukolejnego mostu, tym razem Śląsko-Dąbrowskiego, po naszej lewej burcie możemy podziwiać Starówkę od strony wody, zaś po prawej widzimy klub Warszawska La Playa Music Bar, który działa od maja do końca lata przy Wybrzeżu Helskim 1/5 i można w nim spędzić noc na plaży z widokiem na Stare Miasto zamiast w zadymionych pomieszczeniach innych lokali. Po minięciu mostu Gdańskiego w oddali rysują nam się kominy elektrociepłowni Żerań, obok której przepływamy, mijając wcześniej most Generała Stefana Grota-Roweckiego. Istotne z punktu widzenia żeglugowego miejsce mijamy o godzinie 11.25, tuż za elektrociepłownią po prawej burcie ukazuje nam się znak Kanał Żerański i śluza. Tędy można dostać się nad Zalew Zegrzyński, a następnie Narwią i Pisą dopłynąć do Wielkich Jezior Mazurskich. My jednak kontynuujemy naszą podróż Wisłą i płyniemy prosto. Tu spotyka nas pierwsza niespodzianka. Tuż za Kanałem Żerańskim na Wiśle pracuje pogłębiarka. Widać nie tylko maszynę, ale na akwenie znajduje się również żółta boja, co oznacza, że nie wolno nam za nią wpłynąć i musimy zmieścić się pomiędzy nią a czerwoną boją wyznaczającą szlak. Pięć minut później po lewej burcie na wyjeździe w Warszawy dostrzegamy

drogę krajową numer 7 – tędy wyjeżdża się ze stolicy do Gdańska. Po kolejnych pięciu minutach jesteśmy w najmniej przyjemnym miejscu naszej wyprawy. W powietrzu unosi się potworny swąd – po naszej lewej burcie dostrzegamy słynny stołeczny kolektor ściekowy… Na szczęście szybko przepływamy obok tego okropnego miejsca. Tym sposobem właśnie opuściliśmy Warszawę. Teraz przed nami już tylko niezmącona cywilizacją przyroda, którą podziwiamy przez znajdujące się w wyposażeniu jednostki lornetki. To także świetna okazja do wykonania pomiarów naszej łodzi.

 

Krótki test

Płyniemy w pięć osób z prądem. Nasz Weekend 820 wyposażony jest, jak wcześniej wspominałem, w czterosuwowy, 12-konny silnik Yamaha w uciągowej wersji High Trust. Przy takich niedużych jednostkach napędowych nie stosuje się oczywiścienobrotomierza, zatem mierzymy prędkość podróżną i maksymalną. Ta pierwsza oscyluje w okolicy 6,7 węzła (12,5 km/h) – tak płynie się najlepiej. Silnik nie pracuje głośno i nie jest uciążliwy. Decybelomierz wskazuje 80 dB. Po odkręceniu manetki do końca osiągamy prędkość 11,9 węzła (22 km/h), a głośność wynosi 87 dB.

 

Ognisko na wyspie

Godzina 12.10 – na wodzie spotykamy pierwsze dwie prywatne motorówki. Jednak ktoś poza nami

tu pływa! O 12.40 dopływamy do malowniczej wysepki, na której z rozpalonym ogniskiem czeka zaprzyjaźniona załoga. Tutaj zrobimy sobie przerwę. Nadziewamy kiełbaski na patyki i pieczemy je nad ogniskiem. Po dłuższej przerwie opuszczamy wysepkę o godzinie 14.25. Pół godziny później utwierdzamy się w przekonaniu, że na Wiśle trzeba być ostrożnym – na szlaku napotykamy wystającą z wody kłodę. Przy nieuważnym szybszym płynięciu można się na nią nadziać i wypatroszyć łódź. O 14.55 na widocznej po lewej burcie plaży podziwiamy efektowną jazdę śmiałków na crossowych motocyklach – mają tu oni idealne warunki do zabawy, a przy tym nie zakłócają nikomu spokoju. Dziesięć minut później po lewej burcie widzimy kolejne wystające z wody drzewo. O 15.10 po naszej prawej burcie dostrzegamy dwie żółte boje i pogłębiarkę – trzeba być ostrożnym, jest tu płytko. Echosonda wskazuje 0,6 m, następnie 0,5 m i 0,4 m… Robi się niebezpiecznie. Na szczęście po chwili pod sobą mamy już 4 m.

 

Docieramy do Modlina

Godzina 15.20: po raz pierwszy w oddali zauważamy cel naszej podróży – Twierdzę Modlin! Jesteśmy na 547 kilometrze biegu Wisły i przed Twierdzą widzimy również most Marszałka Józefa Piłsudskiego. Wydaje się, że za kilka minut koniec naszej podróży. Tymczasem niespodzianka. Robi się tak płytko, że echosonda nie wskazuje nawet głębokości – szorujemy po dnie i flota pięciu łodzi staje na mieliźnie. Twierdza Modlin nie chce chyba zostać przez nas zdobyta. Ale nie poddajemy się. Nie ma

wyjścia – trzeba przepchnąć jachty siłą mięśni. Zadania tego podejmują się właściciel firmy Łukasz Krajewski i szyper Żeglugi Wiślanej Bartek Białas. Do pomocy zgłasza się także ich znajomy, Andrzej. Chłopaki wchodzą do rzeki – woda po kostki, a w najgłębszym miejscu do kolan. Po pół godzinie udaje nam się wydostać z wodnej pułapki. Po minięciu mostu na brzegu po prawej burcie dostrzegamy pozdrawiającą nas młodą parę – fotograf robi im pamiątkowe zdjęcia w tej malowniczej okolicy. O 16.10 u zbiegu Wisły i Narwi podziwiamy cudowne ruiny zabytkowego spichlerza położone naprzeciw Twierdzy Modlin. Tym samym opuszczamy Wisłę i wpływamy na Narew, podziwiając spichlerz od drugiej strony. Godzina 16.30: koniec rejsu. Cumujemy łodzie w przystani Silurus na rzece Narew w odległości 500 m od jej ujścia do Wisły, tuż przed mostem Pancera. Stoi tu kilka motorówek.

 

 

Twierdza i okolice

Koniec rejsu nie oznacza jednak końca naszej wycieczki. W końcu na łodzi mamy rowery i to właśnie na nich będziemy zwiedzać Twierdzę Modlin! Nie jest ona może specjalnie atrakcyjnym obiektem turystycznym, ale warto choć raz tu przyjechać, żeby mieć o tym miejscu jakiekolwiek wyobrażenie. Polecam wybrać się na taras widokowy, z którego mamy piękny widok na położone na drugim brzegu Narwi ruiny spichlerza, i wejść na wieżę cytadeli. Rozciągająca się stąd panorama zapiera dech

w piersiach – można stąd zobaczyć zbiegającą się Wisłę z Narwią, a w oddali dostrzec warszawskie wieżowce.

 

Restauracja

Do Modlina warto wybrać się w weekend na obiad lub w tygodniu na kolację, przy okazji zwiedzając twierdzę. Na jej terenie znajduje się restauracja Brama Ostrołęcka z niepowtarzalnym klimatem, która ma wystrój nawiązujący do czasów, gdy Twierdza była w rękach Rosjan. Serwowane są tu specjały kuchni rosyjskiej. My również na zakończenie naszej wyprawy udaliśmy się tutaj na kolację, by skosztować znakomite zakąski, tradycyjną rosyjską solankę i bliny.

 

Żegluga Wiślana

W skład fl oty Żeglugi Wiślanej poza pięcioma 8,2-metrowymi jednostkami Weekend 820 od sezonu 2009 wchodzi także nowoczesny 10,10-metrowy jacht motorowy Haber 33 Reporter. Firma poza grupowymi rejsami na trasie podzielonej na pięć odcinków od Krakowa przez Sandomierz, Warszawę, Toruń, Gdańsk, po Pętlę Żuław oferuje również samodzielne czartery jachtów motorowych. Szczegółowe informację znaleźć można na stronie internetowej www.zeglugawislana.pl – to ciekawa propozycja na spędzenie rodzinnych wakacji i poznanie Wisły.

 

Dane techniczne łodzi:

Łódź Argo Yacht Weekend 820

Długość 8,20 m

Szerokość 2,85 m

Zanurzenie 0,35 m

Waga 1800 kg

Osoby 7

Prędkość podróżna 6,7 węzła (12,5 km/h)

Prędkość maksymalna 11,9 węzła (22 km/h)

Głośność przy prędkości podróżnej 80 dB

Głośność przy prędkości maksymalnej 87 dB

Silnik Yamaha 12 KM High Trust

 

Tekst i fot.: Patryk Kazanecki

Fot.: Dariusz Kazanecki

2009-06-03 :: NAPISALI O NAS: www.extremum.pl

http://www.extremium.pl/new/galeria.php?id=%C5%BBegluga%20wi%C5%9Blana%20fot.%20Ma%C5%82gorzata%20Sobich

2009-05-30 :: NAPISALI O NAS : Dzienni Polski - "Kraków. Za darmo po Wiśle"

14 czerwca będzie można wybrać się za darmo w krótki rejs po Wiśle. To propozycja Żeglugi Wiślanej dla krakowian i turystów.  Do tej pory należące do niej jachty widywane były na trasie Kraków - Warszawa – Gdańsk. Łodzie będą cumowały w pobliżu Wawelu,

przy barce Aquarius. Na „rejs” można zarejestrować się na stronach internetowych: www.zeglugapodwawelem.pl lub www.mot.krakow.pl Wspomnieć należy i o tym, że dzień wcześniej  Małopolska Organizacja Turystyczna, wspólnie z Polską Organizacją Turystyczną i miastem Kraków, organizują spotkanie poświęcone wiślanej żegludze. Może wreszcie uda się zlikwidować bariery, które ją ograniczają, a Małopolska bardziej przychylnym okiem zerknie na swoją królową.

2009-05-25 :: NAPISALI O NAS: Jachting Motorowodny - "Czas na Żeglugę Wiślaną"

Czas na Żeglugę Wiślaną

Miała być klapa. Nikt nie wierzył, że na Wisłę po kilkudziesięciu martwych latach ktoś przywróci
życie. A może trzeba było szaleńca? Faceta, który uruchomi regularną żeglugę pasażerską spod
Wawelu po sam Bałtyk?

Dziś przewrotną, dziką rzeką już drugi sezon pływa flotylla Łukasza Krajewskiego. Pełno na jej pokładzie zapaleńców, którzy właśnie tu chcą przeżyć przygodę swojego życia. Zrodzony z pasji projekt ma wielu miłośników, którzy powracają na nieprzewidywalny szlak łączący Kraków, Sandomierz, Warszawę, Toruń i Gdańsk. W tym roku będzie szansa, by wraz z Żeglugą odkryć kolejne, dotąd nieprzetarte, szlaki. Żuławy Wiślane
– magiczna kraina o niezwykłej historii i niezapomnianych krajobrazach
– czekają.
Sezon na Wisłę
Rok 2008 wcale nie był dobry na start. Właściwie był fatalny. Prawie bezśnieżna, ciepła zima drastycznie obniżyła poziom wód. Żegluga Wiślana wypłynęła pod koniec kwietnia i jej uczestnicy odczuli to na własnej skórze. Wyjątkowo płytka rzeka nieraz zmuszała podróżujących do przepychania jachtów po piaszczystym brzegu. To były niezapomniane rejsy, o których długo wspomina się wieczorami przy ognisku. Coraz trudniejsze warunki żeglugowe sprawiły jednak, że w połowie lipca Krajewski podjął decyzję o zawieszeniu pływania na dwóch
górnych odcinkach rzeki i przerzuceniu całej flotylli na trasę pomiędzy Warszawą, Toruniem i Gdańskiem. –Bywało ciężko, ale udało się. Ustalony harmonogram został zrealizowany, a ja cieszyłem się, że byli chętni,
którzy chcieli z nami odkryć dawno zapomniany szlak, poznawać historie najpiękniejszych polskich miast, które mijamy po drodze, i nie dać się siłom przyrody
– tak ubiegłoroczny sezon ocenia Łukasz Krajewski. Fakt. Wisłą pływali ludzie odważni i z fantazją: rodziny, miłośnicy ptaków, pasjonaci zabytków, wędkowania, wodniacy i laicy, którzy nie mieli nigdy nic wspólnego z wodą. Łączyło ich jedno: chęć przeżycia wakacji innych niż zwykle. Docierali do miejsc nieraz niedostępnych
z lądu; niezwykłych i tajemniczych. Przewodnicy prowadzili ich po warowniach, zamkach, spichlerzach. Poznali zapach murów mrocznego klasztoru w Hebdowie, wędrowali podziemnymi trasami Sandomierza, podziwiali spichlerze Kazimierza nad Wisłą, zwiedzali tajemnicze zakamarki zamku w Gniewie. Wieczorami grillowali, rankiem łowili ryby, popołudniami obserwowali siedliska ptaków. Dzięki nim, administratorom rzeki, a także szlakowym, którzy pomagali przeprowadzać łodzie przez najcięższe odcinki, Żegluga Wiślana zamieniła się w atrakcyjną propozycję turystyczną, a jachty Krajewskiego mogły szczęśliwie przycumować do brzegu i skończyć swój pierwszy sezon.
Apetyt na Żuławy
Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gdy jachty spokojnie zimowały w marinie, Łukasz Krajewski nie tracił czasu. W jego głowie zrodził się kolejny pomysł. Postanowił czarterować barki na Pomorzu – supernowoczesne motorowe jachty HABER 33 Reporter. Nie byle jakie – zaprojektowane i wyprodukowane przez stocznię Yacht Service z Nowego Miasta Lubawskiego, okazały się idealne na taką podróż (szczegółowe informacje na stronie
www.yacht-service.com.pl).
– Tak zrodził się szlak Pętlą Żuław, który ma swój początek i koniec w sercu Gdańska
– podkreśla pomysłodawca.
– Kto na niego wyruszy, będzie miał szansę odbyć podróż przez romantyczną krainę, w której wciąż pełno śladów mennonitów, rzadkiej przyrody i magii, której warto się poddać. Pętla Żuław to ponad 200 km bezpiecznych dróg wodnych, które można pokonać w ciągu kilku dni. Jest to malownicza kraina, na terenie której przenikają się
kultury, smaki i zapachy.
– Czasu starczy na pływanie, odpoczynek, ale też na zwiedzanie miast, takich jak Nowy Dwór Gdański, Tczew, Malbork, oraz małych przeuroczych osad, pełnych domków podcieniowych i pomennonickich cmentarzy
– wymienia Łukasz Krajewski.
– Dla miłośników i koneserów obiektów hydrotechnicznych czekają zaś ciekawe śluzy i zwodzone mosty. Krajewski jest człowiekiem o sporej wyobraźni. Dlatego też wymyślił, że jachty można czarterować na dwa
tygodnie, by tym samym umożliwić ludziom poszerzenie rejsu o niezwykle ciekawy pod względem
historycznym i hydrotechnicznym Kanał Ostródzko- -Elbląski z możliwością dotarcia do Ostródy, jeziora Jeziorak i Iławy. Znajduje się tam prawdziwa perełka: unikatowy na skalę światową system pochylni do transportu łodzi. I tak na koniec. Kto się wybierze Pętlą, nie będzie potrzebował patentów. Siedmioosobowym jachtem można pływać i bez nich, i bez szypra. Umożliwiła to zmiana przepisów dotyczących uprawnień do prowadzenia łódek.
– Każda załoga dostanie do ręki dokładne mapy i locje szlaku w języku polskim, angielskim i niemieckim wraz
z cennymi wskazówkami organizacyjnymi i turystycznymi
– zaznacza organizator rejsów.
– Co więcej, przed startem przeprowadzamy kompleksowe szkolenie, po którym jacht nie będzie już miał dla nikogo żadnych tajemnic. Jesteście gotowi na taką przygodę?

Autor: Katarzyna Kachel

2009-05-23 :: NAPISALI O NAS: Polskie Szlaki Wodne - "Dziennikarskie po wodzie"

Jesienią 2008 roku zorganizowany został pierwszy rejs dziennikarski jachtami Żeglugi Wiślanej z Warszawy do Modlina. Partnerami było Stowarzyszenie Dziennikarzy Podróżników GLOBTROTER oraz Centrum Turystyki Wodnej PTTK i portal www.polskieszlakiwodne.pl. Z radością oglądaliśmy z wody Wisłę warszawską i podwarszawską, choć w okolicach Młocin nosy trzeba było zatykać, przy kolektorze zrzucającym ścieki, wśród mew i wędkarzy mówiących "te ryby nie są do jedzenia, lecz na sprzedaż". Była też wyjątkowa okazja zwiedzić ruiny spichlerza w Modlinie, gdzie w środku są chyba jedyne na Mazowszu stalagmity i stalaktyty - a z zewnątrz wszystkimi barwami jesieni jakieś niemal winorośle się po murach wspinały. Po drugiej stronie Narwi cytadela, której budowę na serio zaczął cesarz Napoleon - a dokończył rosyjski car. Tamtejsze koszary przez dziesiątki lat były najdłuższym budynkiem Europy. Ponad kilometr długości...

Wiosną chcieliśmy popłynąć z Modlina Narwią pod zaporę w Dębe, ostatecznie jednak zmieniliśmy trasę. Czterema jachtami motorowymi ruszyliśmy w kilkadziesiąt osób z Portu Nieporęt, przy przepięknej pogodzie. Początkowo wielki tłok na wodzie - żaglówki, motorówki, kajaki, surfingowcy. Im bliżej zapory tym puściej. To paradoks - niemal każdy Warszawiak był nad Zalewem Zegrzyńskim - niemal żaden nie widział zapory spiętrzającej wody Bugu i Narwi. Mającej jakieś pół wieku, bo jest z 1963 roku. Zrobione wtedy "jeziorko" ma ponad 3 tysiące hektarów, ponad 40 kilometrów długości, pojemności blisko milion m3.

Wójt gminy Wieliszew opowiadał nam, iż już pół wieku temu, przy projektowaniu zbiornika, były pomysły na zbudowanie śluzy turystycznej, lecz zabrakło chęci i pieniędzy, choć miejsce dalej jest. Idealne dla dopięcia mojego marzenia o Warszawskiej Pętli Wodnej - ze stolicy do Modlina, choćby innego dnia z Modlina do Dębe, potem po Zalewie i powrót Kanałem Żerańskim. Na początek nawet z przesiadką koło zapory. Może niech będą to osobne rozkłady jazdy: Warszawa - Modlin - Czerwińsk (może Płock, jak pół wieku temu?). Modlin - Dębe. Tramwaje wodne w przeciwnych kierunkach opływające Zalew Zegrzyński. Także jako forma lokalnej komunikacji.

Sympatyczne przyjęcie naszego rejsu w powrotnej drodze, w Porcie Nieporęt. Którego szef nam opowiadał, iż jego ambicją jest, by ośrodek był dostępny nie tylko dla żeglarzy, nie tylko dla zamożnych turystów - i dowody rzeczowe na tak szeroką ofertę pokazywał.

Powrót Kanałem Żerańskim. Twórca Żeglugi Wiślanej, Łukasz Krajewski, ciągle nie wierzy, że lepiej piszę o wodzie niż na niej steruję. Łukasz - ale to nie ja osobiście sprawdzałem, jak głęboka jest woda przed zaporą! Na śluzie żerańskiej równie życzliwe przyjęcie (mimo późnej godziny w niedzielę) jak na zaporze. Pozdrowienia dla Warszawskiego RZGW! Może nie tylko dyrektor Bagiński mnie lubi, skoro przed rejsem dostawałem telefony i z zapory, i ze śluzy "w czym jeszcze możemy pomóc?" Prawie jak VIP się czułem.

Koło godziny dwudziestej drugiej jesteśmy w Porcie Czerniakowskim. Warszawa, jak z wody widać, dość marnie oświetlona. Rekompensował to jednak księżyc w nowiu, tak dobrze widoczny, że patrzyliśmy na jego ciemną stronę...

Mirek Czerny

Źródło: http://www.polskieszlakiwodne.pl/?link=1&txt=631&typ

2009-05-15 :: NAPISALI O NAS: Joanna Lamparska -" Żegluga Wiślana, czyli jak Łukasz rzekę zniewolił "
Są tacy ludzie, którym same pieniądze nie wystarczą. Mają jeszcze marzenia i fantazję. Z takim właśnie człowiekiem spędziliśmy ostatnie kilka dni. I jakie to były dni!
Zupełnie jak wakacje na krańcach świata. Słoneczne, dziecięco radosne, pachnące winem i najprawdziwszą przygodą. Nigdy bym nie pomyślała, że tak może wyglądać rejs po Wiśle.

Żeglugę Wiślaną odkryliśmy niedawno. Na ich stronie internetowej znajduje się wielkie hasło: odkryj ostatnią dziką rzekę w Europie! Odkryj ją na jachtach motorowych! Też mi coś – pomyślałam – jaka z tej Wisły dzika rzeka? Pewnie do tego jeszcze jakieś rozklekotane łódki...
Kolejni przyjaciele, co prawda zachwyceni możliwością bezkarnego degustowania na łódce, nie zawsze kwapili się do rejsu. Niektórzy narzekali, że mają kłopoty z korzonkami, początki grypy, lęk przed falami, więc rejs nie dla nich. Ale stało się. Kilka dni temu, w sporej grupie stawiliśmy się w Warszawie, żeby rano wyruszyć na podbój Wisły.
Żeby była jasność, do Warszawy jeździmy tylko wtedy, kiedy absolutnie nie ma już innego wyjścia. Na ogół więc to podróże na lotnisko, albo po jakąś wizę. Droga z Wrocławia do Warszawy, która w normalnym kraju zajęłaby ze dwie i pół godziny, w naszym rozkopanym kraju bez autostrad zabiera ponad pięć godzin. Jest to, w każdym tego słowa znaczeniu, droga przez mękę.
Męczy się więc tak człowiek i nie wie do tego, co go czeka na końcu drogi. A na końcu niespodzianka. Zamiast rozklekotanych łódek, śliczne jachciki, ocieplane dla tych z chorymi korzonkami, zaopatrzone w lodówki dla tych, którzy muszą natychmiast chłodzić, do tego toalety – wiadomo dlaczego. Każdy jachcik ma siedem miejsc do spania, na dachu zamocowane są rowery. A wszystko to wymyślił biznesmen – romantyk, Łukasz Krajewski.

Łukasz, właściciel i szef Żeglugi Wiślanej żyje z handlu oponami. Dla romantyka to chyba za mało. Wpadł więc na pomysł, że będzie komu się da pokazywał Wisłę. Bo – jego zdaniem – nie ma piękniejszej rzeki na świecie. W zależności od poziomu romantyzmu pasażerów, pokazuje więc różne odcinki królowej polskich rzek, kochając najbardziej chyba Pętlę Żuław. My, przepłynęliśmy tylko kawałek za Warszawę, ale i tak zrobiło to wrażenie.
Jakaś ładna ta Warszawa z wody. Taka malownicza nawet. Spokojna, sympatyczna. W wieczornym słońcu prezentuje się naprawdę ślicznie. Poza tym, to dziwne uczucie. Płynąć pod Zamkiem Królewskim. Zaglądać pod brzuszki samochodów prujących mostami.

Wisła w tej chwili nie ma zbyt wysokiego poziomu wody, więc miejscami musieliśmy pchać nasze jachciki. I tu się okazało, kto najdzielniejszy! Pierwsza do wody skoczyła kobieta, i aczkolwiek subtelna i puch marny, jak się zaparła....to poszło! I wtedy okazało się, że ta niby leniwa Wisła, naprawdę potrafi być dzika. I nieprzewidywalna.
Bo choć jachcik ruszył, to nasza dzielna „pchaczka” skąpała się w całym, eleganckim zresztą, ubraniu. W ogóle te łódki tak nas wszystkich zbliżyły, że w kilkadziesiąt godzin zawiązały się niemal przyjaźnie.

A damy z jedynego jachtu, na którym były tylko kobiety (generalnie piratki same) już planują kolejną podróż. Niektóre nie znały się wczoraj, dzisiaj rano opowiedziały sobie całe życie. Przymus przebywania z tymi samymi osobami, w tym samym miejscu, bez możliwości wyjścia, rodzi naprawdę ciekawe sytuacje. Nawet jeśli Wisła to nie Atlantyk, a Żegluga Wiślana to nie Queen Mary.

Dla mnie najpiękniejszym momentem rejsu był wieczór pod spichlerzem w Twierdzy Modlin. Jak on cudnie wygląda od strony wody! To dokładnie to miejsce, które „udawało” zamek Horeszków w ekranizacji „Pana Tadeusza”. To dokładnie to samo miejsce, które zagrało w najczarniejszych scenach w „Oficerach”.
Fajne uczucie, siedzi się na pokładzie, w ręku szklanka zimnego (mamy wszak lodówkę) wina i do tego totalna błogość. I niech mi ktoś powie, że małe rzeczy nie cieszą! Teraz Łukasz wymyślił, że jego prywatna żegluga będzie regularnie już kursować po Wiśle.

Można wsiąść w dowolnym miejscu rzeki, płynąć i zwiedzać po drodze. Jeśli na łódce zbierze się komplet, kosztuje to z benzyną i noclegiem 100 złotych na dobę na jedną osobę. Ja, przez te trzy dni, przeżywałam więcej niż przez tydzień na tunezyjskiej plaży (niestety byłam też tam). A cena porównywalna. Ale przygody, emocji, nocnych rozmów nad wodą nie da się wycenić

 

Żródło: http://joannalamparska.blog.iwoman.pl/ 

2009-05-10 :: NAPISALI O NAS: NEWSWEEK POLSKA - Smak życia

NEWSWEEK POLSKA NR 19/2009 10.05.2009

Smak życia

~~ Najpopularniejszym szlakiem kontynentu pozostaje Dunaj: 24-dniowy Grand European Cruise (około9 tys. dol.; www.tauck.com) zaczyna się w Niemczech, a kończy nad brzegiem Morza Czarnego. Pasażerowie codziennie budzą się w innym mieście, zwiedzają za­bytki, ale nie muszą się martwić ciągłym pakowaniem bagaży. Krótszy, tygodniowy rejs śladami walców Jo­hanna Straussa, z koncertami i kolacjami w towarzy­stwie arystokratów w leżących nad rzeką zamkach kosztuje ok. 3 tys. dólarów. Ale wszystkich przebił w tym roku organizator rejsu dla golfistów (koszt od 10,3 tys. dolarów), podczas którego luksusowy statek Sea Cloud zatrzymuje się blisko Bickenbauer Golf Club pod Monachium i Pannonia Golf& Country Club w pobliżu Budapesztu.

Drugą rzeką kontynentu w konkurencji ciekawych rejsów był do niedawna Ren, ale powoli przegrywa z Wołgą. Firma A1\1A Waterways proponuje klientom wyprawę szlakiem Złotego Pierścienia Rosji, połączoną ze zwiedzaniem miast: Uglicz, Kostroma i Jarosław (www.amawaterways.com, www.uniworld.com).

Polskie rzeki nie należą do szczególnie żeglow­nych, choć i u nas można znaleźć ciekawe oferty, takie jak rejs Wisłą z Gdańska do Krakowa, podzie­lony na pięć etapów (przystanki: Pętla Żuław, Toruń, Warszawa i Sandomierz). Podróż przez każdy z odcinków trwa tydzień, z czego średnio pięć

. godzin spędza się na statku, a resztę dnia na plażo­waniu i zwiedzaniu mijanych po drodze miejsc (www.zeglugawislana.pl).sARABUTLER.MZ

2009-05-09 :: NAPISALI O NAS: Magazynu Wodniaków Port21.pl - "Barki turystyczne na Wiśle"

Pasażerska żegluga na Wiśle obumarła - istnieje w formie szczątkowej. Na palcach można policzyć wycieczkowe jednostki pływające, z pokładów których można oglądać nasza „królową rzek”. Poza zapaleńcami, którzy urządzają spływy Wisłą, rzeka jest właściwie „martwa”.

Wisła to wspaniała lekcja historii. To właśnie wzdłuż jej brzegów kształtowała się przez wieki historia naszego kraju. Rzeka przepływa przez jedne z ciekawszych, pod względem krajoznawczym, zakątki Polski. Wisła to wreszcie nie lada atrakcja dla wędkarzy i miłośników przyrody - zwłaszcza ornitologów, bo wiślane brzegi i wyspy są lęgowiskiem i domem dla wielu gatunków ptaków. Wbrew obiegowym opiniom wiślana woda znakomicie nadaje się do kąpieli, a nawet mycia zębów, oczywiście poza dużymi aglomeracjami, a rozległe piaszczyste plaże zachęcają do wypoczynku. Rejs po Wiśle jest więc wyśmienitym sposobem na spędzenie wolnego czasu.

Żeby móc pływać po Wiśle, jednostki muszą mieć stosunkowo małe zanurzenie. Z drugiej strony łodzie muszą być na tyle duże, by swobodnie można było nawigować na całej długości rzeki, muszą mieć odpowiednio dobrane silniki oraz napęd i jednocześnie muszą zapewniać pełen komfort podczas długiej podróży.

Godna uwagi i niezwykle cenna jest zatem inicjatywa Łukasza Krajewskiego, który postanowił uruchomić regularną linię żeglugi pasażerskiej na trasie Kraków-Warszawa-Gdańsk. Przewodnikiem, oficerem kulturalno-oświatowym, zaopatrzeniowcem i opiekunem zarazem - tak na wodzie jak i na lądzie - jest szyper, który prowadzi pierwszą łódź flotylli. Bez jego pomocy rejs mógłby być rzeczywiście, jak piszą i mówią wiślani malkontenci, prawdziwą udręką, ze względu na problemy żeglugowe i logistyczne zdarzające się na Wiśle.

Kabinowe łodzie są komfortowe – siedem wygodnych koi, szafki na ubrania i rzeczy osobiste, WC, prysznic, centralne ogrzewanie, w pełni wyposażona kuchnia z lodówką, ciepła i zimna woda. Duże zbiorniki paliwa i wody zapewniają dostateczną autonomię na naszej dzikiej (w dobrym tego słowa znaczeniu) Królowej Rzek. Każda jednostka wyposażona jest także we wszystko co na wodzie niezbędne, również lornetkę oraz rowery (dla wszystkich pasażerów), a dla amatorów wędkowania na pokładzie są wędki…

Więcej informacji na stronie: www.zeglugawislana.pl

Autor: Stefan Ekner, dziennikarz Magazynu Wodniaków Port21.pl

2009-05-08 :: NAPISALI O NAS: Echo dnia - Zapalony żeglarz chce przepłynąć ostatnią dziką rzekę w Europie

 

Łukasz Krajewski, choć nie mieszka nad Wisłą, to wpadł na śmiały pomysł ujarzmienia tej ostatniej dzikiej rzeki w Europie.
Wisła fascynowała go od zawsze. Chciał, żeby nie tylko wytrawny żeglarz, ale także zwykły człowiek mógł zmierzyć się z tą rzeką, a przy okazji poznać niesamowite atrakcje turystyczne, które w naturalny sposób są wpisane w bieg rzeki.

WPISANY W TRASĘ

Zapalony żeglarz, który lubi tworzyć coś nowego i nietypowego, zaprasza żądnych wrażeń na prawdziwą przygodę po Wiśle.

Po kilkudziesięciu latach, za jego sprawą, żegluga na Wiśle zostaje przywrócona. Nasz region także wpisuje się w jego plany. Wszystkim, których zabiera na swoje jachty, pokazuje Połaniec, Baranów Sandomierski, Tarnobrzeg, Sandomierz, Zawichost, Annopol czy Piotrawin, a po drugiej stronie brzegu Solec. Łukasz ma szczególny dar odnajdywania w każdym miejscu niezwykłości i magii, którą dzieli się z podróżnikami z jachtów. Nawet przed tubylcami odkrywa zagadki tych miejsc!
PRZYSTANEK SANDOMIERZ

Wodna wyprawa wyrusza z Krakowa i kończy się w Gdańsku, u ujścia Wisły do Bałtyku. Przemierza blisko tysiąc kilometrów. Dzieli się na cztery etapy, a każdy, kto wcześniej zadeklaruje chęć wyprawy, może dołączyć na jednym z odcinków. Pierwszy tydzień jachty płyną z Krakowa do Sandomierza, potem są Warszawa, Toruń i Gdańsk. Oczywiście to nie jedyne przystanki na tej długiej trasie. W planie są także postoje z atrakcjami turystycznymi i magicznymi miejscami.

W ubiegłym roku wyprawa wyruszyła po raz pierwszy i szczęśliwie dotarła do celu. Tegoroczny sezon już się rozpoczął. Ale "cała naprzód”, czyli regularne rejsy, rozpoczyna się w ostatni weekend maja.

Niepowtarzalność tych rejsów polega na tym, że łączą w sobie wiele tajemnic nie tylko na wodzie, ale także na lądzie. - Wzdłuż Wisły znajdują się jedne z najpiękniejszych miast i miasteczek Polski. Historia wielu z nich jest wyjątkowo ciekawa, a niewielu z nas ma o tym jakiekolwiek pojęcie. Robiąc postoje, opuszczając jachty i schodząc na suchy ląd, możemy zobaczyć wszystkie te miejsca, poznać ich nietypową historię. Można je także obejrzeć z zupełnie innej perspektywy, z pokładu jachtu - mówi Łukasz.

OMIJAJĄ NIEBEZPIECZEŃSTWA

Przekonuje, że aby wsiąść na pokład, wcale nie trzeba mieć uprawnień i być wytrawnym żeglarzem. - Jachtem może spokojnie płynąć rodzina z dziećmi. Mimo wielu niebezpieczeństw, jakie można spotkać na drodze, my czuwamy, aby je ominąć - usłyszeliśmy.

Szefem na wodzie jest szyper, który płynie w pierwszej łodzi. Z pozostałymi jachtami porozumiewa się za pomocą woki toki. - Wisła to dzika, nieregularna rzeka i przysparza wielu trudności nawigacyjnych. Ale właśnie to sprawia, że jest tak atrakcyjna. To do nas, organizatorów takich wypraw, należy czuwanie nad bezpieczeństwem wszystkich członków wyprawy - mówi Łukasz Krajewski.

Szyper stale kontaktuje się z nadzorcami szlaków wodnych, ocenia, gdzie znajdują się płycizny, które trzeba ominąć, jak poradzić sobie z wirami. Trzeba także uważać na duże kamienie, powalone i ukryte w rzece drzewa twarde jak głaz czy duże zatopione obiekty.

NIETYPOWY URLOP

Dla kogo jest taki rejs? - Dla każdego - zapewnia Łukasz. - Jachtem mogą płynąć całe rodziny, grupy przyjaciół, miłośnicy przyrody, wędkarze, osoby, które lubią spędzać urlop w nietypowy sposób. Wszyscy, którzy lubią przygodę - mówi.

Zmierzyć się z Wisłą mogą także osoby, które boją się wody. - Nasze łodzie są duże i stabilne, dają poczucie bezpieczeństwa. Mają ponad 8 metrów długości i prawie 3 metry szerokości. W każdej z nich może spać siedem osób. Taka wyprawa to doskonała szkoła wodniacka, która daje możliwość zdobycia nietypowych umiejętności, zmierzenia się z własnymi słabościami. To coś zupełnie innego niż pływanie po jeziorze - mówi żeglarz.

Gdyby atrakcji było mało, to na uczestników wyprawy czekają jeszcze inne wyzwania. Organizatorzy zapewniają jednak, że nie ma "jazdy obowiązkowej”. - Oczywiście każdego dnia omawiamy z uczestnikami wyprawy, jaki jest plan na kolejny dzień, gdzie będą postoje i co można tam zobaczyć. Ale to od każdego z nich zależy, czy w tym czasie zostanie na łodzi czy wybierze się na wycieczkę - mówi Krajewski.

MAGIA I TAJEMNICE

Trudno się jednak oprzeć tajemnicom, które czekają na postojach. Kto nie chciałby zobaczyć w Sandomierzu śnieżnobiałych rękawiczek królowej Jadwigi czy w Zawichoście jednego z najstarszych wodowskazów na Wiśle. Czy można się oprzeć legendarnemu miejscu - Piotrawinowi, które istnieje naprawdę? Legenda głosi, że biskup krakowski Stanisław kupił tę wieś od bezdzietnego właściciela. Kiedy ten zmarł, rodzina upomniała się o majątek. Biskup nie był w stanie udowodnić kupna wsi. Tymczasem z grobu powstał były właściciel i poświadczył prawdomówność Stanisława.

- Rzeczywiście zatrzymujemy się w miejscach magicznych. W harmonogram wpisane są oczywiście wszystkim znane atrakcyjne miejsca, ale staramy się je pokazać od zupełnie innej strony. Zatrzymujemy się także w miejscach zupełnie nieznanych. Wystarczy wspomnieć o miejscowości Gołąb, gdzie można zobaczyć muzeum nietypowych rowerów, czy Zalipie, które wita nas pięknie malowanymi chatami - mówi.

Na miłośników przyrody czeka piękna, dzika przyroda.

DBAJĄ O KAŻDY SZCZEGÓŁ

Organizatorzy rejsów nie zapominają nawet o takich szczegółach, jak lornetki na pokładzie. - Są między innymi po to, żeby dokładniej obserwować dzikie ptactwo w pobliżu rzeki - usłyszeliśmy.

Czy to już koniec pomysłów? Okazuje się, że jest jeszcze duży szczegół. - Na każdej łodzi znajdują się rowery. Członkowie załogi, na postoju, zamiast iść pieszo, mogą popedałować w kierunku kolejnych osobliwości - dodaje już na koniec Łukasz Krajewski.
 Żródło: http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090508/POWIAT03/943608318
2009-05-06 :: NAPISALI O NAS: NASZE MORZE - "Lądowanie na Wiśle"

Lądowanie na Wiśle

O urokach i trudnościach pływania po największej polskiej rzece z Łukaszem Krajewskim, właścicielem Żeglugi Wiślanej, rozmawia Tomasz Falba
- Reklamujecie się jako “pierwsza regularna pasażerska żegluga wiślana”. Czy to jednak nie przesada? Nie jesteście przecież pierwsi, którzy wozili pasażerów Wisłą. Na dodatek hasło to sugeruje, że jesteście rodzajem “białej floty”, że dysponujecie jakimś statkiem pasażerskim pływającym po tej rzece. Tymczasem, po bliższym przyjrzeniu się waszym usługom, okazuje się, że oferujecie zwyczajny czarter jachtów motorowych na Wiśle.
- Na pewno jesteśmy pierwsi w XXI wieku. Nasze hasło reklamowe jest oczywiście pewnym uproszczeniem. Taka jest natura marketingu. Ale nie do końca. Żegluga Wiślana jest w tej chwili jedyną firmą na Wiśle utrzymującą regularne połączenie pomiędzy Krakowem a Gdańskiem. Na tej trasie nie pływamy jednak statkiem pasażerskim ale jachtami motorowymi. Wisła ma w tej chwili takie możliwości nawigacyjne, że większe jednostki po prostu nie mogą po niej pływać. My dysponujemy pięcioma jachtami motorowymi typu Weekend 820 o długości 8, 2 metra z silnikiem zaburtowym o mocy 12 KM. Jednostki te mogą zabierać na swój pokład maksymalnie 12 osób. Spać na nich może siedmiu ludzi. Ale największą ich zaletą jest małe zanurzenie wynoszące zaledwie 35 cm. Dzięki temu możemy pływać po Wiśle nawet przy bardzo niskim stanie wody. Jak widać z “białą flotą” mamy tylko tyle wspólnego, że kadłuby naszych jachtów są białe. (śmiech) Różnic jest więcej. To co my robimy to turystyka. Ale nie zgodzę się, że zwyczajny czarter. W normalnym czarterze wynajmuje się jacht na ile się chce i płynie gdzie chce. U nas jest inaczej. Wisłę podzieliliśmy na cztery odcinki: Kraków-Sandomierz, Sandomierz-Warszawa, Warszawa-Toruń, Toruń-Gdańsk. Pokonanie jednego odcinka zajmuje tydzień. Obowiązuje harmonogram rejsów. Dla bezpieczeństwa i wygody czarterujących całą grupę prowadzi nasz “firmowy” szyper. Przypomina to więc bardziej zorganizowaną wycieczkę pod okiem doświadczonego przewodnika niż tradycyjny czarter. I w tym sensie jesteśmy “regularni”. Co nie znaczy, że pozbawiamy czarterujących zupełnie swobody. Każdy prowadzi samodzielnie swój jacht a po przybiciu do brzegu może robić co chce.
- Powiem szczerze, że biorąc pod uwagę dotychczasowe nieudane próby uruchomienia żeglugi pasażerskiej na Wiśle, kiedy w zeszłym roku dowiedziałem się, że ruszyła Żegluga Wiślana, nie wróżyłem sukcesu temu przedsięwzięciu. Tymczasem przetrwaliście pierwszy sezon. W tym roku także pływacie. Udało się?
- Pod względem logistycznym czy operacyjnym na pewno tak. Świadczy o tym choćby fakt, że założony harmonogram zrealizowaliśmy w stu procentach. Przetarliśmy szlak, mieliśmy kilkudziesięciu czarterujących. To dużo, nawet bardzo dużo, biorąc pod uwagę skalę przedsięwzięcia. Przyznam się, że dla mnie pływanie po Wiśle, uruchomienie Żeglugi Wiślanej, było czymś takim jak dla NASA przygotowanie lądowania na Księżycu. Zachowując oczywiście proporcje. Ale i tu, i tam nikt nie wierzył, że to się uda.
- Żegluga Wiślana nie jest jednak przedsięwzięciem charytatywnym. Ile pan na niej zarobił?
- Na razie nic. Ale ja do tego podchodzę spokojnie. Jak każda nowa inwestycja także Żegluga Wiślana potrzebuje czasu aby zacząć na siebie zarabiać. I jestem przekonany, że tak będzie. Daję sobie na to trzy, cztery lata.
- A jak nie zacznie przynosić zysku to co pan zrobi? Zlikwiduje biznes?
- Póki co nie myslę o tym. Mam nadzieję, że przekonam ludzi do pływania po Wiśle.
- Nie pomyślał pan, że brak sukcesu ekonomicznego to nie wynik przekonania tylko cennika? Może wasze usługi są po prostu za drogie? Za tygodniowy czarter jednego z państwa jachtów w sezonie musiałbym wyłożyć około 7 tysięcy złotych (razem z kaucją). Przeciętnego Kowalskiego na pewno nie stać na taki wydatek.
- A kto mówi, że nasza oferta jest skierowana do przeciętnego Kowalskiego? Nie ma co ukrywać, że ze względu na koszty motorowodniactwo jest dosyć elitarnym hobby. Zawsze tak było. I w naszym przypadku też tak jest. Nasze usługi są dla tych nieco bardziej zamożnych Polaków. Dla takich co mają pieniędze na niebanalny wypoczynek, nigdy nie pływali jachtami motorowymi po wielkiej rzece a chcieliby spróbować bo nasze jednostki można prowadzić bez żadnych patentów. Jak się tak dobrze przyjrzeć naszej cenie to nie jest ona aż tak szokująca jak mogłoby się wydawać. No bo porównując ją do ceny za czarter podobnego jachtu na Mazurach wychodzi na to, że u nas jest nawet taniej! Przecież od nas czarterujący dostaje zdecydowanie więcej niż na Mazurach. Choćby opiekę szypra, który nie tylko prowadzi jachty na wodzie ale także zawsze jest do dyspozycji czarterującego, doradzi, pomoże, załatwi. W zwykłym czarterze tego nie ma albo trzeba za to dodatkowo zapłacić.
- Ale kryzys dotyka także tych zamożnych. Nie zastanawiał się pan nad obniżeniem cen?
- Ja tam kryzysu się nie boję. Jeżdżę po Europie po róznych targach turystycznych. Tam kryzysu nie widać. Ludzie ciągle chcą wydawać pieniądze na wypoczynek. W tym roku ruszyliśmy z kampanią promocyjną Żeglugi Wiślanej na Zachodzie. Liczę na spory odzew. Nie bez przyczyny naszą stronę internetową (www.zeglugawislana.pl) zrobiliśmy, poza polskim, w czterech językach obcych: angielskim, niemieckim, francuskim i rosyjskim. Niejedna, nawet duża firma turystyczna, tak nie ma. To pokazuje nasze pole zainteresowań choć nie ukrywam, że najbardziej zależy nam na Niemcach i Holendrach z racji ich dużych wodnych tradycji. W Holandii rzek używa się tak jak u nas dróg.
- Jak pan ich zamierza przyciągnąć na Wisłę?
- Reklamujemy Wisłę jako “ostatnią dziką rzekę w Europie”. Można nam znowu zarzucić przesadę ale rzeczywiście nie ma na całym Starym Kontynencie drugiej tak wielkiej a jednocześnie wciąż nieuregulowanej rzeki.
- Niemcy czy Holendrzy przyzwyczajeni są jednak do pływania po rzekach luksusowymi barkami, które są większe i wygodniejsze niż pańskie jachty.
- To oczywiście jest pewne ograniczenie ale, jak już mówiłem, duże barki na Wiśle nie są w stanie operować. Uważam, że te jednostki, które oferuje Żegluga Wiślana są optymalnie dobrane do warunków panujących na Wiśle i są największe z możliwych. Na pokładzie mają zaś wszystko co potrzeba do komfortowej i bezpiecznej żeglugi. A na dodatek dokładamy rowery, które można użyć po przybiciu do brzegu.
- W tym roku rozpoczęliście pływanie także na tzw. pętli żuławskiej (szlak wodny prowadzący od Gdańska Szkarpawą na Zalew Wiślany a potem Nogatem na Wisłę i z powrotem do Gdańska). Czy zostało to przygotowane z myślą właśnie o turystach zagranicznych?
- Dokładnie. Specjalnie na potrzeby tej trasy zakupiliśmy nowy jacht ze znanej rodziny jachtów Haber. Docelowo ma być ich pięć. Jest to Haber 33 Reporter. To właściwie średniej wielkości, bardzo komfortowa, barka o długości ponad 10 metrów, z siedmioma kojami na pokładzie i silnikiem o mocy 13 KM. Jednostka ta nie nadaje się do pływania na Wiśle bo ma większe zanurzenie niż pozostałe nasze jachty (47 centymetrów) ale na szlak pętli żuławskiej jak najbardziej. Czarter tego jachtu, kosztującego ponad 100 tysięcy euro, to nasz ukłon w stronę najbardziej wymagającego klienta. Poza tym wynajmujemy ten jacht indywidualnie jak w normalnym czarterze.
- Nie obawia się pan niezadowolenia klientów? Przecież pętla żuławska nie jest przygotowana na przyjmowanie motorowodniaków. I w ogóle turystów. Ma słabą infrastrukturę.
- Pętla żuławska to niesamowicie ciekawy szlak. To 200 kilometrów rzek przy których nagromadzonych jest cała masa atrakcji turystycznych od Gdańska zacząwszy na Malborku skończywszy. Do tego jest to droga wodna w tej chwili niemal pusta. Dla wielu ludzi, szczególnie tych ceniących spokój, to akurat zaleta a nie wada. To prawda, że pętla żuławska jest słabo przygotowana pod względem infrastruktury turystycznej. Ale jej przepłynięcie przygotowaliśmy tak aby nasz klient nie musiał się martwić gdzie np. zatankować paliwo. Jakoś musimy sobie radzić z tym co mamy. Warto też wspomnieć, że w najblizszych latach powinno się to zmienić. Władze samorządowe realizują już projekt turystycznego ożywienia pętli zuławskiej. Kiedy on zostanie zrealizowany my już od dawna będziemy zadomowieni na tym akwenie. I pierwsi na tym skorzystamy.
- W ubiegłym sezonie Wisła, w tym pętla żuławska. Co będzie dalej? Pętla wielkopolska (szlak wodny prowadzący Wartą, Notecią i kanałami dookoła Wielkopolski)? Odra?
- Na razie koncentrujemy się na Wiśle. Myślimy oczywiście o nowych obszarach ale zarówno pętla wielkopolska jak i Odra mają wiele ograniczeń. Pętla wielkopolska jest atrakcją w sensie krajobrazowym i hydrotechnicznym, gorzej z zabytkami kultury. Na Odrze zaś jest większy ruch i brudna woda. Jeśli będziemy rozszerzać swoją obecnośc to raczej na takich rzekach jak np. Bug, Narew czy Pisa albo kanał augustowski, którym można popłynąć na Białoruś.
- Jest pan właścicielem nie tylko Żeglugi Wiślanej ale także firm z branży oponiarskiej. Od opon do pływania po Wiśle droga jest daleka. Jak pan wpadł na pomysł uruchomienia żeglugi pasażerskiej na Wiśle?
- Od opon do wody nie jest wcale tak daleko. W każdym porcie można spotkać opony, które przywiązane do nabrzeży pełnią funkcję odbijaczy (śmiech). Poważnie mówiąc pomysł narodził się spontanicznie. Mój ojciec jest żeglarzem, ja także pływam od najmłodszych lat, głównie po sródlądziu. Przepłynąłem Wisłę i pętlę żuławską i zauważyłem, że praktycznie nikt z nich nie korzysta. Na przestrzeni tysiąca kilometrów zdarza się spotkać dosłownie kilka jednostek. Jedyna komercyjna żegluga pasażerska odbywa się wokół niektórych większych miast ale to jest najczęściej pływanie dwa kilometry w jedną i dwa kilometry w drugą stronę. Poza tym po Wiśle porusza się trochę towarowywch barek. I to naprawdę wszystko. A przecież Wisła jest niesłychanie atrakcyjna turystycznie. Tutaj ulokowane są przecież takie miasta jak Kraków, Sandomierz, Kazimierz nad Wisłą, Warszawa, Płock, Włocławek, Toruń, Bydgoszcz czy Gdańsk żeby wymienić tylko te największe ośrodki. W każdym z nich jest coś do zwiedzania. Do tego wspaniała przyroda, mnóstwo rzadkich ptaków, obfitość ryb. Jako ekonomista z wykształcenia, a na dodatek człowiek prowadzący własny biznes od razu pomyślałem, że jest to nisza, którą warto zagospodarować.
- Czy Wisła jest przygotowana na przyjęcie turystów?
- Absolotnie nie. Jest nad nią dosłownie kilka portów i przystani, nie ma stacji beznzynowych, nie ma możliwości uzupełnienia wody czy ładowania akumulatorów. Są oczywiście małe wyjątki jak np. Zalew Włocławski, który jest bardziej zagospodarowany, czy choćby nowa przystań w Tczewie. Ale to są naprawdę wyjątki. Reszta jest w opłakanym stanie.
- No to jak sobie wy dajecie radę w tej sytuacji?
- Wyjaśnię to na przykładzie. Weźmy np. cumowanie. Najlepiej byłoby zacumować do pomostów ale to, jak powiedziałem, rzadki luksus. Najczęściej przybijamy więc bezpośrednio do brzegu rzeki. Zanurzenie jachtów nam na to pozwala. Mamy już wybrane miejsca gdzie najwygodniej można zejść na ląd. W takich przypadkach można zdjąć z jachtu rower i pojechać na wycieczkę. Korzystamy też z barek cumujących przy brzegu albo, w miastach, pływających restauracji. Tak jest w Toruniu czy Bydgoszczy. Po prostu dobijamy do ich burty.
- Gdyby miał pan taką władzę i możliwość to co by pan zrobił aby Wisła ożyła dla turystyki?
- Obawiam się, że nawet gdybym miał nic bym nie mógł zrobić. Dwie trzecie Wisły objęte jest obszarem Natura 2000, czyli są pod ochroną. To program unijny i temat zamknięty. Na dzisiaj nie do ruszenia. Nie jestem przeciwnikiem ekologii ale rzeki na zachodzie Europy uregulowano kiedy na ekologię nie zwracano takiej uwagi jak obecnie. Jestem przekonany, że gdyby chciano to zrobić teraz na pewno by się to nie udało. Tymczasem pozostawienie nieuregulowanej takiej wielkiej rzeki jak Wisła, która przecież płynie przez środek cywilizowanego kraju, to tak jakbyśmy nagle w środku Warzszawy pozstawili drewniane domy.
- Mówiąc tak strzela pan sobie sam w stopę. Przecież Żegluga Wiślana żyje z tego, że przychodzą do niej ludzie którzy chcą zobaczyć właśnie tę przyrodę, dzikość, ptaki.
- W tym co mówię nie ma sprzeczności. Ja po prostu uważam, że można Wisłę tak uregulować aby zachować jej walory przyrodnicze. Nie jestem zwolennikiem regulacji, która to wszystko zniszczy. Ale wystarczy tylko udrożnić jej nurt tak aby można nią było swobodnie pływać. Wszyscy na tym skorzystają.
- Jak pan widzi przyszłość Wisły?
- Tak jak jest i nie sądzę żeby coś się tutaj zmieniło w perspektywie najbliższych lat. Będą zapewne pojawiać się jakieś lokalne inicjatywy ale nie wierzę żeby powstały regularne połączenia pasażerskie między większymi choćby miastami. I tak w efekcie wychodzi na moje.

 Źródło:

2009-05-05 :: NAPISALI O NAS: ŻAGLE MAGAZYN SPORTóW WODNYCH - Pływamy po Wiśle i Żuławach

ŻAGLE MAGAZYN SPORTóW WODNYCH nr 05 maj 2009

 

Pływamy po Wiśle i Żuławach

Rok temu przedstawiliśmy projekt "Że­glugi Wiślanej" rejsów wzdłuż Królowej Polskich Rzek. W nadchodzącym sezonie oferta zostaje rozszerzona o Pętlę Żuław. Zeszłoroczna oferta "Żeglugi Wiślanej" to etapowe rejsy na jachtach motorowych od Krakowa aż do Gdańska. To, ogólnie rzecz biorąc, trasa z Gdańska na wschód Szkarpawą do Zalewu Wiślanego, następ­nie w górę Nogatu i powrót Wisłą na miej­sce startu. Region ten, zwany też "polską Holandią", to około 200 km dróg wodnych z niepowtarzalną przyrodą, z wyspami lądu częściowo wydartymi wodom i umocnionymi przez Holendrów (stąd właśnie nazwa). Dodatkowo atrakcyjność Pętli podkreślają historyczne budowle i zespoły miejskie z różnych okresów histo­rycznych, od czasów krzyżackich począw­szy. Szczególnie ciekawe są ślady kultury menonitów, mniejszości religijnej, która z Holandii przesiedliła się już w XVI w. do Gdańska i do delty Wisły (patrz str. 50). Cały obszar objęty został specjalnym, ponad regionalnym programem rozwojo­wym mającym na celu przede wszystkim uatrakcyjnienie Żuław i Zalewu Wiślanego pod kątem uprawiania turystyki zarówno lądowej, jak i wodnej. Rozbudowana zostanie sieć marin, przystani i pomo­stów cumowniczych, zwiększona liczba mostów zwodzonych. W tym kontekście przedsięwzięcie "Żeglugi Wiślanej" wyda­je się szczególnie atrakcyjne i nastawione na działalność dłuższą niż jeden sezon. "Żegluga Wiślana" w ramach rozszerzenia oferty zwiększa swoją flotę o łódki specjal­nie przeznaczone do czarterów na Pętli Żuław.

Więcej szczegółów można znaleźć na

                stronie: www.zeglugawislana.pl

2009-04-01 :: NAPISALI O NAS: Kanale&Flusse - AUF DER WEICHSEL VON WARSCHAU NACH KRAKAU

AUF DER WEICHSEL VON WARSCHAU NACH KRAKAU

2009-03-11 :: NAPISALI O NAS: Urząd Gminy Wieliszew - Targi turystyczne ITB Berlin 2009

Targi turystyczne ITB Berlin 2009

Ponad 178 971 gości odwiedziło największą imprezę targową branży turystycznej w Europie, ITB Berlin 2009. Mocnym akceptem była „polska hala”, gdzie promowaliśmy również Gminę Wieliszew, Twierdzę Modlin i Zalew Zegrzyński.

Od 11 do 15 marca w Berlinie swoje propozycje zaprezentowało ponad 11 098 wystawców z 187 państw. Strategicznym partnerem targów było Zagłębie Ruhry. Największe stoisko miała Republika Południowej Afryki, która położyła nacisk na Mundial, który będzie odbywał się w tym kraju w następnym roku.

Polska zaprezentowała się „siłą regionów”. Tradycyjnie już nasze stoiska mieściły się w hali 15. Pod szyldem Polskiej Organizacji Turystycznej nasz kraj promowały niemalże wszystkie województwa i regiony. Na hali organizowano koncerty szant, muzyki z regionu podkarpackiego oraz konkursy. Korzystając z uprzejmości Lokalnej Organizacji Turystycznej z Nowego Dworu Mazowieckiego oraz firmy Żegluga Wiślana promowaliśmy Gminę Wieliszew oraz Zalew Zegrzyński. Odwiedzający nasze stoisko chętnie pytali o możliwości uprawiania sportów wodnych w naszym regionie oraz o sieć szlaków pieszych i rowerowych.

Jak podkreśla Jan Wawrzyniak, Dyrektor Polskiej Organizacji Turystycznej: „zajmując ponad 1500 m kw. Polska należy do największych wystawców. Targi ITB to największe targi, na których się wystawiamy a Niemcy to nasz najważniejszy rynek. Sam fakt, że taka duża impreza odbywa się Berlinie, jest dla nas decydująca. Ponad 37 % gości zagranicznych turystów to Niemcy, naszą grupą docelową są mieszkańcy Brandenburgii i Berlina”.

Źródło: Urząd Gminy Wieliszew

2009-02-15 :: NAPISALI O NAS: ACE LENKRAD - Wilde Wasser
2009-02-01 :: NAPISALI O NAS : BOOTE MAGAZIN - " Bootscharter in Polen "

W LUTOWYM NUMERZE NIEMIECKOJĘZYCZNEGO MAGAZYNU BOOTE, KTÓRY UWAŻANY JEST
ZA NAJWIĘKSZY TEGO TYPU MAGAZYN NA ŚWIECIE, UKAZAŁ SIĘ KRÓTKI ARTYKUŁ O
NASZEJ DZIAŁALNOŚCI. ZGODNIE Z USTALENIAMI DZIENNIKARZE Z BOOTE ODBĘDĄ Z
NAMI PODRÓŻ WISŁĄ NA PRZEŁOMIE LIPCA I SIERPNIA, Z KTÓREJ PRZYGOTUJĄ
OBSZERNY REPORTAŻ DO POWAKACYJNEGO WYDANIA GAZETY.

2009-01-31 :: NAPISALI O NAS: "MOT" Przygoda z Małopolską - Żegluga Wiślana pierwsza w Polsce

Autor: Elżbieta Tomczyk-Miczka

PRZYGODA  Z  MAŁOPOLSKĄ

Żegluga wiślana pierwsza w polsce

  Walka o żeglowność Wisły trwa, armatorzy i wodniacy "kontra urzędnicy i ekolodzy." Mimo wielu przeszkód ruszyła pierwsza w Polsce, wła­śnie z Krakowa, rekreacyjna regularna" żeglu­ga. Dzięki specjalnie dobranym jachtom (niskie zanurzenie, mała -wyporność l- duża stabilność) turyści przeżywają niecodzienną przygodę na „jedynej w Europie dzikiej rzece",, zwiedzając po drodze niezwykle miejsca pełne cennych za­bytków i osobliwości przyrody.. 7-osobowe jach­ty wyposażone są w prysznice i we, miejsca do spania i gotowania oraz ogrzewanie. Lornetki i przewożone na dachu rowery dla wszystkich pasażerów otwierają możliwości eksploracji przyrody. Świetny pomysł na wakacje dla ro­dzin, grup przyjaciół, idealny na integracyjne imprezy firmowe.

                                                                                        www.zeglugawislana.pl

 

2009-01-30 :: NAPISALI O NAS : Rocznik Żuławski 2008

List intencyjny w sprawie reaktywacji drogi wodnej rzeki Tugi od Nowego Dworu Gdańskiego do ujścia do Szkarpawy

   Wyrażamy wolę współdziałania w reaktywacji drogi wodnej rzeki Tugi od Nowego Dworu Gdańskiego do ujścia do Szkarpawy.

    Udrożnienie Tugi to udostępnienie szlaku wodnego o długości 10 km, otwarcie rzeki dla jachtów motorowych, w tym pływających kempingów (houseboat), umożliwienie tworzenia nowych produktów turystycznych w oparciu o olbrzymi potencjał dziedzictwa kulturowego i naturalnego Żuław.

   Podstawowym warunkiem rewitalizacji   szlaku wodnego jest przebudowa trzech mostów: w Tujsku, w Żelichowie-Cyganku i w Nowym Dworze Gdańskim w celu umożliwienia ich podnoszenia.
 
    Celem współpracy jest wzmocnienie rozwoju gospodarczego i społecznego Żuław Delty Wisły poprzez stworzenie warunków do dy­wersyfikacji działalności turystycznej.

 

   Inicjatywa jest ważnym uzupełnieniem projektu Pętla Żuław - Międzynarodowa Droga Wodna E70.

  Strony będą wspólnie uczestniczyć w promocji inicjatywy w celu pozyskania środków zewnętrznych służących realizacji tego przedsięwzięcia.

   Strony ustalają uczestniczenie we współfinansowaniu inicjatywy na zasadach określonych oddzielnym porozumieniem.

 
Zbigniew Piórkowski                                       Tadeusz Studziński                                     Eugeniusz Wyrzykowski
Starosta                                                         Burmistrz                                                           Wójt
Nowodworski                                       Nowego Dworu Gdańskiego                                       Gminy Stegna
2009-01-16 :: NAPISLI O NASZYM WSPÓŁPRACOWNIKU: Gazeta Wyborcza - 'Brama Ostrołęcka

Gazeta Wyborcza        16.01.2009

Maciej Nowak , maciej.nowak@gazeta.pl

Brama Ostrołęcka
 

   Na przestrzeni ostatnich kil­kunastu lat widziałem to miejsce z okien pociągu przynajmniej tysiąc razy. Ale nigdy dotąd tu nie by­łem. Bo Warszawa jest miastem jak z baśni. Niczym w powieściach Ter­ry'ego Pratchetta unosi się kilka me­trów ponad mazowiecką równiną i w tej majestatycznej pozycji daje się oglą­dać. Sama na okolice uwagi nie zwraca, skupiając się na własnym Kształ­tnym brzuszku. Wiem, co piszę, bo wiele lat spędziłem na północnej pla­cówce w Gdańsku. I choć nie jest to moje miasto rodzinne, to jego okolice znam bez porównania lepiej niż mazowieckie burzany i łęgi otaczające Warszawę. Ze szkoły pamiętam jesz­cze wykute na blachę strofy Władysła­wa Broniewskiego, ,;Piękne jesteś Ma­zowsze, skąd wziąłem skrzydła do 10­tu ... ", ale przyznać muszę uczciwie, że wielkiemu, poecie wierzyłem na sło­wo. O Mazowszu, "dalibógże: mniej wiem niż o Chinach".

   Z ekscytacją wybrałem się przeto  z A. i P., liderami warszawskiego Slowfoodu, na wyprawę pod Nowy Dwór Mazowiecki do producenta najlepsze­go w regionie twarogu. Większych emocji nie zapewniłoby mi safari w Kenii: mleko prosto od krowy, które radykalnie uaktywniło florę bakteryjną mojego układu pokarmowego, wielkie śnież­ne płaszczyzny, krzyże na rozstajach dróg i ogromne bogactwo egzotyczne­go ptactwa w karmniku za oknem chałupy. To materiał na oddzielną opo­wieść, teraz poprowadzę tylko Pań­stwa do owego miejsca znanego zza okien Inter City. To restauracja Brama Ostrołęcka mieszcząca się w południowo-wschodniej flance Twierdzy Modlin. Klasycystyczny budynek z lat 30. XIX wieku chroniący przez ponad półtora wieku wjazd do twierdzy służy dziś za traktiernię, wyspecjalizowa­ną w kuchni polskiej i rosyjskiej. Prze­szedł już nam smak na lokale urządza­ne w guście scenograficznym. A jed­nak Brama Ostrołęcka urządzona strojami rosyjskimi militariami uwodzi. Menu w formie mapnika, szafa z dziw­nymi urządzeniami polowymi, porozwieszane po kątach wojskowe mundu­ry prowadzą myśli ku dawnym miesz­kańcom Twierdzy Modlin, pogłębiają wrażenie tajemniczości tego zamknię­tego przez lata żołnierskiego miasta. I tylko jedno wydaje się całkowicie nie­wiarygodne: jedzenie, którego jakość całkowicie zaprzecza stereotypom zu­packiej diety.

   Karmią tu wyśmienicie. Minął już tydzień, a ciągle nie mogę zapomnieć smaku solanki (7 zł), gęstej rosyjskiej zupy z wielu gatunków mięs i warzyw. Równie doskonałą robi tylko pani Ma­rina w Barze Zakręt na Daniłowiczow­skiej. Albo gruby i wielki jak dłoń drwa­la kotlet schabowy (22 zł) w chrupkiej panierce z zasmażaną kapustą aroma­tyzowaną suszonymi grzybami. A po­łówka kaczki (36 zł) z przypieczoną  skórką i słono-kwaśnymi jabłuszkami? A golonka (9 zł/ 100 g) duszona z warzywami podlanymi kilkoma kro­plami wódeczki? Zwarta na talerzu i rozchodząca się na pojedyncze włók­na pod naporem widelca. Brązowa od esencjonalnego sosu, intensywnie pachnąca, okryta przypieczoną skór­ką. I w końcu gwiazda nad gwiazdami: lin w śmietanie (9 zł/100 g), pierwszy .

 w mojej karierze lin, który najpierw został ugotowany w ziołach i dopiero potem skąpany w sosie śmietanowo­-chrzanowym. Zero mulistego zapa­chu, zamiast niego - bukiet świeżości, delikatności i jędrności. Warto też spró­bować pielmieni  (17 zł), które z kolei nie dorównują tym od pani Mariny, ale pozostają na całkowicie przyzwo­itym poziomie. Radzę tylko od razu zamówić do nich śmietanę i ocet, a z miną znawcy zlekceważyć okrasę ze słoniny. Tak pierogi podają tylko Psze­ki, jak lekceważąco mawiają o Pola­kach Rosjanie ..

    Polecam wizytę w Bramie Ostrołęc­kiej z entuzjazmem, ale i duszą na ra­mieniu. Niezawodni Gastronauci.pl do­noszą, że w chwilach zbytniego nawału gości kuchnia i obsługa nie wyrabiają się na czas. Ale może i o to chodzi, by opu­ściwszy na chwilę warszawską latającą wyspę, poddać się mało nerwowemu rytmowi mazowieckich pejzaży?

Bramo Ostrołęcka

Twierdza Modlin,

Nowy Dwór Mazowiecki, ul. Obwodowa 1,

tel. 022 713 8146, 607818406, www.bramaostrołęcka.pl.

Nie można płacić kartą

 

 

2008-11-01 :: NAPISALI O NAS : Event Profit - " Rejs po Wiśle jako event "

Event Profit   nr 9 (22) listopad 2008

 

Rejs po Wiśle jako event

 

    Imprezy firmowe w formie rejsów na wyczarterowanych jachtach wprowadziła do swoje

oferty Żegluga Wiślana, firma organizująca regularne rejsy pasażerskie po Wiśle na od­cinku

 Gdańsk - Kraków.

 

    Wiślany szlak podzieliliśmy na 4 odcinki:

Gdańsk - Toruń, Toruń - Warszawa, Warsza­wa - Sandomierz i Sandomierz - Kraków, po 200 km każdy.

Pokonanie jednego odcinka zajmuje 7 dni. Organizatorom imprez bizne­sowych możemy zaproponować np. czarter jachtów i pokonanie jednego z naszych od­cinków, na życzenie możemy także przygoto­wać krótsze rejsy - zapewnia Bartosz Białas, szyper w Żegludze Wiślanej.

     Żegluga Wiślana dysponuje 5 siedmiomiejscowymi  jachtami.  Według zapewnień przedstawicieli firmy, jachty są samowystarczalne i można na nich nocować podczas całego rejsu, do dyspozycji uczestników wypraw są także współpracujące z Żeglugą hotele i pensjonaty zlokalizowane w pobliżu rzeki. Orientacyjny koszt tygodniowego czarteru 1 jachtu na 7 dni wynosi 3,5 tys. zł. (GB)

2008-10-16 :: NAPISALI O NAS: www.globtroter.info/podroze.php

 

Jesienny rejs „Globtrotera” Wisłą na koniec sezonu

11   października około dwudziestu dziennikarzy „Globtrotera” popłynęło Wisłą   z Warszawy do Modlina, na zaproszenie armatora „Żeglugi Wiślanej” Łukasza   Krajewskiego i naszego kolegi klubowego, Mirosława Czernego, redaktora   serwisu internetowego PolskieSzlakiWodne.pl. Stracili ci koledzy, którzy   nie przyszli, słysząc iż popłyniemy nie statkiem pasażerskim lecz jachtami   i wyobrażali sobie konieczność stawiania żagli wśród wichrów i fal.

 „Żegluga Wiślana” zakończyła w ten sposób swój pierwszy sezon pływania według   stałego rozkładu rejsów między Krakowem, Warszawą a Gdańskiem. Jej założyciel   uznał, iż skoro nie można dostosować Wisły do statków, trzeba zrobić odwrotnie,   kupując na przełomie 2007/8 roku armadę jachtów motorowych o małym zanurzeniu.    I my popłynęliśmy trzema z tych pięciu jachtów - największymi jednostkami które   mogą pokonać cały szlak Wisły, dzięki zanurzeniu tylko 35 cm. Na których może   płynąć i mieszkać po 7 pasażerów (na krótszych, jednodniowych trasach więcej).   Są dla nich koje, kuchnia, WC i natrysk – nawet komplet rowerów. Cały rejs   Wisłą to cztery odcinki liczące po 7 dni – można oczywiście płynąć przez miesiąc   lub wybrać mniejszy fragment. Najczęściej dla rodziny lub z przyjaciółmi wynajmując   cały jacht.

 Pierwsze zdziwienie, gdy zaczęliśmy zbierać się w ostatnią sobotę przed 10   rano, iż na przystani Żeglugi Warszawskiej poniżej Zamku Królewskiego podstawiony   już był statek „Zefir”, pływający także pierwszy swój sezon do Serocka. Chyba   opłacało się go przedłużyć, bo kolejni pasażerowie przerywali rozmowę o Wiśle,   chcąc nam płacić za rejs na Zalew Zegrzyński. Przyczynek do potrzeby rozwijania   warszawskiej żeglugi turystycznej.

 W tym roku po warszawskiej Wiśle pływały też tramwaje wodne i trzy już bezpłatne   promy. Zaś przez Warszawę płynął Ogólnopolski Rejs PTTK od tzw. Kilometra Zero   żeglownego szlaku Wisły, liczonego od ujścia Przemszy w Broszkowicach powyżej   Oświęcimia, po Bałtyk, tą samą tysiąckilometrową trasą kilka dni wcześniej   płynął Wojciech Kuczkowski promujący swoją książkę – monografię „Wisły”. Przepłynął   kolejny już „Flis Wiślany” i ekologiczna ekspedycja Greenpeace.  Pieszo szedł   od źródeł a potem kajakiem całą Wisłę przepłynął Jurek Adamuszek, realizujący   swe „dziecięce marzenie” – podróż dla niego egzotyczną, bo we wcześniejszych   książkach i artykułach opisywał swe wyprawy po Azji, Afryce, Ameryce Północnej   i Południowej. Kolejny człowiek pióra i wiosła, Wojciech Giełżyński, powtórzył   swą „Vistuliadę” nawet podwójnie – znowu płynął wiosłową hamburką, tym razem   korzystając ze wsparcia właśnie „Żeglugi Wiślanej” – i niewiele dłużej niż   rejs trwał, pisał drugą część książki, już oddaną do druku. Na przełomie lata   i jesieni były też rejsy edukacyjne dla warszawskiej młodzieży szkolnej, trochę   szkoda, iż ich tematyka ograniczona była tylko do ornitologii. Mało prawdziwy   jest już dowcip, iż „martwa” Wisła jest nie w Gdańsku, lecz stolicy.  Tego   dnia gdy wypływaliśmy, niestrudzony Przemek Pasek z fundacji „JaWisła” gdzieś   koło ZOO, naprzeciw Starego Miasta, miał odkopywać kolejną zabytkową barkę…

 O 10.00 statek „Zefir” odpłynął z warszawskiej przystani na Kilometrze 514   Wisły i przycumować mogły nasze pływające „limuzyny”. Szybko odbijamy (bez   dwuznaczności, nikt nie wpadł w „biały szał”, dopiero w Modlinie ktoś przy   wysiadaniu pod Spichlerzem nogi i spodnie zmoczył, ale tam żadnego pomostu   nie ma, więc usprawiedliwiony). Każdy jacht ma swojego „wodzireja”, inaczej   o rzece opowiadającego, to:  

  • Łukasz Krajewski - twórca Żeglugi Wiślanej, która po latach     „martwej” Wisły organizuje rejsy między Krakowem, Warszawą a Gdańskiem, http://www.zeglugawislana.pl/   
  • Wojciech Skóra - komandor rejsu „Wisła 2008”, od Kilometra     Zero koło Oświęcimia po Bałtyk, wiceprzewodniczący Komisji Turystyki Żeglarskiej     ZG PTTK, http://ktz.pttk.pl/     
  • Mirosław Czerny - dyrektor ds. Programowych Centrum Turystyki     Wodnej PTTK i redaktor serwisu internetowego http://www.polskieszlakiwodne.pl 

Łatwo mówić, iż warto Warszawę zobaczyć z Wisły – warto jednak to zrobić.   Kilometrami ciągnie się widok na zabudowany nowocześnie lub zabytkowo lewy   brzeg, z kontrastem zieleni po praskiej stronie. Za mostem Grota-Roweckiego   (Km 518,7) po lewej stronie Bielany i Młociny – tu dopływały przed laty stateczki   będące „wielką atrakcją dla dorosłych i dla dziatek”.  Naprzeciw, na 520 kilometrze   śluza Żerań, za którą zaczyna się Kanał Żerański prowadzący na Zalew Zegrzyński.   Warszawa staje się zielona na obu brzegach, nawet nie widać ukrytych za chaszczami   i wałami osiedli, potem zaś podwarszawskich miejscowości. Za to z daleka widać   mewy i inne ptaki, krążące nad „karmnikami” – wypływami nieoczyszczonych ścieków.   Ktoś mówi o przepisie, iż wodę do celów przemysłowych pobierać trzeba poniżej   miejsca, gdzie ścieki są odprowadzane, by mobilizować do ich oczyszczania.
  - Już ustawa uchwalona?
  - Nie, to nieaktualne jakieś rozporządzenie z czasów Gomułki…
  Inny pokazuje na wędkarzy między mewkami i cuchnącymi ściekami, cytuje   niedawny dialog:
  - A te ryby, co pan łowi to jadalne?
  - A skąd mogę wiedzieć? To na sprzedaż !   

W okolicach Km 532 schowana za wałem Jabłonna. Są od kilku lat pomysły, by   poza żeglugą po samej warszawskiej Wiśle pływać dalej – statkami w górę do   Wilanowa lub do Czerska i Góry Kalwarii, w dół zaś do Jabłonnej właśnie, może   nawet do Modlina. A jak będą odpowiednie warunki dla armatorów – to po Wyszogród,   Sochaczew, Płock. Kazimierz Dolny, Sandomierz. Czy te nazwy coś mówią dziennikarzom   turystycznym?

 Na nieoznaczonym kilometrze zatrzymaliśmy się bez pomostów, przy piaszczystym   brzegu. Tradycyjne ognisko z kiełbaskami, dziennikarze i jachty pozują do zdjęć.   Likwidacja śladów pobytu i mijając kolejne wyspy zwane tu „kępami”, enklawy   ptactwa – płyniemy do Modlina.  

 Km 550,5 – ujście Narwi, widoczna twierdza Modlin i słynny spichlerz. Najpierw   do niego podpływamy i zwiedzamy – chyba przestał wreszcie być strategicznym   obiektem wojskowym, bo z ruin nikt mundurowy nas nie przepędza. Zdumienie,   iż kiedyś komuś się chciało „zwykły magazyn” dekorować pięknymi detalami architektonicznymi.   Tu jakiś fragment filmu „Pan Tadeusz” był kręcony, na szczęście bez szkód.   Miejsce warto zachować i udostępniać jako „trwałą ruinę”. Także dlatego, iż   na niektórych stropach z rozmytej zaprawy wapiennej powstały już autentyczne   stalagmity.

 Ostatni fragment rejsu, nieco w górę Narwi i pod Twierdzę. Zatrzymujemy się   w przystani u jej stóp, ruszamy na zwiedzanie przynajmniej obrzeży – całość   to ponad 100 hektarów, szef „Żeglugi Wiślanej” informuje, iż jego pasażerowie   częściej niż pieszo zwiedzają ją „firmowymi” rowerami lub miejscowymi „gazikami”.   Twierdza właśnie wystawiona została na przetarg za 220 milionów złotych, co   obejmuj także najdłuższy długo w Europie budynek koszarowy, mający ponad dwa   kilometry…

 Dłuuuuuuuuuuga kolacja w „rosyjskiej” restauracji w Bramie Ostrołęckiej. Nie   tyle na zegarki spoglądając, co na niebo, uznajemy iż kolejną część rejsu Narwią   do zapory Dębe przy Zalewie Zegrzyńskim przełożyć trzeba na rok przyszły. Ponad   20 km pod prąd to dla jachtów jakieś 3 godziny…

   Wracamy więc do Warszawy autokarem. Można nawet było poczuć niedosyt – choć   jachty okazały się niegroźne, woda i brzegi piękne. Już nawet były propozycje   organizatorów noclegów na jachtach, by rano popłynąć dalej – lub tym samym   szlakiem wodą wracać…
  Zamiast tego owacyjnie przyjęto propozycję, by „Globtroter” swój następny   sezon rozpoczął dalszym ciągiem rejsów po Warszawskiej Pętli Wodnej:
  z Modlina do zapory w Dębe, od zapory zalewem i Kanałem Żerańskim do   Warszawy, ewentualnie także zalewem i Narwią do Pułtuska lub Bugiem do Wyszkowa…
  Dla wielu osób odkryciem było, iż nie trzeba być kapitanem, sternikiem   lub „dyplomowanym majtkiem” – by pływać po Warszawie, jej okolicach, całej   Polsce, Europie...

 Mirek Czerny, w rozdawanych materiałach sugerował:
    Na Km 772 Wisły możemy skręcić na Kanał Bydgoski, dalej przez Noteć do…     Berlina, Antwerpii, Paryża, na Morze Północne lub Śródziemne /…/
    Z Modlina do Bałtyku, Zalewu Wiślanego i Gdańska Wisłą jeszcze ok. 400     km. Ponad 500 do Kaliningradu / .../
    Na Km 180 Narwi licząc od Modlina w Nowogrodzie skręcić Pisą na Mazury.     Albo na Km 248,5 skręcamy na Biebrzę, potem Kanałem Augustowskim, przez Białoruś     i Litwę, Niemnem na Bałtyk /…/ 
     W okolicach Serocka do Zalewu Zegrzyńskiego uchodzi Bug, nim po 283     km jesteśmy na granicy w Brześciu. Potem przez Muchawiec na Prypeć, Dniepr     – i już blisko na Morze Czarne…   
    Ale to już może w czasie innych rejsów !

Zdjęcia: Mirosław Czerny i Krzysztof Koprowski

Źródło: http://www.globtroter.info/podroze.php

 

 

2008-10-10 :: NAPISALI O NAS: Kurier Lubelski - "Popłyną Wisłą do Gdańska"

Kurier Lubelski   10.10.2008

Popłyną Wisłą do Gdańska

KŁOPOTY Z PRZEPRAWĄ WYNAGRODZĄ MALOWNICZE WIDOKI, TURYSTYCZNE ATRAKCJE I SMAK WODNIACKIEJ PRZYGODY

 Od kwietnia przyszłego roku ma ruszyć regularna linia pasażerska po Wiśle, od Krakowa do Gdańska. To inicjatywa Łukasza Krajewskiego, biznesmena, którego pasją jest turystyka motorowodna. Wiosną tego roku część flotylli „Żeglugi Wiślanej” składającej się z 5 jachtów przetarła szlak testując m.in. odcinek na terenie woj. lubelskiego.

 Łodzie zatrzymywały się w Puławach, Kazimierzu, Janowcu i Józefowie oraz Piotrawinie. Najtrudniejsza przeprawa czekała wodniaków w Annopolu. Uczestnicy pionierskiego rejsu korzystali z pomocy pracowników Zarządu Gospodarki Wodnej. Na niektórych odcinkach jachty trzeba było ściągać z mielizn. Utrudnienia wynagrodziły malownicze widoki przełomu Wisły, turystyczne atrakcje, kontakt z przyrodą i smak przygody.

  Zdaję sobie sprawę z barier dla rejsów po Wiśle. Brakuje odpowiednich przystani, pomostów i stacji paliw. Szlak jest źle oznakowany. Żeglugę utrudniają płycizny, zdradliwy prąd i zmienne stany wody. W okolicach dużych miast przyjemność pływania psują zanieczyszczenia. Ale Wisła to ostatnia z dzikich rzek w Europie, płynąca wśród wspaniałych krajobrazów, na większości szlaku niezmącona cywilizacją. To raj dla turystów i wędkarzy, ostoja ptaków i natury – przekonuje Krajewski zdeterminowany by wprowadzić swój pomysł w życie.

 Przed wiekami Wisła była głównym szlakiem transportowym. Na rzece roiło się od barek i łodzi. Dziś żegluga ogranicza się do kilkunastu stateczków w okolicach znanych miejscowości oraz promów służących do przeprawiania się na drugi brzeg.

  Kilka lat temu niemiecki armator postanowił wprowadzić regularne rejsy po Wiśle na statku turystycznym „Frederic Chopin”. Mimo ceny biletów 1000 euro chętnych nie brakowało. Jednak nie do końca uwzględnione zostały ograniczenia żeglugowe pojawiające się na Wiśle i dlatego po kilku rejsach zrezygnowano z tego pomysłu – mówi Łukasz Krajewski.

 On sam nie zamierza powtarzać błędów poprzedników. Polski armator zbudował flotyllę 5 siedmioosobowych, lekkich jachtów o niewielkim zanurzeniu. Mogą one skutecznie nawigować na całej długości rzeki. Ich wyposażenie, od WC i prysznica po kuchnię z lodówką i centralne ogrzewanie, pozwala na samowystarczalne pływanie.

  Znając wiślane realia jesteśmy przygotowani na różne sytuacje. Jednak atrakcją żeglugi są postoje w atrakcyjnych miejscach połączone ze zwiedzaniem i biwakowaniem. Uczestnicy rejsu mogą rozkoszować się dziką przyrodą podczas nocnego cumowania przy wiślanym piaszczystym brzegu lub wyspie – zapewnia Krajewski.

 Za tydzień na stronach internetowych firmy „Żegluga Wiślana” ukaże się harmonogram i cennik przyszłorocznych rejsów. Cała trasa od Krakowa do Gdańska została podzielona na 4 odcinki. Pokonanie każdego ma zająć 7 dni. Każdy z rejsów popilotuje doświadczony szyper. Na najtrudniejszej trasie, od Krakowa do Sandomierza, ze względu na kaprysy rzeki, żegluga zaplanowana została od kwietnia do czerwca, na pozostałych odcinkach do października.

 Rejsy adresowane są do tych, którzy mają czas i pieniądze. Wyczarterowanie jachtu dla 7 osób wyniesie 3750 zł. Do tego dochodzą koszty kaucji, paliwa, wyżywienia. K

Źródło:

http://www.kurierlubelski.pl/module-dzial-viewpub-tid-9-pid-62226.html

 

2008-10-01 :: NAPISALI O NAS:Wiadomości Turystyczne - Wisła rusza z prądem
Wiadomości Turystyczne  1-15 10 2008
 
Wisła rusza z prądem
 
  Wisła to chyba ostatnia wielka i dzika rzeka w Europie, na szlaku której moż­na spotkać wiele osobliwości przyrody i atrakcji do zwiedzania. Turystyka na rzece, którą 400 lat temu do Gdańska spływało kilka tysięcy statków rocz­nie, powoli zaczyna ruszać z miejsca, choć z przystosowaniem jej brzegów do potrzeb żeglugi rekreacyjnej jest tak, jak było, czyli fatalnie.
 
Joanna Morawska
 
     Łukasz Krajewski, pomysłodawca i właściciel powstałej w kwietniu br.
firmy Żegluga Wiślana zajmującej się organizacją rejsów po Wiśle, dwa lata temu odbył rzeczną wyprawę z Kra­kowa do Gdańska. Dziś tą samą trasą wozi turystów siedmioma jachtami Żeglugi Wiślanej. - Od czasów tamtej wyprawy na Wiśle nie zmieniło się nic. Jest beznadziejnie - albo brakuje przystani, albo są w fatalnym stanie. Próbowałem zmotywować burmi­strzów miast leżących nad Wisłą do zwrócenia uwagi na ten problem, ale samorządy bardzo opornie podcho­dzą do inwestycji w rozwój nadwiślań­skiej infrastruktury. Do tej pory tłu­maczono się, że nie ma dla kogo in­westować, bo Wisłą nikt nie pływa. Na całej Wiśle, począwszy od Krakowa aż po Kazimierz, nie ma nic - baseny portów nie są pogłębiane, brakuje przystani, a za postój są pobierane horrendalne opłaty. Jedyny chlubny wyjątek to Tczew, gdzie jest zadbana   przystań wyposażona w pomosty i sa­nitariaty, oraz Zalew Włocławski, ale tam sporty wodne funkcjonują bardzo prężnie - wylicza Łukasz Krajewski.
 
Inwestycja warta 6 mln
 
   Tczewska przystań została otwarta w maju tego roku. Budowa, finansowana ze środków pochodzących z bu­dżetu miasta oraz Programu Sąsiedztwa Interreg III A w ramach projektu "Infra­struktura turystyczna drogi wodnej Berlin - Kaliningrad - Kłajpeda, w Tczewie i Kłaj­pedzie", pochłonęła 6 mln zł. Przystań, rozumiana fizycz­nie jako miejsce, do którego przybijają jednostki pływają­ce, składa się z 60-metrowe­go pomostu i trzech mniej­szych pomostów pływających na Wiśle, do tego na koronie wału powstało zaplecze socjalno-    ga­stronomiczno-turystyczne na potrze­by wodniaków, w porcie znajduje się również slip do wodowania jachtów. Inwestycja jest elementem szerszego projektu pod hasłem "Powrót Tczewa nad Wisłę", w ramach którego po­wstał również nadwiślański bulwar przystosowany do potrzeb rekreacyj­nych, w tym organizacji imprez maso­wych. - W planach jest system ścieżek rowerowych wzdłuż obu brzegów Wi­sły oraz rewitalizacja systemu ścieżek spacerowych po mieście, jako że chcemy z projektem rewitalizacji Wi­sły wejść w głąb miasta - mówi Miro­sław Pobłocki, zastępca prezydenta miasta ds. gospodarczych.
 
    Gdy nie było przystani, na tczewskim odcinku Wisły jachty pojawiały się spora­dycznie. Dziś ruch się znacz­nie wzmógł.
 
Wisła płytka w stolicy
 
   Na warszawskim odcinku Wisły, na lewym brzegu, znaj­duje się w tej chwili ok. 10 miejsc postojowych dla stat­ków, wydzierżawianych przez Regionalny Zarząd Gospo­darki Wodnej, oraz 5 miejsc do cumowania prywatnych jednostek. - To zdecydowanie za mało jak na Warszawę. W tym roku zamierzamy ogłosić konkurs architektoniczny na zagospodarowanie nabrze­ża dla potrzeb większych statków i małych jednostek prywatnych. W pia­nach jest także rewitalizacja Portu Czerniakowskiego, w ramach której powstanie stanica - tłumaczy Marek Piwowarski, pełnomocnik prezydent m.st. Warszawy ds. Wisły.
 
       Basen Portu Czerniakowskiego nie był pogłębiany od 40 lat, w tej chwili nie ma tam warunków, by wpłynąć czymkolwiek. Dno wymaga odmule­nia, jednak żeby móc tam rozpocząć jakiekolwiek prace, potrzebna jest zgoda konserwatora zabytków. – Ma
my przygotowaną dokumentację geo­logiczną, podpisaliśmy umowę z wy­konawcą, jednak nie uzyskaliśmy zgo­dy na wyrzucenie namułów do Wisły. Trzeba je wyciągnąć i osuszyć, co bę­dzie kosztować prawie milion zł - mó­wi Marek Piwowarski.
   
    Władze Warszawy chcą rozpocząć jeszcze w tym roku prace pogłębiar­skie na wejściu do portu, realizacja pozostałych zadań - budowa stanicy, urządzeń portowych, promenady spacerowej, punktów gastronomicz­nych - być może ruszy w roku 2009. Na najbliższym posiedzeniu zarządu miasta rozstrzygnie się, kiedy powin­na zostać zakończona całość inwesty­cji. Marek Piwowarski ma nadzieję, że uda się to do roku 2011. Przewidy­wany budżet ma wynieść 85,5 mln zł, pochodzących z programu Innowa­cyjna Gospodarka oraz środków unijnych.
   
     Żegluga na Wiśle w ostatnich la­tach dostała duży impuls rozwojowy, a wśród firm obsługujących rejsy tury­styczne wywiązała się silna konkuren­cja. Miasta prześcigają się w pomy­słach na produkty turystyczne łączące żeglugę po rzece z innymi formami turystyki. Jeśli uda się zrealizować wszystkie świetlane plany, to jest na­dzieja, że na zapomnianą w tej chwili rzekę powrócą turyści i zasilą samo­rządowe kieszenie. Dobrze, że nie­które z nadwiślańskich miast już do­strzegły ten potencjał - szkoda jed­nak, że tylko niektóre .
 
2008-09-18 :: POWIEDZIELI O NAS: Radio Gdańsk

Dnia 18 września 2008 r.  w radiu Gdańsk został przeprowadzony wywiad z Łukaszem Krajewskim.  Tematem przewodnim wywiadu było podsumowanie pierwszego sezonu żeglugowego.

2008-07-22 :: NAPISALI O NAS: Tygodnik Powszechny- "Rejs rzeką dylematów"
Tygodnik Powszechny 22.07.2008
Rejs rzeką dylematów
 Luksusowy jacht, wykreowany w polskim pawilonie na Expo 2008, zabiera w multimedialną podróż krajoznawczą. Wielu załogantów zrozumie tę wizję dosłownie. Jednak wabimy ich ku wodom, po których nie da się pływać.
   Po odwiedzeniu pawilonu-jachtu na wystawie w Saragossie, wielu wodniaków zapewne zechce następny urlop zaplanować w Polsce. Z Internetu dowiedzą się, że kraj nad Wisłą jest europejską potęgą żeglugi śródlądowej, przez jego rzeki, kanały i jeziora wiedzie 3,8 tys. km dróg wodnych – prawie 10 proc. wyznaczonych we wszystkich państwach Unii Europejskiej.

 Najdłuższa polska trasa, licząca ok. 1000 km, prowadzi właśnie Wisłą, od ujścia Przemszy pod Oświęcimiem aż po Bałtyk.

 Szybki rzut oka na mapę europejskich dróg wodnych: dopłynięcie do Polski wcale nie jest trudne. No, może nie z Saragossy, ale z Paryża, Rotterdamu czy Antwerpii. Właśnie w Antwerpii rozpoczyna się międzynarodowa droga wodna E-70, łącząca Polskę z systemem szlaków wodnych Europy Zachodniej. Niemieckimi rzekami i kanałami prowadzi do Berlina, potem kanałem Hawela-Odra do polskiej granicy. Dalej Odra, Warta, Noteć, kanał bydgoski. Za Bydgoszczą E-70 prowadzi dolną Wisłą do Gdańska albo Nogatem przez Malbork do Zalewu Wiślanego i dalej do Elbląga, Kaliningradu, Wilna.

Płyniemy?

Barki
  
 W biurze kapitana żeglugi śródlądowej Witolda Łożewskiego z Fordonu, położonym na wiślanym brzegu dzielnicy Bydgoszczy, dzwoni telefon:

– Jestem szyprem niemieckiego jachtu „Blue Star”, długość 12,8 metra, zanurzenie 90 cm. Rejs z Berlina do Gdyni. Na 778. kilometrze utknęliśmy na mieliźnie. Czy mógłby nam pan pomóc? – słychać w słuchawce.

Takie telefony od płynących wiślanym odcinkiem międzynarodowej drogi wodnej E-70 Łożewski odbiera często. Nigdy nie odmawia. Wysyła holownik, uwalnia pechowe jednostki. Nie dziwi się załogom.

– Rzeka jest trudna – tłumaczy. – Na szlakach wodnych w Europie podawana jest dopuszczalna głębokość zanurzenia jednostek, które mogą po nich przepłynąć. Na Odrze też, choć tam do danych nie można mieć bezkrytycznego zaufania. Na Wiśle nie podaje się żadnych danych.

Kapitana Łożewskiego nazywają „wiślanym szamanem”, bo swoimi barkami przepływa przez miejsca, przez które nie da się przepłynąć. Albo „ostatnim flisakiem”, bo oprócz niego nikt już towarowo po rzecze nie żegluje. Od wielu lat udowadnia, że barki na Wiśle są potrzebne. I że można na tym zarabiać.

 Armatorów nie ma, a wozić jest co, lecz Łożewski nie będzie nikogo przekonywał, by rozkręcał rzeczny interes.
Lepiej kupić tira – stawia sprawę jasno. – Wisły nikt nie pogłębia, jest trudna. Wypatruję mielizn, kluczę między nimi. Płynie się 50 km, a potem pięć nie do przejścia. Trzeba się zatrzymać, jakoś przechytrzyć rzekę. Portów, nabrzeży wyładunkowych nie ma, a jeśli są – to zdewastowane. Standardy zachodnich dróg wodnych są zupełnie inne. Koledzy wycofali się z kraju. Pływają na Zachodzie. Tam, gdzie jest normalnie.

 Związek Polskich Armatorów Śródlądowych – Łożewski jest jego wiceprezesem – od lat kontestuje kuriozalne rozwiązanie prawne, mocą którego zarząd nad drogami wodnymi został przekazany Ministerstwu Ochrony Środowiska. Armatorzy oskarżają ministerstwo o to, że zamiast dbać o drogi wodne, po cichu je renaturalizuje, pozbawia jakiegokolwiek znaczenia żeglugowego.

 W całej Unii Europejskiej – za wyjątkiem Polski – realizowany jest jeden z podstawowych celów unijnej polityki transportowej: rewitalizacja żeglugi śródlądowej. Dla odciążenia i „odsmrodzenia” autostrad. Bo transport rzeczny został uznany za najbardziej przyjazny dla środowiska. I najtańszy. Niemcy policzyli, że przy użyciu jednego litra paliwa tonę ładunku można przemieścić samochodem ciężarowym na odległość 20 km, koleją – 66,7 km, a drogą wodną – aż na 100 km.

 Co więcej, żegluga śródlądowa jest o wiele bezpieczniejsza od transportu kołowego. Na zatłoczonych barkami drogach wodnych Holandii właściwie nie notuje się wypadków śmiertelnych. A jedna barka zabiera przynajmniej tyle ładunku, co 20 tirów.
 
 W Niemczech udział żeglugi śródlądowej w transporcie wynosi ok. 12 proc. i stale rośnie. W Holandii – 31 proc. W krajach „starej Unii” – ok. 7 proc. Bruksela planuje, że wskaźnik ten dla całej Unii będzie wzrastał, może dojść aż do 30 proc. Tymczasem w Polsce to tylko ok. 0,7 proc.

 Kapitan Łożewski powoli traci wiarę w to, że Wisła, którą pływało kiedyś mrowie szkut, dubasów, komieg, byków, batów, wicin, galarów – ponownie stanie się transportową arterią Polski, jak za czasów Jagiellonów czy Wazów. – Barki dzisiaj wszystkich uwierają. Wygrywa natura. Barka to wstyd – twierdzi.

Ptaki

 Tomasz Aleksandrowicz mieszka i pracuje w Żyrardowie. We wsi Podgórze, przy sześćsetnym kilometrze wiślanej drogi wodnej, kupił gospodarstwo. Dziewięć lat temu, kiedy ceny jeszcze nie oszalały. Stara się tu spędzać każdy weekend. – Idylla, po prostu idylla – uśmiecha się szeroko. – Nie spodziewałem się, że na stare lata tak blisko zwiążę się z przyrodą. Ptaszki sobie podpatruję. Rybki łowię. Leszczyk często się trafia. Czasem sum.
 Świnkę też w okolicy można kupić, prawdziwą, niekarmioną mączką rybną. Miejscowy rzeźnik oporządzi ją za 150 zł, smakowitych wędlinek naszykuje. W żadnym sklepie takich się nie kupi.

 Coraz więcej tutejszych gospodarstw wykupują miastowi. Ziemia podrożała, i to znacznie. Ale zaprzyjaźniony z miejscowymi Aleksandrowicz może się rozejrzeć za okazją, jak by co, bo jeszcze się trafiają.

 Z książek opisujących polską przyrodę dowiedzieć się można, że wieś Podgórze leży w „unikatowym obiekcie przyrodniczym w skali Europy”, rozciągającym się wzdłuż Wisły od Sandomierza po Płock. Powstał dzięki rzece, która w swym środkowym biegu płynie naturalnie, meandruje, tworzy starorzecza, rozlewiska oraz piaszczyste wyspy. Jej brzegi „porastają lasy łęgowe, porównywalne pod względem bogactwa gatunkowego roślin i zwierząt do niektórych lasów deszczowych strefy tropikalnej”.

 Wiślane wyspy, urwiste brzegi i porastające je lasy są siedliskami lęgowymi dla ponad 320 gatunków ptaków. Wiele z nich można zobaczyć już tylko tutaj. To kraina ślepowrona, bączka, płaskonosa, podgorzałki, nurogęsi, błotniaka łąkowego, brodźca piskliwego, ogorzałka, głowienka, bataliona...

 Dr Zenon Tederko z zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (OTOP) mówi, że ekolodzy z całej Europy przyjeżdżają się uczyć Wisły. – By uzyskać wyobrażenie, jak wygląda europejska rzeka naturalna. W oparciu o Wisłę realizują projekty renaturalizacji u siebie. Wisła jest modelową, dziką, żywą rzeką – wylicza.

 Ekolodzy nie godzą się na udrażnianie Wisły, bo – ich zdaniem – oznacza to niszczenie nadrzecznych lasów, zatrzymywanie życiodajnych wylewów, likwidowanie cennych przyrodniczo płycizn i wysp. Przyrodniczą dewastację oraz fizyczną eksterminację ptaków.

– Wisła nie może pełnić roli kanału transportowego – stanowczo stwierdza Tederko. – Sprowadzanie jej do takiej roli nie ma uzasadnienia ekonomicznego, jest sprzeczne z charakterem rzeki. I z jej współczesnym, chronionym prawem statusem ekologicznym.

 Sprzeciwia się też próbom pogłębiania koryta Wisły. – Bo to wiąże się z naruszeniem sedymentu – lekkich frakcji, które później bardzo daleko płyną z wodą. Są groźne, zatykają skrzela ryb – tłumaczy.

 Tederko zdaje sobie sprawę, że na brzegach trwa inicjowana przez samorządowców kontrrewolucja ekologiczna. Toczą się boje o projekt mostu pod Grudziądzem, czy tamy w Nieszawie. Tłumaczy, że organizacje ekologiczne nie sabotują prób zagospodarowania rzeki. – Powinna to być jednak mądra działalność, która nie niszczy natury – uważa.
 OTOP jest krajowym koordynatorem unijnego projektu „Inwestycje dla bioróżnorodności”. W jego ramach udzielane są kredyty wspierające „rozwój pro-przyrodniczych inwestycji w małych i średnich przedsiębiorstwach na terenach cennych przyrodniczo”. Czy jednak proponowana działalność, na przykład zbieranie dziko rosnących ziół, runa leśnego, wyplatanie mebli z wikliny, produkcja biopaliw z „trzciny czy zrąbków wierzby” – zainteresuje mieszkańców nadwiślańskich wsi i miasteczek?

 Dr Tederko, który w OTOP odpowiada za realizację tego projektu, wskazuje, że są w nim obietnice wsparcia również innych form biznesowej aktywności: turystyki wędkarskiej, ornitologicznej, spływów rzecznych.

– Nad Wisłą jest wiele ośrodków kultury, miejscowości ważnych dla historii Polski – przekonuje. – Dlatego propozycja działalności gospodarczej dla Wisły powinna łączyć w sobie wartości przyrodnicze i kulturowe rzeki.

Turyści

 Wisła Łukasza Krajewskiego, 33-letniego biznesmena z Jaworzna, wije się pomiędzy kolorowymi pinezkami wbitymi w wiszącą na ścianie jego gabinetu mapę Polski. – Oznaczają miejscowości, w których sprzedajemy nasze opony – wyjaśnia.

 Grupa Krajewski, którą współtworzy wraz z ojcem i starszym bratem, jest potentatem na rynku opon wulkanizowanych. Na ich produktach jeździ kilkanaście tysięcy autobusów w całej Polsce. Branża mało romantyczna, lecz dochodowa. Żyć z czegoś trzeba.

 Po raz pierwszy przepłynął Wisłą z Krakowa do Gdańska trzy lata temu. W towarzystwie żony. Na „Foce”, małym jachciku wyposażonym w niewielki silnik.

 Romantyczną podróż zamienia teraz na profesjonalny produkt turystyczny. Został armatorem, który postanowił się zmierzyć z Wisłą. Z całą, a nie tylko jej kawałkiem przepływającym przez Sandomierz, Warszawę czy Toruń. Od kwietnia pięć jachtów należącej do Krajewskiego flotylli „Żeglugi Wiślanej” odbywa regularne rejsy między Krakowem a Gdańskiem.

 Świeżo upieczony armator przyznaje, że coraz więcej wodniaków z całej Europy wygooglowuje stronę internetową jego firmy, dzwoni, dopytuje o warunki żeglowania na Wiśle. Tłumaczy im, że to trudna rzeka, a luksusowymi jachtami można po niej pływać wyłącznie wirtualnie.

 W 2004 r. próbował zdobyć Wisłę luksusowy wycieczkowiec niemiecki „Frederic Chopin”. Była to sprytna jednostka. Na zanurzonym tylko do 1,2 m kadłubie dźwigała pięciogwiazdkowy hotel, z kajutami dla 80 osób. Miała regularnie pływać między Gdańskiem i Warszawą. Choć bilety kosztowały od 900 do 2,5 tys. euro, armator nie miał problemu z ich sprzedażą. Rzeka okazała się jednak za trudna dla „Chopina”. Został z niej wycofany już po drugim rejsie. Pływa teraz między Poczdamem i Pragą.
 Pamiętając o tym, na swych jachtach Krajewski starał się osiągnąć kompromis między możliwościami żeglugowymi rzeki a komfortem podróżowania. W kabinach jachtów turyści znajdą kuchnie gazowe, lodówki, toalety. – Na więcej nie pozwala rzeka. I tak łódki mają ok. 40 cm zanurzenia. To dużo, jak na Wisłę. Spychanie jachtów z mielizn jest jedną z atrakcji rejsu – opowiada. – Ale zwiedzamy również nadwiślańskie miasta, podziwiamy przyrodę, łowimy ryby.

 I pływają, bo choć rzeka dalej jest zanieczyszczona, są już miejsca, gdzie można próbować kąpieli.

 Turysta musi się liczyć z tym, że na Wiśle brakuje wszystkiego: od pomostów, pól campingowych, sanitariatów, pryszniców, po miejsca, w których wodniacy mogliby zostawić śmieci. Jedyna stacja benzynowa, do której da się przybić motorowym jachtem, znajduje się w Gdańsku. W mijanych miastach – za wyjątkiem Płocka, Włocławka i Tczewa – nie ma marin. Dla Krajewskiego Wisła była przede wszystkim szaradą logistyczną. Pomogli mu przedsiębiorcy, których poznał dzięki branży oponiarskiej.

 Zagranicznych wodniaków Krajewski nie odstrasza. Mówi im, że jeśli tylko poradzą sobie z trudnościami, to odbędą rejs życia po ostatniej tak długiej dzikiej rzece cywilizowanej Europy.

Mieszkańcy

 Przystań Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego mieści się na prawym brzegu kanału czerniakowskiego. Przy drugim brzegu stoi kilka barek, wyglądają na zamieszkane. W Rotterdamie czy Amsterdamie rezydowanie na barkach kojarzy się z prestiżem i luksusami. Tymczasem te warszawskie przypominają rzeczne slumsy. – My je nazywamy koszarkami – mówi dozorca przystani WTW. – Trochę Polaków tam mieszka, ale przeważają Ukraińcy. Bo taniej niż na mieście. O, w tamtej mieszka Ukrainiec, mówią na niego Rockefeller. Podobno, zanim tutaj zacumował, przepłynął cały świat.

 Czy to dobre sąsiedztwo? – Z mieszkańcami barek były kiedyś problemy. Bo to jednak głupio wyglądało, gdy kajakarz robił wywrotkę i wracał oblepiony obierkami z ziemniaków. Czasami to nie tylko obierki były... Ale porozmawiało się i teraz jest lepiej.

 Trudno na pokładach dostrzec mieszkańców. Tylko na jednej mężczyzna z wędką. Udaje, że nie słyszy. Znika pod pokładem. Jakby czuł się intruzem na Wiśle.
 Co innego Stanisław Jańczak, który uważa się za pełnoprawnego mieszkańca Wisły. Mówi, że jego miejscem zameldowania jest marina Włocławek. Tu cumuje swój house­boat, przemyślnie udomowiony jacht „Sasanka”. Żeby go kupić, sprzedał mieszkanie w centrum Włocławka. Gości podejmuje winem z czeremchy i nalewką kapitańską z jabłuszek pigwowca.

 Jańczak był kiedyś policjantem. Smaki rzek i ich brzegów poznaje na emeryturze.

 W sezonie opiekuje się mariną. Wiosną i jesienią rusza w rejsy po polskich rzekach i kanałach, po pętli Żuław i po pętli wielkopolskiej. Odwiedza córkę w Szczecinie oraz osiadłych nad wodą znajomych. Planuje wielką podróż po drogach wodnych Europy, na pewno dotrze do Paryża. – Takich jak ja jest w Polsce niewielu, ale są – mówi z dumą. – Po rzekach kręci się też trochę Niemców.

 Czasem zawiera z nimi bliższe znajomości, chociażby przed śluzą w Czersku Polskim pod Bydgoszczą, kiedy męski głos poinformował przez megafon, że z powodu awarii na śluzowanie żeglarze będą musieli czekać tydzień.

 Jańczak narzeka, że po Wiśle pływa się coraz trudniej, bo nikt jej nie reguluje. Zastanawia się, czy rzeka ma jeszcze żeglugową przyszłość. – Może gdyby Holendrzy tu jeszcze raz przyszli? – pyta. – To przecież Olendrzy (kolonizatorzy z XVI w.) porządkowali kiedyś Wisłę, po gospodarsku traktowali dziką rzekę. Gdyby nie oni, na Żuławach wciąż byłyby tylko bagna.

 A jaką miałaby być ta Wisła, ponownie po gospodarsku potraktowana? Popijając nalewkę kapitańską, Jańczak dochodzi do wniosku, że musiałaby to być Wisła konsensu godzącego interesy Łożewskich, Pysiów, Aleksandrowiczów, Tederków, Jańczaków, Krajewskich oraz kwokaczy, płatkonogów szydłodziobych, ostryjadów, ślepowronów, kulonów.

 Tylko czy taki konsens w ogóle jest możliwy?
 
Źródło:

http://tygodnik.onet.pl/30,0,12666,1,artykul.html

 
2008-06-01 :: NAPISALI O NAS: Zabytki - " Sześć przystanków na Wiśle z przerwą na Warkę "

Zabytki       lipiec 2008

Sześć przystanków na Wiśle z przerwą na Warkę

  Pomysł jest przewrotny. Bo zamiast Wawelu będą Celtowie z Nowej Huty, a zamiast Zamku Królewskiego - dziw­na wioska nad Wisłą, tak mała, że trudno ją wypa­trzyć na mapie. Autorem jest człowiek, który nie cierpiał zwiedzać muzeów w kapciach, wolał za to kolekcjono­wać opowieści niezwykle. Nie interesowały go szklane gabloty, tylko rękawiczki błogosławionej Jadwigi, które w zagadkowy sposób trafiły do Sandomierza. Albo od­naleziona w bardzo dziwnych okolicznościach koro­na podróżna Kazimierza Wielkiego. To było lepsze niż powieść sensacyjna.

   Łukasz Krajewski "gadżeciarzem" stawał się powoli, ale uparcie. Tropił dziwne przedmioty i miejsca. Na jego osobistej mapie pojawiły się włosy Napoleona, kawałek czaszki świętego Walentego, najstarszy drewniany most IN Europie i wodowskaz. Z czasem dodał do nich szufla­dę, w której leżą łyżeczki namiętnie zbierane przez Igna­cego Paderewskiego i kawa lek muru, o który ostrzyli miecze żołnierze idący na Grunwald. Eksponaty te nie­koniecznie wiązały się z sytuacjami, które odwracały bieg dziejów, ale miało się od nich dreszcze.
 
 

Krajewski dobrze wiedział, że musiałby znaleźć się sza­lony przewodnik, żeby pokazywać wychodek, do które­go August II czy Zygmunt III Waza chadzali piechotą, al­bo prezentować czerstwą bułkę z czasów potopu szwedzkiego. Nie chciał czekać na szaleńca, uruchomi! więc swój osobisty szlak, pełen rekwizytów, o których nie pisze się w zwykłych podręcznikach. Trasa ma prawie ty­siąc kilometrów i wiedzie spod samego Wawelu aż po Bałtyk. By dotrzeć do miejsc i przedmiotów, które wy­śledził, trzeba tylko wsiąść na jacht i ruszyć w dół Wisły, nie bacząc na mielizny i wiry.

 

Przystanek pierwszy, czyli Celtowie budowali Nową Hutę

   W Nowej Hucie Łukasz Krajewski szukał śladów ziomków Asteriksa i Obeliksa. A właściwie pierwszej bitej na zie­miach polskich monety, za którą Galowie kupowali bursztyn, a może nawet i niewolników. Niektórzy puka­li się w czoło. Nie mieściło im się w głowie, że zanim pod Kraków przybyli junacy i zaczęli budować wielkie piece, cztery wieki przed Chrystusem robili to genialnie Celtowie. Lud ten miał niesamowitą głowę do interesów.

     To byli spryciarze - opo­wiada Krajewski. - Wiedzieli, że na soli, w którą obfitowała ziemia, można nieźle zarobić. Znali się też na kolorowej metalurgii, nieznanej wcześniej ceramice i - co ważne ­mieli dobry gust. Ale to pieniądze, które bili, sprawiły, że stali się dominującą grupą na tych terenach. To wła­śnie Celtowie z Nowej Huty założyli pierwszy na ziemiach polskich zakład menniczy (teren dzisiejszej Mogiły). A bi­li tam monety ze stopu złota i srebra w kształcie misecz­ki. Zdaniem najwybitniejszego polskiego celtologa - pro­fesora Zenona Wożniaka - mennica działała na potrzeby nieznanego władcy, a pieniądze, jak to pieniądze, po­trzebne mu były do handlu.

 
     Nie był to jednak taki zwykły handel - zaznacza Kra­jewski. Celtowie zajmowali się bowiem kupnem i sprze­dażą dalekosiężną - sprowadzali bursztyn znad Bałtyku, przeładowywali go w Krzeszowicach, a potem wyprawia­li dalej, aż do Rzymu, gdzie było na niego zapotrzebo­wanie. Rzymianie jakoś upatrzyli sobie bałtycki jantar; nazwali go moczem rysia i - co więcej – wierzyli w  jego magiczną moc.
 

Przystanek drugi, czyli wielki skarb zakonników z Hebdowa

  Tak naprawdę Krajewski nie pamięta, po co popłynął do Hebdowa. Szukał tam wielkiego skarbu zakonników, a mo­że chciał sprawdzić, czy faktycznie w tych okolicach przy­jęto chrześcijaństwo kilkadziesiąt lat przed Mieszkiem !?

   Fascynowało mnie samo szperanie i wsadzanie nosa w niezbadane sprawy - twierdzi dziś kolekcjoner dziwnych rzeczy - a klasztor, który stoi sobie dostojnie na nadwiślańskiej skarpie od dzie­więciu wieków, był do tego miejscem idealnym. Zwłasz­cza jego średniowieczne krypty, gdzie włosy jeżyły się nie tylko od zimna - pełne czaszek i złowieszczych poli­chromii.
 

Świątynia stała na skrzyżowaniu ważnych traktów, dla­tego przed figurką Matki Boskiej modlili się kupcy, moż­ni i królowie. Swe pokoje gościnne mieli tu Jadwiga i Sta­nisław August Poniatowski. Nic tak jednak nie działało na wyobraźnię pana Łukasza, jak opowieść o skarbie, którą można znaleźć w kilku mądrych księgach i poda­niach. Wyczytał w nich, że kiedy norbertanie w 1819 roku zostali wyrzuceni z Hebdowa, ukryli na terenie zako­nu wielki skarb. Podobno do dziś nikt go nie odnalazł. Istotna i niezbędna w całej tej zagadce jest figura świę­tego Norberta. Jej cień raz w roku, i tylko przez jedną godzinę, wskazuje miejsce, gdzie należy kopać. Czy to prawda? Możecie sprawdzić sami.

 

Przystanek trzeci, czyli opowieści o rękawiczkach królowej Jadwigi w Sandomierzu

 To był kaprys, a może jakiś dziwny sentymentalizm. Bo jak wytłumaczyć, że w Sandomierzu, który pełen jest uni­katowych zabytków, Krajewski znalazł akurat czerstwe bulki i stare rękawiczki z białej koźlej skórki?

 Jest w tych rękawiczkach i legendzie z nimi związa­nej jakaś magia - zauważa Krajewski. - To przecież nie­bywale, zobaczyć z bliska, prawie dotknąć czegoś, co kil­kaset lat wcześniej wkładała na swe dłonie królowa.

Urszula Stępień, kustoszka w Domu Długosza, w którym sobie leżą owe rękawiczki, też ma do nich niesamowity sentyment. 

 Są tak delikatne, że aż nierealne - mówi. Jak trafiły do Sandomierza? legenda, którą opowiada zbieracz osobliwości, wiąże ich po­chodzenie ze Świątnikami. To wła­śnie tam pewnej zimy sanie królo­wej Jadwigi utknęły w zaspie. Wracała akurat do Krakowa z san­domierskiego kościoła Świętego Ja­kuba, kiedy dopadła ją burza śnież- na. Mieszkańcy wsi pognali. natychmiast i na rękach wynieśli królową z zaspy, by potem ugościć ją w skromnej chacie. Koniec histo­rii jest przewidywalny. Jadwiga po­darowała sołtysowi Świątnik białe rękawiczki z koźlej skórki. Pozwoli­ły one wykupić całą wieś i uwolnić lud od złego pana, który go ponoć gnębił. Opowieść przetrwała, przetrwa­ła i pamiątka, która spoczywa w gotyckim Domu Długo­sza, tuż obok obrazu Łukasza Cranacha starszego przed­stawiającego Matkę Bożą z Dzieciątkiem, nieopodal brewiarza Skorupki, kilku ciemnych włosów Napoleona i czerstwej bułki z czasów potopu szwedzkiego.

   Pierwszy przystanek alternatywny, czyli spór o koronę Kazimierza Wielkiego.

 Kto nie lubi szukać rękawiczek albo czerstwych bułek, może zająć się rozwikłaniem tajemnicy korony hełmowej Kazimierza Wielkiego. Cudo, bogato zdobione, nazywa się sandomierską i jest jedyną, zachowaną w całości, pol­ską średniowieczną koroną podróżną. Znaleziono ją przypadkiem, roku Pańskiego 1910, podczas porządków w Wyższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu. Dwanaście miesięcy później potajemnie wywiózł ją stamtąd do Krakowa biskup Paweł Kubicki. Korona była wiel­ką sensację archeologiczną i rozpęta/a długoletni spór na temat swojej autentyczności. Po pierwszej wojnie światowej badał ją i badał profesor Marian Morelowski, po czym oznajmił, że król musiał ją tuż przed śmiercią złożyć jako wotum \IV kolegiacie sandomierskiej (dziś VII Sandomierzu jest jej kopia). Dlaczego jednak była ukryta i nie znalazła się w żadnych spisach czy dokumen­tach? Macie szansę pobawić się w detektywa.

 

Drugi przystanek alternatywny: wodowskaz w Zawichoście

 

   Tu mogą zatrzymać się na minutkę wodniacy i miłośnicy dziwactw, bo zabytkowy dziewiętnastowieczny wodo­wskaz będzie dla nich niesamowitym rarytasem. Mierzył poziom Wisły podczas największych powodzi, między in­nymi w 1813 roku (586 cm) czy w 1997 (794 cm),

 

Przystanek czwarty w Piotrkowie, czyli docieramy do miejsca, gdzie wskrzeszają zmarłych.

 

 Ta historia śniła się Krajewskiemu po nocach, od momen­tu, kiedy tylko o niej przeczyta!. Ten sen byt lepszy od fil­mów. Zamykał oczy i od razu widział biskupa Stanisława, który otwiera stary grobowiec. Leży w nim całkiem nieżywy wieśniak o imieniu Piotr. Biskup mówi do niego, by wstał, a ten posłusznie wychodzi z grobu

 Czyż to nie jest niesamowite? - pyta Krajewski. - Tu, w okolicach, nikt nawet nie wątpi, że ta historia jest prawdziwa.

 To nie wszystko. Ludzie ze wsi opowiadają, że każde­go roku, w rocznicę powrotu Piotra do świata żywych, na Wiśle pod Solcem (to nieopodal Piotrawina, też nad Wisłą) pojawia się ścieżka, którą przechadza się zmarły, nie mocząc nawet stóp. Krajewski twierdzi, że pojechał do Piotrawina, by szukać właśnie tej ścieżki. A gdy tak mówi, nie wiadomo, czy żartuje, czy naprawdę wierzy w autentyczność tej opowieści. Można szukać razem z nim, trzeba tylko dotrzeć do brzegu i wspiąć się kawa­łek, aby dojść do ceglanego kościoła, który ufundował kardynał Oleśnicki w połowie piętnastego wieku. Szcze­góły cudownego wskrzeszenia opowie tu każdy. A było tak: biskup Stanisław zakupił dla krakowskiego biskup­stwa wieś Piotrawin od bezdzietnego Piotra Strzemieńczyka. Byto to za czasów panowania Bolesława Śmiałego (tego samego, co posiekał potem Stanisława). Zapłacił za nią sowicie. Po śmierci Strzemieńczyka jednak pojawił się problem, bo rodzina chciała ziemię odzyskać- Posądziła nawet duchownego o to, że zagarnął ją bezprawnie i nie zapłaci! złamanego grosza. Reszty już się domyślacie.

   Wskrzeszenie Strzemieńczyka zapoczątkowało podobne przypadki na tych terenach. Wdzięczną i pouczającą historię opisuje znawca Wisły i opowiastek przybrzeżnych, Wojciech Giełżyński. Jakieś sześć wieków później, kiedy król August II prze­prawiał się pod Solcem przez Wisłę, też stal się świadkiem cudu. Wpewnym momencie, podczas podróży władcy, w rzece zaczął tonąć pewien Żyd, karczmarz. Widok ten bardzo rozbawił Sasów towarzyszących królowi. Może i wy tego Żydka zbawicie? - zaproponowali szyderczo, nie bez kozery, polskim biskupom. Giełżyński głowę daje, że wówczas z wody wynurzyła się najpierw sama jarmułka, spod niej kręcone pejsy, a chwilę później cała reszta Żyda.

Trzeci posterunek alternatywny w Janowcu, czyli tam gdzie królowie idą piechotą.

 Kto już ma dość cudów i biskupich opowieści, może przy· stanąć kawałek dalej, w Janowcu. Stoi tam sobie na wzgórzu zamek, który prócz mrocznych tajemnic ma całkiem przyziemne, swoje osobiste, świetnie zachowane ustronne miejsce. Historii tej toalety nie ma w żadnym opracowaniu, wie o niej jednak wszystko Hubert Mącik, opiekun muzealny tego szesnastowiecznego zamku, który był własnością magnackich rodów Firlejów, Tarłów i Lubomirskich. No, prawie wszystko, bo wciąż są trudności z ustaleniem dokładnego roku budowy przybytku. Mącik zapewnia jednak, że szalet służył mieszkańcom i gościom rzeczonego zamku już pod koniec szesnastego wieku. Chadzał tam piechotą August li, Michał Korybut Wiśniowiecki, Zygmunt 111 Waza, nie wspominając o Lu­bomirskich czy rodzie Tarłów, którzy też tam swe potrzeby załatwiali.

Czwarty przystanek alternatywny w Kazimierzu Dolnym, czyli śladami Esterki i Szmula Jakubowicza.

 Zaczęło się od dziwnych przedmiotów, wcale nie unika­towych i wcale nie bezcennych: osiemnastowiecznej tarczy na Torę, oliwnych lampek, które Żydzi zapalają podczas święta Chanuka, czy wskaźnika do czytania Tory. Krajewski odnalazł je w Muzeum Sztuki Złotniczej, a potem dołożył do nich bardzo praw­dziwą historię o bankierze żydowskim i całkiem wątpli­wą o Esterce. Bohater pierwszej to Szmul Jakubowicz Zbytkower, którego dłużnikiem był sam król Stanisław August Poniatowski i który właśnie w Kazimierzu kręcił swoje wielkie interesy. W drugiej zaś uczestniczył sam król Kazimierz Wielki i jego żydowska kochanka. Ludzie w Kazimierzu do dziś wierzą bardziej w Esterkę niż w Szmula i opowiadają, jak to król, który zabiegał o względy pięknej Żydówki, do jej alkowy w zamku w 80chotnicy wybudował tajne przejście. Bardzo jej za­zdroszczą takiej miłości.

Przerwa na święta Warkę

 Przerwa na Warkę wcale nie jest przeznaczona tylko na piwo. Łukasz Krajewski wybrał to miejsce dla piwnej anegdoty i łyżeczek Ignacego Paderewskiego. By tam do­trzeć, trzeba parę kilometrów przejechać brzegiem Wisły na rowerze.  

   Historia jest taka: w piwie wareckim zasmakował nuncjusz papieski Gaetano. Gdy po powrocie do Rzymu zachorował i w gardle wyrósł  mu okropny wrzód, wy­szeptał w łożu: "Biera di Warka". Podchwycili to czuwa­jący przy jego wezgłowiu, i przekonani, że chodzi o ja­kąś świętą niewiastę, zaczęli się modlić: "Santa Biera di Warka, ora pro nobil" (święte piwo z Warki, módl się za nami). Gdy tę dziwną piwną litanię usłyszał ledwo co żywy Gaetano, tak się zaczął śmiać, że wrzód sam mu pęki, a on jeszcze długie lata cieszył się dobrym zdro­wiem.

   Komu to nie wystarcza, niech odwiedzi w Warce pałac, który należał kiedyś do Józefa Pułaskiego, i niech zerknie do empirowej komody. Zobaczy tam łyżeczki, które zbie­rał sam Ignacy Paderewski. Są piękne, a każda z wizerun­kiem miasta, które mistrz odwiedzi!. Warto na nie popa­trzeć.

Przystanek alternatywny w Czerwińsku, tuż za Warszawą

 Warto tu się zatrzymać choćby na minutę. Pod Czerwiń­skiem, IN roku 1410, Władysław Jagiełło zbudował most łyżwowy, którym przeprawił swe wojsko w drodze pod Grunwald. Trzeba koniecznie wejść do romańskiego kościoła i obejrzeć piękny romański portal. Znajdują się w nim dwie gładkie kolumny, o które, według miejsco­wej legendy, rycerze Jagiełły ostrzyli swoje miecze, idąc na wojnę.

Ostatni przystanek przed Gniewem, czyli dlaczego zakochani widzą Chełmno.

 Złotnik Wilhelm de Lassensy nie miał pojęcia, że reli­kwiarz, zamówiony uniego w roku 1630 przez Jadwigę Działyńską, parę wieków później stanie się taką atrakcją· Biedaczysko słyszał jedynie, że klientka chce w srebrnej puszcze złożyć kości jakiegoś świętego, który uratował od śmierci jej córkę. ł wykonał jej w swej pracowni w To­runiu taką ośmioboczną, srebrną, ważącą ze trzy funty skrzyneczkę.

 Łukasz Krajewski natrafił na historię o czaszce święte­go Walentego podczas swoich poszukiwań. W farze ma­riackiej odnalazł tylko jej fragment. Sporą moc miały te kosteczki, o czym świadczy kult świętego i opowieści o cudach, które za sprawą Walentego działy się na tych terenach. Krajewski włączył relikwie do swoich trofeów bez zastanowienia, choć nie wiedział do końca, jaka by­ła ich historia.

 Na pewno kawałek świętego przechowywany jest w Chełmnie od 1630 roku. Podobno wcześniej spoczywał w niedalekiej Brodnicy, gdzie stała kaplica pod jego we­zwaniem i gdzie całkiem sporą grupę ludzi od chorób i nieszczęść wybawił. Bo zanim stał się patronem zakochanych, był całkiem poważnym świętym.

Opanuj Gniew, czyli ostatni, szósty, przystanek na Wiśle.

 Poszukiwacz osobliwości zapewnia, że przystanek w tym zamku będzie krótki, ale obowiązkowy. Bowiem nie spo­sób, jak mówi, ominąć pierwszej obronnej siedziby krzy­żackiej na zachodnim brzegu Wisły. Tym bardziej że za­uroczony był nią później sam Jan IH Sobieski, zaś jego żona Marysieńka przerażona takim zgromadzeniem mi­litariów tak skutecznie truła głowę Sobieskiemu, iż ten wybudował jej IN końcu wygodny dwór tuż obok.

   Gdy będziecie mieli dość podziwiania broni, armat i murów obronnych, możecie podjechać dziesięć kilome­trów do miasta o dziwnej nazwie Pelplin i obejrzeć tam jedyny w Polsce egzemplarz Bibiii Guttenberga. Jest bardzo interesujący, tak przynajmniej twierdzą znawcy, bo ma unikatowe ślady obalonej (ruchomej) czcionki i skó­rzaną oprawę z piętnastego wieku.

 

 

2008-05-29 :: NAPISALI O NAS:Oficjalna strona internetowa miasta Nieszawy - "Wisła dla turystów"

Oficjalna strona internetowa miasta Nieszawy 29.05.2008

Wisła dla turystów

   12 maja 2008 r do Nieszawy zawitały dwa pierwsze jachty motorowe, pierwszej Regularnej Pasażerskiej Żeglugi Wiślanej. Był to dziewiczy rejs, do Gdańska. 25 maja, po trzynastu dniach od pierwszej wizyty, Nieszawa ponownie gościła jachty i ich pasażerów, tym razem już trzy jednostki. Gości przywitał burmistrz miasta Andrzej Nawrocki oraz niżej podpisana, reprezentująca Biuro Promocji i Informacji Turystycznej przy Urzędzie Miasta w Nieszawie. Regularna Pasażerska Żegluga Wiślana jest powrotem do przedwojennych tradycji rejsów na całej długości Wisły. Pasażerowie jachtów, zarówno podczas pierwszej, jak i drugiej wizyty, zwiedzili miasto. Nieszawa będzie teraz już systematycznie odwiedzana przez amatorów tej formy wypoczynku. Rejs po królowej polskich rzek rozpoczyna się w Krakowie, kończy w Gdańsku. Inicjatorem przedsięwzięcia jest Łukasz Krajewski. W jego imieniu zapraszamy na pokłady jachtów, a Żegludze Wiślanej życzymy stopy wody pod kilem. Kolejna wizyta w Nieszawie zapowiadana jest na początek lipca. - W górnym odcinku Wisły musieliśmy uważać na mielizny. Na dolnej Wiśle płynęliśmy już bez przeszkód - podsumował pierwszy rejs z pasażerami, Łukasz Krajewski. (ww) Nz. Jachty przy nieszawskim brzegu. Od lewej: członek załogi, Janusz Wasicki, Łukasz Krajewski i burmistrz Andrzej Nawrocki z żoną Anną. Zdjęcie z 25 maja 2008 r. Fot. Wanda Wasicka
 
2008-05-15 :: NAPISALI O NAS:Wiadomości Turystyczne - "Żegluga rzeczna: niewykorzystany potencjał"
Wiadomości Turystyczne 1-15.05.2008
 
Żegluga rzeczna: niewykorzystany potencjał
 
   Pod koniec kwietnia miała powrócić regularna pasażerska że­gluga wiślana. Jest to jedna z nielicznych form propagowania w Polsce żeglugi rzecznej.
 
    Infrastruktura rzeczna w Polsce nie jest przystosowana do żeglugi. Brak kompleksowych planów za­gospodarowania, portów, stacji paliw oraz wyposażenia nadbrze­ży, bez czego nawet po najbardziej ­urokliwych rzekach turyści nie bę­dą chcieli pływać.
 
      Barką przez miasta Zainteresowanie taką formą że­glugi jest duże, co można zauwa­żyć na przykładzie państw Europy Zachodniej i Północnej. Wielu tu­rystów z Niemiec i Szwecji pyta o możliwość przepłynięcia rzeką z Niemiec do Polski, ale możliwo­ści takiej nie ma i brak chętnych do realizacji takiego projektu. Łu­kasz Żylik z biura Punt, które or­ganizuje czartery barek za grani­cą, ubolewa, że brak u nas takich
inicjatyw. - W Irlandii, Holandii, Niemczech i Francji kanały są po­głębione, zbudowano porty, śluzy i zaplecza sanitarne, poza tym, aby pływać barką z silnikiem (50 koni mechanicznych), nie trzeba mieć żadnych uprawnień. W Pol­sce niestety prawie nic się nie dzie­je, choć zainteresowanie turystów jest naprawdę duże i w dalszym ciągu rosnące - mówi. Podstawo­wą kwestią jest uregulowanie po­zwoleń prawnych niezbędnych do uprawiania żeglugi oraz ozna­kowania i przygotowania szlaków
     Vistuliada powraca w czterech odcinkach Jedną z nowych inicjatyw jest po­wrót żeglugi wiślanej. Trasa zaczy­nająca się w Krakowie będzie prze­biegała przez Sandomierz, Warszawę, Toruń i Gdańsk. W miastach tych kończą się poszczególne od­cinki trasy, każdy z nich liczy po­nad 200 km. Przepłynięcie jednego odcinka zajmie tydzień, a żeglugę urozmaici program przygotowany przez organizatorów rejsu. - Przy­gotowana została baza atrakcji ta­kich jak wycieczki rowerowe, zwie­dzanie z przewodnikiem, spotka­nia z ciekawymi ludźmi, uczestnic­two w festiwalach. Szlak prowadzi również przez takie miasta jak Ka­zimierz, Płock, Bydgoszcz, Gru­dziądz i Czerwińsk - wymienia Łu­kasz Krajewski, inicjator Vistuliady i właściciel firmy Krajewski TC.
 
  
   Rejsy będą się odbywać na pię­ciu komfortowych jachtach o dłu­gości ponad ośmiu metrów z sied­mioosobową załogą. Jachty będą pływać w grupie dowodzonej przez szypra. Przed rozpoczęciem wycieczki odbywa się szkolenie,­ po którym każdy będzie mógł sa­modzielnie sterować. – Jesteśmy samowystarczalni logistycznie, jachty są przygotowane sanitarnie i nawigacyjnie, dzięki czemu mo­żemy stawać przy dzikich brze­gach - zapewnia organizator. Jest to bardzo ważne, ponieważ o ile woda w rzece oraz plaże, wbrew powszechnej opinii, są w bardzo dobrym stanie, to brzegi Wisły po­zostawiają wiele do życzenia. Łukasz Krajewski zauważa, że infra­struktura nadbrzeżna jest bardzo kiepska i miasta są nieprzygoto­wane na przybycie turystów. Urzę­dy miejskie deklarują gotowość do inwestycji, na które środki można zresztą pozyskać z fundu­szy europejskich. - Perspektywa zysków jest bardzo dobra, to jed­nak mniejsze miejscowości wyka­zują większe zainteresowanie. Przykładowo Tczew wybudował wspaniałą przystań z pełną infra­strukturą. Także na odcinku dol­nej Wisły (Gdańsk- Bydgoszcz- To­ruń) poczyniono już pierwsze Inwestycje - mówi. Rejs po Wiśle może przyciągnąć wielu turystów i przynieść korzyści miastom po­łożonym na szlaku. Już teraz cie­szy się zainteresowaniem, głównie rodzin i przyjaciół, podobnie jak w rejsach mazurskich około 80 proc. rezerwacji to czartery tygo­dniowe. (mapi)      
2008-05-14 :: NAPISALI O NAS : POLEN AKTUELL -"Im Hausboot uber die Weichsel"

W majowym wydaniu gazety " POLEN AKTUELL"  ukazał się artykuł dotyczący Żeglugi Wiślanej. Teks artykułu znajduje się na dołączonym zdjęciu.

2008-05-13 :: NAPISALI O NAS:Express Sochaczewski - "Vistuliada dla każdego"

Express Sochaczewski 13.05.2008

W ostatnich dniach w Radiu Gra Włocławek wyemitowany został materiał, dotyczący naszej wizyty w tym mieście.
Również w Expressie Sochaczewskim ukazał się artykuł o nas.

Poniżej znajduje się jego treść, pobrana z portalu "sochaczewianin.pl".
 
Vistuliada dla każdego
 
    Można wędkować, opalać się, obserwować bogatą faunę i florę Wisły i jest na to siedem dni. Wystarczy wynająć jacht i już można poczuć się jak prawdziwy żeglarz. Łukasz Krajewski, właściciel pięciu jachtów, w tym roku postawił na organizację spływów po Wiśle, na trasie z Krakowa do Gdańska.

      „Anetka” i „Ola” pojawiły się w Wyszogrodzie po południu. Tym razem nie było hucznego przywitania gości chlebem i solą: – W wielu miejscach, do których dopływaliśmy, włodarze miast i miseczek witali nas bardzo serdecznie. Zdarzyło się także powitanie chlebem i solą –opowiada Łukasz Krajewski.
Pomysł organizacji spływów na Wiśle narodził się już kilka lat temu. Łukasz Krajewski, z Jaworzna na Śląsku, od dziecka był pasjonatem żeglugi. Zainspirowała go książka „Moja prywatna Vistuliada” Wojciecha Giełżyńskiego – prawdziwa biblia wiślanych żeglarzy. W tym roku Krajewski zakupił pięć jachtów, które mają stać się prawdziwą atrakcją dla mieszczuchów i postanowił reaktywować Żeglugę Wiślaną. Każdy jacht nosi imię bliskiej Krajewskiemu osobie. Są to  Anetka, Ola, Natalia, Kinga i Stasia.
Łukasz Krajewski odbył też rejs z Wojciechem Giełżyńskim, owocem czego ma być kontynuacja książki „Moja prywatna Vistuliada”.
27 kwietnia Łukasz i jego przyjaciele zainaugurowali Żeglugę Wiślaną, wypływając w pierwszy regularny rejs do Gdańska. W piątek, 9. maja po raz pierwszy jachty przybiły do przystani w Wyszogrodzie. Tu na przystani czekali na reportera Expressu.
   

      Trasa spływu składa się z czterech odcinków: Kraków – Sandomierz, Sandomierz – Warszawa, Warszawa – Toruń oraz Toruń – Gdańsk. Łącznie jest to prawie 900 kilometrów.
Jachty płyną w grupie. Tylko na jednym z nich jest szyper. Pozostałe jachty prowadzą sami wynajmujący. Przed wyprawą są oni przeszkoleni: – Nie trzeba mieć uprawnień, żeby pływać na tych jachtach – stwierdził Łukasz Krajewski. Jachty pokonują każdy odcinek w ciągu tygodnia. Amatorzy nie muszą obawiać się, że wpłyną na mieliznę. Jachty mają bowiem małą głębokość zanurzenia. Daje to także możliwość cumowania przy dzikich brzegach.
Wynajęcie jachtu na tydzień, to koszt w granicach 3 - 3,5 tysięcy złotych. Do tego dochodzi jeszcze od 250 do 500 złotych na paliwo oraz butlę z gazem. Przed wynajęciem jachtu trzeba podpisać „umowę czarteru jachtu”. Warto dodać, że nie trzeba koniecznie rozpoczynać trasy spływu w Krakowie. Ta kwestia jest do ustalenia przed terminem wycieczki.
Sam spływ nie jest jednak jedyną atrakcją: – Pływa się cztery lub pięć godzin dziennie. Pozostały czas można wykorzystać na przykład na zwiedzanie różnych ciekawych miejsc – mówił nam Krajewski. Dodajmy, że harmonogram wycieczki jest ustalany przed wypłynięciem z Krakowa. Wówczas to można ustalić, w których miastach bądź miejscach będzie można się zatrzymać, zejść na ląd i zwiedzać. Ponadto na każdym jachcie są rowery, które także są do użytku wynajmujących.   Na każdym jachcie może płynąć siedem osób. Tyle jest miejsc do spania. Ponadto jachty są wyposażone w kuchnię, łazienkę, lornetki, sprzęt do wędkowania.

   Dla wielu osób koszty wydają się duże, ale należy zwrócić uwagę, że na jachcie może płynąć siedem osób, a koszt nie ulega zmianie. Warto dodać, że ta inicjatywa daje możliwość poznania uroków małych miasteczek, położonych nad Wisłą, takich jak na przykład Wyszogród. Być może, władze miasta, które stawiają na rozwój turystyki, powinny spróbować zachęcić turystów, aby to właśnie w Wyszogrodzie warto by było zacumować jacht na dłużej i zwiedzić ciekawe, urokliwe zakątki. Do tego potrzebna jest jednak przystań z prawdziwego zdarzenia oraz mała gastronomia, usytuowana nieopodal przystani. Warto byłoby również pomyśleć nad ustawieniem tablic informacyjnych od strony Wisły, które mówiłyby w ciekawy sposób turystom o zabytkach na terenie miasteczka.


Ewelina Sibińska
 
 
 
2008-05-08 :: NAPISALI O NAS:Dziennik Polski - "Do Gdańska dotrzemy jachtem"
Dziennik Polski 7.05. 2008
 
Do Gdańska dotrzemy jachtem
 
Tygodniowa podróż po Wiśle kosztuje do 3500 zł
 
Jakub Chełmiński
dziennikarz działu Warszawa
 
     Pierwszy od dziesiątków lat regularny rejs pasażerski Wisłą dotarł wczoraj do Warszawy. - Chcę udowod­nić, że żegluga jest możliwa - mówi pomysłodawca rej­sów Łukasz Krajewski. Do października jachty kurso­wać będą na trasie Kraków ­Gdańsk. 
 
   Dwa białe ośmiometrowe jachty można było wczoraj przed południem dojrzeć z mostów. Cecha charaktery­styczna to siedem rowerów na dachu każdego z nich. Do ta­kiego widoku w Warszawie już wkrótce przyzwyczaimy się, bo jachty będą kursować przez miasto do końca września
 
   Będziemy kursować bez względu na to, czy będą chęt­ni, czy nie. Chcę zwalczyć nie­sprawiedliwy stereotyp, że Wisłą me da się pływać - mó­wi Łukasz Krajewski. Pomy­słodawca rejsów z wykształcenia jest ekonomistą, a na co dzień prowadzi firmę dostar­czającą opony do ciężarówek i autobusów. Teraz wpadł na pomysł reaktywowania żeglu­gi turystycznej po Wiśle. W stoczni zamówił pięć nowych jachtów motorowych. Każdy może zabrać siedem osób, w kabinie oprócz miejsc do spa­nia jest w pełni wyposażona kuchnia, toaleta, a na pokła­dzie nawet prysznic. Silniki jachtów mają moc 12 koni mechanicznych.     .
 
    Trasa składa się z czterech odcinków pomiędzy Krako­wem, Sandomierzem, War­szawą, Płockiem i Gdań­skiem Przepłynięcie każdego etapu nieśpiesznym tempem zajmuje siedem dni. Można więc wybrać się w rejs tygodniowy lub dłuższy. Płyniemy trzy, czasem trzy i pół godziny dziennie. Reszta czasu przeznaczona jest na atrakcje - mówi Krajewski. Atrakcje to właśnie rowery do dyspozycji podróżujących jachtem, a także zwiedzanie. Na trasie rejsu znajdują się zabytkowe miejscowości jak Kraków, Kazimierz Dolny czy Toruń. Na tym jednak ­nie koniec. Główną atrakcją jest oczywiście podziwianie przyrody. - Wisła jest bardzo zróżnicowana. Np. w okolicach Otwocka znajduję się prawdziwy archipelag wysp, wśród których nawet można się zgubić- dodaje armator. Zgubienie drogi nie jest jednak groźne, bo jachty mają nawigację GPS.
 
    Tygodniowy rejs kosztuje 3000-3500 zł za jacht. Dochodzą też koszty paliwa ( ok. 250 zł). W sezonie będzie też możliwość wykupienia oferty last minute, o ile któryś z kursów nie będzie miał pełnego obłożenia.
                                                                                                      WWW.zeglugawislana.pl
2008-05-07 :: NAPISALI O NAS:Życie Warszawy - "Pod żaglami z Krakowa do Gdańska"
Życie Warszawy ŚRODA 7 MAJA 2008
 
Pod żaglami z Krakowa do Gdańska
 
  Wisła jest piękna o wschodzie słońca. Na brzegach można zo­baczyć np.. bobry - mówi dzien­nikarka Katarzyna Kochel.
 
  Razem ze znajomymi popłynęła w pierwszy rejs z Krakowa do stolicy. Wczoraj jachty przy- płynęły do przystani przy ul. Za­ruskiego 12. Będą kursować mię­dzy Krakowem, Warszawą i Gdańskiem. Pomysłodawca że­glugi Łukasz Krajewski (na zdęciu) chce pokazywać turystom zabyt­ki dziką przyrodę. -ola
 
2008-05-07 :: POWIEDZIELI O NAS: Telewizyjny Kurier Warszawski

Telewizyjny Kurier Warszawski 07.05.2008

  W wieczornym wydaniu Kuriera - o godzinie 18.00 - ukazała się krótka wzmianka o ŻW.

Materiał o nas rozpoczyna się od około 6 minuty.
 
2008-05-03 :: POWIEDZIELI O NAS: Wywiad w TVN24

 Wywiad w TVN24

W sobotni poranek około godziny 8.40 w porannym programie TVN24 zagościła Żegluga Wiślana. Zostaliśmy zaproszeni do programu nadawanego na żywo z rynku w Kazimierzu. Wzieła w nim udział cała nasza załoga i podróżujący z nami turyści.

Pozostałą część dnia spędziliśmy na zwiedzaniu Kazimierza i pobliskiego Janowca. Dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionego przewodnika wycieczka stała się jeszcze bardziej atrakcyjna.

2008-04-28 :: POWIEDZIELI O NAS

W niedzielę 27 kwietnia pod Wawelem odbył się chrzest ostatniego już jachtu floty Żeglugi Wiślanej.             

Matką chrzestną jachtu o nazwie Stasia zostła Pani Dyrektor biura ds turystyki Urzędu Miasta Krakowa Katarzyna Gądek.

Na  uroczystość, która odbyła się o godzinie 11.00 , obecna była spora grupa osób w tym dziennikarze:

- TVN24 

- Radia Zet,

- Radia Kraków

- Gazety Krakowskiej

2008-04-27 :: NAPISALI O NAS:Panorama Miasta Tczew - "Pierwszy gość na przystani"
Panorama Miasta Tczew 04.2008

Wkrótce regularna żegluga

Pierwszy gość na przystani
 
   Chociaż ta pierwsza wizyta była jedynie rejsem sondażowym, już od końca kwietnia jednostki "ŻW" mają regularnie pływać po Wiśle i średnio raz w miesiącu przybijać do Tczewa. Jako pierwsi do Tczewa przypłynę­li Łukasz Krajewski, szef Żeglugi Wiślanej oraz szyper - Marek Smołkowicz.
   
   Jak powiedział Łukasz Krajewski, na od­cinku Dolnej Wisły niewiele jest miejsc, które są przygotowane na przyjęcie turystów wodnych. Tym bardziej słowa uznania należą się samo­rządowi Tczewa. Rejsy po Wiśle to doskonała forma wypoczynku dla całych rodzin. Obser­wacja nadwiślańskich krajobrazów i walorów przyrodniczych, wędkowanie z pokładu jachtu to wielka atrakcja i wspaniała przygoda.
 
   Pierwszych wodniaków przywitali przed­stawiciele władz miejskich - prezydent Zenon
Odya oraz wiceprezydent Mirosław Pobło­cki. Na nieformalną inauguracje przystani przybyli również Włodzimierz Mroczkowski, przewodniczący Rady Miejskiej, poseł Jan Kulas, radni, a także spora grupa zaciekawio­nych mieszkańców Tczewa.
 
    Chociaż budynek przystani jest jeszcze w fazie zagospodarowywania, już teraz moż­na korzystać z tarasów, pomostów, co chęt­nie czynią tczewianie podczas spacerów.
 
    Wybudowanie przystani to kolejny etap programu powrotu Tczewa nad Wisłę. Oficjalne otwarcie przystani połączone z inauguracja se­zonu turystycznego w woj. pomorskim nastąpi 24 maja. Szczegóły w kolejnym wydaniu "PM".
 
   Więcej informacji na temat oferty Żeglu­gi Wiślanej można znaleźć na stronie
www. zeglugawislana.pl
2008-04-26 :: NAPISALI O NAS:Polska Gazeta Krakowska - "Wisłą do Gdańska"
POLSKA GAZETA KRAKOWSKA 26-27 KWIETNIA 2008
Wisłą do Gdańska
Katarzyna Kachel
   Pierwszy dziewiczy rejs Wisłą, spod Wawelu aż do Bałtyku, rusza już w niedzielę. Tuż po chrzcie jachtu Stasia, kilku­nastu zapaleńców wypłynie w czterotygodniową wyprawę. Poprowadzi ją . Łukasz Krajewski, człowiek, który przywrócił pasażerski ruch na najdłuższej polskiej rzece.
 
    Wystartują: Ola, Natalia, Kinga, Aneta i Stasia. Jachty
muszą pokonać prawie tysiąc kilometrów, dopłynąć do wielu miast i brzegów. - To będą dni pełne niesamowitych wrażeń - zapewnia Łukasz. - Wisła jest naprawdę przepiękną rzeką, jej brzegi są wciąż dzikie, a pejzaże naprawdę piękne.
 
   Rejs po Wiśle to propozycja dla każdego. Nie trzeba jednak porzucać lądu na cztery tygod­nie. Można wsiąść na łódkę na tydzień. Pasażer sam decy­duje, według gustu i upodobań,
który odcinek chce przepły­nąć. Do wyboru ma: Kraków ­Sandomierz - Warszawa - To­ruń - Gdańsk.
 
   Jeśli chcesz zobaczyć jak flota wyrusza spod Zamku, przyjdź w niedzielę o godz. 11 na zakole Wisły (koło statku Sobieski). Zaraz po chrzcie Stasi, jachty Żeglugi Wiślanej wypłyną w swój rejs.
2008-04-19 :: NAPISALI O NAS:Polska Gazeta Krakowska - "Jachtem z Krakowa do Gdańska"
Polska Gazeta Krakowska 19.04.2008
Jachtem z Krakowa do Gdańska
 
Katarzyna Kachel
 
   Możesz pruć Wisłą aż do samiutkiego Gdańska. Pierwsza wyprawa tą dziką rzeką wyrusza spod Wawelu już za tydzień. Przed nimi cztery tygodnie na wodzie, prawie tysiąc kilometrów do pokonania, a po drodze historyczne miasta i niesamowita przy­roda.
 
   Wiele osób wciąż nie wierzy, że to możliwe, by Wisłą dopłynąć z Krakowa aż do Bałtyku. A jednak. Ruch turystyczny najdłuż­szą polską rzekę po kilku­dziesięciu latach przy-
wraca Łukasz Krajewski pasjonat i marzyciel. - Stworzyłem flotyllę, bo chciałem przerwać wiślany marazm - tłumaczy. - Po­stanowiłem zakasać rę­kawy i udowodnić, że kró­lowa polskich rzek jest do­stępna. I to nie tylko dla zapaleńców, ale i dla lai­ków, którzy mają fantazję -popróbować czegoś no­wego. Tak powstała Żegluga Wiślana.
 
   Flota Krajewskiego to pięć nowiutkich jachtów: Ola, N atalia, Kinga, Aneta, Stasia. Każdy z nich będzie przewoził siedmiu żąd­nych przygód pasażerów
oraz rowery. - Są na tyle wygodne, że może na nim spędzić miesiąc rodzina z dziećmi - podkreśla Łu­kasz Krajewski.
 
   Jak się okazuje, nie trzeba wcale porzucać lądu na cztery tygodnie. Trasa jest podzielona na cztery części i to pasażer sam. de­cyduje, kiedy wskakuje -na łódkę i który kawałek Polski chce spenetrować. Do Wyboru ma odcinki: Kraków - Sandomierz - ' Warszawa - Toruń ­Gdańsk. - Nie będziemy jednak całymi dniami pły­nąć - ~ uspokaja Łukasz. - Po kilku godzinach do bijamy do brzegu i zwie­dzamy historyczne miasta i okolice. A wieczorem? Oczywiście. śpiewamy szanty przy ognisku.
 
    Ekspedycji będzie prze­wodził szyper - Marcin Żurawik, człowiek, któremu nic na wodzie nie jest obce. Cena wyczarterowa­nia łódki na jeden wiślany odcinek to w zależności od terminu 3 - 3, 5 tys. zł dla siedmiu osób. Pływać bę­dzie można do 4 paździer­nika. A już w tę niedzielę zobaczyć można pod Wa­welem jeden z jachtów floty - Anetkę. O godz. 15 będzie miała chrzest.
2008-04-10 :: NAPISALI O NAS:Dziennik Toruński Nowości - "Żegluga wraca na Wisłę"
Dziennik Toruński Nowości 10.04. 2008
  
Żegluga wraca na Wisłę

Jak prywatny transport, to z Jaworzna – po pociągach Arrivy mamy jachty

Małgorzata Oberlan
 
Łukasz Krajewski, prywatny przedsiębiorca z Jaworzna, uruchamia regularną pasażerską żeglugę wiślaną. Kto marzy o tygodniowym urlopie na jach­cie, może już odkładać pieniądze.
 
   Wczoraj jeden z pięciu firmowych jachtów imieniem Kinga ochrzci­ła Beata Krzemińska, rzeczniczka marszałka województwa.
 
    To nie przypadek, bowiem pa­tronat nad wydarzeniem objął sam marszałek Piotr Całbecki. Nato­miast partnerem przedsięwzięcia w Kujawsko-Pomorskiem jest Lokal­na Grupa Działania "Zakole Dolnej Wisły", czyli stowarzyszenie sku­piające cztery nadwiślańskie gminy naszego województwa: Dąbrowę Chełmińską, Kijewo Królewskie, Pruszcz i Unisław.
 
   Łukasz Krajewski uruchamia ty­godniowe rejsy na trasie z Krakowa do Gdańska. Za tydzień wyczartero­wania jachtu trzeba zapłacić około czterech tysięcy złotych. Jeśli jednak podzielić sumę na przykład na siedem osób, to taka forma wypoczynku okazuje się całkiem przystępna - przekonuje biznesmen.
  
 Jachty płynąć będą za­wsze w piątkę, na pierwszym będzie nasz człowiek- pilot szyper. Kolej­nymi sterować będą pasażerowie. Szyper będzie też przewodnikiem na lądzie, organizującym zwiedza­nie, np. rowerami, które można za­brać na jacht.
 
   Niewątpliwie ożywienie ruchu turystycznego na ostatniej dzikiej rzece Europy jest szansą na rozwój 'turystyki na terenie całego woje­wództwa kujawsko-pomorskiego. Odtworzenie szlaku żeglugowego na Wiśle wymaga powstania no­woczesnych przystani, bazy noc­legowej, w tym agroturystycznej i restauracji.
  
 To również okazja do promocji wielu położonych nad Wisłą za­bytków i miasteczek. Toruń, jako miasto przesiadkowe, może zyskać dzięki żegludze nowych turystów i reklamę.
 
  Oficjalnie ruszamy 27 kwietnia, z Krakowa. W Toruniu pierwszym rejsem będziemy około 8 maja - za­powiada Krajewski. Wierzy w sukces
przedsięwzięcia. - Jestem biznesme­nem, więc chcę zarobić pieniądze. Jak dotąd to się mi udaje.
 
WISŁĄ DO BAŁTYKU
 
Rejs na trasie Kraków-Warsza­wa-Gdańsk podzielono na cztery 220-kilometrowe odcinki.
 
Taki dystans jachty Żeglugi Wiślanej pokonają w ciągu tygodnia.
 
Szczegóły oferty dostępne są na stronie www.zeglugawislana.pl
2008-04-09 :: NAPISALI O NAS: Portal woj. kujawsko-pomorskiego - "Jachtem po Wiśle "

Portal woj. kujawsko-pomorskiego 09.04.2008

Jachtem po Wiśle  

   Po wielu latach nieobecności na Wisłę powraca żegluga turystyczna. W naszym województwie zainaugurował ją chrzest jachtu, którym turyści będą podróżować po królowej polskich rzek. Impreza odbyła się wczoraj przy toruńskim Bulwarze Filadelfijskim. Matką chrzestną jachtu została rzecznik prasowa Urzędu Marszałkowskiego Beata Krzemińska.

 

   Wisła – najdłuższa i najsłynniejsza z Polskich rzek - przepływa przez najciekawsze pod względem przyrodniczym i historycznym tereny naszego kraju. Podróż nią to doskonała okazja do aktywnego wypoczynku dla całej rodziny.
Inicjatorem stworzenia pierwszej, regularnej, pasażerskiej żeglugi wiślanej na trasie Kraków – Warszawa – Gdańsk jest przedsiębiorca Łukasz Krajewski. Jego firma oferuje żądnym wrażeń turystom, specjalnie przygotowane, komfortowe jachty wyposażone m.in. w rowery, sprzęt do wędkowania, lornetki oraz przewodniki po nadwiślańskich miejscowościach. Spływ rzeką potrwa 7 dni. Uczestniczyć w nim będzie flota 5 jachtów prowadzona przez szypra. Oprócz samej przyjemności podróżowania rzeką, atrakcjami rejsu będą również wycieczki rowerowe, zwiedzanie mijanych na trasie miast oraz wieczorne spotkania przy ognisku.

   Partnerem przedsięwzięcia w Kujawsko-Pomorskiem jest Lokalna Grupa Działania „Zakole Dolnej Wisły”. To stowarzyszenie skupiające 4 nadwiślańskie gminy naszego województwa: Dąbrowę Chełmińską, Kijewo Królewskie, Pruszcz i Unisław. Ożywienie ruchu turystycznego na ostatniej dzikiej rzece Europy jest szansą na rozwój turystyki na terenie całego województwa kujawsko-pomorskiego. Odtworzenie szlaku żeglugowego na Wiśle to rosnące zapotrzebowanie na nowoczesne przystanie, noclegi agroturystyczne i restauracje. To również okazja na promocję wielu położonych nad Wisłą zabytków i miasteczek.

 

   Chrzest jednego z  pięciu jachtów, które pływać będą po Wiśle, odbył się 9 kwietnia przy Bulwarze Filadelfijskim. Po tradycyjnym rozbiciu  o burtę jachtu butelki szampana, zebrani zwiedzili łódź oraz skosztowali lokalnych przysmaków przygotowanych przez gospodarstwo agroturystyczne „Gzinanka” z Zakola Dolnej Wisły.

 
 
2008-04-09 :: NAPISALI O NAS:Gazeta Wyborcza - "Jachtem można przepłynąć całą Wisłę"

 Gazeta Wyborcza  09.04.2008

Jachtem można przepłynąć całą Wisłę

   Na Wisłę powraca żegluga turystyczna. Na trasie rejsów znajduje się Toruń, dlatego jeden z jachtów został w środę ochrzczony na Bulwarze Filadelfijskim.

   W samo południe ochrzczono "Kingę" - jeden z pięciu jachtów firmy Vistula Cruises, które będą wozić chętnych po królowej polskich rzek. Matką chrzestną została Beata Krzemińska, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego.

  Założycielem Vistula Cruises jest Łukasz Krajewski, miłośnik żeglarstwa i turystyki wodnej. Oferowany przez firmę rejs zaczyna się w Krakowie, a kończy w Gdańsku. Składa się z czterech niezależnych etapów, każdy trwa tydzień. Klienci nie muszą przepłynąć całej trasy, mogą wybrać tylko jakąś część. Jej koszt to - wliczając paliwo - ok. 4 tys. zł. To cena wyczarterowania całego jachtu, w którym mieści się maksymalnie siedem osób.

   W pojedynczym rejsie uczestniczy pięć takich łodzi. W pierwszej płynie szyper, który jest odpowiedzialny za nawigację, zaopatrzenie, bezpieczeństwo, ale także za opiekę na lądzie. Do największych atrakcji wyprawy należy bowiem zwiedzanie miast, gdzie przybijają jachty. Aby uprzyjemnić turystom pobyt na stałym lądzie, firma zaopatrzyła każdy z nich w rowery.

   Toruń został dla nas wybrany jako miejsce przesiadkowe. Można stąd płynąć również do Warszawy, bo kursujemy w obie strony rzeki - mówi Krajewski. - A jeśli chodzi o ciekawostki turystyczno-krajoznawcze, to Torunia nie trzeba zachwalać 

   Partnerem przedsięwzięcia w naszym województwie jest Lokalna Grupa Działania "Zakole Dolnej Wisły". To stowarzyszenie skupiające cztery nadwiślańskie gminy: Dąbrowę Chełmińską, Kijewo Królewskie, Pruszcz i Unisław, które chce zwrócić uwagę turystów na Wisłę, nazywaną ostatnią dziką rzeką Europy. - Dla obcokrajowców podobnych atrakcji jest niewiele, europejskie rzeki takie jak np. Dunaj są już uregulowane i straciły swój pierwotny, dziki charakter - wyjaśnia Krajewski.

   Odtworzenie szlaku żeglugowego na Wiśle to rosnące zapotrzebowanie na nowoczesne przystanie, noclegi agroturystyczne i restauracje. To również okazja na promocję wielu położonych nad Wisłą zabytków i miasteczek - twierdzi Beata Krzemińska. 

   Rejsy dla pasażerów ruszą 27 kwietnia z Krakowa. Do Torunia jachty przypłyną ok. 8 maja

Michał Wróblewski

Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń http://miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,5104290.html
2008-04-09 :: POWIEDZIELI O NAS: TVP Bydgoszcz

TVP Bydgoszcz 09.04.2008

  9 kwietnia w lokalnym programie informacyjnym TVP Bydgoszcz "Zblizenia", zaprezentowany został krótki materiał dotyczący naszej działalności.
Link do strony TVP Bydgoszcz poniżej. Właściwy fragment audycji rozpoczyna się od około 16 minuty.
 
2008-04-08 :: NAPISALI O NAS :Express Bydgoski - "Podróż z nurtem Wisły"

Express Bydgoski 8.04.2008

 Podróż z nurtem Wisły

   Wczoraj w Bydgoszczy ochrzczono jeden z pięciu jachtów nowej floty Żeglugi Wiślanej. Uczyniła to Dorota Jakuta, przewodnicząca Rady Miasta Bydgoszczy.

   Łukasz Krajewski, z wykształcenia ekonomista, od wielu lat pasjonuje się żeglugą śródlądową. Jest właścicielem firmy dostarczającej ogumienie do autobusów oraz floty Żeglugi Wiślanej.

    Istotnym bodźcem do działania był dla mnie marazm związany z żeglugą śródlądową, a szczególnie pasażerską. W Polsce żegluga istnieje i niestety, wegetuje w formie szczątkowej. Królową polskich rzek - Wisłą, pływać mogą tylko nieliczni - tłumaczy twórca Żeglugi Wiślanej.
Jednostki tworzące flotę zostały dobrane tak, by pogodzić wymagania szlaku wodnego i poczucia komfortu pasażerów. Wszystkie jachty są nowe (zbudowane na przełomie 2007/2008) i zostały skonstruowane tak, by miały małe zanurzenie. Każdy jacht (długość 8,2 m, szerokość 2,85 m, silnik yamaha o mocy 25 KM) przeznaczony jest dla siedem osób. Jednostki są całkowicie samowystarczalne, co oznacza, że nie muszą cumować nazatłoczonych przystaniach.

    Wczoraj we wszystkich miastach przystankach odbyły się uroczyste chrzty jachtów floty. W Bydgoszczy imię jednostce nadawała Dorota Jakuta, przewodnicząca RM.

  Bardzo się cieszę, że Bydgoszcz stała się jednym z miast inaugurujących działalność floty - mówiła przewodnicząca Dorota Jakuta. - Pomysł reaktywowania żeglugi turystycznej jest świetny. Mam nadzieję, że się panu Łukaszowi uda.

  Imię dla jachtu wybrał armator. Kinga to imię jego bratanicy - tłumaczy Andrzej Tomczyk, prezes Fundacji "Kanał Bydgoski", partner organizacyjny Żeglugi Wiślanej.

     Flota pływać będzie Wisłą z Gdańska do Krakowa przez Bydgoszcz, Toruń, Warszawę i Sandomierz. Trasę podzielono na cztery odcinki po 200 kilometrów każdy. Jak podkreśla armator, każdy z odcinków pokonuje się przez siedem dni, wystarczy przy tym płynąć jedynie kilka godzin dziennie. Co umożliwia poświęcenie reszty czasu na zwiedzanie, wędkowanie lub leniuchowanie pod gruszą.

 

Warto wiedzieć

 Wszystkie informacje dotyczące floty (rozkład rejsów, opisy tras) odnajdą Państwo na stronie internetowej: www.zeglugawislana.pl.

Hanna Walenczykowska 
 
Źródło: Express Bydgoski
2008-04-08 :: NAPISALI O NAS:Oficjalny Serwis Bydgoszczy - "„Kinga” została ochrzczona"

Oficjalny Serwis Bydgoszczy 08.04.2008

„Kinga” została ochrzczona
   Jacht „Kinga” ochrzczono w centrum Bydgoszczy. Matką chrzestną jachtu została przewodnicząca Rady Miasta Dorota Jakuta.

  Chrzest odbył się na nadbrzeżu Brdy przy Rybim Rynku. Jacht „Kinga” wypłynął 4 kwietnia z Gdańska w swój dziewiczy rejs. Wkrótce, razem z pozostałymi czterema jachtami Żeglugi Wiślanej, będzie pływał na trasie Gdańsk – Warszawa – Kraków w ramach pierwszej, regularnej, pasażerskiej żeglugi po Wiśle.
Matka chrzestna jachtu, przewodnicząca Rady Miasta Dorota Jakuta, zgodnie z tradycją ochrzciła „Kingę” butelką szampana.
 
2008-04-08 :: NAPISALI O NAS:Portal Info Bydgoszcz - "Wisłą bliżej"

Portal Info Bydgoszcz 08.04.2008

Wisłą bliżej

     W poniedziałek 7 kwietnia na nabrzeżu Brdy przy Rybim Rynku miał miejsce chrzest jachtu KINGA. Matką chrzestną została Przewodnicząca Rady Miasta Bydgoszczy - Pani Dorota Jakuta.
Jacht KINGA jest jedną z pięciu jednostek Żeglugi Wiślanej. Jak mówi właściciel jacht
u Pan Łukasz Krajewski z Krakowa „Wisła to raj dla turystów i krajoznawców, to także nie lada atrakcja dla wędkarzy, miłośników przyrody, a zwłaszcza ornitologów. Woda znakomicie nadaje się do kąpieli, a rozległe piaszczyste plaże zachęcają do wypoczynku. Dlatego rejs po Wiśle może być znakomitym sposobem na rodzinne, pełne wrażeń, wakacje”. Pływające jednostki Żeglugi Wiślanej połączą Kraków, Warszawę i Gdańsk, nie omijając przy tym Bydgoszczy. Więcej informacji o tym przedsięwzięciu można znaleźć na stronie: www.zeglugawislana.pl

   Przed uroczystym chrztem jachtu na Barce odbyło się spotkanie, w czasie którego dyskutowano na tematy żeglugi śródlądowej i znaczenia bydgoskiego węzła wodnego dla dalszego rozwoju naszego miasta.
Czynny udział w przygotowaniu dzisiejszej uroczystości i spotkania na Barce wzięli członkowie Fundacji Kanał Bydgoski.

Janusz Michalski
 
2008-04-07 :: NAPISALI O NAS: www.tcz.pl - "Kinga pierwszym gościem przystani"

Internetowy serwis informacyjny miasta Tczew       07.04.2008

Kinga pierwszym gościem przystani

     Jacht Kinga, jedna z pięciu jednostek, które będą regularnie kursować po Wiśle, zawinął w sobotę (05.04) do tczewskiej przystani. Kinga odwiedziła także marinę w Gdańsku i Chełmnie. Dopłynęła do Rybiego Rynku w Bydgoszczy oraz toruńskiego Bulwaru Filadelfijskiego.

      Kinga, bo tak nazywa się jednostka, która zawinęła do oddanej niedawno do użytku przystani, jest jedną z pięciu łodzi Żeglugi Wiślanej, które od tego roku będą regularnie spływać największą polską rzeką. Jacht przypłynął z szyprem Markiem Smołkowiczem na pokładzie oraz Łukaszem Krajewskim, właścicielem i organizatorem wiślanej żeglugi, który nie ukrywał, że jest pod wrażeniem tczewskiej przystani:

  Nasza dzisiejsza wizyta tutaj, to tylko rejs promocyjny, ale będziemy Tczew odwiedzać za każdym razem, gdy będziemy tędy przepływać, czyli średnio raz na miesiąc. Turyści za każdym razem będą mogli zwiedzać miasto. - wyjaśnia Łukasz Krajewski. - Nad Wisłą nie ma wielu obiektów, które są przygotowane do przyjmowania turystów. Tczewska marina to jedyny tego typu obiekt nad Wisłą. Na całej długości rzeki przystanie prawie nie istnieją. Dlatego trzeba pogratulować Tczewowi tej odważnej inwestycji.

   Z wizyty pierwszej jednostki pływającej, która zacumowała przy tczewskiej przystani, cieszył się także prezydent Tczewa, Zenon Odya, który przyznał, że wodę lubi, ale... obserwować, jednak zapowiada dalszą konsekwencję w prowadzeniu tego typu inwestycji:

  Nasza przystań pełni podwójną rolę - z jednej strony zapewnia infrastrukturę związaną z funkcjonowaniem ruchu na rzece, a z drugiej jest elementem powrotu Tczewa nad Wisłę i ożywienia terenów nadbrzeżnych. Po bulwarze i Centrum Wystawienniczo-Regionalnym Dolnej Wisły to kolejny obiekt, z którego należy się cieszyć. Aby ożywić Wisłę, trzeba stworzyć bazę, a nie czekać na wodniaków i wtedy myśleć o stworzeniu infrastruktury.

   Regularne rejsy ruszają 27 kwietnia. Czarter jachtu na tydzień kosztuje od 3 do 3,5 tys - w tym czasie przepłyniemy trasę np. z Torunia do Gdańska. Żeglugę na całej długości rzeki podzielono na cztery odcinki - każdy liczy około 200 km. Przepłynięcie jednego odcinka trwa tydzień. Dziennie nie trzeba pokonywać zbyt dużego dystansu (maksymalnie do kilku godzin płynięcia), co daje możliwość intensywnego zwiedzania okolic i oddawania się innym przyjemnościom - m. in. wędkarstwu, kąpielom wodnym i słonecznym. Nasze miasto będzie jednym z przystanków na trasie wiślanego spływu.

 
2008-04-07 :: NAPISALI O NAS: Gazeta Wyborcza - "Przewodnicząca Jakuta matką chrzestną"

Gazeta Wyborcza 07.04.2008

Przewodnicząca Jakuta matką chrzestną

   Jacht Kinga należący do Żeglugi Wiślanej - operatora pierwszych rejsów turystycznych po Wiśle - został ochrzczony. Matką chrzestną została Dorota Jakuta, przewodnicząca bydgoskiej rady miejskiej.

  Chrzest odbył się w samym centrum Bydgoszczy, na Rybim Rynku, tuż obok dwóch barek stojących na Brdzie. Krótko przed godz. 17 wspólnie dokonali tego Jakuta i Łukasz Krajewski z Żeglugi Wiślanej - pomysłodawca pierwszych, regularnych rejsów po Wiśle, na trasie Kraków- Gdańsk.

  Podczas chrztu nie było bicia butelki o pokład, tylko polanie jachtu wstrząśniętym szampanem. - Cieszę się, że chrzest odbywa się w naszym mieście. Bydgoszcz od zawsze związana była z wodą i dba o zachowanie tych tradycji. Dlatego uważam, że zasłużyliśmy na taką uroczystość nad Brdą - mówiła do zebranych Jakuta. Następnie przekazała Krajewskiemu flagę Bydgoszczy i materiały promujące nasze miasto.

 

 Bydgoszcz to jedno z pięciu miejsc, w których zaplanowano chrzest Kingi. Podobna uroczystość już odbyła się w Gdańsku, Tczewie i Grudziądzu, a na jutro zaplanowano ją w Toruniu. Jacht będzie przepływać przez Fordon, ale w naszym mieście nie będzie cumować - zatrzyma się za to w Toruniu.

 
 
2008-04-07 :: NAPISALI O NAS: www.tczew.pl - "Pierwszy gość na przystani - wkrótce regularna żegluga"

www.tczew.pl    07.04.2008

Pierwszy gość na przystani - wkrótce regularna żegluga
 
  Chociaż otwarcie przystani żeglarsko-pasażerskiej w Tczewie zaplanowano dopiero na 24 maja, już w sobotę 5 kwietnia do nowej przystani przybiła pierwsza łódź. "Kinga" - jedna z pięciu jednostek Żeglugi Wiślanej, zatrzymała się w pięciu miastach nad Dolną Wisłą: w Gdańsku, Tczewie, Grudziądzu, Bydgoszczy i Toruniu.
Chociaż ta pierwsza wizyta była jedynie rejsem sondażowym, już od końca kwietnia wszystkie jednostki będą regularnie pływać po Wiśle i średnio raz w miesiącu przybijać do Tczewa. Jako pierwsi do Tczewa przypłynęli Łukasz Krajewski, szef Żeglugi Wiślanej oraz szyper - Marek Smołkowicz.
Jak powiedział Łukasz Krajewski, na odcinku Dolnej Wisły niewiele jest miejsc, które są przygotowane na przyjęcie turystów wodnych. Tym bardziej słowa uznania należą się samorządowi Tczewa. Rejsy po Wiśle to doskonała forma wypoczynku dla całych rodzin. Obserwacja nadwiślańskich krajobrazów i walorów przyrodniczych, wędkowanie z pokładu jachtu to wielka atrakcja i wspaniała przygoda.

  Pierwszych wodniaków przywitali przedstawiciele władz miejskich - prezydent Zenon Odya oraz wiceprezydent Mirosław Pobłocki. Na nieformalną inauguracje przystani przybyli również Włodzimierz Mroczkowski, przewodniczący Rady Miejskiej, poseł Jan Kulas, radni, a także spora grupa zaciekawionych mieszkańców Tczewa.

  Chociaż budynek przystani jest jeszcze w fazie zagospodarowywania, już teraz można korzystać z tarasów, pomostów, co chętnie czynią tczewianie podczas spacerów.
Wybudowanie przystani to kolejny etap programu powrotu Tczewa nad Wisłę.
 
2008-04-07 :: NAPISALI O NAS: Serwis informacyjny TVP Bydgoszcz: "Miasto na wodzie"

Serwis informacyjny TVP Bydgoszcz  07.04.2008

Bydgoszcz: Miasto na wodzie


    To kolejna okazja, by wypromować Bydgoszcz jako miasto skierowane ku wodzie. Bydgoski Węzeł Wodny ma szansę stać się bramą wodną śródlądowej Europy. W mieście odbyły się chrzciny jachtu Kinga, który razem z innymi jachtami już pod koniec kwietnia rozpocznie pasażerską żeglugę po Wiśle, po drodze odwiedzając Bydgoszcz.

Brda i Kanał Bydgoski są jednymi z niewielu turystycznych atutów Bydgoszczy. W swojej historii i tradycji miasto było skierowane ku wodzie. Teraz w tym kierunku się rozwija. Od kilku lat można zaobserwować wiele inicjatyw związanych z turystycznym ożywieniem bydgoskiego węzła wodnego.
Bydgoszcz leży w samym centrum atrakcyjnej trasy wodnej E-70 łączącej Kaliningrad z Berlinem. Stąd udział miasta w unijnym projekcie "in water" i pomysł międzynarodowego rejsu. Miasto stawia także na Wyspę Młyńską, która jest aktualnie odnawiana. Rozwija się jednak nie tylko to, co na brzegu, ale także lokalne inwestycje.
Od dziś jest także szansa, że Bydgoski Węzeł Wodny stanie się bramą wodną śródlądowej Europy. W mieście odbył się chrzest jednego z pięciu jachtów, które pływając po Wiśle będą odwiedzały miasto nad Brdą. Jednak wodne wizytówki Bydgoszczy nie będą jego chlubą, jeśli nie przestaną być zanieczyszczane. Tylko podczas "Tygodnia Czystości Wód" pasjonaci przyrody zebrali na ich nabrzeżach ponad 8 ton śmieci. Patrolowane były także wyloty Brdy.
 
Maria Sikorska
 
2008-04-07 :: NAPISALI O NAS: Polska Dziennik Bałtycki - "Kinga przeciera szlak na Wiśle"
Polska Dziennik Bałtycki  7.04.2008
Kinga przeciera szlak na Wiśle
    Dziewiczy rejs po Wiśle, z Gdańska do Torunia, odbywa jacht Kinga, jeden z pięciu, które regularnie będą pływać po królowej polskich rzek. Kinga, z szyprem Markiem Smołkowiczem na pokładzie oraz Łukaszem Krajewskim, właścicielem i organizatorem przedsięwzięcia, w sobotę wypłynęła z Gdańska. Po południu przycumowała pod niedawno wybudowaną przystanią żeglarską w Tczewie. Wczoraj dotarła do Chełmna, dziś w południe przycumuje przy Rybim Rynku w Bydgoszczy, a jutro przy Bulwarze Filadelfijskim w Toruniu.
     Rejs Kingą jest typowo promocyjny - mówi Łukasz Krajewski. - Jest też testem dla jachtu, który - odpukać - spisuje się bez zarzutu. Od 27 kwietnia pięć tego typu jednostek będzie do dyspozycji zainteresowanych.
 
Źródło: Dziennik Bałtycki 07.04.2008r.
2008-04-06 :: NAPISALI O NAS: Polska Dziennik Bałtycki - "Pasażerowie na Wiśle"
Polska Dziennik Bałtycki 5-6 KWIETNIA 2008
 
Pasażerowie na Wiśle
 
Wczasy na polskiej „ królowej rzek "

 Jachtem z Krakowa do Gdańska

     GDAŃSK Maria Prucińska, dziennikarka Radia Gdańsk, nadała w piątek imię "Kinga" wiślanemu jachtowi pasażer­skiemu. Jest on jedną ~ pięciu siostrzanych jednostek, które w końcu kwietnia rozpoczy­nają regularne rejsy po Wiśle w sezonie letnim - z Krakowa do Gdańska. Armatorem tej rzecznej flotylli jest firma Krajewski TC Żegluga Wiślana z Jaworzna. Dzięki niej reakty­wowana zostanie żegluga pasa­żerska na Wiśle. Ostatnie bocz­nokołowce z wczasowiczami przypływały do Gdańska z Warszawy na początku lat 70.

    Rejs na trasie z Krakowa do Gdańska, mającej długość ponad 900 kilometrów, będzie trwał cztery tygodnie - zazna­cza Łukasz Krajewski, właści­ciel firmy Krajewski Te. - Li­cząc się jednak z tym, że nie każdy ma czas, szlak ten po­dzieliliśmy na cztery odcinki, po około 200 kilometrów. Przy­stankami będą kolejno Sando­mierz, Warszawa i Toruń. Na przepłynięcie jednego od­cinka potrzebny jest tydzień. Koszt wyczarterowania jachtu na siedem dni wynosi 3200 złotych.
   
     Kwotę tę trzeba jednak po­dzielić przez liczbę osób nim płynących. Jacht zabiera na pokład do siedmiu pasażerów. W  tym roku zaplanowano sześć rejsów, trzy w dół rzeki i tyle samo w górę. Gdyby stany wody w Wiśle były bardzo ni­skie' wówczas trasy rejsów zo­staną skrócone do trzech lub dwóch odcinków na jej dolnym biegu.
 
   Krajewski podkreśla, że do zorganizowania żeglugi wi­ślanej skłoniło go zamiłowanie do żeglowania. Sam wielokrot­nie pływał po Wiśle, jednej z nielicznych naturalnych dróg wodnych, która zachowała wa­lory przyrodnicze. Pływanie po rzekach i kanałach wygod­nymi jednostkami motoro­wymi jest niezwykle popularne w krajach zachodnich. Istot­nym też było dla niego to, że Wisła i inne polskie szlaki śród­lądowe są martwe. Wisłą pły­wają na krótkich trasach nie­liczni pasażerowie. Ruch ten obsługuje zaledwie kilkanaście małych .statków wycieczko­wych w rejonach niektórych miast i miasteczek nadwiślań­skich.
Jachty    wiślane firmy Krajewski TC są specjalnie przystosowane do pływania po tej rzece, która w wielu miej­scach jest wypłycona, a przy ni­skich stanach wody przestaje. być żeglowna. Mają one dłu­gość po 8,2 m, szerokość-2,85 m i zanurzenie - zaledwie 35 cm. Wysokość w obszernej ka­binie wynosi na nich 1,8 m, co pozwala na swobodne poruszanie się załogi. Jachty napę­dzają proste w obsłudze i nie­zawodne silniki Yamaha o mocy 25 KM. Pasażerowie mają do dyspozycji kuchnię, chłodziarkę i pojemne zbior­niki wody, co umożliwia im przygotowywanie posiłków.
  
 Małe zanurzenie jachtów powoduje również, że będą one mogły dopływać do brze­gów. Pasażerowie znużeni że­glugą mają możliwość biwako­wania i grillowania albo sko­rzystania z usług współpracujących z firmą Krajewski TC i położonych bli­sko brzegu hoteli z restaura­cjami czy kempingów. Każdy z jachtów jest wyposażony we wszystko, co na wodzie niez­będne, np. lornetkę i wędki, a także zestaw siedmiu rowe­rów turystycznych, czyli dla wszystkich pasażerów. Rowery umieszczone są na specjalnym stojaku na nadbudówce.
  
   Jachty będą pływać razem, a pierwszy z nich będzie pełnić funkcję pilotującego. Pilot bę­dzie wyznaczał bezpieczną trasę rejsu oraz zbierał infor­macje o pogodzie i stanie wody. Załogi pozostałych jednostek mogą liczyć na jego pomoc w razie kłopotów na wodzie. Dzięki temu jachty mogą pro­wadzić nawet osoby bez uprawnień. Zwłaszcza że są one niezatapialne, bo posiadają w kadłubach komory wypornościowe. Pasażerom wystarczy instruktaż przed rej­sem. Obsługa jednostki ograni­cza się do sterowania kierow­nicą oraz włączenia i wyłącze­nia silnika, który przyspiesza i zwalnia obroty po przesunię­ciu do przodu lub do tyłu ma­netki dodaje Łukasz Krajewski.
     Dwa jachty pasażerskie już stacjonują w Krakowie. Jeden jest na Zalewie Zegrzyńskim, a drugi, ochrzczony w Gdań­sku, popłynie dziś do Bydgosz­czy, a potem w górę rzeki.
 
Ożywić Wisłę
 
    Jest szansa. że po wielu latach przerwy Wisła zabieli się żaglami. Taki właśnie cel postawiły przed sobą władze Tczewa. które wdrażają projekt powrotu miasta nad rzekę.
Już dziś około godz. 14.30 można spodziewać się przy brzegu jachtu "Kinga". Tczew będzie jednym z jego przystan­ków na trasie tzw. Rejsów Wiślanych.
 
    Idea powrotu nad Wisłę na żaglówkach się jednak nie kończy. Zakończyły się prace budowlane nad przystanią rzeczną w Tczewie. Jednocześnie rozstrzygnięto przetarg na prowadzenie działalności gastrono­micznej w obiekcie. Cha­rakter, atmosfera i wystrój restauracji kojarzony ma być z żeglarstwem. Władze miasta przystąpiły też do pro­jektu. który zakłada małą rewolucję nad Wisłą. Ideą całego programu jest stworzenie miejsca rekreacyjnego dla mieszkańców oraz turys­tów. Stąd chce się uporządkować skarpę wiślaną. ale z zachowa­niem jej naturalnego cha­rakteru i różnorodności roślinnej. Na krawędzi. wzdłuż istniejącego cho­dnika. zostanie urządzona ścieżka przyrodniczo-­dydaktyczna.
 
 
2008-04-06 :: NAPISALI O NAS: Żagle - "Chrzest "Kingi", jachtu Żeglugi Wiślanej"

Żagle 06.04.2008

Chrzest "Kingi", jachtu Żeglugi Wiślanej

 Marek Zwierz informuje z Trójmiasta: W piątek, 4 kwietnia, w Gdańsku przy nabrzeżu Centralnego Muzeum Morskiego, na tle pięknej panoramy gdańskiej Starówki, odbył się chrzest pierwszego jachtu flotylli Żeglugi Wiślanej. Matką Chrzestną była pani Maria Prucińska (na zdjęciu), redaktorka Radia Gdańsk i autorka wielu programów o tematyce żeglarskiej i morskiej. Żegluga Wiślana to nowa firma pragnąca poprzez organizację rejsów czarterowych dać możliwość poznania ostatniej wielkiej rzeki europejskiej, która jeszcze zachowała swój dziki charakter.

 Ten chrzest był pierwszym z pięciu, które odbędą się w najbliższym czasie, a każdy w innym mieście w górę biegu Wisły, bo flotylla ma liczyć właśnie pięć jachtów motorowych o bardzo małym, 0,4 m zanurzeniu, zabierających do 7 osób. Takie jachty będą w stanie przepłynąć Wisłę pomimo rozlicznych mielizn i łach piasku od Krakowa poprzez Sandomierz i Warszawę do Gdańska. Tak też planowane są rejsy, w których Wisła podzielona została na cztery odcinki i żegluga wzdłuż każdego odcinka będzie trwała tydzień.

 Łukasz Krajewski (na małym zdjęciu), pomysłodawca i szef Żeglugi Wiślanej, wyposażył swoje łódki nie tylko w odpowiednią liczbę miejsc do spania i kompletny kambuz z lodówką, ale też w toalety, prysznice z ciepłą wodą, duże zbiorniki na paliwo, rowery dla każdego uczestnika i kącik nawigacyjny, jakiego nie powstydziłby się niejeden jacht pełnomorski. Nie brakuje nawet GPS-a, no ale skoro Wisła jest ostatnią dziką rzeką europejską, to echosonda i kompas są naprawdę niezbędne.
 Organizator na początek przewiduje rejsy całą flotyllą, czyli wprawdzie każdy jacht jest autonomiczny, ale na pierwszym z nich jest doświadczony i znający rzekę szyper, za którym płyną pozostałe jednostki. Trasa z Krakowa do Gdańska trwa cztery tygodnie i miejsca można bukować na każdy tygodniowy etap osobno. Do wyczarterowania łódki nie są wymagane żadne uprawnienia, a sezon żeglugowy rozpoczyna się już 27 kwietnia i będzie trwał do 5 października.

 

Tekst i zdjęcia Marek Zwierz    
korespondent "Żagli" z Trójmiasta

 
2008-04-06 :: NAPISALI O NAS:www.radom.naszemiasto.pl - "W żeglugę po naszej Wiśle"

Portal radom.naszemiasto.pl   06.04.2008

W żeglugę po naszej Wiśle

 Wisła znacznie straciłaby na swoim uroku, gdyby nie tereny w regionie radomskim. Ich wyjątkowość poznawać będą uczestnicy „Żeglugi wiślanej”.
 Brzeg Wisły na terenie byłego Radomskiego jest jednym z najpiękniejszych miejsc na całej długości rzeki. Ukazanie przyrodniczej perełki, czyli rozlewisk stanowiących miejsce lęgowisk dla wielu gatunków ptaków oraz niezliczonych gatunków ryb będzie największą atrakcją drugiego etapu projektu „Żegluga wiślana”. Jej inauguracja zaplanowana została na ostatni weekend kwietnia. Uczestnicy rejsów będą mogli pokonać Wisłę w czterech tygodniowych etapach.

 Na tereny powiatu lipskiego i kozienickiego uczestnicy projektu zawitają w drugim tygodniu. Pomysłodawca ukazania walorów Wisły Łukasz Krajewski z Krakowa podkreśla, że od zawsze marzył o przedsięwzięciu podobnej akcji.

 Wisła kryje w sobie tajemnice, o jakich wiele osób przybywających w wakacje nad jej brzegi nawet nie słyszało. Teraz będą mieli okazje je poznać – podkreśla tajemniczo. Wisła jest jedną z ostatnich dużych dzikich rzek w Europie.

 Stąd pomysł na wykorzystanie jej walorów i zapewnienie obcowania z nimi osobom, które dotychczas nie miały możliwości ich poznać – mówi szef projektu „Żegluga wiślana”, Łukasz Krajewski.
Na co dzień kieruje przedsiębiorstwem dostarczającym opony do autobusów. Krajewski zdradza, że z brzegami Wisły położonymi w byłym województwie radomskim ma wiele planów turystyczno-rozrywkowych dla swoich klientów. To właśnie tu znajduje się jeden z niewielu dziewiczych terenów najdłuższej rzeki w kraju.
 Przemysław Pasek, prezes Fundacji „Ja Wisła” trzyma kciuki za wszelkie tego typu przedsięwzięcia. – Liczę, że uświadomią one ludziom, jak ważna jest dbałość o unikalną wiślaną przyrodę – dodaje.
Na korzyści płynące z projektu liczą także mieszkańcy nadbrzeżnych gmin. – Z racji tego, że jeden z noclegów zaplanowano w byłym Domu Nauczyciela, być może i nam uda się wreszcie rozwinąć rodzinny interes. Już myślę o sklepie z pamiątkami – zdradził nam Józef Kowalczyk z okolic Chotczy.

 Na apel o wsparcie projektu właściciela pięciu jachtów, które od kwietnia będą obsługiwały trasę Kraków–Gdańsk, z entuzjazmem odpowiedzieli wójtowie gmin położonych wzdłuż Wisły. Janusz Witczak z Chotczy postanowił przeznaczyć pod noclegownię dla podróżnych dom nauczyciela, który w przyszłości ma się przekształcić w schronisko młodzieżowe. Z racji tego, że jachty obsługujące rejsy będą wyposażone w rowery, organizator rejsów postanowił również wykorzystać zaproszenie władz gminy Kozienice i kilka godzin w rozkładzie podróży poświęcić na wycieczki po elektrowni oraz wyznaczonych w sercu Puszczy Kozienickiej ścieżkach rowerowych. Jachty będą przemierzały wiślany szlak w grupie, którą poprowadzi doświadczony szyper. Ponieważ zanurzenie statków to zaledwie 35 centymetrów, będą mogły przybić do brzegu nawet wtedy, gdy nie będzie przy nim przystani.

Michał Podlewski  -  Nasze Miasto 
 
2008-04-05 :: NAPISALI O NAS: Oficjalny portal internetowy miasta Tczewa - "Pierwszy jacht przybije do przystani"
Oficjalny portal internetowy miasta Tczewa  5 KWIETNIA 2008

 Pierwszy jacht przybije do przystani

 Chociaż otwarcie przystani żeglarsko-pasażerskiej w Tczewie zaplanowano dopiero na 24 maja, już w sobotę 5 kwietnia do nowej przystani przybije pierwszy jacht. Jacht Kinga, jedna z pięciu jednostek Żeglugi Wiślanej, zatrzyma się w pięciu miastach nad Dolną Wisłą: W Gdańsku, Tczewie, Grudziądzu, Bydgoszczy i Toruniu. Na przystani w Tczewie jacht spodziewany jest w sobotę o godz. 14.30. 


 Zdaniem organizatora wypraw, Łukasza Krajewskiego,
Wisła to ostatnia dzika i wielka rzeka w Europie. Pełna kontrastów: piękne widoki, przestrzenie, lęgowiska rzadkiego ptactwa, cisza ale i multum starych miast, miasteczek i zamków do zwiedzania. To wzdłuż jej brzegów przez wieki kształtowała się historia Polski i Europy. Wisła to raj dla turystów i krajoznawców, to także nie lada atrakcja dla wędkarzy, miłośników przyrody, a zwłaszcza ornitologów. Dlatego Ł. Krajewski liczy na to, iż ofarta rejsów wiślanych okaże się atrakcyjna dla całych rodzin, a Tczew będzie jednym z przystanków na tej trasie.

 Więcej informacji na temat regularnej pasażerskiej żeglugi po Wiśle można znaleźć na stronie: www.zeglugawislana.pl - strona w języku polskim, angielskim, niemieckim, francuskim i rosyjskim.

2008-04-05 :: POWIEDZIELI O NAS: TVP Gdańsk
  W wieczornym wydaniu Panoramy - programu informacyjnego TVP Gdańsk - ukazał się materiał dotyczący naszej wizyty w nowo wybudowanej przystani w Tczewie.
  Zapraszamy do oglądania! (Uwaga: część serwisu poświęcona Żegludze Wiślanej rozpoczyna się od około 11 minuty i 30 sekundy całego filmu)
2008-04-05 :: NAPISALI O NAS: Gazeta Wyborcza - "Jachty płyną pod prąd Wisłą"
Gazeta Wyborcza, 05.04.2008
Jachty płyną pod prąd Wisłą

Pięć nowoczesnych jachtów motorowych rozpoczęło regularną żeglugę pasażerską na trasie Gdańsk - Kraków. Przedsięwzięcie, zainicjowane przez kilku zapaleńców, to kolejna próba reaktywowania turystycznych rejsów po Wiśle.

   Przy nabrzeżu Centralnego Muzeum Morskiego odbył się w piątek uroczysty chrzest jednej z jednostek mających obsługiwać nową Żeglugę Wiślaną, na trasie z Gdańska przez Warszawę do Krakowa. - Moim celem jest udostępnienie zwykłym ludziom, wodniakom i tym, którzy nic wspólnego z wodą nie mieli, możliwości poznania najdłuższej z polskich rzek, prawie niezmąconej cywilizacją, ostatniej dużej dzikiej rzeki w Europie - mówi organizator przedsięwzięcia Łukasz Krajewski. - Wisła to dziś wspaniała lekcja historii. To także raj dla wędkarzy i amatorów kąpieli. Wbrew obiegowym opiniom, wiślana woda znakomicie nadaje się do kąpieli, a nawet mycia zębów. W oficjalnych publikacjach Instytut Ochrony Środowiska podaje, że połowa wód w Wiśle zalicza się do I klasy czystości, a tylko kilka procent jest w III klasie - najczęściej w rejonach dużych miast. Według organizatorów, którzy przyznają, że są zapaleńcami, nie mniej istotnym bodźcem do uruchomienia przedsięwzięcia, była ogólna niemoc i marazm związany z żeglugą śródlądową, a szczególnie pasażerską, w Polsce, której dziś w zasadzie już nie ma. Wszystkie jachty to fabrycznie nowe jednostki. Żeby móc swobodnie poruszać się po Wiśle, mają bardzo małe zanurzenie, małą masę i odpowiednio dobrane silniki. Każda jednostka wyposażona jest w komplet osprzętu do turystyki. Nawet rowery. Organizatorzy dogadali się też z hotelami i polami namiotowymi na całym biegu rzeki. Koszt tygodniowego czarteru siedmioosobowego jachtu to 3 tys. zł.
2008-04-04 :: POWIEDZIELI O NAS: TVP Gdańsk
Zgodnie z planem, dzisiaj o godzinie 14.00 odbył się chrzest trzeciej jednostki z floty Żeglugi Wiślanej: jachtu Kinga. Tym razem gościlismy w Gdańsku przy nabrzeżu przed Cantralnym Muzeum Morskim.

Relacja z tego wydarzenia pokazana została dzisiaj w Panoramie Telewizji Gdańsk o godzinie 18.00
2008-04-01 :: NAPISALI O NAS: Nasza Piękna Polska - "Ostatnia dzika rzeka Europy "
Nasza Piękna Polska  KWIECIEŃ / MAJ 2008
 
Ostatnia dzika rzeka Europy
 
 Jacht czeka. Wisła jest szeroka i głęboka, więc damy radę - stwierdziłem z bratem i kilkoma znajomymi, gdy wybieraliśmy się po raz pierwszy na podbój wiślanego szlaku
 
 Był koniec lat 80., a my byli­śmy, nie da się ukryć, nie do­świadczonymi szczeniakami. Szybko utknęliśmy na mie­liźnie. Walczyliśmy zaciekle, by ruszyć jacht z miejsca, ale rzeka okazała się bezlitosna, a my zupełnie nieprzygotowani do tej wyprawy. Jacht był za duży, stan wody wyjątko­wo niski, nawigacja szwankowała i do tego nieregularne koryto rzecz­ne! Zrozumieliśmy, że samodzielny rejs Wisłą do łatwych nie należy. Pod­daliśmy się po dwóch dniach walki.
 
    Porażka nastolatka sprawiła, że nie dałem za wygraną. Pasją mojego życia stało się żeglarstwo i turystyka motorowodna połączone z krajo­znawstwem i historią. Teraz, oprócz realizacji mojego hobby, chciałbym dać innym - wodniakom i zwykłym zjadaczom chleba - możliwość po­znania Królowej Wisły, najdłuższej, najwspanialszej z polskich rzek.
 
Na przekór malkontentom
 
 Ludzie na ogół mało wiedzą o Wiśle, nie znają jej nawet ci nielicz­ni pasażerowie kilkunastu statecz­ków wycieczkowych pływających  w okolicach znanych miejscowości czy przeprawiający się na przeciwległy brzeg promami. W dodatku większość turystów i wodniaków jedynie narzeka na kiepskie warunki żeglugowe, brudną
i śmierdzącą wodę i mnóstwo innych rzeczy, które rzekomo uniemożliwiają pływanie po Wiśle. To między innymi na przekór tym malkontentom założyłem Żeglugę Wiślaną (www.zeglugawislana.pl).
 
   Wisła to naprawdę cudowna rze­ka. Ostatnia dzika rzeka Europy! Nic regularnego, nic uporządkowanego ludzką pracą, wszystko zaprojekto­wane przez tysiącletnie procesy przyrodnicze, zwichrowane, przenikają­ce się i przeplatające w niezliczo­nych krzywiznach - jak pisał Woj­ciech Giełżyński we wspaniałej książce Moja prywatna Vistuliada.
 
Cud przyrody, łyk historii
 
 Wisła to jakby naturalna oaza w samym środku pustyni z betonu, szkła i aluminium, którą staje się też Polska. Nad Wisłą możemy zna­leźć charakterystyczną dla dużych rzek naturalną roślinność brzego­wą: od zarośli po lasy łęgowe.
 
   Te ekosystemy pod względem bogactwa gatunkowego flory i fau­ny oraz złożonej struktury uznawa­ne są za unikatowe! Jako uważny obserwator przyrody, jednak całko­wity laik w dziedzinie ornitologii, muszę dodać, że różnorodność ptactwa gnieżdżącego się nad Wisłą robi wrażenie. Zadziwiająca jest przede wszystkim bliskość, z jakiej turysta może obserwować ptaki.
 
   Nasza królowa to także wspania­ła lekcja historii. Poza najbardziej znanymi dużymi miastami są też bardziej kameralne, ale równie inte­resujące jak: Opatowiec, Zawichost,
Modlin, Czerwińsk, Tczew i wiele, wiele innych.
Dodam też, że rzeka wcale nie jest brudna! Wbrew obiegowym opiniom wiślana woda znakomicie nadaje się do kąpieli, a nawet mycia zębów. Instytut Ochrony Środowiska podaje, że już ponad 50 procent wód w Wiśle i jej dorzeczu zalicza się do I klasy czystości! Jej rozległe
piaszczyste plaże zachęcają do wypo­czynku i są rajem dla wędkarzy.
 
   Nie umiałem pogodzić się z tym, że w Polsce żegluga śródlądowa, zwłaszcza pasażerska, umiera śmiercią naturalną. Moja Żegluga Wiślana ma temu choć w części zara­dzić. Szczęśliwie się złożyło, że je­stem ekonomistą z wykształcenia, wiem, jak organi­zować różne przed­sięwzięcia, mam mnóstwo zapału, nie mniej do­świadczeń i odpo­wiednie środki finansowe. Pierwszą łódź ochrzcili­śmy w zeszłym roku w połowie listopada. Pogoda nam sprzyjała.
Mieliśmy dużo szczęścia, bo o tej porze roku wody rzek potrafią być już zamarznięte.
Zbudowaną w stoczni w Giżycku 8-metrową, tradycyjnie białą, niewielką, ale bardzo komfortową łódź nazwaliśmy "Ola" na cześć mojej córeczki. Na matkę chrzestną wybraliśmy Marię Giełżyńską,
żonę Wojciecha, którego książka zainspirowała mnie do budowy floty wiślanej.
 
    A więc jestem coraz bliżej realizacji swojego marzenia. Uruchamiam pierwszą regularną pasażerską żeglugę wiślaną na trasie Kraków -Warszawa-Gdańsk. Inauguracyjny rejs planujemy na 27 kwietnia.
Wierzę, że między innymi dzięki moim wysiłkom nasza Królowa Wisła znowu ożyje i będzie cieszyć coraz więcej turystów.
                                                                                                                      Łukasz Krajewski, Jaworzno
 
2008-03-27 :: POWIEDZIELI O NAS: Rejs z dziennikarzami DZIEŃ DOBRY TVN

Rejs z dziennikarzami DZIEŃ DOBRY TVN     27.03.2008

  W dniu 27 marca odbyliśmy kilkugodzinny rejs z dziennikarzami programu "Dzień Dobry TVN" na warszawskim odcinku Wisły( uczestniczył w nim również Vito Casetti). Kilkuminutowy materiał filmowy z tego wydarzenia został zaprezentowany w sobotę - 29 marca - w porannym programie telewizji TVN.
Po zakończonym rejsie udaliśmy się Kanałem Żerańskim w kierunku Zalewu Zegrzyńskiego. Po drodze udało nam się wykonać kilka ujęć z przepięknego zachodu słońca.

Zachęcamy do obejrzenia galerii oraz programu z udziałem Żeglugi Wiślanej

Więcej na:http://dziendobrytvn.onet.pl/1478234,podroze.html

2008-03-26 :: POWIEDZIELI / NAPISALI O NAS
Z zadowoleniem możemy powiedzieć, że działalność Żeglugi Wiślanej nabiera rozpędu, jednocześnie zyskując na swego rodzaju popularności. W miarę możliwości staramy się na uzupełniać na naszej witrynie bazę, dotyczących nas, arykułów prasowych, reportaży telewizyjnych i radiowych.

Poniżej umieszczamy dalszy jej ciag. Wiemy że materiały te ukazały się w wymienionych środkach przekazu, jednak na chwilę obecną nie mamy do nich bezpośredniego dostępu. Jeśli tylko uda nam się do nich dotrzeć, z pewnością umieścimy je w dziale aktualności.
  • 13.03.2008: Radio TOK FM/ Złote Przeboje
  • 13.03.2008: Telewizja Puls - relacja na żywo (z naszym udziałem) z warszawskich targów Wiatr & Woda
  • 18.03.2008: TVP INFO - Kurier Warszawski i Mazowsza, godzina 21.45
  • 26.03.2008: Telewizja Puls - reportaż w programie porannym
  • 03.04.2008: Radio Gdańsk
2008-03-20 :: NAPISALI O NAS: Metro - "Jachtem po falach Wisły"
Metro   20 marca 2008
 
Jachtem po falach Wisły
 
Płynie Wisła, płynie po polskiej krainie. A po niej jachty
z turystami. Z Kra­kowa aż do Gdańska
 
 Pasażerska linia po Wiśle to po­mysł Łukasza Krajewskiego z Ja­worzna. 33-letni przedsiębiorca niedawno powołał do życia Żeglu­gę Wiślaną i pod jej szyldem zwo­dował już pierwsze lodzie. Dwa ostatnie jachty armatora z imiona­mi żony i matki (Anetka i Stasia) przejdą chrzest pod Wawelem. I właśnie stamtąd wyruszą 27 kwietnia w pierwszy regularny rejs.
 
   Wisła to ostatnia dzika rze­ka Europy. Przepływa przez jedne z najciekawszych krajoznawczo za­kątków Polski. Wzdłuż jej brzegów kształtowała się historia naszego kraju - zachwala spływ Krajewski.
   
   Wraz z żoną planowaną trasę Żeglugi Wiślanej podzielił na cztery 200-kilometrowe odcinki. Małopolski etap kończy się w Sandomie­rzu, następne wiodą do Warszawy, Torunia i Gdańska. Siedmioosobo­we jachty dzięki małej głębokości zanurzenia (35 cm) bez trudu mają pokonywać mielizny i cumować także przy dzikich brzegach. Ze względu na bezpieczeństwo będą pływać jeden za "drugim. Tylko pierwszy poprowadzi doświad­czony szyper, następnymi mogą sterować turyści po krótkim przeszkoleniu. Organizator wyli­czył cenę tygodniowego czarteru jachtu (jeden odcinek trasy) dla siedmiu osób na 3-3,5 tys. zł. Dziennie każdy przepłynie nie więcej niż 30-40 km. - Wisła jest zbyt piękna, by ją szybko przepły­nąć. Nie będziemy się spieszyć -zastrzega Krajewski. Osobiście na inaugurację linii chce przepłynąć Wisłą z okolic Oświęcimia do Bał­tyku. To hołd dla Wojciecha Giełżyńskiego, który podobną trasę pokonał łodzią wiosłową hambur­ką w 1980 roku. Efektem tamtej podróży była książka "Moja prywatna Vistuliada" - biblia wiśla­na, jak mówi Krajewski. Teraz nie wyklucza kontynuacji dzieła, ponieważ Giełżyński - mimo za­awansowanego wieku - planuje wspólny rejs z właścicielem Żeglu­gi Wiślanej.  ire
 
 
2008-03-19 :: NAPISALI O NAS: Życie Warszawy - "Majówka pod żaglami z Krakowa do Gdańska"
Życie Warszawy,   ŚRODA 19 MARCA 2008
 
Majówka pod żaglami z Krakowa do Gdańska
 
   Śnieżyca i wiatr nie przeszkodziły wczoraj w uroczystym chrzcie jachtu "Natalia". To drugi z pięciu statków. które od kwietnia będą pływać po Wiśle z Krakowa do Gdańska.
    Łódź zawdzięcza imię sześcioletniej chrześnicy Łukasza Krajewskiego, pomysłodawcy żeglugi turystycznej po Wiśle. Matką chrzestną „Natalii” została Barbara Okulicz-Sługocka, prezydent Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. J. Giedroycia – pierwszy raz zostaje matką chrzestną statku. Cieszę się bo żeglowanie to moja wielka pasja-przyznała. 
   W pierwszy rejs z Krakowa statki zabiorą pasażerów 27 kwietnia. Warszawa będzie jednym z przystanków na tej trasie. Tygo­dniowy rejs dla siedmiu osób kosztu­je 3 - 3.5 tys. zł Do tego trzeba doliczyć 150 zł dla sternika za każdy dzień podróży plus koszty paliwa i gazu. -olap
2008-03-19 :: NAPISALI O NAS: Gazeta Wyborcza - "Jachtem z Krakowa do Gdańska "
Gazeta Wyborcza, 19.03.2008
Jachtem z Krakowa do Gdańska

 Natalia, Ola, Kinga, Anetka i Stasia - tak nazywa się pięć jachtów turystycznych, które pod koniec kwietnia zaczną regularnie pływać między Krakowem a Gdańskiem.

 Pasażerska linia na Wiśle to pomysł Łukasza Krajewskiego z Jaworzna. 33-letni przedsiębiorca, absolwent zarządzania na Uniwersytecie Jagiellońskim, niedawno powołał do życia Żeglugę Wiślaną. Pod jej szyldem zwodował już pierwsze łodzie. Dwa ostatnie jachty armatora z imionami żony i matki (Anetka i Stasia) przejdą chrzest pod Wawelem. Stamtąd wyruszą 27 kwietnia w pierwszy regularny rejs.

 Wisła to ostatnia dzika rzeka Europy. Przepływa przez jedne z najciekawszych krajoznawczo zakątków Polski. Wzdłuż jej brzegów kształtowała się historia naszego kraju - zachwala spływ Krajewski.

 Pasjonat wodniactwa już jako młody chłopak próbował z bratem i kolegami przepłynąć Wisłą do morza. Wówczas utknęli na mieliźnie. Próbę ponowił dwa lata temu podczas wakacji z żoną. Oboje byli zachwyceni. Planowaną trasę Żeglugi Wiślanej podzielił na cztery odcinki, każdy długości ok. 200 km. Małopolski etap kończy się w Sandomierzu, następne wiodą do Warszawy, Torunia i Gdańska. Po drodze armator zapowiada m.in. zwiedzanie okolicznych miejscowości, wędkowanie i wycieczki na rowerach (zabieranych na łodzie).

 Siedmioosobowe jachty posiadają wszelkie wygody. Każdy napędza silnik. Dzięki małej głębokości zanurzenia (35 cm) bez trudu mają pokonywać mielizny i cumować także przy dzikich brzegach. Ze względu na bezpieczeństwo będą pływać jeden za drugim. Tylko pierwszy poprowadzi doświadczony szyper, następnymi mogą sterować turyści po krótkim przeszkoleniu. Organizator wyliczył cenę tygodniowego czarteru jachtu (jeden odcinek trasy) dla siedmiu osób na 3-3,5 tys. zł. Dziennie każdy przepłynie nie więcej niż 30-40 km.

  Wisła jest zbyt piękna, by ją szybko przepłynąć. Nie będziemy się spieszyć - zastrzega Krajewski. Osobiście na inaugurację linii chce przepłynąć Wisłą z okolic Oświęcimia do Bałtyku. To hołd dla pisarza reportażysty Wojciecha Giełżyńskiego, który podobną trasę pokonał łodzią wiosłową hamburką w 1980 roku. Efektem tamtej podróży była książka "Moja prywatna Vistuliada" - biblia wiślana, jak mówi Krajewski. Teraz nie wyklucza kontynuacji dzieła, ponieważ dziennikarz - mimo zaawansowanego wieku - planuje wspólny rejs z właścicielem Żeglugi Wiślanej.

  "Przygotowania idą pełną parą. Na szczęście nie wszystkie hamburki odeszły w zapomnienie i udało nam się znaleźć całkiem sprawny technicznie egzemplarz na przystani WTW w Warszawie" - pisze na swej stronie internetowej armator.
 
2008-03-14 :: NAPISALI O NAS: Życie Warszawy - "Popłyń w rejs dziką Wisłą"
Życie Warszawy, 13 MARZEC 2008
 
Popłyń w rejs dziką Wisłą
 
TURYSTYKA~ PIOTR SZYMANIAK
 
 Już w kwietniu ruszają rejsy z Krakowa przez Warszawę do Gdańska. Każdy z pięciu jachtów może zabrać na pokład siedmiu pasażerów. Amator chce udowodnić, że Wisłą da się pływać
 
Natalia, Ola, Kinga, Anetka i Stasia. Tak nazywają się jachty które będą od 27 kwietnia wypływać z grodu Kraka nad morze.
    Trasę podzieliliśmy na czte­ry odcinki z Krakowa do Sando­mierza, z Sandomierza do War­szawy, ze stolicy do Torunia i z To­runia do Gdańska - opowiada, Łukasz Krajewski, pomysło­dawca i organizator Żeglugi Wiślanej.
Pokonanie jednego odcinka zajmie tydzień.- Całą Wisłę da się przepłynąć w siedem, dzie­sięć dni. Ale to jak z jazdą auto­stradą. Niewiele wtedy moż­na zobaczyć - mówi Krajewski. Dlatego statki dziennie będą . płynąć 30 - 40 km. Po przebyciu tej trasy zaplanowany jest postój. c> Wszystko po to, aby móc w pełni skorzystać z uroków rzeki.
 
    Wisła. Connecting people - Wisła to właściwie ostatnia tak duża dzika rzeka w Europie. Dlatego duży nacisk kładziemy na zapewnienie klientom atrak­cji krajoznawczych - wyjaśnia armator. - A jest co oglądać. Roz­lewiska rzeki to tereny lęgowe ,niezliczonych gatunków pta­ków. Woda obfituje we wszyst­kie gatunki ryb. Poza okolicami Warszawy i Krakowa można w rzece pływać. Piasek z wiśla­nych plaż jest delikatny, więc można się też opalać - wylicza.
    Na jachtach jest ciepła i zim­na woda, w pełni wyposażo­na kuchnia, WC, prysznic. Są też wędki i rowery, którymi moż­na jeździć na wycieczki po przy­brzeżnych miastach. - Jest wiele ciekawych miejsc z długą histo­rią, takich jak Zakroczym, Mo­dlin, Wyszogród, do których ła­twiej dotrzeć rzeką niż od strony szosy - mówi Krajewski.
 
 Za ile?
 
Tygodniowy rejs siedmiooso­bowym jachtem w zależności od sezonu kosztuje od 3 do 3.5 tys. zł (przewidziane są też oferty last minute). Jeśli ktoś de­cyduje się na czarter, płaci tę
stawkę niezależnie od tego, czy płynie dwóch pasażerów czy siedmiu.
    Jacht może wynająć każdy, kto skończył 18 lat Nie musi mieć żadnych uprawnień. Są jeszcze miejsca na pierwszy rejs - 27 kwietnia. Rezerwacje przyjmowane są na stronie www.zeglugawislana.pl, pod adresem e-ma­ilowym biuro@zeglugawisla­na.pl oraz pod nr. telefonu o 784 017018 .
 
 
Przemek Pasek
Fundacja Ja Wisła
 
    Jeśli ludzie biznesu organizują takie przedsięwzięcia, to tylko potwierdza, że Wisła ma ogromny potencjał. Trzymam kciuki za pomysłodawcę. Mam nadzieję, że będzie to turystyka uprawiana ze świadomością tego, gdzie się jest (żadnych .obozów na wyspach). Wtedy będzie szansa na zachowanie unikalnej wiślanej przyrody .
 
2008-03-13 :: POWIEDZIELI O NAS: Kurier Warszawski
Kurier Warszawski 13.03.2008
 
W nawiązaniu do trwających targów "Wiatr i Woda", w wieczornym wydaniu Kuriera, ukazała się relacja z tego wydarzenia. Została tam również zaprezentowana Żegluga Wiślana.

Zapraszamy do oglądania materiału filmowego.
 
2008-03-13 :: NAPISALI O NAS: www.tur-info.pl

Nowy produkt turystyczny - podróż jachtem z Krakowa do Gdańska 

Od kwietnia będzie można przepłynąć Wisłą z Krakowa do Gdańska. Do dyspozycji chętnych będzie pięć jachtów, które mogą zabrać na pokład po siedmiu pasażerów. Armator zamierza udowodnić, że Wisłą można pływać.


Od 27 kwietnia tego roku z Krakowa nad morze będą pływać jachty: Natalia, Ola, Kinga, Anetka i Stasia. Łukasz Krajewski, pomysłodawca oraz organizator Żeglugi Wiślanej wyznał - Trasę podzieliliśmy na cztery odcinki. Z Krakowa do Sandomierza, z Sandomierza do Warszawy, ze stolicy do Torunia i z Torunia do Gdańska. Pokonanie jednego odcinka będzie zajmowało tydzień.

Krajewski zaznacza - Całą Wisłę da się przepłynąć w siedem, dziesięć dni. Ale to jak z jazdą autostradą. Niewiele wtedy można zobaczyć. Dodaje - Dlatego statki dziennie będą płynąć 30 - 40 km. Po przebyciu tej trasy zaplanowany jest postój. Wszystko po to, aby móc w pełni skorzystać z uroków rzeki.

Armator podkreśla - Wisła to właściwie ostatnia tak duża dzika rzeka w Europie. Dlatego duży nacisk kładziemy na zapewnienie klientom atrakcji krajoznawczych. Rozlewiska polskiej rzeki to tereny lęgowe wielu gatunków ptaków, a jej woda obfituje we wszystkie gatunki ryb. Poza okolicami Warszawy i Krakowa można w Wiśle pływać, a piasek z wiślanych plaż jest delikatny i dlatego można się opalać na brzegach rzeki.

Na jachtach jest w pełni wyposażona kuchnia, WC oraz prysznic. Jest tam ciepła oraz zimna woda. Są tam też wędki i rowery, którymi można jeździć na wycieczki po przybrzeżnych miastach. Krajewski podkreśla - Jest wiele ciekawych miejsc z długą historią, takich jak Zakroczym, Modlin, Wyszogród, do których łatwiej dotrzeć rzeką niż od strony szosy.

Rejs jachtem w zależności od sezonu kosztuje od 3 do 3,5 tys. zł. Armator przewiduje też oferty last minute. Taką samą stawkę płaci się bez względu na to, czy jachtem płynie dwóch pasażerów, czy siedmiu.

Jachty poruszają się w grupie, którą prowadzi doświadczony szyper. Wie on, jak znaleźć najlepszą trasę nawet na płyciznach, które często występują na Wiśle. Zanurzenie statków wynosi zaledwie 35 cm. Pozwala to przybić do brzegu nawet w miejscu gdzie nie ma przystani.

Jacht może wynająć każda osoba, która ukończyła 18 lat. Nie są wymagane żadne uprawnienia

Tutaj prosze wpisywac tekst

 

Źródło:

http://www.tur-info.pl/p/ak_id,7099,,jacht,rejs,wisla,krakow,gdansk,sandomierz,warszawa,torun,natalia,ola,kinga.html

 

2008-03-12 :: NAPISALI O NAS: Gazeta Pomorska - "Dzika rzeka czeka"
Gazeta Pomorska 12.03.2008

 źródło: Roman Laudański

Dzika rzeka czeka
 
 Samorządowcy i aktywiści z nadwiślańskich gmin naszego regionu dostrzegają szansę wypromowania lokalnych zabytków i atrakcji.

 Wszystko przez projekt ożywienia żeglugi turystycznej po Wiśle. Dodajmy - żeglugi z przystankami.
W zbiorach Muzeum Ziemi Chełmińskiej zachował się plakat z 1932 roku reklamujący rejs Wisłą do Nowego na targi meblarskie. W wielu wsiach usytuowanych wzdłuż rzeki zachowała się pamięć o przedwojennych przystaniach, rejsach wycieczkowych i karczmach obsługujących letników. - Statki pasażerskie z turystami z Niemiec, Anglii i Holandii jeszcze niedawno zawijały do Chełmna, a w latach 20. ubiegłego wieku właśnie Wisłą przewożono prochy Juliusza Słowackiego  przypomina Anna Soborska-Zielińska, historyk z Muzeum Ziemi Chełmińskiej. Wtóruje jej historyk Anna Grzeszna-Kozikowska: 

  Rejsy statkami białej floty odbywały się nie tylko przed wojną, ale i później, jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku. Nie mówiąc już o czasach średniowiecza, kiedy to rzeką spławiano najwięcej towarów. Jednak Wisła pozostaje jedyną nieuregulowaną rzeką i zdarzają się miesiące, w których mocno opada poziom wody.

 Bardzo niski poziom Wisły opóźnił m.in. niedawny remont mostu między Chełmnem a Świeciem. Dźwigi nie mogły pracować z barek, dlatego trzeba było tylko dla nich zbudować fragment mostu pontonowego.

 Widocznie problemy z niskim stanem poziomu rzeki nie zniechęciły inwestora z Jaworzna. Zamierza on uruchomić rejsy płaskodennymi jachtami, o niewielkim zanurzeniu, od Krakowa po Gdańsk. Pierwszy jacht, budowany w zakładzie szkutniczym w Giżycku, ma zostać ochrzczony przy toruńskim Bulwarze Filadelfijskim na początku kwietnia. 

    Kilkakrotnie gościliśmy inwestora zamierzającego uruchomić rejsy po Wiśle - mówi Mieczysław Misiaszek, prezes Lokalnej Grupy Działania "Zakole dolnej Wisły”, a także wójt gminy Kijewo Królewskie (powiat chełmiński). - Płaskodenna konstrukcja jachtów umożliwi im cumowanie w dowolnym miejscu, bez konieczności budowania specjalnych przystani. Stateczki zabierałyby na podkład także rowery, by turyści mogli również zwiedzać miejscowe atrakcje. My, z wyprzedzeniem, możemy przygotować poczęstunek z lokalnych produktów, zapewnić pilota, który z sercem i w interesujący sposób opowiedziałby turystom o naszych atrakcjach. Byłaby również możliwość skorzystania z noclegów w gospodarstwach agroturystycznych na terenie gmin wchodzących w skład LGD (Kijewo Królewskie, Unisław, Dąbrowa Chełmińska i Pruszcz). A przecież turyści mogliby również porzucać na chwilę Wisłę i Brdą wpływać do Bydgoszczy, by zwiedzać miasto.
Lokalna Grupa Działania "Zakole dolnej Wisły” dała się już poznać z jak najlepszej strony. Uczestniczy np. w projekcie "Droga smaku”, w który zaangażowały się grupy z Włoch, Hiszpanii, Irlandii, Walii, Czech, Węgier, Grecji i - jako jedyni - z Polski. Trwają prace nad europejską kulinarną mapą produktów lokalnych, które mogliby smakować turyści.
 

  Oprócz pieniędzy mieszkańcy wsi potrzebują czegoś więcej, dostępu do dziedzictwa kulturowego, w którym sami mogą uczestniczyć - dodaje Mieczysław Misiaszek. - Mogliśmy się o tym przekonać podczas niedawnej konferencji we Włoszech. To nie jest tylko nasza specyfika, ale borykają się z tym mieszkańcy wsi w innych krajach. My chcemy coś zmienić.

   Natomiast inwestor, który chce uruchomić rejsy Wisłą ma już dość narzekania wodniaków na kiepskie warunki żeglugowe ostatnią dziką rzeką w Europie. Tam, gdzie inni widzą same przeciwności, on dostrzega atrakcje dla osób zainteresowanych takim spędzaniem wolnego czasu.
 
 
2008-01-17 :: NAPISALI O NAS: Gazeta Wyborcza - "REJS Z PŁOCKIEM W TLE"
Gazeta Wyborcza Mazowsze 17.01.2008
 
autor: Agnieszka Woźniak
 
REJS Z PŁOCKIEM W TLE
 
Rejsy po Wiśle to kompletnie niewykorzystany obszar, także biznesowo- mówił Łukasz Krajewski, organizator Pierwszej Regularnej Pasażerskiej Żeglugi Wiślanej
 
Życiową pasję postanowił ożenić z własną firmą. "Niemniej istotnym bodźcem do działania była ogólna niemoc i marazm związany z żeglu­gą śródlądową, a szczególnie pasa­żerską" - pisze na swojej stronie in­ternetowej Łukasz Krajewski. Nie ukrywa, że działania przekór wszyst­kim i wszystkiemu. Chce jednak "udostępnić zwykłym ludziom możliwość poznania najdłuższej, najwspa­nialszej z polskich rzek, prawie niezmąconej cywilizacją". .
 
   W pierwszy rejs flotylla Żeglugi Wiślanej wyruszy z Krakowa 27 kwietnia. Dwa tygodnie później powinna zacumować w Płocku, w Morce. Położone na skarpie mia­sto, z Muzeum Mazowieckim, kate­drą, letnimi imprezami w amfitea­trze (?) ma być jedną z atrakcji całe­go przedsięwzięcia.
 
   Trasa Gdańsk - Kraków podzie­lona jest na trzy odcinki: Kraków- Ka­zimierz Dolny, Kazimierz - Płock, Płock - Gdańsk. Każdy ma po blisko 300 km. Według rozkładu rejsy są ty­godniowe (koszt czarteru całego jach­tu na siedem dni to 3-3,5 tys. zł plus paliwo, gaz, woda pitna). Czasu ma wystarczyć i na zwiedzanie, i na odpoczynek.                  .
 
   Pięć jachtów - tyle liczy flotylla - popłynie w grupie. Pierwszą jednost­kę poprowadzi szyper - przedstawi­ciel organizatora. To on wyznaczy tra­sę i miejsca postoju.
 
   Ale później już załogi będą mogły indywidualnie organizować swój wolny czas albo poprosić nas o wyzna­czenie atrakcji, organizację wycieczek czy nawet rezerwację miejsc w resta­uracjach - opowiada Łukasz Krajew­ski. Jachty zamówił nowe. Siedmioo­sobowe. Trzy są skończone, dwa jesz­cze w budowie. Mają łazienkę z prysz­nicem, kuchnię z lodówką, zastawą, garnkami, centralne ogrzewanie, ciep­łą i zimną wodę. Wnętrze wykończo­ne jest drewnem i obiciami welurowy­mi. Do tego miejsca do spania dla sied­miu osób, szafki na ubrania. Na długiej liście wyposażenia obok śpiwo­rów i koców są wędki, a nawet rowery dla całej załogi przydatne podczas zwie­dzania poszczególnych miast.
 
   Taki jacht może poprowadzić każ­dy. Nie wymagamy patentu. Przed roz­poczęciem rejsu organizujemy dla wszystkich szkolenie - dodaje szef Że­glugi Wiślanej. - Oczywiście można też od nas wynająć szypra.
 
   Jednostki mają nieduże zanurze­nie i odpowiednią masę, ale na wszel­ki wypadek organizatorzy zadbali o sta­ły kontakt z holownikami i najaktual­niejsze komunikaty o stanie wody.
 
   Przygody pewnie będą, Wisła jest  żeglowna, ale bardzo trudna. Nie ma mowy o tym, żeby kogoś puścić same­go w rejs. Nie poradzi sobie- uważa Łu­kasz Krajewski. A na dowód przypo­mina historię ekskluzywnego "Frede­rica Chopina", który po paru rejsach wycofał się z Wisły.
 
   Na królową polskich rzek rzeczy­wiście narzekał już pilot "Chopina" Stanisław Pielaciński: - Wisła to jedy­na w Europie dzika rzeka. Tu nie ma odcinka prostego powyżej dwóch ki­lometrów. Tor wodny jest nieoznako­wany. Nie ma znaków nawigacyjnych, są płycizny, a rzeka zmienia się prawie z dnia na dzień.
 
Tradycja żeglugi
 
 W dwudziestoleciu międzywo­jennym po Wiśle pływala prawie set­kastatków, w tym 45 parowców pa­sażerskich. Kursowały od Sando­mierza do Gdańska.
 
   "Pan Tadeusz", najsłynniejszy z parowców tego okresu, luksusem nie ustępował ponoć statkom pły­wającym w Paryżu. Najdłużej, do 1ę78 roku, do Gdańska pływał "Świerczewski". Z kolei "Bałtyk" za­pewnił sobie nieśmiertelność wy­stępem w filmie "Rejs" Marka Pi­wowskiego.
 
   Płocczanie do dziś często wspo­minają "Traugutta" - statek parowy, bocznokołowiec. Smutno skończył. W 2004 roku w czasopiśmie "Mo­rza, Statki i Okręty" pisał o nim Ma­rek Michalski: "Traugutt został zbu­dowany w roku 1926 ( ... ) W1977ro­ku został odstawiony w Porcie Pra­skim w Warszawie. Tu został on całkowicie okradziony z osprzętu i wte­dy uznano go za zabytek techniki. Po przeholowaniu do Płocka statek wciągnięto na bo,:zną pochylnię Ba­zy Remontowej Żeglugi Warszaw­skiej. Były propozycje przejęcia go przez muzeum ( ... ), ale bez rezulta­tu. Po ogłoszeniu upadłości Żeglu­gi Warszawskiej syndyk masy upa­dłościowej inż. Barbara Książkie­wicz kazała pociąć kadłub, czego dokonano na wiosnę 1996 roku". Szkoda, żeby los statku podzieliła czekająca na Płock w Porcie Pra­skim stara przystań. Przy płockim brzegu cumowała od 1885 roku aż do lat 70. Potem szarobłękitna bar­ka z drewnianym budyneczkiem i ozdobnymi wieżyczkami zaginę­ła. Niedawno odnalazł ją plastyk i autor książki "W 80 stron dooko­ła Płocka" Mirosław Łakomski. Nie­stety, należy do prywatnego właści­ciela - starszego pana na stale miesz­kającego w Szwecji, z którym nie można się skontaktować. To prze­kreśla plany rychłego ściągnięcia jej do Płocka. A szkoda, bo ideę pod­chwycił także ratusz. o AW, KUCH
 
2008-01-16 :: NAPISALI O NAS: Gazeta Wyborcza - "Pasażerska Żegluga Wiślana u nas przystanie"
Gazeta Wyborcza 16.01.2008
Pasażerska Żegluga Wiślana u nas przystanie
   Zajmuję się żeglarstwem od trzech lat i wiem, jak atrakcyjne są rejsy po Wiśle. To kompletnie niewykorzystany obszar, także biznesowo - mówi Łukasz Krajewski, organizator Pierwszej Regularnej Pasażerskiej Żeglugi Wiślanej. Na jeden z czterech głównych przystanków wybrał Płock.
  Życiową pasję postanowił ożenić z własną firmą. "Niemniej istotnym bodźcem do działania była ogólna niemoc i marazm związany z żeglugą śródlądową, a szczególnie pasażerską" - pisze na swojej stronie internetowej Łukasz Krajewski. Nie ukrywa, że działa na przekór wszystkim i wszystkiemu. Chce jednak "udostępnić zwykłym ludziom możliwość poznania najdłuższej, najwspanialszej z polskich rzek, prawie niezmąconej cywilizacją".
  W pierwszy rejs flotylla Żeglugi Wiślanej wyruszy z Krakowa 27 kwietnia. Dwa tygodnie później powinna zacumować w Płocku, w Morce. Położone na skarpie miasto, z Muzeum Mazowieckim, katedrą, letnimi imprezami w amfiteatrze (?) ma być jedną z atrakcji całego przedsięwzięcia.
  Trasa Gdańsk - Kraków podzielona jest na trzy odcinki: Kraków - Kazimierz Dolny, Kazimierz - Płock, Płock - Gdańsk. Każdy ma po blisko 300 km. Według rozkładu rejsy są tygodniowe (koszt czarteru całego jachtu na siedem dni to 3-3,5 tys. zł plus paliwo, gaz, woda pitna). Czasu ma wystarczyć i na zwiedzanie, i na odpoczynek.
 Pięć jachtów - tyle liczy flotylla - popłynie w grupie. Pierwszą jednostkę poprowadzi szyper - przedstawiciel organizatora. To on wyznaczy trasę i miejsca postoju.
  Ale później już załogi będą mogły indywidualnie organizować swój wolny czas albo poprosić nas o wyznaczenie atrakcji, organizację wycieczek czy nawet rezerwację miejsc w restauracjach - opowiada Łukasz Krajewski. Jachty zamówił nowe. Siedmioosobowe. Trzy są skończone, dwa jeszcze w budowie. Mają łazienkę z prysznicem, kuchnię z lodówką, zastawą, garnkami, centralne ogrzewanie, ciepłą i zimną wodę. Wnętrze wykończone jest drewnem i obiciami welurowymi. Do tego miejsca do spania dla siedmiu osób, szafki na ubrania. Na długiej liście wyposażenia obok śpiworów i koców są wędki, a nawet rowery dla całej załogi przydatne podczas zwiedzania poszczególnych miast.
  Taki jacht może poprowadzić każdy. Nie wymagamy patentu. Przed rozpoczęciem rejsu organizujemy dla wszystkich szkolenie - dodaje szef Żeglugi Wiślanej. - Oczywiście można też od nas wynająć szypra.
Jednostki mają nieduże zanurzenie i odpowiednią masę, ale na wszelki wypadek organizatorzy zadbali o stały kontakt z holownikami i najaktualniejsze komunikaty o stanie wody.
  Przygody pewnie będą. Wisła jest żeglowna, ale bardzo trudna. Nie ma mowy o tym, żeby kogoś puścić samego w rejs. Nie poradzi sobie - uważa Łukasz Krajewski. A na dowód przypomina historię ekskluzywnego "Frederica Chopina", który po paru rejsach wycofał się z Wisły.
 Na królową polskich rzek rzeczywiście narzekał już pilot "Chopina" Stanisław Pielaciński: - Wisła to jedyna w Europie dzika rzeka. Tu nie ma odcinka prostego powyżej dwóch kilometrów. Tor wodny jest nieoznakowany. Nie ma znaków nawigacyjnych, są płycizny, a rzeka zmienia się prawie z dnia na dzień.
 Niewykluczone, że w pierwszy próbny rejs jeden z jachtów Żeglugi wypłynie z Gdańska do Płocka na początku kwietnia i że to u nas odbędą się jego uroczyste chrzciny.
Tradycja żeglugi
 W dwudziestoleciu międzywojennym po Wiśle pływała prawie setka statków, w tym 45 parowców pasażerskich. Kursowały od Sandomierza do Gdańska. "Pan Tadeusz", najsłynniejszy z parowców tego okresu, luksusem nie ustępował ponoć statkom pływającym w Paryżu. Najdłużej, do 1978 roku, do Gdańska pływał "Świerczewski". Z kolei "Bałtyk" zapewnił sobie nieśmiertelność występem w filmie "Rejs" Marka Piwowskiego.
   Płocczanie do dziś często wspominają "Traugutta" - statek parowy, bocznokołowiec. Smutno skończył. W 2004 roku w czasopiśmie "Morza, statki i okręty" pisał o nim Marek Michalski: "Traugutt został zbudowany w roku 1926 (...) W 1977 roku został odstawiony w Porcie Praskim w Warszawie. Tu został on całkowicie okradziony z osprzętu i wtedy uznano go za zabytek techniki. Po przeholowaniu do Płocka statek wciągnięto na boczną pochylnię Bazy Remontowej Żeglugi Warszawskiej. Były propozycje przejęcia go przez muzeum (...), ale bez rezultatu. Po ogłoszeniu upadłości Żeglugi Warszawskiej syndyk masy upadłościowej inż. Barbara Książkiewicz kazała pociąć kadłub, czego dokonano na wiosnę 1996 roku". Szkoda, żeby los statku podzieliła czekająca na Płock w Porcie Praskim stara przystań. Przy płockim brzegu cumowała od 1885 roku aż do lat 70. Potem szarobłękitna barka z drewnianym budyneczkiem i ozdobnymi wieżyczkami zaginęła. Niedawno odnalazł ją plastyk i autor książki "W 80 stron dookoła Płocka" Mirosław Łakomski. Niestety, należy do prywatnego właściciela - starszego pana na stałe mieszkającego w Szwecji, z którym nie można się skontaktować. To przekreśla plany rychłego ściągnięcia jej do Płocka. A szkoda, bo ideę podchwycił także ratusz.
Szlaki miał przetrzeć "Chopin"
  W 2004 roku, po kilkudziesięciu latach przerwy, wodne połączenie Warszawa - Gdańsk powróciło za sprawą ekskluzywnego statku rzecznego "Frederic Chopin" należącego do niemieckiego armatora Petera Deilmanna Reederei. Pięciogwiazdkowego pływającego hotelu. Wycieczki trwały siedem, dziesięć lub 14 dni. Bilety kosztowały 900-2,5 tys. euro. Oprócz turystów niemieckich czartery wykupili Brytyjczycy i Amerykanie.
  W Płocku zwiedzali muzea, starówkę, katedrę.
 Źródło: http://miasta.gazeta.pl/plock/1,35681,4844284.html
2008-01-02 :: NAPISALI O NAS: Echo Miasta Warszawa - "Nowe inwestycje"
Echo Miasta Warszawa 01.02.2008
Nowe inwestycje
   W gazecie Echo Miasta ukazał się artykuł przedstawiający nowe inwestycje zaplanowane na rok 2008 w stolicy. Cieszymy się, że również nasza działalność została w tym miejscu zauważona i uznana za istotną dla miasta.

Oto fragment artykułu z dnia 02.01.2008 roku:

 W kwietniu na warszawskim odcinku Wisły pojawią się pierwsze od lat jachty kursujące na trasie Kraków-Gdańsk. Na pomysł regularnych rejsów wpadł Łukasz Krajewski, właściciel firmy Żegluga Wiślana...
2008-01-02 :: NAPISALI O NAS: Puls Biznesu - "Vistuliada dochodowa"

Puls Biznesu    02.01.2008

autor: Karol Jedliński

Vistuliada dochodowa

Tęsknisz za latem? Zaplanuj więc może tydzień albo nawet trzy wakacji płynących powoli z południa na północ Polski.
Oferta dla tych, którym Egipty, Himalaje i Dominikany nie zastąpią widoku na drogę na Ostrołękę.
  Oto ostatnia dzika i wielka rzeka w Europie. Pełna kontrastów: piękne widoki, przestrzenie, lęgowiska rzadkiego ptactwa, cisza, ale też multum starych miast, miasteczek i zamków do zwiedzania. Rejsy po Wiśle ruszają w kwietniu — mówi Łukasz Krajewski, pomysłodawca i właściciel Żeglugi Wiślanej.
 Do dyspozycji daje pięć siedmioosobowych jachtów wyposażonych w prysznic, kuchnię, toaletę i ogrzewanie. Na dokładkę rowery i wędki. Trasę podzielił na trzy trzystukilometrowe odcinki, na tydzień rejsu na każdy.
 Wisłą spłynąłem dopiero za drugim razem. Wiem, ile trzeba poświęcić czasu, by samemu zorganizować taki rejs. Dlatego daję profesjonalny produkt i zapraszam na pokład — zaznacza Łukasz Krajewski.
Łódeczką w ścieku
 Czterysta lat temu, pustawą dziś Wisłą, do Gdańska spływało kilka tysięcy statków rocznie. 60 proc. handlu na Bałtyku odbywało się przez gdańskie porty. Jeszcze wcześniej rzeka w Czerwińsku, niedaleko Płocka, była miejscem przeprawy wojsk Jagiełły, zmierzających pod Grunwald. 18 tys. jazdy i m.in. 8 tys. wozów taborowych trzy dni toczyło się po tymczasowym moście. Jednak od zawsze Wisłą płynęły ścieki. Kulminacja podtruwania warszawskiej syrenki nastąpiła w ostatnich dekadach zeszłego wieku. W takim stanie rzeka odstraszała nawet zapaleńców.
  Po prostu śmierdziało niemiłosiernie — wspomina Wojciech Giełżyński, pisarz, dziennikarz i podróżnik.
 W 1980 r. przepłynął Wisłę niewielką łódką wiosłową typu hamburka aż do Bałtyku. Wrażenia z podróży opisał w książce „Moja prywatna Vistuliada”. Dwa lata temu „Vistuliada” znalazła kolejnego czytelnika, którego zafascynowały opisane tam przyroda, miasta i historie. Łukasz Krajewski, biznesmen z Jaworzna, postanowił na takiej właśnie fascynującej stronie Wisły zarobić.
  „Rejsu” nie rozumiem i nie przepadam za nim. Trafia do mnie Giełżyński. Choć przyznaję, drogę na Ostrołękę widać. A za kaowca będzie robił szyper.
 Przez prawie 30 lat od czasów „Vistuliady” Wisła zmieniła się. Znów można nad jej brzegiem spokojnie pooddychać. Woda łapie się gdzieniegdzie nawet do drugiej klasy czystości. Poupadały kopalnie i zakłady przemysłowe, inne zainwestowały w oczyszczalnie. Rzeka staje się atrakcyjna nie tylko dla poszukiwaczy przerośniętych sumów.
   Pierwsze podejście do Wisły zrobiłem z bratem i kolegami pod koniec lat 80. Jacht do Wisły wrzucił nam żurawiem operator ze żwirowni. Niestety, niska woda i nie do końca dostosowana łódka sprawiły, że utknęliśmy parędziesiąt kilometrów za Krakowem. Drugi raz, ten udany, był dwa lata temu, w ramach wakacji z żoną. Tysiące zdjęć i zachwytów przekonuje Łukasz Krajewski.
Klimat „rospudowy”
 Na jego fotografiach Wisła z dala od wielkich miast i mostów to rzeka różnorodna, kręta, upstrzona wyspami, łachami, nieraz urwiskami. Migawka pierwsza: stadko koni schroniło się w cieniu nabrzeżnego drzewa. Ujęcie drugie: za Krakowem krowy skąpały się w rzece aż po uszy. Naukowcy z Komitetu Ochrony Przyrody PAN zgodnie twierdzą, że obok Puszczy Białowieskiej i Bagien Biebrzańskich, środkowy odcinek Wisły należy do najcenniejszych terenów przyrodniczych w kraju. Rzeka, niczym wir, powinna wciągnąć turystów.
  Uwielbiam rejony Kazimierza, piękny przełom przez wyżyny. Nieraz jest tam klimat „rospudowy”. Pustka, zwierzyna, szuwary. Dalej utkwiły mi w pamięci takie punkty, jak Kwidzyn, Grudziądz, Malbork, Świecie czy Nowe — przekonuje Wojciech Giełżyński.
 Z zapałem podszedł do pomysłu Łukasza Krajewskiego, choć na pozór dzielą ich nie tylko 44 lata. Biznesmen z branży oponiarskiej kontra pisarz, dla którego pieniądze były tylko po to, by móc podróżować. Ale ta Wisła…
  Wraz z firmą ojca i brata tworzymy Grupę Krajewski produkującą i sprzedającą opony bieżnikowane i nowe. Branża mało romantyczna, ale dochodowa — uważa właściciel Żeglugi Wiślanej.
 Klienci to głównie PKS-y i komunikacje miejskie w całej Polsce. Najwięksi partnerzy to komunikacja miejska w Lublinie, gdzie Grupa Krajewski dostarcza ogumienie do prawie 300 pojazdów, oraz w Katowicach i Sosnowcu, gdzie obsługuje poponad 200 autobusów.
  Takie opony mają przyszłość, bo transport komercyjny to przede wszystkim ekonomia — uważa Łukasz Krajewski.
Na głowie ma kilkanaście tysięcy autobusów, blisko sto firm z PKS w nazwie i kilkadziesiąt komunikacji miejskich. Tu jest numerem jeden w Polsce. Tegoroczny wzrost przychodów sięgnie 40 proc. — do 15 mln zł.
Zalew nad Che
 Pieniądz lubi pływać, choćby w Wiśle, więc będzie gdzie inwestować zyski. Każdy jacht z wyposażeniem to wydatek rzędu 150 tys. zł. Wyczarterowanie jachtu na tydzień, wraz z opieką szypra, kosztuje od 3 tys. zł.
  W jeden sezon interes się nie zwróci. Na moją korzyść działa to, że jachty nie amortyzują się tak szybko jak np. samochody — mówi szef Żeglugi Wiślanej.
Rejsom przewodniczył będzie jacht kierowany przez szypra, na pozostałych czterech sternikami będą turyści.
  To nie jest czarna magia, łódź ma trochę ponad osiem metrów, ale rzeka spokojna, płytka i pusta. Szkolenie potrwa jakieś półtorej godziny — szacuje Łukasz Krajewski.
Jego słowa potwierdza Wojciech Giełżyński.
  W końcu mojej hamburki nie wciągnęło. Raz tylko było niebezpiecznie, kiedy nie zauważyłem stalowej liny przeciągniętej w poprzek. Krzyk sternika ocalił mi głowę — śmieje się podróżnik.
 W wędrówkach reporterskich odwiedził 85 krajów, pijał mojito z Che Guevarą, gościł go Chomeini. A jednak marzy mu się Wisła. W przyszłym roku chce, znów hamburką, tym razem w towarzystwie jachtów Żeglugi Wiślanej, przepłynąć rzekę raz jeszcze. I znowu będzie z tego książka, jej współautorem ma być Łukasz Krajewski.
  Że mam prawie 80 lat? I co z tego. Przecież o mało co jako wioślarz na igrzyska nie pojechałem — wyłuszcza reporter.
 Chodzi o Helsinki, w 1952 r. Teraz hamburkę pożyczy od Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego, najstarszego klubu sportowego w Polsce. W przyszłym roku obchodzi swoje 130-lecie. Giełżyński, człowiek encyklopedia w kwestiach Wisły, poszuka zapewne ciekawych historyjek. Choćby takich jak o barce z fiatami 125 p i zastawami, która zatonęła w 1979 r. na Zalewie Włocławskim. Śledztwo wykazało, że załoga była trzeźwa. Uszkodzone samochody zlicytowano dużo powyżej cen fabrycznych
2007-12-10 :: NAPISALI O NAS: www.rynekturystyczny.pl - "Barki znów ruszą na Wisłę"

 

www.rynekturystyczny.pl  10  grudnia  2007

Barki znów ruszą na Wisłę 

   Regularne rejsy czarterowe Wisłą na pięciu siedmioosobowych barkach motorowych zamierza uruchomić w kwietniu 2008 roku Łukasz Krajewski. Jednostki mają nieduże zanurzenie i odpowiednią masę ułatwiające żeglugę po nieuregulowanej i miejscami - szczególnie w miesiącach letnich - płytkiej rzece.

   Po Wiśle można pływać obecnie tylko na krótkich trasach małymi statkami wycieczkowymi i to wyłącznie w okolicach dużych turystycznych miast np. Krakowa, Warszawy, Sandomierza czy Kazimierza. ûeglugi wzdłuż 900-kilometrowego szlaku z Krakowa przez Warszawę do Gdańska nie uprawia się na Wiśle od II wojny światowej. Całą trasę, rzeką płynąca z prędkością 15 km na godzinę, barka pokonuje w trzy tygodnie, jednak będzie ją można pokonywać odcinkami: z Krakowa do Kazimierza Dolnego, z Kazimierza do Płocka i z Płocka do Gdańska. Ponieważ wzdłuż Wisły nie ma zbyt wielu przystani, jachty posiadają trapy, by umożliwić wyjście na brzeg. Każdy z nich ma też w pełni wyposażoną łazienkę z prysznicem i centralne ogrzewanie.
Do prowadzenia jachtu niezbędny jest patent sternika motorowodnego. - Jeśli ktoś go nie ma, można wynająć profesjonalnego szypra lub zamontować słabszy silnik, na który nie trzeba mieć uprawnień - zapewnia Krajewski. ûeglowanie po Wiśle nie jest tanie. Koszt czarteru jachtu na tydzień waha się od 3 do 3,5 tys. zl. Do tego trzeba doliczyć koszty paliwa, gazu, wody pitnej.
2007-11-16 :: NAPISALI O NAS: Polska The Times - " Łajba "Ola" pływa już po Wiśle "
Polska The Times  15 LISTOPADA 2007
 
Łajba "Ola" pływa już po Wiśle
 
W przyszłym roku między' Krakowem, Warszawą a Gdańskiem zaczną
pływać statki żeglugi Wiślanej. Na pomysł urucho­mienia regularnych rejsów wpadł Łukasz Krajewski - pasjonat żeglarstwa i turystyki z Jaworzna na Śląsku.
Jego dawne marzenia zaczy­nają powoli przybierać realne kształty. Pierwsza łódź, zbu­dowana w stoczni w Giżycku, jest już na wodzie.
Wczoraj na przystani War­szawskiego Towarzystwa Wioślarskiego w Porcie Czerniakowskim jacht został ochrzczony imie­niem „OlA”.

   To na cześć mojej siedmio­miesięcznej córeczki - tłuma­czy Krajewski. Matką chrzest­ną łodzi została Maria Giełżyńska, żona znanego reportera Wojciecha Giełżyńskiego, którego książ­ka zainspirowała Krajewskiego do budowy flo­tylli Żeglugi Wiś1anej.

  Łódź jest wygodna i dobrze się nią nawiguje. W Wiśle jest teraz wysoka woda. więc nie ma problemów z zanurze­niem. Większym wyzwaniem jest silny prąd - opowiada Łukasz Krajewski. Kolejne cztery jachty będą wodowane co miesiąc. W pierwszy rejs wyruszą
w kwietniu przyszłego roku.                JK
2007-11-15 :: NAPISALI O NAS: Super Express - "Na Czerniakowie już zacumujesz"
Super Express 15 LISTOPADA 2007

Stolicy przybył nowy port

Na Czerniakowie już zacumujesz
 
  Do Portu Czerniakowskiego zawinął wczoraj pierwszy od lat jacht motorowy.
W samo południe odbył się jego uroczysty chrzest. Jed­nostce- nadano wdzięczne imię "Ola". A wydarzenie to ma przywrócić tradycję żeglugi na Wiśle:

    To rejs testowy - mó­wi Łukasz Krajewski, właściciel Żeglugi Wiślanej. - Jeśli wszystko pójdzie zgodnie·z naszymi przewidywaniami, to już na wio­snę ruszą pierwsze regularne po­łączenia z Warszawy do Krakowa i do Gdańska - dodaje.

   Rejs ze stolicy w obie strony po­trwa pięć dni. Do wyboru będzie~ my mieli pięć jachtów. Ale impre­za do tanich, niestety; nie należy. Za podróż dla 7 osób zapłacimy ponad 3 tys. zł. Do tego trzeba bę­dzie odżałować 150 zł za dobę na sternika.

                                                                                                                                                                                  puma

2007-11-15 :: NAPISALI O NAS: Dziennik - " Jachtem z Warszawy do Gdańska"
 Dziennik   15 LISTOPADA 2007
 autor: Karolina Chodkowska

 Jachtem z Warszawy do Gdańska

 Na wiosnę po wielu latach przerwy ruszą rzeczne połączenia z Warszawy do Krakowa i Gdańska. Pierwszy z jachtów, który będzie można wynająć, przycumował wczoraj na kilka godzin do Portu Czerniakowskiego. W południe odbył się jego chrzest.

 Połączenie z Gdańskiem i Krakowem ma działać od kwietnia do października. Obsługiwać go będzie pięć jachtów motorowodnych, które w Warszawie pojawią się za trzy tygodnie. Łodzie będą pływać razem. Podczas rejsów nad podróżnikami będzie czuwał szyper, który poprowadzi pierwszą łódź, wyznaczy trasę i miejsca postojów. Aby samemu
poprowadzić taki jacht, należy mieć uprawnienia sternika motorowodnego. Jeśli takich nie posiadamy, można wynająć szypra - koszt do 150 zł.
Rejsy organizuje właściciel jachtów Łukasz Krajewski. Podróż będzie dużym wydatkiem.
- Wynajęcie jachtu dla siedmiu osób będzie kosztować 3 - 3,5 tys. zł za tydzień - mówi Krajewski.
- Do tego należy jeszcze doliczyć kaucję w wysokości 3 tys. oraz koszty związane z wyżywieniem - dodaje.
Więcej informacji o rejsach oraz zapisach na nie na stronie www.zeglugawislana.pl.
2007-11-14 :: NAPISALI O NAS: Rzeczypospolita - "W rejs "Olą" po Wiśle"

Rzeczypospolita 15 LISTOPADA 2007

autor: AleksandraPinkas

W rejs "Olą" po Wiśle
Ola" to jeden z pięciu jachtów, które od wiosny przyszłego roku będą kursować po Wiśle z Krakowa do Gdańska. Wczo­raj przy dźwiękach strzelają­cych w powietrze korków od szampana na przystani Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego odbył się chrzest statku.
 
    Jacht zawdzięcza imię sied­miomiesięcznej córeczce Łu­kasza Krajewskiego, pomysło­dawcy przywrócenia żeglugi po Wiśle. Matką chrzestną zo­stała żona reportera Wojcie­cha Giełżyńskiego, który w 1980 roku na wiosłowej ło­dzi przepłynął Wisłę od źródeł aż do ujścia do morza.
 
    Pierwszy raz zostaję mat­ką chrzestną statku. Jest mi bardzo miło, że Łukasz wybrał właśnie mnie. Znamy się od lat - wyznała Maria Giełżyńska.
 
    Na przystani zebrali się członkowie towarzystwa wio­ślarskiego, żeglarze i miłośni­cy Wisły. Wspominali czasy, gdy po rzece kursowały statki.
 
    W latach 50. popłynąłem z kolegami w rejs z Warszawy do Świnoujścia. Łowiliśmy ry­by. Przyrządzaliśmy je na małej butli gazowej - opowiadał Marek Halter. żeglarz. - Kie­dyś ta rzeka żyła. Można było w niej pływać, opalać się na plaży. Nie to co teraz.
 
    Ale Wisła nadal jest wyjąt­kowo atrakcyjna pod wzglę­dem przyrodniczym - zachwa­lał Krajewski. - Chciałbym po­kazywać ją turystom. Jej brzegi są miejscem lęgowym dla wielu gatunków ptaków. Można tu też spotkać bobry.
 
    W pierwszy rejs z Krakowa statki zabiorą pasażerów
w kwietniu. Warszawa będzie jednym z przystanków na tej trasie. Krajewski chce też po­kazywać Czerwińsk, Górę Kal­warię, Modlin i Opatowiec.
 
   Tygodniowy rejs dla sied­miuosób kosztuje 3 - 3.5 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć 150 zł za sternika za każdy dzień po­dróży plus koszty paliwa i ga­zu. Każdy, kto chce popływać ”Olą", może przyjść dziś i jutro w godz. 8 - 15 do przystani WTW przy ul. Zaruskiego 12.
                                                                                                                          
2007-11-13 :: NAPISALI O NAS: Echo Miasta - "Wielki powrót żeglugi wiślanej"
Echo Miasta,   13.11.2008
 
 
Wielki powrót żeglugi wiślanej

    Na wiosnę ruszą pierwsze od wielu lat rzeczne połączenia z Warszawy do Krakowa i Gdańska!
    W najbliższą środę do Portu Czerniakowskiego zawinie pierwszy od lat statek. W samo południe odbędzie się jego uroczysty chrzest. To wydarzenie ma przywrócić tradycję żeglugi na Wiśle. Łódź „Ola” przypłynie z Giżycka.
    
    To rejs testowy – mówi Łukasz Krajewski, właściciel jednostki. – Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na wiosnę takie jachty zaczną kursować po Wiśle regularnie między kwietniem a październikiem.
Połączenia z Gdańskiem i Krakowem ma obsługiwać pięć jachtów. Podróż ze stolicy w obu kierunkach ma trwać około pięciu dni.
Wynajęcie jednostki dla siedmiu osób będzie kosztować 3-3,5 tys. zł za tydzień. Do tego trzeba będzie doliczyć opłacenie sternika motorowego (150 zł za dobę). Więcej informacji o rejsach oraz zapisy na stronie www.zeglugawislana.pl.

    Sprowadziliśmy takie łodzie, które powinny uporać się z naszą kapryśną, nieuregulowaną rzeką – mówi Łukasz Krajewski i dodaje, że rejsy będą w pełni bezpieczne.
 
2007-11-09 :: NAPISALI O NAS: Gazeta Wyborcza - "Jachtem z Krakowa do Gdańska"

Gazeta Wyborcza,   środa 7 LISTOPAD 2007

autor: Mateusz Żurawik

Jachtem z Krakowa do Gdańska
 
•• Już na wiosnę będziemy mogli wy­brać się na trzytygodniową podróż jachtem z Krakowa do Gdańska. A już w przyszłą środę w Warszawie firma Żegluga Wiślana odbiera swój pier­wszy jacht.
 
  Żegluga Wiślana to pomysł Łuka­sza Krajewskiego, pasjonata żeglar­stwa i sportów wodnych. Na Wiśle jak dotąd nie da się pływać na dłuż­szych odcinkach, jego plany są więc ambitne. W kwietniu Krajewski planuje wystartować z regularnymi kur­sami. Trasa została podzielona na trzy odcinki, pokonanie każdego zajmie tydzień. Jachty będą się zatrzymy­wać w Krakowie, Kazimierzu, Płoc-' ku i Gdańsku.
 
  Chcę pokazać turystom Polskę oczami ich przodków, którzy zakłada­li miasta przy rzekach. Wiele zabyt­ków wygląda zupełnie inaczej od stro­ny rzeki niż od strony miasta. Ostat­nie rejsy na tej rzece odbywano w czasach międzywojennych - wyjaśnia Kra­jewski.
 
  Przeszkód jest sporo. Do najpo­ważniejszych należą liczne płycizny i słabe oznakowanie szlaków. Między innymi dlatego żeglowanie nie jest w Polsce zbyt popularną rozryw­ką. - Na Zachodzie sytuacja jest już zupełnie inna. Tam wszystkie szlaki są żeglowne, a np. w Niemczech czy Francji podobne wycieczki to bardzo popularna rozrywka. W Polsce jestem raczej pionierem - przyznaje Krajew­ski.
 
  Płytkie dno zmusiło go do wyboru specjalnie zaprojektowanych jachtów. Przyznaje, że wolałby zamiast nich ku­pić większy statek wycieczkowy, ale stan Wisły na to nie pozwala. Począt­ki działalności utrudniają też proble­my administracyjne. Na wywalczenie pozwolenia na cumowanie pod Wa­welem trzeba czekać nieraz i dwa la­ta.
 
  Niestety, ten, kto cumuje gdzie in­dziej, w ogóle się nie liczy. Tam są tu­ryści i najlepiej jest odpływać właśnie spod Wawelu. Poza tym jest to nisza na rynku, więc trudniej byłoby się przebić - tłumaczy Krajewski.
 
  Pomysł nie jest nowy. Kilka lat te­mu niemiecki armator planował roz­poczęcie regularnych kursów po Wi­śle. Nie był jednak przygotowany na trudności, które się z tym wiązały. Zainteresowanie było ogromne: wszystkie bilety zostały wyprzeda­ne, choć cena jednego sięgała 1000 euro.
    W przyszłą środę Żegluga Wiśla­na odbiera swój pierwszy jacht "Ola", nazwany od imienia córki Krajew­skiego.                                
 
                                                                                                                                      
 
2007-11-08 :: NAPISALI O NAS: Polska Gazeta Krakowska - "Z Krakowa do Gdańska jachtem Żeglugi Wiślanej"

Polska Gazeta Krakowska 7 LISTOPADA 2007 r.

Z Krakowa do Gdańska jachtem Żeglugi Wiślanej

autor: Krzysztof Jóźwiak
 
 Pasjonat żeglarstwa z Ja­worzna na Śląsku zamierza uruchomić w przyszłym roku regularne kursy statków    mię­dzy stolicą Małopolski a Gdań­skiem.
 
Łukasz Krajewski ma 32 lata i z zawodu jest ekonomistą. Na co dzień prowadzi dużą firmę dostarczającą ogumienie dla firm transportowych. Jego prawdziwą pasją jest jednak żeglarstwo i turystyka. Od lat fascynuje go Królowa Polskich Rzek, czyli Wisła. - To ostatnia dzika rzeka w Europie, prawie niezmącona cywilizacją.
 Ma piękne i wbrew obie­gowej opinii czystą wodę. To także raj dla ornitologów i węd­karzy uważa Łukasz Krajewski.
 
W tej chwili żegluga pasa­żerska na Wiśle zanika. Pływa po niej kilkanaście stateczków wycieczkowych i promy, któ­rymi można się przeprawić na przeciwległy brzeg. Rejsy po Wiśle mają być nowym spo­sobem na aktywne spędzenie wakacji. Cała trasa liczy 900 km, jachty Krajewskiego pokonają ją w trzy tygodnie. Szlak został podzielony na trzy odcinki, od Krakowa do Kazi­mierza Dolnego, z Kazimierza do Płocka i z Płocka do Gdań­ska. Przepłynięcie jednego zaj­mie tydzień, - To będzie pły­wanie turystyczno-krajoznaw­cze. Przed każdym rejsem uczestnicy zaplanują, gdzie chcą się zatrzymać. Cumować możemy nawet w miejscach, które nie mają przystani, bo każda łódź będzie miała trap, który umożliwi zejście na ląd - mówi Łukasz Krajewski.
 
N a pomysł nowego-biznesu wpadł dwa lata temu, podczas wakacyjnego rejsu z zoną po Wiśle. Bezpośrednim bodźcem do działania była lektura książki Wojciecha Giełżyńskiego. W 1980 r. znany reporter na małej łodzi wiosło­wej spłynął Wisłą od źródeł aż do ujścia do morza. Łukasz Krajewski uważa, że nad Wi­słą jest wiele pięknych miaste­czek, takich jak Kazimierz, Opatowiec, Czerwińsk czy Modlin. Możliwość zobaczenia ich z pokładu jachtu płynącego Wisłą to niezapominanie prze­życie, dużo ciekawsze niż oglą­danie ich z samochodu czy po­ciągu.
 
Jachty Żeglugi Wiślanej kur­sować będą Wisłą od 27 kwiet­nia do 5 października. Wynaję­cie siedmioosobowej łodzi kosztować będzie od 3 do 3,5 tys. zł za tydzień.
2007-11-07 :: NAPISLI O NAS: Polska The Times - "Popłyniemy łajbą do Gdańska"

Polska The Times 7 LISTOPADA 2007

Popłyniemy łajbą do Gdańska
autor: Krzysztof Jóźwiak
 
 Pasjonat żeglarstwa ze Śląska zamierza uruchomić w przysz­łym roku regularne kursy statków między Krakowem a Gdańskiem. Warszawa bę­dzie jednym z głównych przy­stanków na trasie flotylli Że­glugi Wiślanej.
   
 Łukasz Krajewski ma 32 lata i z zawodu jest ekonomistą. Na co dzień prowadzi dużą firmę, która  dostarcza ogu­mienie różnym przedsiębior­stwom transportowym. Ale jego prawdziwą pasją jest że­glarstwo i turystyka. Wisła fa­scynuje go od lat.
 
  To ostatnia dzika rzeka w Europie, prawie nietknięta przez cywilizację. Ma piękne
plaże i, wbrew obiegowej opi­nii, czystą wodę. To także raj dla ornitologów i wędkarzy ­mówi Łukasz Krajewski.
 
  Pierwszą próbę zdobycia szlaku wiślanego podjął jeszcze jako student. Niestety, mu­siał skapitulować po kilku­dziesięciu kilometrach, bo łódź miała za duże zanurzenie i osiadała na mieliźnie. Spró­bował ponownie dwa lata temu. Tym razem miał więcej szczęścia. Razem z żoną prze­płynął cały szlak od Krakowa do Gdańska. - Wtedy wpad­łem na dość szalony pomysł, aby spróbować uruchomić re­gularną żeglugę po Wiśle -wspomina.
 
  W tej chwili po Wiśle pływa kilkanaście stateczków wy­cieczkowych i promy, którymi można się przeprawić na prze­ciwległy brzeg.-Rejsy organizo­wane przez Krajewskiego mają być nowym sposobem na ak­tywne spędzenie wakacji. Cała trasa liczy 900 km, jachty Że­glugi Wiślanej (tak się nazywa jego firma) pokonają ją w trzy tygodnie. Szlak został podzie­lony na trzy odcinki - od Kra­kowa do Kazimierza Dolnego, z Kazimierza do Płocka i z Płocka do Gdańska. Przepłynięcie jednego zajmie tydzień.
 
  To będzie pływanie tury­styczno-krajoznawcze. Przed każdym rejsem uczestnicy za­planują, gdzie chcą się zatrzy­mać. Cumować możemy na­wet w miejscach, które nie mają przystani, bo każda łódź będzie miała trap, który umoż­liwi zejście na ląd - mówi Łu­kasz Krajewski. Jachty będą miały małe zanurzenie i masę, aby mogły swobodnie poruszać
się po pełnej mielizn Wi­śle. Wyposażone będą w ła­zienki, kuchnie, centralne ogrzewanie i wygodne miejsca dospania.
 
   Jachtów będzie pięć, a pier­wszy z nich zostanie zwodo­wany w przyszłym tygodniu w stoczni w Giżycku. W próbny rejs wyruszy do Warszawy. 14 listopada zawinie d0 przy­stani Warszawskiego Towa­rzystwa Wioślarskiego w Por­cie Czerniakowskim, gdzie zo­stanie ochrzczony przez żonę znanego reportera Wojciecha Giełżyńskiego. W 1980 r. Giełżyński na małej łodzi wio­słowej przepłynął całą Wisłę, od źródeł 'aż do ujścia do morza
Swoją wyprawę opisał w książce "Moja prywatna Vistuliada".
 
  To właśnie ten reportaż był dla mnie bezpośrednim bodźcem do działania, to po jego lekturze powstał mój pomysł- przyznaje Krajewski.
 
  Pomysł młodego zapaleńca bardzo się spodobał Wojcie­chowi Giełżyńskiemu. - To szansa na przywrócenie po kil­kudziesięciu latach przerwy prawdziwej żeglugi wiślanej. Postanowiłem, że w przyszłym roku w kwietniu przyłączę się do dziewiczego rejsu floty Łu­kasza i powtórzę swoją wy­prawę sprzed 28 lat - zapo­wiada Giełżyński.
 
  Podczas każdej wyprawy jachty Żeglugi Wiślanej rzucą kotwicę w Warszawie. - Nie­stety, stolica wciąż jest odwró­cona od rzeki Przystanie są w coraz gorszym stanie. Mam nadzieję, że rejsy moich jach­tów przyczynią się do zmiany tej sytuacji - mówi Łukasz Krajewski.
 
  Według niego w okolicach stolicy jest wiele pięknych miasteczek, takich jak Opatowiec, Czerwińsk, Góra Kalwaria czy Modlin. Możli­wość zobaczenia ich z jachtu płynącego Wisłą to niezapom­niane przeżycie, dużo ciekaw­sze niż wjeżdżanie do miasta samochodem czy pociągiem.
 
W rejsie po Wiśle
 
  Pięć jachtów Żeglugi Wiślanej będzie kur­sować od 27 kwietnia
do 5 października. Wszystkie dla bezpie­czeństwa zawsze będą płynąć w grupie.
Pierwszą jednostkę poprowadzi profesjonalny szyper.
To on wyzna­cza trasę na    rzece, miejsca postojów i organizuje zwiedzanie leżących nad rzeką miasteczek. Wyczarterowanie na tydzień siedmioosobowego jachtu to koszt od 3 do 3,5 tyś. zł. Na rejs można się zapisywać na stronie internetowej  www.zeglugawislana.pl
 
 
2007-11-06 :: NAPISALI O NAS: Życie Warszawy - "Po Wiśle w pięknych okolicznościach"

 Życie Warszawy ,   wtorek   6 LISTOPADA 2007 r.

 autor: Katarzyna Zielonka

Po Wiśle w pięknych okolicznościach

 Do Krakowa czy Gdańska będzie można dostać się jachtem

Do Krakowa i Gdańska statkiem? Już wiosną bę­dzie można sobie popły­nąć na taką wycieczkę po Wiśle. Trzeba tylko mieć na to sporo czasu i ... pieniędzy.
 
   Choć jachty wyruszą na wi­ślane wody dopiero wiosną, już 14 listopada w Warszaw­skim Towarzystwie Wio­ślarskim odbędą się ich uro­czyste chrzciny.
  
 To właśnie tam nasze jednostki będą cumować w stolicy ~ wyjaśnia Łukasz Krajewski, organizator przedsięwzięcia.

  900 kilometrów w 21 dni

 Podzielił  Wisłę na odcinku z Krakowa do Gdańska na trzy segmenty, każdy po 300 ­ kilometrów. Przepłynięcie jednego odcinka zajmie ty­dzień .
 
  Dziennie będziemy pły­nąć około czterech godzin - wyjaśnia Łukasz Krajew­ski.  Resztę czasu uczest­nicy rejsu spędzą na zwie­dzaniu miast, w których zacumujemy, m.in. Góry Kal­warii, Zakroczymia, Puław. Poza tym sama Wisła dostar­cza wielu atrakcji. Będzie można m.in. 'podglądać ptaki, które żyją przy jej nieuregulowanych i dzikich brzegach - dodaje.
 
  Na pomysł, by udostępnić królową polskich rzek tury­stom, Krajewski wpadł z mi­łości do żeglowania.
 
  Wisła nie jest należycie wykorzystywana. Poza krót­kimi rejsami turystycznymi, które odbywają się w okoli­cach większych miast, lu­dzie nie mają możliwości po­dróżowania po tej rzece - mówi Krajewski.
 
Przystanek w stolicy
 
Na rejs na pewno będzie się można zabrać w czterech miastach: w Krakowie, Kazimierzu, Płocku i Gdańsku. Jednak, jak zapewnia Krajewski, jeśli ktoś zechce wsiąść w Warszawie, nie bę­dzie z tym problemu. Trzeba tylko umówić się z organiza­torem.
 
   W Warszawie i tak bę­dziemy cumować, żeby tu­ryści mogli ją zwiedzić. Nie będzie problemu, by właśnie tam do nas dołączyć - tłuma­czy Krajewski.
 
   Flota pasażerskiej żeglugi ,wiślanej ma liczyć pięć jach­tów. W każdym z nich. zmie­ści się siedmiu pasażerów. Na wyposażeniu będą ro­wery, wędki i lornetki.
 
   Rejs po Wiśle może być doskonałym pomysłem nie tylko dla tych, którzy kochaj ą wodę - tłumaczy Krajewski.
   
   Wisła w wielu miejscach Polski ma piękne plaże i dzi­kie brzegi. To może być przy­goda dla całej rodziny: połą­czenie odpoczynku na łonie przyrody ze· zwiedzaniem najpiękniejszych polskich miast - dodaje.
 
    A ceny? Przepłynięcie jednego odcinka, czyli tydzień żeglowania, ma kosztować trzy tysiące złotych za sie­dem osób (w okresie waka­cyjnym 3,5 tysiąca). W cenę wliczony jest przewodnik, który oprowadzi po miastach."

                                                                                                                                                                                                                       

 
 
 
 
2007-11-05 :: NAPISALI O NAS: www.ekociewie.pl - "Przystań coraz bliżej"

www.ekociewie.pl    05.11.2007

Przystań coraz bliżej

  Już w przyszłym roku Tczew ma szansę stać się ważnym przystankiem na drodze wodnej nie tylko z Tczewa do Kaliningradu, ale także wzdłuż Wisły. Już wiosną zostanie oddana do użytku przystań nadwiślańska.

  Podczas konferencji zorganizowanej 26 października przez Urząd Miejski w Tczewie, w ramach projektu „Infrastruktura turystyczna drogi wodnej Berlin – Kaliningrad – Kłajpeda w Tczewie i Kłajpedzie”, którego elementem jest budowa przystani, podkreślano bardzo dobrą lokalizację tej inwestycji.

  Głównym zadaniem Tczewa w tym projekcie jest budowa portu rzecznego. Partnerem projektu jest samorząd miasta Kłajpeda na Litwie, którego przedstawiciele również gościli na konferencji przygotowanej w Centrum Wystawienniczo-Regionalnym Dolnej Wisły.

   Od kilku lat czynimy starania, aby Tczew na 750-lecie miasta powrócił do swoich źródeł, do miejsca, dzięki któremu powstał, czyli nad Wisłę – powiedział Zenon Odya, prezydent Tczewa, witając gości i otwierając konferencję.

  O tczewskiej części projektu mówiła Jolanta Śliwińska, naczelnik Wydziału Rozwoju Miasta.
Planowane w przyszłości projekty, to zagospodarowanie cypla nadwiślańskiego przy ujściu Kanału Młyńskiego, stworzenie zespołu rekreacyjnego „Park nadwiślański” i sportowej przystani wioślarskiej w sąsiedztwie dzisiejszych hangarów nad Wisłą oraz utworzenie portu jachtowego i kompleksu sportów wodnych (aquapark).

   Inwestycja ma zostać ukończona w marcu przyszłego roku. Jej efektem będzie budynek portowy o powierzchni 350 m2 oraz 4 miejsca do cumowania statków i 10 dla łodzi motorowych i jachtów.
Przystań pasażersko-żeglarska została zlokalizowana na wprost ulicy Wodnej.
Parterowy budynek przystani będzie miał taras widokowy na dachu budynku. Przed budynkiem od strony ul. Wodnej zlokalizowane zostanie parking z miejscem dla 10 samochodów osobowych lub dla 3 autokarów.

  Obszar Delty Wisły i Zalewu Wiślanego jest coraz bardziej atrakcyjny dla turystów, coraz bardziej modne staje się też aktywne spędzanie czasu wolnego na wodzie. Tczewska inwestycja ma także znaczenie dla projektu „Pętla Żuław” zakładającego kompleksowy rozwój turystyki wodnej w tym obszarze – od budowy i rozbudowy infrastruktury turystycznej, oznakowania szlaków wodnych, zagospodarowania bulwarów wzdłuż szlaków wodnych po pogłębianie koryta rzeki i regulację szlaków wodnych.
Przystań w Tczewie będzie miała bardzo istotny wpływ na rozwój turystyki wodnej głównie w górę Wisły, do rzeki Nogat i portów południowo-zachodniej części Zalewu Wiślanego. Przystań ułatwi uprawianie turystyki wodnej na jachtach żaglowych i motorowych, a także turystykę kajakową.

  Ważnym elementem rozwoju turystyki wodnej może być uruchomienie żeglugi czarterowej na mieszkalnych barkach motorowych tzw. house-boat’ach. Jedną z takich propozycji przedstawił Łukasz Krajewski, który uruchamia pierwszą regularną pasażerska żeglugę wiślaną na trasie Kraków – Warszawa – Gdańsk.

  Konferencja była też okazją do wymiany informacji dotyczących turystyki wodnej. Poprowadził je Piotr Kończewski, dyrektor Lokalnej Organizacji Turystycznej KOCIEWIE.

Takie "mini forum" ma się odbywać w Tczewie co roku
2007-11-05 :: NAPISALI O NAS: Rzeczypospolita - Wakacyjny rejs jachtem spod Wawelu do Gdańska

Rzeczpospolita   06.11.2007


autor: IZABELA KACPRZAK

 

Wakacyjny rejs jachtem spod Wawelu do Gdańska

 

  To może być turystyczny hit przyszłorocznego lata.
W kwietniu mają wystartować rejsy po całej Wiśle. Podróż potrwa trzy tygodnie

Na pomysł uruchomienia pierwszej regularnej żeglugi wiślanej wpadł 32-letni Łukasz Krajewski. Z zawodu ekonomista. Pasjonat turystyki motorowodnej i żeglarstwa z Jaworzna na Śląsku. Prowadzi własną firmę, ale o żeglowaniu po Wiśle marzył od lat.

 

  Wisła to ostatnia dzika rzeka w Europie, ale jest płytka i niezbyt szeroka, a więc bezpieczna. Idealna, by nią podróżować - twierdzi.
Dziś po Wiśle można pływać tylko na krótkich trasach małymi statkami wycieczkowymi, i to wyłącznie w okolicach dużych turystycznych miast np. Krakowa, Warszawy czy Kazimierza.
Wiślanymi promami odbywa się przewóz towarów, ale głównie na drugi brzeg. Tak naprawdę Wisłą nie podróżuje się od czasów przedwojennych - ponad 60 lat.
Cała trasa rzeką, według wyliczeń Łukasza Krajewskiego, z Krakowa przez Warszawę do Gdańska liczy 900 km. Jacht, który płynie do 15 km na godzinę, pokonuje ją w trzy tygodnie. Ale będzie można płynąć odcinkami: z Krakowa do Kazimierza Dolnego, z Kazimierza do Płocka i z Płocka do Gdańska. Podróż trwa tydzień, każdy odcinek ma 300km.
Pomysł z podróżowaniem po królowej polskich rzek nie jest nowy. Krajewski przypomina. że kilka lat temu niemiecki armator z wodował na Wisłę bajeczny statek pasażerski "Frederic Chopin". Na kilka miesięcy przed pierwszą wyprawą wyprzedano bilety, choć kosztowały po 1000 euro na osobę. 
   Tylko po czym miałby on płynąć? - pyta Krajewski. 
 Armator nie do końca przemyślał ograniczenia żeglugowe na Wiśle i dlatego po kilku rejsach musiał wycofać statek z rzeki. W wielu miejscach Wisły jest po prostu za płytko.
Krajewski za tydzień odbiera w Giżycku jeden z pięciu jachtów, którymi będzie można wypłynąć w rejs w przyszłym roku. Spłynie nim do Warszawy. Jacht będzie się nazywać "Ola", tak jak córka pomysłodawcy. On sam przepłynął już innym, testowym, jachtem całą Wisłę. 
  

   To niezwykłe przeżycie. Pełno w niej zakoli, szerokich wysp. Są lęgowiska ptaków, a w okolicy Sandomierza widziałem bociana czarnego - opowiada.
Flotylla Żeglugi Wiślanej, firmy Krajewskiego, jest odpowiednio dobrana do warunków na Wiśle. Siedmioosobowe jachty mają małe zanurzenie i masę, tak by dobrze nawigować na dzikiej rzece. Jako że wzdłuż zdecydowanej części Wisły nie ma przystani, jachty posiadają trapy, by umożliwić wyjście na brzeg. Każdy z nich ma też w pełni wyposażoną łazienkę z prysznicem, centralne ogrzewanie i w pełni wyposażoną kuchnię.
Krajewski przyznaje, że ze względu na zmienność sytuacji hydrologicznej na rzece (mielizny, prądy) mogą się pojawić problemy nawigacyjne oraz czasowe zakazy żeglugi. 
 

  Wisła jest rzeką piękną, ale bardzo dziką - mówi.
Do prowadzenia jachtu niezbędny jest patent sternika motorowodnego.
Jeśli ktoś go nie ma, można wynająć profesjonalnego szypra lub zamontować słabszy silnik, na który nie trzeba uprawnień - zapewnia Krajewski.
Żeglowanie po Wiśle nie jest tanie. Koszt czarteru jachtu na tydzień waha się od 3 do 3.5 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć koszty paliwa, gazu, wody pitnej.
Pierwszy rejs po Wiśle rozpocznie się 27 kwietnia w Krakowie. Ostatni z Kazimierza do Krakowa - 5 października.
 

  Więcej o projekcie Łukasza Krajewskiego
www.zeglugawislana.pl

2007-11-02 :: NAPISALI O NAS: Internetowy Serwis Informacyjny Miasta Tczewa - "Będzie przystań, będzie żegluga"

Internetowy Serwis Informacyjny Miasta Tczewa
2.11.2007
autor: (jol)

Będzie przystań, będzie żegluga

W maju przyszłego roku wodniacy będą mogli już korzystać z wiślanej przystani. To nie lada gratka, bowiem najbliższa marina znajduje się... w Bydgoszczy. Rzeka ma ponownie rozkwitnąć. Z tej okazji na specjalną konferencję przybyli do Tczewa litewscy partnerzy unijnego projektu. Okazało się też, że już w przyszłym roku na Wiśle zostanie uruchomiona żegluga z Krakowa do Gdańska.

Prace przy budowie tczewskiej przystani są bardzo zaawansowane i powoli mają się ku końcowi. Już w przyszłym roku Tczew ma szansę stać się ważnym przystankiem na powoli odradzającym się szlaku żeglugi rzecznej. Nasze miasto jest jednym z przystanków na międzynarodowej drodze wodnej E-70 i ma duże szanse, by przyciągnąć wodniaków:

- Musimy "odkorkować" Mazury - tam wodniacy już się tłoczą. Trzeba część ruchu wodnego przenieść właśnie w ten rejon - uważa Zbigniew Ptak, pełnomocnik marszałka woj. pomorskiego ds. rozwoju dróg wodnych. - A macie się tutaj czym chwalić. Możecie stawiać nie tylko na turystykę wodną, ale i własne produkty turystyczne. Tczewska inwestycja ma także znaczenie dla projektu "Pętla Żuław" zakładającego kompleksowy rozwój turystyki wodnej w tym obszarze - od budowy i rozbudowy infrastruktury turystycznej, oznakowania szlaków wodnych, zagospodarowania bulwarów wzdłuż szlaków wodnych, po pogłębianie koryta rzeki i regulację szlaków wodnych.

Goście zorganizowanej przez Wydział Rozwoju Miasta UM konferencji podkreślali, że turyści zawitają do Tczewa - przyciągną ich piękne okolice, zabytki światowej klasy, przecież nieodległe od Tczewa, ale dla turystów jest przede wszystkim ważne bezpieczeństwo. Przystań powinna być zatem strzeżona i monitorowana.

Żegluga na Wiśle powoli się odradza. Świadczy o tym inicjatywa przedsiębiorcy z południa Polski, który w przyszłym roku uruchomi pierwszą regularną żeglugę pasażerską z Krakowa do Gdańska. Pomysł jest bardzo prosty - zakłada stworzenie żeglugi czarterowej na mieszkalnych barkach motorowych tzw. house-boatach.

- Cieszy mnie powstanie tczewskiej przystani, bowiem na naszej trasie nie ma zbyt wielu takich projektów. - mówił inicjator uruchomienia żeglugi Łukasz Krajewski - Chcemy wykorzystać doświadczenia zachodnie. Tam bardzo popularne jest pływanie takimi barkami, połączone ze zwiedzaniem. Rozpoczniemy czterami barkami, wyposażonymi w łazienki i kuchnie. Na pokładzie każdej znajdują się rowery, dzięki którym można zwiedzać okolicę. Rejs turystyczny z Krakowa do Gdańska będzie trwał około 3 tygodnie.

Znawcy tematu żeglugi rzecznej podkreślają, że budowa tczewskiej przystani jest ważna jeśli chodzi o ożywienie największej polskiej rzeki. Mówił o tym redaktor miesięcznika żagle, Marek Halter.

- Od 18 lat prowadzimy spis przystani rzecznych. Do tej pory pierwsza przystań na południe od Tczewa, to była twierdza Modlin. No może od biedy za przystań można uznać obiekt w Bydgoszczy. Zatem budowa przystanku w Tczewie to krok milowy w ożywianiu Wisły.

Konferencja służyła także wymianie doświadczeń związanych z organizacją turystyki. Jolanta Śliwińska z Wydziału Rozwoju Miasta UM ma nadzieję, że w Tczewie uda się zorganizować coroczne targi związane z żeglugą śródlądową.

Przypomnijmy, budowa przystani jest współfinansowana w ramach Programu Sąsiedztwa Litwa, Polska, Obwód Kaliningradzki Federacji Rosyjskiej Interreg IIIA. Partnerem projektu jest samorząd miasta Kłajpeda na Litwie, którego przedstawiciele również przybyli ma konferencję przygotowaną w Centrum Wystawienniczo-Regionalnym Dolnej Wisły. Dzięki unijnemu dofinansowaniu powstanie budynek portowy o powierzchni 350 m2 oraz 4 miejsca do cumowania statków i 10 dla łodzi motorowych i jachtów.